To skomplikowane

Kiedy po kilku latach oczekiwania Nintendo ogłosiło debiut "WarioWare" na Switchu, wszyscy zastanawialiśmy się, w jaki sposób Japończycy wykorzystają funkcje nowego sprzętu. Krótko mówiąc, niby ...
"WarioWare: Get It Together!" - recenzja
Kiedy po kilku latach oczekiwania Nintendo ogłosiło debiut "WarioWare" na Switchu, wszyscy zastanawialiśmy się, w jaki sposób Japończycy wykorzystają funkcje nowego sprzętu. Krótko mówiąc, niby jest po staremu, a jednak inaczej. Pytanie czy lepiej?



Zabawę zaczynamy od trybu fabularnego, który jest tylko tłem do odblokowywania kolejnych kolekcji minigier i grywalnych postaci. Wario został wciągnięty do gry, która jest pełna glitchy i bugów, a jedynym sposobem na oczyszczenie kolejnych jej etapów jest kończenie minigier i pokonywania bossów. Nie bez powodu wspomniałem o grywalnych postaciach, bo to największa i najbardziej kontrowersyjna zmiana w "Get it Together!" w stosunku do poprzednich odsłon serii.



Jeśli nie mieliście wcześniej do czynienia z serią "WarioWare", to śpieszę z wyjaśnieniem: to kolekcja kilkuset bardzo krótkich mikrogier, którymi jesteśmy atakowani jedna po drugiej i mamy dosłownie kilka sekund na domyślenie się, o co chodzi, oraz ich pomyślne ukończenie. W zależności od platformy, na jakiej lądowała kolejna odsłona, cała rozgrywka była ustawiana tak, aby jak najlepiej wykorzystać możliwości sprzętu. Na GameBoy Advance, na którym seria debiutowała, używaliśmy po prostu przycisków, ale już na Nintendo DS robiliśmy to rysikiem czy też dmuchaliśmy w mikrofon. Dobrze wypadła też odsłona na Wii, która robiła świetny użytek z kontrolera ruchowego. Co w takim razie wymyślono w edycji Switchowej, który ma odłączane kontrolery, kamerę na podczerwień, haptyczne wibracje, sterowanie ruchowe i ekran dotykowy?



W sumie niewiele. Twórcy "WarioWare: Get It Together!" za punkty wyjścia wzięli odłączane kontrolery, które zawsze mamy przy sobie (chyba że wybraliście Switcha Lite). Dodali więc opcję multiplayera i na tym właściwie poprzestali. Jak jednak pogodzić dwóch graczy dzierżących pady jednocześnie? Do tej pory w grach z serii wykonywana przez nas komenda bezpośrednio przekładała się na to, co działo się na ekranie. Kiedy mieliśmy szarpać strunę w gitarze, to po prostu darliśmy po niej rysikiem czy machaliśmy Wiilotem. W "Get It Together!" dodano "pośrednika" w formie postaci, którą sterujemy i to ona wykonuje daną akcję. Postaci jest oczywiście w grze kilkanaście, a każda z nich porusza się w inny sposób i może robić co innego. Jeśli będziecie grali w tryb fabularny w pojedynkę, to gra przeprowadzi Was po kolei przez każdego z bohaterów i pokaże w specjalnym samouczku, jak nim sterować. Gorzej, jeśli chcecie z kimś zagrać i zamiast szybkiej rozgrywki musicie tłumaczyć, co każdy bohater robi i jak nim sterować.



To, co na papierze było pewnie świetnym pomysłem, w praktyce sprawdza się średnio. Dodanie sterowania postacią zamiast bezpośredniego wpływu na rozgrywkę powoduje chaos i niepotrzebne problemy. Owszem, jeśli bawimy się sami, to możemy sobie wybrać swoich ulubieńców, z którymi czujemy się najlepiej, jednak to i tak moim zdaniem zbędne komplikowanie zabawy. Warto jednak odnotować, że każda minigra została przygotowana tak, aby można ją było ukończyć każdą z postaci. Niektórymi jest prościej (Wario), a innymi diabelsko trudno (5-Volt), ale da się. Szkoda, że twórcy mają tak napakowany gadżetami sprzęt jak Switch wybrali najdziwniejsza możliwą ścieżkę.



Tym bardziej że sama zawartość gry jest F-E-N-O-M-E-N-A-L-N-A. Kilkaset szybkich i prostych, świetnie wyglądających minigier to właśnie coś, czego się spodziewałem. Podzielono je na kategorie, część z nich to przebudowane na nowo minigry z poprzednich odsłon, a część to zupełnie nowe pomysły. Dalej wyglądają absurdalnie, są głupkowate i śmieszne jednocześnie, ale pomysłowości nie można im odmówić. Poza nimi znalazło się też w grze miejsce na kilka trybów do zabawy wieloosobowej – ich mechanika wypada lepiej, ale żaden z nich nie był w stanie mnie przyciągnąć na dłużej niż kilka minut.

"WarioWare: Get It Together!" miało wszystko, aby skraść serca fanów i stać się cichym hitem Nintendo tej jesieni. Nowa odsłona ma w teorii wszystko co mieć powinna, poza jedną kluczową rzeczą, która stanowiła o sukcesie jej poprzedników - prostotą. Jeśli uda Wam się przełknąć nadmierne komplikacje, będziecie się świetnie bawić, ja tymczasem jednak zostanę przy poprzednich częściach na przenośnych konsolkach Nintendo. Może następnym razem się uda.
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
100% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).