Recenzja serialu

Johnny Bravo (1997)
Butch Hartman
Robert Alvarez
Mae Whitman
Larry Drake

Samiec Alfa

„Johnny Bravo” ma jednak do zaoferowania znacznie więcej, niż tylko śmieszkowanie z narcystycznie usposobionego macho. Wymyślne, momentami wręcz surrealistyczne przygody, przywodzące na myśl ...
Powrót do ulubionych filmów czy seriali sprzed lat, bywa bolesny. Często to, czym zachwycaliśmy się w dzieciństwie - co oglądaliśmy z wypiekami na twarzy, rzucając w kąt tornister tuż po przyjściu ze szkoły - po ponownym obejrzeniu okazuje się płytkie, przestarzałe czy po prostu durne. Dlatego też z ogromnym strachem podszedłem do rewatchu po 15 latach, jednego z moich ulubionych seriali animowanych z dzieciństwa - „Johnny'ego Bravo”.

Żeby za bardzo nie popłynąć w sentymentalizmie nie będę pisał o tym, jak wiele godzin poświęciłem na oglądanie wszystkich sezonów po kilka razy. Jak wstawałem specjalnie dwie godziny przed wyjściem do szkoły, żeby jeszcze przed śniadaniem obejrzeć w telewizji podwójny odcinek. Jak cytowałem z kolegami kultowe teksty, naśladując gesty tytułowego bohatera, naiwnie próbując przy tym poderwać dziewczynę z klasy................... ale do rzeczy. „Johnny Bravo” to animowany serial komediowy o tytułowym - niegrzeszącym skromnością i rozumem - młodzieńcu z bujną blond czupryną, w okularach przeciwsłonecznych, czarnym t-shircie i niebieskich spodniach. To pewny siebie facet, który najbardziej na świecie kocha siebie, swoją mamę i żel do włosów marki „Mister Kevin”. Jego hobby to - jak sam mówi - laski, kobiety i dziewczyny. Aha i jeszcze panienki, zapomniałem o panienkach... Johnny w przerwach od dostawania kosza od płci przeciwnej przeżywa przedziwne przygody, w których towarzyszą mu: uroczo upierdliwa sąsiadka Suzy, ciapowaty nerd Carl oraz Pops - właściciel baru, którym interesuje się Sanepid.

Obawa, że cały urok serialu był jedynie wynikiem chwilowej młodzieńczej fascynacji, okazała się bezzasadna. Wyszukane teksty na podryw typu „chciałbym założyć konto pocałunków w banku twoich ust” albo „cześć mała, mówił ci ktoś że mam piękne oczka” - brzmiące jak idealny materiał na poradnik pt. „Jak skutecznie nie poderwać dziewczyny” - bawią tak samo jak dawniej. Mało tego, niektóre z nich - dzięki niezwykle subtelnym podtekstom - pozwoliły mi odkryć serial na nowo, zapełniając interpretacyjną lukę z czasów młodości.

Johnny Bravo” ma jednak do zaoferowania znacznie więcej, niż tylko śmieszkowanie z narcystycznie usposobionego macho. Wymyślne, momentami wręcz surrealistyczne przygody, przywodzące na myśl „Ricka i Morty'ego”, świadczą o bogatej wyobraźni twórców, która w połączeniu z niemniej absurdalnymi żartami słownymi („nie było ciastek, więc kupiłem zaprawę murarską” albo „jak często nosisz krawat? a) zawsze, b) rzadko, c) nigdy, d) wolę korniszony. Mmm… Korniszony są pycha!”) stanowi doskonałą mieszankę dobrej zabawy z niepokojącym uczuciem, gdy twój zagubiony mózg krzyczy „coooooo?!!!”.

Johnny Bravo” jak na 21-latka przystało jest nadal świeży i pełen młodzieńczego wdzięku. Mało tego, że świetnie się go ogląda, to potrafi także zainspirować artystów do tworzenia oryginalnych dzieł. Przykładem jest choćby samozwańczy król disco polo - Tomasz Niecik, który słusznie zestawił swoje emploi z charakterem kultowej postaci, oddając hołd nie tylko serialowi animowanemu sprzed lat, ale także wszystkim tym, którzy - podobnie jak on sam - czują w sobie rozpierający od środka testosteron. Hu Ha!
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
69% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (16 głosów).
Udostępnij: