Recenzja serialu

Lorena (2019)
Joshua Rofé

Uciec, ale dokąd?

Mimo że sprawa nie dotyczy bezpośrednio społeczności Afroamerykanów, mieści się ona w spektrum zainteresowań reżysera "Uciekaj!". Pod warstwą historii rodem ze slashera kryje się bowiem wnikliwe ...
Uciec, ale dokąd?
Nie wiem, czy też tak macie, ale patrząc na zdjęcie 24-letniej Loreny Bobbitt, za każdym razem przeżywam dysonans poznawczy. Smutne sarnie oczy i delikatna uroda dziewczyny odpowiadają stereotypowym wyobrażeniom na temat protagonistki latynoamerykańskiej telenoweli – udręczonej przez los, a jednak wciąż znajdującej w sobie siłę do walki o miłość. Tymczasem imię bohaterki wyprodukowanego przez Jordana Peele'a dokumentu rozsławił incydent, który wstrząsnął Ameryką. Pewnej czerwcowej nocy 1993 roku młoda kobieta zdecydowała, że już czas… pozbawić swego męża, Johna Wayne'a Bobbitta, męskości. 


Mimo że sprawa nie dotyczy bezpośrednio społeczności Afroamerykanów, mieści się ona w spektrum zainteresowań reżysera "Uciekaj!". Pod warstwą historii rodem ze slashera kryje się bowiem wnikliwe studium nierówności społecznych, osadzające opowieść nie tylko w kontekście jej obecności w tabloidowych mediach, ale też wpływu na ustawodawstwo czy zmiany w postrzeganiu przemocy domowej. 

Skandal nieoczekiwanie przyniósł obojgu zainteresowanym sławę. Okaleczony mężczyzna wyruszył w tournée po studiach dziesiątek stacji telewizyjnych, gdzie współczująco poklepywany po ramieniu przez gospodarzy kolejnych talk shows (zarówno mężczyzn, jak i kobiety), miał okazję sportretować byłą żonę jako idealne uosobienie freudowskich teorii: mściwą, niezaspokojoną i zazdrosną o jego penisa. Kiedy cała Ameryka emocjonowała się stanem przyrodzenia Johna Wayne'a (który postanowił zmonetyzować to zainteresowanie, występując w filmach porno), Lorena stała się przedmiotem niewybrednych żartów. Odsądzana od czci i wiary, przez długi czas funkcjonowała w świadomości opinii publicznej jako wariatka i barbarzynka – niezdolna do cywilizowanego rozwiązania sporu, ale skora do stosowania ekstremalnych form przemocy. 


Peele pokazuje jednak, że role ofiary i kata nie są tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. W kolejnych odcinkach poznajemy coraz bardziej szokujące szczegóły historii bohaterki. Twórcy serialu tłumaczą działanie mechanizmu, który nie pozwala maltretowanej kobiecie "po prostu odejść". Paraliżujący strach przed zemstą byłego męża, obrazowo przedstawiającego konsekwencje decyzji o rozstaniu, podbija mieszanka wstydu i obawy przed przyznaniem się do porażki czy zawiedzeniem oczekiwań bliskich. Pochodzącej z Wenezueli dziewczynie ślub z przystojnym żołnierzem jawił się jako spełnienie amerykańskiego snu. Kiedy maska czarującego chłopca opadła, ukazując prawdziwą twarz Johna Wayne'a Bobbitta, owo marzenie zmieniło się w koszmar pełen przemocy nie tylko fizycznej czy seksualnej, ale też psychicznej, ekonomicznej i rasowej. 

Metodyczne obniżanie poczucia godności i własnej wartości Loreny, groźby doprowadzenia do jej deportacji czy zawstydzanie w obecności rodziny i bliskich wyuzdanymi prezentami składają się na obraz prześladowania będącego codziennością milionów kobiet. Jak podkreślają wypowiadający się w produkcji eksperci – funkcjonariusze policji oraz aktywistki walczące o prawa kobiet – na początku lat 90. codzienność ta rzadko bywała zakłócana interwencjami z zewnątrz. W obawie przed naruszeniem miru domowego przedstawiciele władzy woleli zostawić rozwiązanie konfliktu małżonkom, uznając spór za ich prywatny problem. 

Nawet jeśli oglądamy "Lorenę" ze świadomością, że sprawy w końcu przybrały dla bohaterki pomyślny obrót, serial trudno uznać za pokrzepiającą historię. Widz czuje się przytłoczony opisami aktów przemocy i unaoczniającymi skalę problemu statystykami. Kiedy w ostatnim odcinku były mąż Loreny wraca do wspomnień z dzieciństwa, uświadamiamy sobie, że sam także jest ofiarą. Peele w żadnym wypadku nie szuka usprawiedliwienia dla jego czynów. Pokazuje za to, że nie mamy do czynienia z autonomicznym incydentem, lecz konsekwencją wielu lat zaniedbań. Co gorsza, nikt nie pomyślał o systemowym rozwiązaniu dla osób takich jak John Wayne Bobbitt. Choć morał płynący z tej historii wydaje się banalny, w istocie przeraża bardziej niż najkrwawsze sceny z klasyki gore: przemoc rodzi przemoc. Pamiętajmy o tym, zanim staniemy się częścią tej samonakręcającej się spirali. 
1 10
Moja ocena serialu:
7
Ewelina Leszczyńska
Rocznik '89. Absolwentka filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim. Napisała pracę magisterską na temat bardzo złych filmów o rekinach. Dopóki nie została laureatką VII... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
86% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Udostępnij: