Recenzja Sezonu 4

Sprawa idealna (2017)
Brooke Kennedy
Jim McKay
Christine Baranski
Cush Jumbo

Oto Ameryka

Czwarty sezon "Sprawy idealnej" to kompletny pakiet. Oferuje przednią rozrywkę, emocje, humor, intrygi, tajemnice, a przy tym jest inteligentnym i wartościowym komentarzem do aktualnej sytuacji w ...
Oto Ameryka
W ciągu ostatnich kilku lat możemy zaobserwować ciekawe zjawisko w Stanach Zjednoczonych polegające na zacieraniu się granicy pomiędzy rozrywką a informacją. Przenikanie się tych światów nie jest niczym nowym. To, co się zmieniło, to rozwój programów telewizyjnych, których podstawowym celem jest bawienie widzów, zaś przy okazji są też czymś na kształt wiadomości i dziennikarskiego komentarza do ważnych aktualnie tematów. Najwięcej takich mieszanek jest w produkcjach typu "Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Olivierem". Ale trend ten coraz wyraźniej zaznacza się też w serialach fabularnych, czego najlepszym przykładem jest właśnie "Sprawa idealna".

Oczywiście ci, którzy śledzą losy pracowników kancelarii Reddick, Boseman & Lockhart, wiedzą o tym doskonale. W końcu punktem wyjścia pierwszego sezonu był kryzys finansowy i spektakularne piramidy, na których miliony straciły oszczędności całego życia. Jednak w czwartym sezonie jest to jeszcze bardziej widoczne. Być może dlatego, że liczy on mniej odcinków, przez co sprawia wrażenie całości mocno skondensowanej.



Prawdziwe skandale i kontrowersyjne tematy nie służą już tylko jako koło zamachowe dla perypetii głównych bohaterów. Niektóre z odcinków są bardziej esejami, które dla łatwiejszego odbioru ubrano w szaty fabuły. Najlepiej widać to na przykładzie otwarcia sezonu, gdzie nieprzytomna Diane "żyje" w alternatywnej rzeczywistości, w której prezydentem Stanów Zjednoczonych jest Hilary Clinton. Twórcy serialu stworzyli fascynującą wizję świata, który jest równie daleki od ideału, co rzeczywistości prezydentury Trumpa. Odcinek ten jest inteligentnym, przemyślanym i elokwentnie wyartykułowanym wywodem na temat skomplikowanych zależności w życiu społeczno-politycznym, w którym wymiana człowieka na najwyższym stanowisku owszem rozwiązuje niektóre problemy, ale rodzi całą masę innych, jak również blokuje zaistnienie istotnych (z punktu widzenia przynajmniej części społeczeństwa) zmian.

W pamięci pozostaje także ostatni odcinek poświęcony Jeffreyowi Epsteinowi. I tu twórcom udało się lepiej niż dokumentalistom i dziennikarzom przedstawić fascynujący obraz sieci zależności, który pozwalał spokojnie funkcjonować bezwzględnemu drapieżnikowi seksualnemu niezależnie od tego, kto aktualnie pozostawał przy władzy. Odcinek ten miejscami ogląda się jak science-fiction, ale warto pamiętać, że to najbardziej szalone jego elementy oparte są na prawdziwych wydarzenia i wypowiedziach. Dla tych, którzy szybko chcą zrozumieć skomplikowany krajobraz społeczno-polityczny Ameryki, "Sprawa idealna" powinna być lekturą obowiązkową.



Tradycją serialu stało się poruszanie w każdym sezonie innych aspektów trudnych relacji białych i czarnoskórych mieszkańców Ameryki. Tym razem twórcy włożyli kij w mrowisko dotykając tematu tabu: reparacji za niewolnictwo w USA. Na pierwszy rzut oka może się wydawać absurdalnym dyskutowanie na temat odszkodowań za coś, co miało miejsce 200, 150 lat temu. Po obejrzeniu odcinka, w którym temat ten został poruszony, zmienicie zdanie. Owszem, niewolnictwo zostało formalnie zniesione w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie XIX wieku. Jednak społeczne, ekonomiczne i polityczne skutki są wciąż obecne stając się gruntem, na którym pięknie kwitną nierówności rasowe. Sam temat reparacji jest sam w sobie fascynujący, ponieważ różne grupy inaczej definiują to, czym są odszkodowania, za co się należą i jaką formę powinny przyjąć.

Wielką zaletą "Sprawy idealnej" jest łatwość opowiadania o tych jakże skomplikowany sprawach. Twórcy nie zapominają, że realizują przede wszystkim fabularne show, więc nawet najtrudniejsze tematy są podawane w atrakcyjnej formie z wykorzystaniem dostępnych bohaterów w takim sposób, by widzowie nie czuli, że postacie serialowe są jedynie pionkami przesuwanymi przez propagandowych władców marionetek.

"Sprawa idealna" zresztą unika dawania łatwych odpowiedzi. Choć uproszczenia są koniecznością w przypadku fabuł trwający po 50 minut, to jednak twórcy serialu szczególną uwagę przykładają do prezentacji paradoksów podejmowanych tematów i niezwykłego ich skomplikowania, co zawstydziłoby Węzeł Gordyjski, gdyby ten posiadał umiejętność odczuwania.



Być może niektórzy czytając powyższe zaczną sobie wyobrażać jakieś dydaktyczne monstrum, pełne faktów, informacji, komentarzy. Nic bardziej mylnego. Mimo wszystko "Sprawa idealna" pozostaje serialem fabularnym i to perypetie osobiste oraz zawodowe są w centrum uwagi wszystkich. A w czwartym sezonie dzieje się naprawdę dużo. Większość najciekawszych rzeczy ma związek z dwoma wątkami, które przewijają się przez wszystkie odcinki. To dzięki nim serial dostarcza masę atrakcji: tajemnic, intryg, walk o władzę i wpływy.

Pierwszym z nich jest "Memo 618". Za tymi czterema literami i trzema cyframi kryje się prawdziwa broń atomowa. Notatka ta potrafi w mgnienia oka zniszczyć karierę nawet najbardziej szanowanego sędziego. Na jej wspomnienie wpływowi ludzie nabierają wody w usta, a co bardziej upartych odwiedzają anonimowe osoby sprawiające wrażenie wszechwładnych.

Ten wątek zmienia "Sprawę idealną" w swoisty thriller szpiegowsko-polityczny. Poszukiwanie odpowiedzi na pytaniem "Czym jest Memo 618?" ekscytować będzie nie tylko bohaterów, ale i widzów, bo twórcy świetnie dawkują napięcie i mają w zanadrzu kilka zwrotów akcji, dzięki czemu uwaga oglądających nie osłabnie nawet na chwilę.



Drugim z istotnych wątków przewijających się przez wszystkie odcinki "Sprawy idealnej" jest STR Laurie, czyli prawnicza megakorporacja, która przejęła kancelarię Reddick, Boseman & Lockhart. Na owacje na stojącą zasługują wszyscy ci, którzy odpowiadają za to, jak STR Laurie jest w serialu prezentowane. Wyraźnie odcinające się od reszty scenografie, chłodne zdjęcia i własny motyw muzyczny oraz doskonały John Larroquette jako Gavin Firth ze swoimi dalekowschodnimi mądrościami i łagodnym tonem kryjącym nieugiętą stal - to wszystko buduje klimat dystopijnej dyktatury, która chce uchodzić za dobrotliwą, ale za swoje dary i ochronę wystawia bardzo słony rachunek. Każda scena w STR Laurie, a nawet przemykanie wyprowadzanych na spacery psów, wynosi serial na wyższy poziom.

Czwarty sezon "Sprawy idealnej" to kompletny pakiet. Oferuje przednią rozrywkę, emocje, humor, intrygi, tajemnice, a przy tym jest inteligentnym i wartościowym komentarzem do aktualnej sytuacji w Stanach Zjednoczonych. Jeśli można wskazać jakąś wadę, to jest nią fakt, że czwarty sezon jest za krótki. Niestety czuć, że niektóre wątki zostały przerwane w sposób nienaturalny. Oczywiście winę za to nie ponoszą twórcy. Prace nad kilkoma ostatnimi odcinkami musiały zostać przerwane, ponieważ wybuchła pandemia COVID-19. Ma to jednak i dobre strony. Zaostrza apetyt na piąty sezon.
1 10
Moja ocena sezonu 4:
10
Marcin Pietrzyk
Rocznik '76. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale psychologii, gdzie ukończył specjalizację z zakresu psychoterapii. Z Filmweb.pl związany niemalże od narodzin portalu, początkowo jako... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
60% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
Udostępnij: