Czy tylko ja tak mam,

że po obejrzeniu absolutnie fantastycznego The Wire prawie nie mogę znieść przejaskrawienia i absurdalności niektórych scen w The Shield? Z reguły lubię brutalne filmy i seriale, poruszające cały wachlarz problemów społecznych bez specjalnego owijania w bawełnę i dlatego myślałam, że to właśnie The Shield bardziej mi się spodoba, tymczasem skończyłam The Wire, serial który postawiłabym na półce tuż obok fenomenalnych Sześc stóp pod ziemią czy Rodziny Soprano, zwłaszcza ze względu na dużą dawkę realizmu i świetne postacie, a obecnie jestem po 2 sezonie The Shield, serialu który momentami po prostu mnie denerwuje. W przeciwieństwie do The Wire, gdzie praktycznie każdy z bohaterów miał coś w sobie, co skłaniało mnie do uważnego śledzenia ich dalszych losów, a postać Omara czy Jimmiego, Bunka itd. na długo pozostaną mi w pamięci, w The Shield właściwie wszyscy mnie irytują. Nie pisze tego, żeby urazić fanów The Shield, rozumiem, że oba seriale mają wiele do zaoferowania, jednak wg mnie najlepiej zrobić sobie przerwę między tymi dwoma serialami. Po obejrzeniu w pierwszej kolejności The Wire, a zaraz potem The Shield, ktoś może mieć właśnie ten sam problem co ja, natomiast odwracając kolejność, The Wire mógłby nużyć widza, przyzwyczajonego do wartkiej akcji i całej masy 'szczęśliwych zbiegów okoliczności', których w The Shield nie brakuje.

9

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: