Dziwne sceny, zdarzenia i fakty. Wpisujcie.

użytkownik usunięty

1. Podczas bitwy w Ardenach dwaj Amerykanie słyszą trzeszczący śnieg. Patrzą, a bezpośrednio pod ich pozycje przyszedł się wysrać Niemiec. Parę minut później zdarzyła się podobna rzecz. Dwóch Amerykanów ze 101 dywizji odeszło, jak mi się wydaje, a nie więcej aniżeli 100-200 metrów od swoich pozycji. Jeden z nich wpadł w dziurę. Z dziury wyskoczył Niemiec krzycząc „szajse” i zaczął strzelać.

2. Winters zaczyna wojnę w czerwcu 1944 roku najwyżej w randze sierżanta, a kończy jako major. Czy taki awans jest możliwy nawet na polu bitwy? Przypomina mi się Janek Kos, który zaczynał nad Oką jako szeregowy, w Berlinie kończył jako szeregowy. To też było dziwne, ponieważ przez większość książki był sierżantem i nagle przeskoczył cały przedział podchorążego.

3. W odc. 3 lub 4, podczas zdobywania Normandii, jedne z żołnierzy traci wzrok, by potem go nagle odzyskać. To najbardziej odjechany, psychodeliczny wątek w serialu. Czy mógł go stracić z powodu stresu czy raczej był chory psychicznie? Przez cały odcinek robił wrażenie nawiedzonego, mającego skłonności mistyczne.

4. W jednym z ostatnich odcinków jest jedyna w serialu scena erotyczna. Amerykanin uprawia seks z młodą Niemką w łóżku i dobrze mu idzie, a jej się podoba. Czy to możliwe? To znaczy, czy Niemki były aż tak chętne? Przecież nazistowski etos i tak dalej.

5. Bardzo często Amerykanie znajdujący się w oblężeniu sięgali po telefon, podawali dwie liczy "prawy 100", lewy 200" i artyleria trafiała idealnie trzydzieści metrów od amerykańskich pozycji. Czy Amerykanie mieli już wtedy aż tak dobrą współpracę z artylerią, aby w ciągu minuty przy pomocy dział stojących 2-5 km dalej odmienić los bitwy na tak małej przestrzeni?

Proponuję wpisywać tu wasze spostrzeżenia dotyczące dziwnych rzeczy w tym serialu. W ogóle brawa dla Amerykanów za II wojnę światową. To moi bohaterowie. Ten luz, ta inna mentalność.

26
  • użytkownik usunięty

    Co do drugiej kwestii, to Winters w czerwcu '44 był porucznikiem, a dokładniej awans na "First Lieutenant" otrzymał już w '43 roku.
    W '42 ukończył szkołę kandydatów na oficerów, po której otrzymał stopień "Second Lieutenant", czyli po polsku jest to odpowiednik podporucznika. Tak czy owak, już wtedy był oficerem (młodszym).
    Już w lipcu '44 został kapitanem i dowódcą kompanii, a w marcu '45 zostaje oficjalnie majorem. To tak w skrócie, bo podczas wojny różne nadzwyczajne rzeczy się działy (nawet przed inwazją Winters miał rożne przygody, jak to zostało pokazane w serialu, np. został oficerem kantynowym). Generalnie rzadko zdarzały się podczas wojny spektakularne awanse z pominięciem kilku stopni, ale nie jestem ekspertem w tej materii ;)

  • Specjalnie założyłem konto, postaram Ci się to opisać po kolei.

    1. Scena prawdziwa, opisana w książce Ambrose'a. Jednego niemca zobaczyli jak nieświadomy poszedł załatwić potrzeb\e numer dwa na polankę. Wtedy, z tego co opisano w książce była dosyć duża mgła, więc i Amerykanie się gubili, jak i szkopy. Oczywiście Niemca wzięto do niewoli. Druga scena to ta, jak wpadli na żołnierza szkopskiego w okopie. To też jest prawdziwe, tylko w filmie trochę to zmienili, w oryginale szwab spytał jednego z żołnierzy" "czy to ty, Hinkel?" - w odpowiedzi zdziwiony jankes zaczął uciekać i rzucać bluzgami we wroga, koło którego nieświadomie stał.

    2. Winter miał dosyć burzliwe losy, pamiętaj, żę po D-day został dowódcą kompani E, później zastępca dowódcy batalionu, więc mógł tak wysoko awansować. Zresztą kolega wyżej dobrze to wytłumaczył.

    3. Blithe, o ile dobrze pamiętam został cudem wyleczony przez Wintersa po ataku na Carentan, było to wspomniane w książce. To, że nie widział było efektem szoku po walce.

    4. To też normalka. Amerykanie dostali oczywiście zakaz kontaktu poza służbowego z Niemcami, ale nikt poza którymś z oficerów ( nie pamiętam dokładnie jak on się zwał) tego nie przestrzegał. W książce jest dosyć mocno nakreślone, że jankesi brali się często za samotne niemieckie kobiety. Często przekupywali je za papierosy, czekolade i ogólnie swoje racje żywnościowe. Ciekawostką jest, że "zabawiali" się także z dipiskami, czyli kobietami z obozów pracy ( nie chodzi tutaj o te żydowskie, ale takie gdzie przebywały np.: Polki. Na to mieli akurat pełne przyzwolenie.

    5. Tu akurat jest fajne pokazane to z dwóch stron, Niemcy też mocno razili Amerykanów artylerią, dajmy na to pod Bastogne, gdzie Joe Toye i Guarnere stracili po jednej nodze.

    • użytkownik usunięty

      Nie czytałem tej książki. Mam za to "D-Day". Strasznie długa, mętnie napisana i często te same wydarzenia wracają w formie opisów podanych przez innych uczestników. Z tej książki pełnymi garściami czerpał Spielberg.

      Skoro wspominasz o kontaktach Amerykanów z kobietami, które były na Niemczech na robotach, to ciekawi mnie, czy zdarzyło się którejś Polce zajść w ciążę i urodzić małego Amerykanina już w Polsce. Biedne dziecko pewnie nigdy się nie dowiedziało, że straciło bezpowrotnie szansę na lepsze życie w wolnym świecie. W mojej rodzinie krążyły zdjęcia i opowieści o sąsiadce, która swego czasu zadawała się z Niemcami. Wstyd jak cholera. Za to przynosiła do domu pończochy, kawę, słodycze. Nigdy jej nie ogolono.

      Winters jest postacią fascynującą. Dla mnie taki żołnierz "Zero". Pozbawiony wyrazistej osobowości, idealny charakter, nie laluś, nie cham, zrównoważony, ludzki, inteligentny. zawsze blisko podkomendnych, gotów do narażenia własnego życia, szanowany przez młodszych. Ma tyle cech, zwłaszcza pozytywnych, że do dziś nie wierzę w jego istnienie. Zupełnie jakby ta postać uosabiała najlepsze cechy, których oczekuje się od dowódcy polowego.

      • To żałuj, o na podstawie książki "Kompania Braci' powstał serial. Tam masz dużo rzeczy opisanych kropka w kropka jak w filmie. No i są komentarze weteranów, podobnie jak w filmie. George Luz, ten który parodiował różne głosy zabrał jednego Polskiego chłopca z tego obozu i z tego co pamiętam chłopak jeździł z nimi, amerykanie się nimi opiekowali. Co po wojnie się z nim działo, nie było napisane lub nie doczytałem.

        A no nie ma się co dziwić, faktycznie nie słyszałem, żeby u nas często tak postępowano z kobietami jak np .: w Holandii. Tak czy siak u nas AK wymierzało wyroki śmierci na konfidentów, ludzi którzy współpracowali z sowietami, więc co kraj to obyczaj ( oczywiście popieram w pełni to działanie).

        Winters był przede wszystkim opisany przez autora licznych wywiadów z nim, jak i kolegów z kompanii jako ktoś bardzo spokojny. Podobno nawet nie potrafił podnieść ręki na dogorywające zwierzę, by je dobić. Tak czy siak, po drugiej stronie barykady masz Speirsa, który jest dla mnie świetnym przykładem dowódcy o typowo bojowym, wręcz hollywodzkim charakterze. Ogólnie poza nimi dwoma to kompania E miała pecha do dowodzących, najpierw jeden zginął lecąc samolotem podczas D-day, drugi został postrzelony przez swojego żołnierza, no i ostatni spieprzył sprawe podczas ofensywy w Ardenach. Za to podoficerów, którzy byli kręgosłupem kompanii mieli wybitnych i zdolnych do licznych poświęceń, choćby banalny przykład Toye'a i Guarnere.

        • użytkownik usunięty

          No tak. Ten serial to przede wszystkim opowieść o podoficerach i szeregowcach. Ze wskazaniem na podoficerów.

          Dziwiła mnie też głupota młodych chłopaków. Dużo czytałem o łaszeniu się na lugery. Nie wiem, czy to prawda, ale już po pierwszych tygodniach walk we Francji mieli zakaz zabierania niemieckim oficerom lugerów, ponieważ Niemcy, co już jest potwierdzone, rozstrzeliwali na miejscu każdego posiadacza lugera. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, aby zabrać sobie szkopowi taki pistolet. Zresztą podczas powrotu do Stanów żołnierze byli raczej sprawdzani, a już na pewno zabierano im broń. Te lugery są kilka razy strasznie wyolbrzymione. Ale w D-Day autor tak samo opisuje fascynację tym przeciętnym pistoletem. Miał on jednak dużą, jak na pistolet w tamtych czasach, prędkość wylotową pocisku.

          • Po pierwsze to byli młodzi, po drugie nie mieli jeszcze doświadczenia, po trzecie w tedy był w śród nich szał na niemieckie pamiątki nie tylko na lugery.
            W książce uczestnicy tych wydarzeń wypowiadają się ze mając więcej doświadczenia nie odważyli by się na takie brawurowe wybryki.
            A co do powrotu z pamiątkami to nie mieli raczej problemów ich przemycić, raczej nie sprawdzali dokładnie bagaży żołnierzy powracających z wojny, poza tym czytałem ze mogli je po prostu wysłać pocztą do domu.

            • użytkownik usunięty

              Niesłychane. Wiem, że z Iraku i Afganistanu żołnierze przywozili różne zakazane przedmioty, ale nie miały one charakteru militarnego. Jak byłem mały, chciałem mieć amerykańskiego Thompsona. Zresztą do tej pory mi się podobają. Niestety, wybiórczo czytam książki o II wojnie światowej, dlatego pytam.

              Dalej czekam na dziwne rzeczy i absurdy dotyczące filmu.

  • odc.5 - "Crossroads". Winters samotnie atakuje wzgórze i przez moment wpatruje się w młodego Niemca - znał go?

    • użytkownik usunięty

      To nie było wzgórze, lecz wał, za którym był cały oddział Waffen SS. Myślę, że go nie znał. To byłą taka filmowa wiwisekcja. Wintersa to gryzło. Widać, że Niemiec uśmiechnął się do niego na początku. Nie wiem, czy ze strachu, czy był to tik. Zastanawiał się, czy mógł nie pociągnąć za spust. W końcu ten chłopak nie miał broni. Winters wykonał na nim frontową egzekucję.

    • Chodziło raczej o sam fakt, że Niemiec pewnie nie miał nawet osiemnastu lat, stał nieruchomo i nie celował do niego. I nie było to w ogniu walki, wszystko odbywało się w ciszy i Winters miał moment, żeby się nad tym zastanowić. Cała sytuacja stała się bardziej osobista, niż kiedy wszystko dzieje się w ułamkach sekund i nie masz czasu na takie przemyślenia. Tym bardziej, że Winters wydawał się w całym serialu bardzo wrażliwym człowiekiem.

    • Ja inaczej tę scenę odczytałem. Winters spojrzał w dół. Zobaczył Niemca - bez broni. Zawahał się. Tamten wykonał taki gest rękami, który dla mnie oznaczał mniej więcej: "no co będziesz tak stał? jak tak - to ja zaraz wydrę mordę". Winters nie chciał tracić elementu zaskoczenia i pociągnął mu serię, dając tym samym sygnał do ataku.

  • Podbijam temat. Co do kontaktów seksualnych Amerykanów z Niemkami już po zawieszeniu broni, to było to nagminne. Było potem z tym trochę problemów, bo żołnierz chciał zabrać wybrankę do USA, a władze nie pozwalały.

    • a propos kontaktów z kobietami, cytat z książki:
      "Panienki, du**czki, szp*ry, materace, zdziry, spódniczki, cichodajki, k**iszony, c**ki
      - oto co królowało w umysłach naszych chłopców. Kucharze mieli utrzymanki, plutonowe
      ogiery nie wychodziły ze stodoły, McCreary posuwał jakąś męŜatkę w mieście, Reese
      zainstalował swoją u siebie na kwaterze i nie musiał wychodzić, Carson Ŝywił piękną,
      wykształconą polską blondynę (z którą się potem oŜenił), szarŜe plutonu kaŜdy wieczór
      spędzały w obozie dipisów, a chłopaki co wieczór biegali do Zell am See, miasta
      najpiękniejszych dziewczyn w Europie, by z opalonymi blondynkami realizować swoje
      najbardziej wyrafinowane fantazje. Po trzech latach ciągłego gadania o bzykaniu nareszcie
      mieli okazję zrealizować swoje marzenia, przebierając w kobietach jak w ulęgałkach.
      Polityka niefraternizacji poniosła ostateczną i kompletną klęskę."

      Jak później doczytałam, owa polska blondyna nazywała się Antonia Puchalska, która wyjechała do USA. Wg angielskojęzycznej wikipedii, był tam jakiś dziwny romansowy trójkąt między nią, owym Carsonem i Speirsem, ale już nie chciało mi się w to wnikać.
      Zdjęcia p. Puchalskiej z tego okresu można znaleźć w internetach :)

      • jeszcze taki fragmencik:
        "Dziewczęta nosiły opaski „DP” (zakaz fraternizacji
        dotyczył tylko Niemek i Austriaczek, dipiski były spod niego wyłączone. Opaski „DP”, które
        miały odróŜniać zwierzynę łowną od zakazanego owocu, były bardzo poszukiwane przez
        Ŝołnierzy i wkrótce stały się elementem miejscowego stroju kobiecego na równi ze
        sznurowanymi stanikami i filcowymi kapelusikami), ale jak wspomina Foley, „nie spotkałem
        tam ani jednej prawdziwej dipiski”."

        • małe sprostowanie odnośnie "miłosnego trójkąta" - coś mi się musiało pomieszać. z różnych strzępków informacji, z różnych stron jakimś cudem taki wniosek wysnułam, ale raczej nic takiego nie miało miejsca, Speirs przecież ożenił się z jakąś Angielką, urodziło im się dziecko, ale potem pierwszy mąż owej Angielki się odnalazł i ona wróciła do niego.
          Sorry za zamieszanie :)

          ps. btw, zniknęła mi opcja edycji postów. u Was jest?

      • Jeśli to ona, to bardzo urodziwa na twarzy. Kto i dlaczego bał się tej fraternizacji z Niemkami?

        • cóż, to w końcu był wróg :)
          ale jak wiadomo, krew gęstsza niż woda, a i owoc zakazany bardziej kusi.
          krótki artykuł z newsweeka:
          http://swiat.newsweek.pl/dzieci-okupacji,12122,1,1.html

          • Przeczytałem artykuł. Wynika z tego, że wiele Niemek uprawiało rodzaj miękkiej prostytucji. Nie sądziłem, że skala poczęć jest aż tak duża. Mogę sobie wyobrazić, co znaczyło szukać po kilkudziesięciu latach ojca za oceanem.

            To jeszcze nic. W Polsce co dwunasty ojciec wychowuje nie swoje dziecko i o tym nie wie. Tego typu dane otrzymywane są zwykle przy okazji wykonywania różnorodnych badań genetycznych, robionych np. przed transplantacją, gdy zachodzi konieczność sprawdzenia zgodności materiału genetycznego dawcy i biorcy organów. Wówczas okazuje się, że pomiędzy ojcem, a dzieckiem tej zgodności genetycznej nie ma.

            To konserwatywna do niedawna Polska. W krajach zachodnich jest pewnie jeszcze gorzej. Nie próbuję wejść w psychikę kobiet. Jednak zastawania mnie czasami, co kieruje kobietami, że pomimo silnych deklaracji, że są nastawione na wierność i wychowanie potomstwa z jednym partnerem, tak często decydują się na skoki w bok?

            • Też przeczytałem. Ciekawy artykuł. Okazuje się, że zapotrzebowanie na seks jest na co dzień większe niż się nam wydaje. Natura to natura i jej nie oszukasz. Na pięć minut każdy staje się zwierzęciem, szeregowiec i generał, bandzior i święty. Nawet każda cnotliwa babka musi się czasem dobrze postukać.

          • Ostro. Aż tyle nieślubnych dzieci, albo dzieci bez ojców. Takie czasy. Winny był system. Młodzi, po wojennym stresie. Pewnie były to tak zwane okazje i panny zachodziły, a potem nie wiedziały, co robić.

      • Nie krempuje cię to jako kobietę? Mam na myßli język, na jaki trafiłaś w książce?

  • Nawigacja artylerii amerykańskiej bardzo mnie frapuje.

    1. W jakiej odległości była przeważnie artyleria? Raczej więcej jak 2-3 km. Pewne nawet 10 km. To niesamowite, że trafiano tak dokładnie. Przecież w "D-Day" mowa jest o tym, że artyleria trafiała w konkretne budynki na zamówienie.

    2. Jak taki system działa? Mapa musi być wcześniej podzielona na dokładne sektory, kwadraciki 10x10 metrów, ponieważ inaczej tego ni da się wytłumaczyć. Tym samym systemem tłukli komuchów w Wietnamie.

    3. Namierzanie z lornetki to łatwizna dla wyszkolonej załogi. Jednak wydaje mi się, że tylko Amerykanie mieli nawigację za pomocą mapy i podawania dokładnych namiarów na dany kwartał. Tym wyprzedzali Niemców. Dlatego artyleria amerykańska specjalizowała się w strzelaniu precyzyjnym, a brytyjska i niemiecka w ostrzale.

    Jak ktoś ma wiedzę na ten temat, to chętnie poczytam.

  • U mnie dziwnym faktem jest to, że Major Richard D. Winters zawsze będzie mi się kojarzył z Marcin'em Miller'em - wokalistą zespołu Boys :)

  • Niemcy zawsze atakują ławą, nie próbują infiltracji ani rolowania obrony. Niemieckie czołgi szarżują, wbrew żelaznej zasadzie, że połowa idzie naprzód, połowa stoi i osłania i tak na przemian. O ile u Amerykanów widać jakąś taktykę, to Niemcy prezentują ją na poziomie wczesnej Armii Czerwonej. Nie widać w ogóle amerykańskiego wsparcia z powietrza. Źle mi się oglądało sceny batalistyczne.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię