Niektorzy ludzie rodza sie, zeby zagrac role zycia. Kelly Reilly jest jedna z nich. W innych produkcjach jest OK ale w roli Beth Dutton rozwala system. Wszyscy "twardziele" w stylu Johna Rambo czy Johna Wicka otwierali by przed nia drzwi, mowili"Yes, ma'am!". Ma u mnie za te role prywatnego Oscara wszechczasow.
Po czterech odcinkach jest bardzo dobrze. Drażni mnie tylko nieco kolejna, obowiązkowa w tym uniwersum, wkurzająca postać kobieca. W Yellowstone drażni toksyczna Monica, w Marshals tępa i zarozumiała Andrea, a w tej odsłonie pojawia się jeszcze gorsza plastykowa Oreana z tureckim uzębieniem i niedomkniętą paszczą.
Trzyma poziom Yellowstone, a więc mamy tutaj: denne dialogi, absurdalną fabułą, pocieszną pseudofilozofię, którą scenarzysta wkłada w usta swoich postaci oraz, rzecz jasna, apoteozę amerykańskich realiów społeczno-ekonomicznych, które, jak doskonale wiadomo, są jedynymi słusznymi (no chyba, że ktoś miał styczność z...