"Ranczo Duttonów" opowiada o losach Beth i Ripa próbujących zbudować wspólną przyszłość w Teksasie. Z dala od kultowego rancza Yellowstone w sercu dzikiej Montany, para zderza się z brutalną rzeczywistością w Rio Paloma. Bohaterowie muszą zmierzyć się z bezwzględnymi właścicielami innego rancza, gotowymi na wszystko, by ochronić swoje imperium. Na południu Teksasu więzy krwi są silniejsze niż gdziekolwiek indziej, przebaczenie jest chwilowe, a cena za przetrwanie jest naprawdę wysoka.
Niektorzy ludzie rodza sie, zeby zagrac role zycia. Kelly Reilly jest jedna z nich. W innych produkcjach jest OK ale w roli Beth Dutton rozwala system. Wszyscy "twardziele" w stylu Johna Rambo czy Johna Wicka otwierali by przed nia drzwi, mowili"Yes, ma'am!". Ma u mnie za te role prywatnego Oscara wszechczasow.
Po czterech odcinkach jest bardzo dobrze. Drażni mnie tylko nieco kolejna, obowiązkowa w tym uniwersum, wkurzająca postać kobieca. W Yellowstone drażni toksyczna Monica, w Marshals tępa i zarozumiała Andrea, a w tej odsłonie pojawia się jeszcze gorsza plastykowa Oreana z tureckim uzębieniem i niedomkniętą paszczą.
Czy tylko mi się wydaje że scenariusz tej piastaci to niewypał? Ja rozumiem że może mieć problemy być impulsywnym ale decyzje które podejmuje to sekcja idiota bez przyszłości. Niby ma 19 lat a przedstawiony jak 15 max. porzucił szkołe, w zamian zapyjaznil się z pijakiem oszustem, chce być farmerem ale tupie nogą i...