Póki co obejrzałem tylko pierwszy sezon i zachwycił mnie Moriarty. Cóż za wspaniały arch nemesis Sherlocka. Zrobili z niego szaleńca, geniusza... perfekcyjnie został zagrany. I co ważne, Moriarty z serialowego Sherlocka, to majstersztyk interpretacji i olbrzymi kunszt aktorski osoby odgrywającej, gdy w tym samym momencie Moriarty z Sherlocka hamerykańskiego (Games of Shadows) wypada przy Nim dość blado, na plus mu tylko "umysłowy pojedynek szachowy" oraz "taniec z Sherlockiem na haku".
Jestem ciekaw, jak Wy oceniacie postać Moriartego z Sherlocka. Idealny antogonista Holmesa imho.
Szczerze mówiąc, byłam niemiło zaskoczona, kiedy Moriarty pojawił się po raz pierwszy... Miałam w głowie utrwalony jego wizerunek z opowiadań Conan Doyle'a i zdecydowanie nie tak wyobrażałam sobie geniusza zbrodni, serialowy Moriarty wydawał mi się taki... idiotyczny, z tą jego mimiką i żarcikami. Ale przyznam, że drugi sezon zatarł to nieprzyjemne wrażenie, głównie dzięki umiejętnościom aktorskim Andrew Scotta, który naprawdę się popisał (zresztą nie muszę chyba więcej tłumaczyć, kto widział, ten wie). Zwłaszcza ostatni odcinek był pod tym względem świetny. W ostatecznym rozrachunku bardzo mi się podoba serialowa kreacja Moriartego, można powiedzieć, że serial nadał tej postaci zupełnie inny wymiar :)
Ja od 3 odcinka 1 serii jestem zafascynowana tą postacią. Mam na swoim koncie sporo obejrzanych filmów i seriali, pojawiały się w nich różne postacie genialnych szaleńców, ale Moriarty grany przez Andrew Scotta jest czymś zupełnie nowym i niespotykanym... Te jego miny, gesty, GŁOS - kiedy pojawił się w 3 odcinku byłam tak zaskoczona, że ktoś może tak niesamowicie grać kogokolwiek :) Naprawdę, genialny człowiek.
Szczerze? Też sądziłam, że to nie ten Moriaty, że coś nie pasuje ale z czasem coraz bardziej wydawał się być godny swojego nazwiska.
pierwsze wrażenie, jakie Moriarty na mnie wywarł, było negatywne. miałam go właśnie za błazna, idiotę. strasznie irytowała mnie jego postać, choć w środku czułam, że jest w nim jednak coś intrygującego. W drugim sezonie pokazał na co go stać. ostatni odcinek po pokaz jego umiejętności. napaczeć się nie można, tak prześwietnie zagrał w finale :p cudak xd
Czy tylko mnie serialowy Moriarty kojarzy się ze Stansfield'em z Leona Zawodowca? Najbardziej uderzyło mnie podobieństwo scen, gdy Stansfield przeszukiwał dom Matyldy, a Moriarty wkradał się do Tower.
W końcu! to też było moje pierwsze skojarzenie. Ich miłość do używania muzyki klasycznej w szczególnych momentach i to, że obydwaj prowadzą rozmowę spokojnie poza dwoma, trzema zdaniami (that's what people DO! // scena już długo po przeszukaniu w domu Matyldy gdy Stansfield tłumaczy detektywom z innego wydziału co się stało [wybacz brak cytatu, ale film oglądałam wieki temu])
:)
Bardzo przypadł mi do gustu serialowy Moriarty. Owszem, może wydać sie nieco śmieszny, ale o to w jego postaci (przynajmniej serialowej) chodzi: niepozorny wariat z idiotycznym dzwonkiem, który tak naprawdę jest geniuszem zbrodni potrafiącym zniszczyć wszystkich, nawet Sherlocka.
Ja tam wolę Moriarty'ego z "Gry Cieni", ale tutaj tez wypadła dobrze, choć zupełnie inaczej. Też uważam, że finał był świetny. Tylko trochę dziwne, że się zabił. no ale w końcu był szalony...
jeszcze nie wiadomo czy się zabił. chociaż byłabym szczerze rozczarowana, gdyby się okazało, że jednak Moriarty żyje.
Moffat dziś dał do zrozumienia, że Moriarty zabił się naprawdę i już nie wróci. Szukają nowego "złego", żeby serial mógł się rozwijać.
To dobrze. To znaczy, nie żebym nie lubiła Moriarty'ego - jako postać, nie jako osobę, oczywiście - ale gdyby nagle się okazało, że zmartwychwstał, to moja ocena tego serialu gwałtownie by spadła. Niechno już będzie jakaś konsekwencja, please!