Małe role Luisa Guzmána (Gomez) i Isaaca Ordoneza (Pugsley), nie przeszkadzały mi w sezonie pierwszym, w drugim niestety już tak. Gomez grany przez Raúla Juliá był strasznie charyzmatyczny i szalony, a Luis... powiedzmy że taki nie jest. Natomiast Pugsley grany przez Jimmy'ego Workmana był socjopatycznym dzieckiem, taki Damien z Omenu, a Isaac jako Pugsley zachowuje się jak... debil, wynika to może ze słabego scenariusza i głupkowatych jednolinijkowych tekstów, lub po prostu słabego aktorstwa. Poza tym zastępczyni szeryfa, typowa otyła, czarnoskóra silna kobieta, która z pewnością, bez problemu przeszła PAT (Physical Agility Test)...
Co do "odzywek" Wednesday. W tym sezonie wydają się być tak napakowane, że czasami aż trudno się tego słucha. Na każde pytanie odpowiada (znów) jednolinijkowym wydumanym kontrargumentem, co uniemożliwia prowadzenie jakiejkolwiek rozmowy w dialogach postaci. Na papierze zapewne wyglądało to humorzaście i błyskotliwie, w całości, podczas oglądania jednak męczące. Poza tym muza fajna, historia się rozkręca...
Wydaje mi się, że to właśnie problem ze scenariuszem i dialogami. Pierwszy sezon jak dla mnie był ok, drugi przewidywalny, napisany jak jakiś średni fanfik, w nie film. Podoba mi się dobór aktorów i wszystko od strony technicznej (muzyka, scenografia itd.), ale dialogi są tak słabe, że czasami jak w żartach rzuciłam coś na głos to za chwilę powtarzali dokładnie to samo. Aż można by zrobić z tego bingo.