Mass Effect 3

2012
8,5 14 385
ocen
8,5 10 14385
2 336
chce zagrać
{"type":"film","id":611122,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/videogame/Mass+Effect+3-2012-611122/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum gry Mass Effect 3
  • Ssokki ocenił(a) tę grę na: 9

    Jestem świeżo po ukończeniu trylogii po raz... już nawet nie zliczę - nie ważne. Uwielbiam wszystkie trzy części. Cała seria - jak dla mnie - posiada miano arcydzieła gier wideo i chętnie również ME3 dałbym "dziesiątkę"... ale nie mogę. Nie mogę, gdyż pewne zabiegi twórców (z wałkowanym po tysiąckroć zakończeniem - nawet tym rozwiniętym - włącznie) zwyczajnie mi na to nie pozwalają.

    Rzeczą, która mi najbardziej przeszkadza, która drażni i zastanawia mnie najbardziej jest kierunek, jaki w trójeczce obrało BioWare jeśli chodzi o postacie. To jest zwieńczenie epickiej sagi. Część decydująca o losach uniwersum, w którym - włącznie z ostatnią odsłoną - spędzamy jakieś 100 godzin... a tutaj dostajemy maksymalnie siedem grywalnych postaci (i to włącznie z DLC)! Siedem! To prawie dwa razy mniej niż w części drugiej, a na dodatek dwie (trzy z DLC) z tych postaci są czymś zupełnie nowym - James, Javik i EDI (jej przemianę w jednostkę materialną również uważam za jakiś "nowy" etap w jej funkcjonowaniu, jakbyśmy obcowali z zupełnie nową postacią). Co z resztą postaci z "dwójki" ja się pytam?

    Rozumiem - od czasu samobójczej misji wszyscy poszli w swoją stronę, zaczęli nowe życie... ale to jeszcze chyba nie powód, aby w ostatniej części spotkać każdego z osobna (Miranda, Grunt, Samara, Jacob, Thane (tutaj akurat twórców rozumiem), Mordin (jego znaczenie w ME3 też przyjmuję), Jack, Legion (tutaj ostatecznie też) ) łącznie może z dwa, trzy razy! Czy ja po to harowałem w drugiej części robiąc te wszystkie ich misje lojalnościowe, tworząc z nimi silne więzi, aby uchronić ich od zagłady w bazie zbieraczy... tylko po to, żeby choćby w ostatniej misji, ostatecznej bitwie ze żniwiarzami zamienić z nimi tylko kilka słów przez hologram? Nie! Absolutnie nie! Nie podoba mi się to, co twórcy zrobili z postaciami z ME2.

    Interakcja z postaciami była, jest i będzie podstawowym elementem tego uniwersum. Czy gracze, którym na relacjach z tymi wszystkimi postaciami zależy nie zasłużyli na to, żeby ujrzeć ich wszystkich, walczących ramię w ramię w ostatecznej bitwie? Nawet jeśli nie "ramię w ramię", to czy nie można było zrobić choć minutowego filmiku przedstawiającego Grunta powalającego na ziemię masę Grasantów i Kanibali, albo Jack i Jacoba niszczących wojska żniwiarzy biotyką?

    Nie! Zamiast tego, na sam koniec dostajemy w nagrodę po JEDNYM slajdzie przedstawiającego każdego z nich. To i tak lepiej niż choćby świeżo po premierze, bo wtedy, gdy gra kończyła się iluzorycznym środkowym palcem pokazywanym nam przez wspaniały team EA&BioWare, nie mieliśmy absolutnie nic.

    Czemu nie możemy mieć ich w swojej drużynie, gdy już załatwimy ich prywatne sprawy?

    1. Czemu Miranda nie może powrócić na Normandię po tym, gdy po raz kolejny uratujemy jej siostrę - tym razem na zawsze - z rąk Pana Lawsona? Co ją powstrzymuje?

    2. Czemu Jacob nie może tego zrobić po tym jak uratujemy jego żonę i całą tą nieszczęśliwą grupkę naukowców? Przecież oni raczej nie będą - w przeciwieństwie do Jacoba - walczyli na ziemi, więc czemu nie? Jeśli tak bardzo chciał ich chronić, to chyba najlepiej mógł to zrobić właśnie pod skrzydłami Sheparda, prawda?

    3.Czemu Samara nie może być w naszej drużynie, jeśli nie pozwoliliśmy jej się zabić w tym klasztorze? Co ją powstrzymuje? Kodeks? W którym miejscu?

    4. Grunt dostał tę własną kompanię, ale czy nie mógł na czas wojny na Ziemi oddać ich pod skrzydła Wreksa? Żeby oni poszli w bój wraz z innymi rodowitymi kroganami, a on jako "pomiot z probówki" powrócić ten jeden, ostatni raz do człowieka, który dał mu życie?

    5. Jack z tą jej nową biotyczną rodzinką jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale resztę?

    Czemu nie dostaliśmy choćby jednej prawej lub egoistycznej opcji dialogowej, żeby spróbować ich do tego przekonać, nawet jeśli ostatecznie bezskutecznie? (pewne opcje - na przykład z Jacobem - były, ale... to nie to). Tego mi właśnie zabrakło.

    Do tego jeśli w poprzedniej części romansowaliśmy z taką Mirandą (na przykład ja), Jack czy Samarą, to trzeba być przygotowanym na nieco ograniczone pole do romansowania z nimi w części trzeciej. Twórcy chyba też w końcu to dostrzegli i stworzyli dodatek "Cytadela", ale to wciąż pewne ograniczenie. Denerwują mnie takie zagrywki - żeby w miarę godnie (acz niewystarczająco) pożegnać się ze swoimi kompanami musimy jeszcze więcej dopłacić... słabe (choć samo DLC wspaniałe)!

    Jeszcze poruszając temat DLC (zakończenie było już tyle razy wałkowane, że nie widzę sensu w pisaniu o nim teraz, więc sobie odpuszczę)... Żeby nie było - nie mam nic do płatnych dodatków, ale zawartość za jaką trzeba płacić w ME3 to jest coś absolutnie nie do przyjęcia! Ciąg na zarobek - okeej!

    Jeśli chcemy dowiedzieć się ważnych, kluczowych informacji na temat istnienia i celu żniwiarzy (DLC "Lewiatan") - musimy zapłacić! Jeśli chcemy pogadać z ostatnim proteaninem, który - na pozór - powinien mieć nam do przekazania wiele ciekawych informacji i historii (DLC "Z Prochów") - musimy zapłacić! Żeby pożegnać się z naszymi towarzyszami (DLC "Cytadela") - oczywiście musimy zapłacić! BioWare wydało cztery płatne DLC do kampanii fabularnej, a z całej tej czwórki tylko "Omega" jest jak dla mnie materiałem na płatny dodatek.

    Grając w Mass Effecta 3 bez zakupionych pozostałych trzech dodatków gra wydawała mi się o wiele mniej pełniejsza, pustsza. Jakby ktoś wziął część jej duszy jako zakładnika domagając się okupu.

    Gra jako całokształt - mimo to - wciąż jest dla mnie rewelacyjna i z przyjemnością przejdę ją jeszcze nie jeden raz. Choć - jak już napisałem - niektóre z kierunków, które obrali twórcy gry zwyczajnie... bolą.

  • Sagemik ocenił(a) tę grę na: 9

    Ssokki Też za pierwszym razem przechodziłem grę kilka razy w podstawowej wersji beż żadnych DLC i czegoś mi w niej brakowało . To moja ulubiona gra ale twórcy przesadzili z okrajaniem podstawowej wersji . Przejście gry podstawowej to 12-13h zabawy natomiast ze wszystkimi DLC to 23h . Pazerność na $ poziom maksymalny . Ostatnio jednak zagrałem z DLC i wszystko nabrało sensu, historia żniwiarzy itp . Gra zdecydowanie zasługuje na 10 no bo jak nie ta to jaka inna?

  • Ssokki Jeśli chodzi o DLC, to posiadałem ten z proteaninem i Leviatan - i muszę przyznać, że cały czas miałem wrażenie jakby twórcy wycięli te integralne historie przed premierą podstawki. Jeśli chodzi o samą grę to skończenie jej mogę porównać do skończenia bardzo dobrego serialu, gdzie budzisz się na drugi dzień i chętnie byś odpalił kolejny odcinek a tu d*** - nie ma - skończone - pustka - życie nie jest już takie jak kiedyś.

    Ode mnie 10/10 - mimo, że po 1 i 2 części nie byłem jakimś zagorzałym fanem to muszę przyznać, że jako całość gra wypada niesamowicie - i tak też powinna być oceniana - jako cała, jedna historia.

  • acidity ocenił(a) tę grę na: 9

    Ssokki Jeżeli o mnie chodzi, to wielowątkowa historia była wciągająca i ciekawa, jestem natomiast rozgoryczony po zakończeniu, a w zasadzie wszystkim proponowanym zakończeniom.
    [---------spoilery---------]
    Z tego co zrozumiałem, katalizatorem była SI, która w swoim założeniu miała chronić życie jako takie przed jego całkowitym zniszczeniem przez syntetyki. Zastanawiające, bo skoro sama nie dążyła do całkowitej eliminacji życia, skąd założenie, że inne syntetyki będą do tego dążyły? W ogóle na jakiej podstawie czuła się kompetentna by podejmować decyzję o eksterminacji inteligentnych gatunków i jak to się ma do ochrony życia?
    Co więcej, gra umożliwiała zakończenie wojny pomiędzy gethami i quarianami i rozpoczęcie owocnej współpracy pomiędzy nimi i resztą galaktyki. Jakby tego było mało, gethy stanęły do walki ze żniwiarzami... To chyba znaczące odejście od cyklicznego schematu z którym rzekomo od eonów obserwowano w galaktyce, czemu więc katalizator nie wziął tego pod uwagę?
    Moim zdaniem najrozsądniej byłoby przyjąć, że katalizator był wadliwym, skonfliktowanym wewnętrznie programem, który u podstawy swojego powstania miał zaszczepioną ochronę życia(której nie mógł się pozbyć), jednak w toku ewolucji doszedł do wniosku, że sam może w końcu zostać zniszczony przez swoich stwórców. Strach przed unicestwieniem sprawił, że zaczął eksperymentować z syntezą życia biologicznego z maszynami(chęć SI do upodobnienia się do twórców nie jest niczym nadzwyczajnym w sci-fi), czego efektem było powołanie do życia żniwiarzy.
    W związku z powyższym, "jedynym słusznym" zakończeniem był wybór syntezy całego życia biologicznego, przy czym sam nie mógł podjąć takiej decyzji, bo powstanie hybrydy było jednoznaczne z całkowitym unicestwieniem życia biologicznego (konflikt z pierwotnym oprogramowaniem ochrony życia). Potrzebował więc jakiejś istoty żywej, która tę decyzję podejmie. Jak sam katalizator powiedział, nie mógł to być człowiek iluzja, bo był pod jego wpływem, musiał więc do pewnego stopnia zaryzykować i oddać decyzje Shepardowi. Ponadto, moim zdaniem katalizator nie chciał zdradzić kto i w jakim celu zaprojektował tygiel, cytadelę i przekaźniki masy, bo plany powstały właśnie w tym konkretnym celu. Krótko pisząc, twórcy zagrali graczom na nosie, bo wiadomo, że sens gry przede wszystkim polega na ochronie głównego bohatera, jego przyjaciół i sojuszników, a tylko synteza dawała szansę na ocalenie wszystkich.
    Wielka szkoda, że nie dano graczom prostej możliwości odesłania żniwiarzy w czerń kosmosu, by z ukrycia obserwowali na ile trwały jest pokój. Ostatecznie mogli też zastosować się do słów tego naukowca, który wyleczył genofagium "niech o wszystkim zadecyduje ewolucja". Bo skoro żniwiarze mają prawo eksterminować niezliczoną ilość inteligentnych ras, to dlaczego odbierać to prawo syntetykom lub rasom organicznym?