Powiedzmy sobie wprost, pierwsza część stawiała na oniryczny świat - najgorszy senny koszmar wytworzony przez maszynę, wokół której dzieje się historia. Skaczemy między jedną fobią, a drugą. Między jedną abominacją a drugą. Ciągła akcja, pędzący roller coaster!
W dwójce postawiono na pełną statyczność. Cała fabuła...
Ogólnie rzecz ujmując grało mi się całkiem przyjemnie, chociaż bliżej temu do wykręconego Silent Hill z motywami walki z TLOU niż do RE.
Chociaż tok wydarzeniowy wali mi tu po oczach takim RE4 np.
Na początku klimatyczne miasteczko Union - niczym klimatyczna wioska , potem kuźnia i lochy - niczym zamek, a na końcu...
ale szału nie robi. Lubię survival horrory jednak dla mnie osobiście Resident Evil 7 z tego roku zdecydowanie lepszy, tylko, że strasznie krótki co jest totalnym nieporozumieniem.