Wersja reżyserska czy pierwotna?

Właśnie obejrzałem Blade Runner'a i normalnie ten film wbił mnie w fotel. Spodziewałem się świetnego filmu science-fiction, ale nie takiego arcydzieła! Genialny film Scotta.
Jednak teraz zaczęła mnie zastanawiać jedna rzecz: wersja, którą posiadam, nosi nazwę wersji reżyserskiej (tak plik się nazywa), ale nie jestem pewien czy tak jest w rzeczywistości. Nigdy wcześniej nie oglądałem Łowcy Androidów i nie wiem, jaka była wersja pierwotna. W każdym razie "moja" wersja filmu, kończy się gdy Deckard i Rachael wsiadają do windy. Czy tak się kończy wersja reżyserska? I czym w ogóle się różnię te 2 wersje?!

  • Ja oglądałem kiedyś inną wersję. Pewnie to nie jedyna różnica, ale tamta kończyła się tak, że Deckard i Rachael jechali jakimś autem przez las chyba o zachodzie słońca. Nie pamiętam dokładniej co i jak było, ale taka była końcówka (miałem wtedy chyba 11 l ;-) ).
    Pozdrawiam

  • Najważniejsza różnica: Scena z jednorożcem (wspomnienia Deckarda) - w wersji reżyserskiej ona jest, a w wersji producenckiej jej nie ma. Ta scena ma fundamentalny wpływ na film, gdyż z wersji producenckiej jasno wynika, że Deckard jest człowiekiem tropiącym androidów.
    A w wersji reżyserskiej dzięki tej scenie to wygląda nieco inaczej.

    Po drugie: W wersji producenckiej jest wkurzająca narracja (wymuszona przez producenci, żeby amerykańscy zjadacze popcornu mogli cokolwiek z filmu zrozumieć), która łopatologicznie tłumaczy większość wydarzeń głosem Deckarda i nie pozostawia miejsca na własną interpretację wydarzeń.
    W wersji reżyserskiej tej narracji nie ma.

    Po trzecie: Wersja reżyserska kończy się tak jak wspomniałeś - w windzie. W wersji producenckiej jest jeszcze scena, gdy Deckard z Rachel jadą samochodem po drodze przez zielone łąki. Nie dość, że scena ta stoi w dużym kontraście z klimatem filmu, to jeszcze jest to wypisz wymaluj zakończenie w stylu "i żyli długo i szczęśliwie". Scena też wymuszona przez producentów.

    I to chyba wszystkie różnice. Niby niewiele, ale jednak przynajmniej ta scena z jednorożcem powoduje zupełnie inny odbiór filmu.

    A wersja, którą oglądałeś jest rzeczywiście wersją reżyserską - tą lepszą.

    • nie mogę się DO KOŃCA zgodzić. po pierwsze, z tego co mi wiadomo, wersja reżyserska... nie jest wersją reżyserską. jest to zmieniona wersja, wypuszczona na rynek, ale nie nadzorowana i nie zatwierdzona ostatecznie przez Scotta. faktyczna wersja reżyserska, przemontowana na nowo pod nadzorem Ridleya ma sie ukazać na 25 lecie filmu - czyli we wrześniu.

      co do samej treści:

      1) faktycznie, zmienia to "trochę" odbiór postaci Deckarda, ale z drugiej strony, pierwsza wersja zostawiała nieco większe pole do interpretacji.

      2) narracja owszem, wkurzająca i łopatologicznie tłumacząca co się właściwie dzieje, ale dodawała też klimatu filmów noir, co też trochę zmieniało odbiór filmu.

      3) co do końcowej sceny, to zapomniałeś dorzucić do tego kwintesencję happy endu - Deckard-narrator mówi, że okazało się, iż prof. Tyrell zmodyfikował Rachel, dzięki czemu może ona żyć dłużej, mniej więcej tyle, co normalny człowiek.

      która wersja lepsza? chyba mimo wszystko druga, ale wciąż nie jest doskonała (w oczach reżysera, odłóżcie te pochodnie ;) ). tak więc pozostaje czekać do września i modlić się, że w naszym kraju będzie dostępny final cut Blade Runnera.

      pzdr.

      • zgadzam sie
        pierwsza wersja mimo wad miala kilka uroczych komentarzy Deckarda:
        1 uwaga o zimnej jak ryba zonie podczas zamawiania chinszczyzny (teraz nikt sie nie dowie ze mial zone,choc czytajacy Dicka znaja ja)
        2 komentarz do pogardliwych okreslen androidow szefa policji
        i kilka innych pewnie

        odbiorcy nowej wersji stracili to
        DrBat

  • Wersja "producencka" to syf. Najlepiej udawać, że jej nie ma i nigdy nie było. Wersja zmontowana przez Scotta, czyli reżyserska, jest absolutnym arcydziełem.

    • R.Scott-- niewątpliwie b.dobry reżyser, zadufany w sobie po pachy, złośliwiec i nerwus, sknocił to co mu genialnie wyszło,przypadkiem!!
      Wersja reżyserska to gniot nad gnioty, monologi Deckarta nie pozostawiaje wątpliwości co do tego co jest grane i nie wciskajcie mi kitu ze zawęża to pole interpretacji.
      Nie ma "Co poeta miał na myśli"-- bez monologów mało kto sie połapie o co chodzi. Ponadto one nadaja specyficzny klimat, Fordowi to wyszło przypadkiem.

      Hej!

  • A ja jestem po stronie mniejszości i wolę wersje producencką (inaczej zwaną oryginalną). Fakt, że happy end jest wkurzający, wymuszony i niepotrzebny (szczególnie to, że Rachel może żyć dłużej). Raczej zgodzę się także, że szkoda iż nie ma sceny z jednorożcem. Ale w wersji reżyserskiej (lub tzw. reżyserskiej) brakuje mi narracji w tle. Może i ta narracja za dużo wyjaśnia (ale niekiedy może być pomocna dla tych, co jak ja nigdy nie czytali książki) ale nadaje naprawdę fajny klimat. Choć jakoś nie jestem wielkim fanem typowych filmów noir to lubię nieraz jak pojawiają się elementy tego gatunku a wersja producencka jest większym stopniu w takim stylu. Harrison Ford ma dobry głos, który sprawił, że bardziej wczułem się w film a niektóre teksty naprawdę brzmią rewelacyjnie.

    Pozdrawiam wszystkich którym film się podobał zarówno tych co wolą wersje producencką i tych co preferują reżyserską.

  • użytkownik usunięty

    Ciągle mówicie o dwóch wersjach, a przecież, ta która aktualnie wychodzi będzie już czwartą, jeśli się nie mylę.

  • Pierwotna, kinowa.
    W wersji producenckiej - replikant dowodzi swego... człowieczeństwa
    W wersji reżyserskiej - nie.
    I to jest ogromna strata dla filmu.
    Niestety w wyniku, perfidnej dodajmy sugestii Ridleya, że Deckard nie jest człowiekiem, lecz androidem, a właściwie replikantem (za pomocą snu o jednorożcu i przyniesionego mu do domu origami o kształcie jednorożca sugerującego, że sen został mu wdrukowany) film traci swoje... człowieczeństwo.
    Bo czyż nie tego dowodzi robot Roy Batty ratując w finale od śmierci... człowieka, który mu zagraża?
    Swojego człowieczeństwa.
    Dopóki Deckard jest człowiekiem to scena wielka, pełna humanizmu.
    W momencie gdy Deckard okazuje się androidem scena traci jakiekolwiek znaczenie. No, bo co może oznaczać, czego dowodzić, że jeden replikant ratuje drugiego?
    Niczego.
    Pozostaje pustka.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: