Przerost formy nad treścią

Teatralna gra, można rozdzielić cały film na pojedyncze epizody bez uszczerbku dla filmu. Kompletnie nie czułam więzi i chemii między aktorami. Film nie wprowadził mnie w nastrój. Nie było wstępu do gry zaproponowanej przez Smutniak. Całość wymuszona. Gra aktórów wręcz mnie drażniła. Na siłę wymyślona reakcja łańcuchowa zdarzeń, które doprowadzają obcych sobie ludzi do przerysowanej katastrofy. Zabrako mi prawdziwej abstrakcji włoskiego kina, atmosfery absurdu i specyficznego czarnego humoru włoskiego. A Katarzyna Smutniak strasznie mnie denerwowała. Ujęcia i jej dialogi płytkie. Bardziej skupione na jej urodzie i minach, niż na słowach i emocjach, które miała przekazać. Spodziewałam się łał. Szkoda. Tak odczuwam ten film.

30
  • Przecież w tym filmie właśnie dominowała treść. Liczyły się przede wszystkim dialogi, nie efekty specjalne czy piękne kadry. Coś ci się pomieszało, droga koleżanko.

    • właśnie o tym napisałam???liczyły się dialogi. nie monologii. nie wspomniałam słowem o pięknych widokach i efektach specjalnych. treść? tego mi właśnie zabrakło. nie pomyliło mi się nic. mam swoje oczy i tak nimi widziałam ten film. ☺ pozdrawiam

      • Nie, właśnie o tym nie napisałaś. Sprawdź sobie co to znaczy przerost formy nad treścią i w przyszłości lepiej nie używaj zwrotów, których nie rozumiesz. ;-) Poniekąd pisałaś o widokach, choć nie dosłownie.

        • Ale ten film właśnie taki jest niestety. Nadęty i przerysowany. Lubię przegadane kino, nie przepadam za kinem akcji. Niestety ten film po prostu dialogi miał słabe. Forma przerastała treść, która była dość płytka i zwięzła. Film generalnie nie porywał, ale to nie przez brak akcji tyleż przez jego miałkość i nieprzystępną formę. To, że ktoś się z tobą nie zgadza nie oznacza, że masz od razu walić w protekcjonalne tony. To niedojrzałe.

          • Forma (w kinematografii) = zdjęcia, scenografia, efekty specjalne, muzyka. Treść (w kinematografii) = dialogi, przesłanie filmu. Nie rozumiem twojego toku myślenia, że forma przerasta treść (w dialogach!).

            Przez moment pomyślałem, że może ja już zgłupiałem i źle rozumiem tę definicję. Zrobiłem szybki research i nawet ta rozmowa: http://www.filmweb.pl/forum/filmy/Forma+czy+tre%C5%9B%C4%87+... może świadczyć o tym, że mój tok rozumowania jest słuszny.

            Nie podobał ci się film? OK, nie wnikam. Czepiam się tylko tego przerostu formy nad treścią.

            Bez odbioru.

            • No ale właśnie forma kulała, bo była to taka trochę sztuka dla sztuki, nie sądzisz?

              Forma to też sposób przedstawienia treści, pewna maniera - jak dla mnie ciężka do strawienia. Próba zamknięcia dość szerokiego pojęcia jakim jest 'forma' w jakieś śmieszne ramy zupełnie nieudana.

              To jak aktorzy mówią, jak grają - to też forma. Jak dla mnie była nienaturalna i nadęta. Tylko tyle, aż tyle.
              Pozdrawiam

  • Osobiście choć sympatyzuję z kulturą włoską, charakterystycznym nastawieniem południowców do życia i odbieraniem przez nich rzeczywistości to jednak cieszę się, że ten film nie miał typowych przywar włoskiego kina... Nie było tego włoskiego absurdu, infantylności, "pseudo-intelektualnych dialogów", czy niepotrzebnego seksizmu / wywodów filozoficznych zboczeńców... Miałem do czynienia z rasowym scenariuszem i uważam dobrze dobranymi aktorami, którzy świetnie zagrali rozrysowane im role. Nie znałem wcześniej Pani Katarzyny Smutniak ale jako "Pani perfekcyjna terapeutka" zaprezentowała się bardzo wiarygodnie. Na tle "typowych włoskich gawędziarzy" jej zachowawcza, ciągle analizująca i wyskakująca z jedynie słusznymi ripostami postać robiła wyraźną różnicę. Gdy reszta posypywała się emocjonalnie, postać grana przez Smutniak coraz bardziej się izolowała, łapała dystans, a gdy spotykała ją przykrość podczas rozmowy telefonicznej córki zamykała się w sobie i tylko rysy twarzy zdradzały problem. Chłodna, śliska terapeutka do samego końca zdradzała swoją prawdziwą naturę. Akurat jej postaci towarzyszyło mi najwięcej negatywnych emocji co oznacza, iż aktorka zagrała swoją rolę wyśmienicie!

  • Polecam mniej seriali z tvp hahahah Film jest arcydzielem glownie przez dialogi.

  • Zgadzam się, mnie najbardziej irytowała ta wymuszona reakcja łańcuchowa. Cała relacja między bohaterami i ich problemy były bardzo sztuczne, a wszystko to pod płaszczykiem pozornego intelektualizmu kina artystycznego. Oglądałem całkiem niedawno "Dwunastu" Nikity Michałkowa i tamten film był w zupełnie innej lidze, mimo że również był przegadany, a akcja działa się w jednym miejscu.
    mimo wszystko "Dobrze się kłamie..." fanie się oglądało, dużo się działo, była jakaś fajna przewrotka, chodzi mi o moment, w którym Lele przyznał, że jest "pedałem". Podobała mi się bardzo rola Alby Rochwacher, pozostali bohaterowie byli tacy sami, nikt niczym się dla mnie nie wyróżniał

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię