Każdy na swój sposób ogląda ten film. Ja pierwszy raz obejrzałem go na trzeźwo i oczywiście zrobił na mnie ogromne wrażenie, szczególnie, że uwielbiam kino drogi i mam sentyment do tamtych, bądź co bądź, tragicznych czasów. Ale muszę sie przyznać, że prawdziwą esencję poczułem, gdy obejrzałem "Swobodnego..." pod wpływem THC. Wtedy wszystko mi się rozjaśniło, a te sceny "na kwasie" totalnie przeniosły mnie w inny wymiar. I wtedy wszystko stało się jasne :-)
Tez wlasnie ogladnalem sobie ten film z kolegami po blanciku i poczulem esencje tego filmy, to jest arcydzielo moim zdaniem:D napewno go obejrze niedlugo jeszcze raz, a te sceny na kwasie to ciezkie byly, ukazaly jakby pieklo do ktorego dotarli i dlatego potem Wyatt mowil ze im sie nie udalo w tej podrozy o wolnosc
Ten film to historia jednego wielkiego narkotykowego tripa spodziewałem się wyjątkowego kina a wyszło poniżej oczekiwań wiem że jest w nim zawarta pewna symbolika i jest to manifest pokolenia ale to nie zmienia mojej oceny 4/10. Być może powinienem był się ujarać przed seansem ale od tego jest How High;).
Pozdrawiam