Czy może mi ktoś wyjaśnić fenomen?

Kiedyś oglądając za pierwszym razem oceniłam 9/10, ale nie pamiętam jakie wywołał we mnie uczucia- a to chyba źle, bo były prawdopodobnie niewielkie. Pewnie oceniłam wysoko, bo byłam głupim smarkaczem i oceniłam tak jak wszyscy, przyjęłam opinię tłumu, że to świetny film.
Dzisiaj, po obejrzeniu po raz drugi, nie mogę się nadziwić za co ten film zebrał tyle pozytywnych opinii? Nie ma żadnych dających się lubić bohaterów. Wszyscy są dosyć nijacy i bez charyzmy. Nie umniejszam umiejętności Hanksa, po prostu nie polubiłam jego postaci- taki prosty głupek, który ma dużo szczęścia. Historia jego życia w ogóle mnie nie interesowała, bo to co osiągnął osiągnął tak na prawdę przez przypadek. Film podejmuje niby jakąś tam tematykę przeznaczenia- czy istnieje czy sami panujemy nad własnym losem, ale ani nie rozwiązuje sprawy ani nie daj nam żadnego materiału, który moglibyśmy rozważać- wszystko jest strasznie mętne.
Wszyscy tu piszą, że film wzrusza. Cóż, mnie wcale nie wzruszył. Być może odrobinę ruszył za pierwszym razem, ale dobra historia powinna oddziaływać za każdym razem tak samo, a nawet mocniej. Zabawny też jakoś bardzo nie jest. Za to jest bardzo naiwny i irytujący.
Jedyny wątek, który mi się w tym filmie bardzo podobał, a jak na złość był to wątek jedynie poboczny, to historia Jenny. Jej dzieciństwo, relacje z ojcem, które później przełożyły się na relacje z mężczyznami, życie w komunie hipisowskiej, narkotyki, ten moment, kiedy chciała popełnić samobójstwo. Czy to co czuła do Forresta było naprawdę miłością? Mam wrażenie, że ona kochała go jak brata i dlatego wyjechała po wspólnej nocy, bo czuła do siebie obrzydzenie. Pewnie strasznie wydumana teoria, ale cóż.
Ogólnie film jest dobry. Ale nie wiem za co rzucać dziesiątkami.

41
  • Bardzo bym chciała Ci pomóc, ale nie da się tego wytłumaczyć. Jeśli sama nie widzisz tego "czegoś", to nikt Ci tego nie pokaże.

  • A ja dałem 10 bo mnie niesamowicie bawi przez 3/4 czasu. Zawsze oglądam go ze szczerym uśmiechem :)
    Czy jego życie to przypadek? Tak. I jest moim mistrzem w wyciśnięciu z życia wszystkiego. A to dlatego że Forrest wbrew pozornej głupocie jest mądry - ma wpojone ideały i jednym z nich jest robić jak najlepiej tego czego się podejmie - czy to w wojsku czy ping pongu czy w życiu czy, "szczególnie", w bieganiu. I jest na tyle mądry, że boi się że jego syn będzie miał to co on - zdaje sobie sprawę że jest "głupkiem" i nie chce żeby ktoś cierpiał jak on.
    Czy Jenny i Forrest to miłość - ze strony Forresta na pewno. Jenny robiła w życiu wszytko i bardzo podoba mi się różnica między jej życiem a Forresta pokazana w filmie - uporządkowanego Forresta i Jenny która całe życie zawaliła. Narkotyki, AIDS, wyrzucenie ze studiów (college'u? - nie pamiętam) za sesję, granie na gitarze, mając na sobie tylko gitarę. To są elementy przykre szczególnie że w rzeczywistości to mądra i dobra osoba która niekoniecznie na swój los zasłużyła i to może dlatego że nie pozbierała się z tego co doświadczyła w dzieciństwie. To jest smutne i trzyma mnie po obejrzeniu filmu.
    Jak dla mnie - ten film uczy żeby nie zawalić życia a to cenne przesłanie.
    I film ma piękny soundtrack - a przy scenach z piórkiem płaczę. I przy grobie Jenny. A inny moment w życiu, krótkim ledwie 20-letnim, to Lalka Prusa więc mam dziwne momenty ;) Albo tylko te dwa miejsca to dla mnie ideały romantyzmu :)
    Jak dla mnie to najlepszy z kilkuset filmów które widziałem. Głęboki i śmieszny. A za "ludzi którym nie działa światło" w Watergate ma ode mnie miejsce w myślach zawsze kiedy uczę się powojennej historii XX wieku <3 (czyli często :) )
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Mnie się podobał jak byłem małym chłopcem. Teraz widać jak głupia jest to bajeczka, którą jednak jak najbardziej można lubić. Tak czy siak połowa top 10 jest zasyfiona takim inflantylnym familijnym elementem. Produkcja dla mas, która chyba nie kryje się z tym jak pełną absurdów jest bajędą.

  • Ten film jest pełen absurdów, taka amerykańska bajka, ale wiesz, ten film wg mnie to opowieść o stawianiu czoła przeciwnościom losu, o człowieku który kierując się prostymi zasadami od matki "nie krzywdź ludzi" "bądź uprzejmy dla ludzi" i "dotrzymuj obietnic" osiągnął wiele. Może ten film to taki mały przepis na życie?
    Dałem mu 10 bo nigdy jeszcze nie widziałem tak inspirującego filmu, tak wzruszającego, no i tak cholernie fajna muzyka.

  • Chyba nie dojrzałaś do tego filmu, skoro nie widzisz, że to wszystko jest przerysowane, nie wszystko tam jest na serio, a humor jest pełny nawiązań, lepiej to się ogląda w oryginale... Chyba ty jesteś tą osobą, z którą w rozmowie gdy użyjesz sarkazmu, to nie zrozumie, a nawet się obruszy ;D Porucznik Dan bez charyzmy? Prosty głupek który ma dużo szczęścia? Czy ten film miałby jakikolwiek sens, gdyby główny bohater był inteligentny, rozgarnięty i sam zapracował sobie na to wszystko? Patrzymy tam na świat oczami takiego prostego głupka, który wbrew pozorom ma jakąś niesamowitą inteligencję, jest niesamowicie charyzmatyczną postacią właśnie przez to, że jest jak dziecko, i trochę taką ma logikę w swojej narracji. No i czemu film cię nie śmieszy? Bardzo prawdopodobne, że nie znasz kontekstu historycznego, a ten film jak żaden inny jest wypchany nawiązaniami, robi jaja z Ameryki lat 60., 70. i 80. Film nie wyjaśnia nam niczego, ani nie daje nam pola do przemyśleń? A może nie jesteś w stanie wyłuskać tego przekazu? ;) Na to że cię nie wzruszył nic nie poradzę - mnie na przykład nie ruszył 'Król Lew' czy 'Mój przyjaciel Hachiko' ;) Naiwny i irytujący powiadasz... Nie będę się powtarzał, powiem tylko, że to ty podchodzisz niesamowicie infantylnie i naiwnie do tego ;) Chyba obaliłem(moim zdaniem) wszystkie twoje obiektywne, nie odnoszące się do twojego zdania argumenty, ale pewnie stwierdzisz inaczej ;p Film jest arcydziełem, jest genialny, gdy się go rozumie, dla mnie jeden z absolutnie najlepszych w historii kina, no i ta rola Hanksa... :) Przykro mi, że go nie rozumiesz, ale cóż, szanuję to :)

    P.S Mam nadzieję, że odniesiesz się do mojej opinii, bo pojechałem po twojej opinii tak, że brak riposty byłby aż nietaktowny, jestem niesamowicie ciekawy twojego zdania na temat mojej opinii, czekam :D

  • Nieco inaczej odbieram ten film. Uważam, że bohaterowie zostali poprowadzeni doskonale, są wyraziści, klasyczne charaktery, czy to prostoduszny Forest, wykolejony porucznik, który rozminął się ze swoim 'przeznaczeniem', czy też Jenny, tak jak napisałaś, z czym się akurat w tym miejscu zgadzam, uciekająca od traumatycznego dzieciństwa. Jestem natomiast pod ogromnym wrażeniem spójności fabularnej, zręcznego żonglowania kultowymi symbolami, z american dream na czele, gorzkiego obrazu Ameryki, bo sztuką jest, w jednym obrazie zawrzeć, wraz z solidnym komentarzem, taki kawał historii USA. Moim zdaniem klasyka amerykańskiego kina, film ważny, jednak bez zachwytu

  • Film jest wzruszający,ciepły,mądry,o ludziach i dla ludzi.Pokazuje,że każdy z nas ma w życiu szansę,może i jedną na milion,aby zostać kimś.A poza tym film jest sprawnie zmontowany,są fajne efekty specjalne,wcale nie głupi humor.Czego chcieć więcej.Ja go oglądałem w 95',wyszedłem z kina wzruszony i poruszony.Piękna historia zwykłego chłopaka,któremu los sprzyjał,a wierzcie mi,że w życiu szczęście jest bardzo ważne.I mimo przeciwnością losu, zawsze szedł do przodu z uporem osła.I doszedł bardzo daleko...do końca,tam gdzie chciał.

  • Mam identyczne odczucie, kiedy pierwszy raz oglądałem oceniłem jako arcydzieło. Dziś obejrzałem po wielu latach bo leciał w TV więc pomyślałem że arcydzieła warto obejrzeć ponownie. Przez cały film czekałem na coś co mnie oczaruje ale nic się nie wydarzyło. Film okazał się bardzo przeciętny i dziwię się co się mogło stać czy to może być wpływ społeczeństwa, czasów albo wieku, smutne to i dziwne.

  • "bo to co osiągnął osiągnął tak na prawdę przez przypadek" do tego momentu doczytałem z uwagą. Nie potrzeba badań amerykańskich naukowców, żeby zrozumieć że zgodnie z regułą Pareto w życiu 20% spośród ludzi których poznajemy odpowiedzialnych jest za 80% naszego życia (sceny w autobusie "to miejsce jest zajęte") i podobnie jest z wysiłkami 20% wysiłków ukierunkowanych na cel daje nam 80% sukcesu. Jak widać Forest był na tyle "głupi" żeby w życiu robić swoje i nie zrażać się przeciwnościami losu i być wiernym do bólu tym którzy mu podali pomocną dłoń, choć wokół wojna, brak godności, złodziejstwo, sutenerstwo, gwałty, kalectwo, brud smród i ubóstwo. Ten kontrast pokazuje, że można stworzyć swój unikalny świat, ale żeby gówno dookoła nas nie dotknęło, trzeba zgodnie ze swoim jestestwem robić swoje.

  • Film w genialny, przystepny sposob pokazuje najwazniejsze prawdy zyciowe. Np. ze czlowiek mniej inteligentny przez swoja prostolinijnosc i sumiennosc potrafi wyzej zajsc, niz ten inteligentniejszy, ktory nieraz sobie zycie skomplikuje, przez wieksza sklonnosc do destrukcji. Swietne tez jest to wplecenie bohatera w kluczowe wydarzenia z historii Ameryki drugiej polowy XXw. Humor, strona techniczno aktorska. Ten film ma same zalety.
    Co do Jenny- ja to bardziej odebralam, ze ,,wilka ciagnelo do lasu". Znudzilo ja spokojne zycie na prowincji. Bylo to widac w scenie z ogladaniem Sylwestra w TV. Docenila to dopiero, gdy potrzebowala pomocy. Kolejna wazna prawda zyciowa (ludzie czesto nie doceniaja tego co maja. Gonia nie wiadomo za czym i pakuja sie w klopoty.) Jedna z wielu, bo ten film ma ogolnie bardzo madry przekaz.

  • I jeszcze jedno- ,,Poznasz glupiego po czynach jego". Madrosc wcale nie musi isc w parze z inteligencja...

    • "to coś" polega chyba na tym, że wzbudza w człowieku emocje, których dana osoba sama nie jest w stanie pojąć.

      Tak jak mój znajomy, gdy tylko słyszy hymn piłkarskiego klubu "You'll never walk alone" od razu dostaje jakby jakiegoś kopa, można go tak obudzić o 3 tą piosenką, a on pobudzony wstanie i padnie na podłogę robić pompki.

      Ja mam podobnie po obejrzeniu filmu "Bogowie" z Tomkiem Kotem, że od razu po seansie siadam do książek i mogę całą noc bez zmrużenia oka notować wszystko co tam jest napisane i "rozwijać się"(na swój sposób). Mi Forrest Gump średnio się podoba, rzadko kiedy potrafię go śledzić z zapartym tchem - tak jak chociażby teraz, widziałem popołudniu reklamę, że o 21 dzisiaj będzie na TVN7. Pomyślałem sobie, że będę musiał wreszcie to obejrzeć nie rozpraszając się, ustawiłem powiadomienie i o 21 zacząłem oglądać. Po fajnym początku staje się dla mnie po prostu głupi(przepraszam bardzo fanów i przepraszam Hanksa, który mimo wszystko gra super) nijak pokazuje mi przezwyciężanie własnych ograniczeń, bo potem całość, która się dzieje jest fizycznie niemożliwa, żeby być uzdolniony na każdym możliwym polu gdzie się występuje - pole bitwy, futbol, pingpong i ten brak realizmu mnie po prostu boli...bo naprawdę zawsze mam duże oczekiwania pomimo tego, że wiem jak się skończy.

      Mimo wszystko rozumiem o co chodzi z "tym czymś" i znam to wspaniałe uczucie, które dodaje po prostu sił człowiekowi dlatego nie dziwi mnie to, że ocena 10 jest tak popularna.

      • Chciałbym tylko dodać, bo już nie mogę edytować.

        To, że ten film nie działa na mnie jakoś wybitnie nie znaczy, że nie jest to piękny film i cały czas daje mu wysoką ocenę jaką jest 8/10.

        W powyższym poście źle się trochę wyraziłem, że film średnio mi się podoba - chodziło mi o to, że: do mnie „to coś” w tym filmie akurat nie dociera przez swój niewielki realizm.

  • Zgadzam się

  • Podpinam się pod temat. Też totalnie nie rozumiem fenomenu tego filmu. Owszem jest dobry,ale że aż arcydzieło?! Weszłam na podstronę na filmwebie i jestem bardzo zdziwiona aktualną średnią 8,5, tyloma pozytywnymi opiniami oraz taką dużą ilością dziewiątek i dziesiątek. Nie umniejszam zdolności aktorskich Hanksa,bo poradził sobie i dobrze zagrał główną rolą,ale to za mało,aby tak wychwalać film. Momentami wręcz trochę mnie nudził. Wzruszyłam się lekko jedynie na scenie końcowej,gdy Forrest modlił się nad grobem Jenny. Według mnie nawet historia ich miłości była przedstawiona w nijaki sposób. Nie wciągnęła mnie w żaden sposób.

  • "Nie ma żadnych dających się lubić bohaterów. Wszyscy są dosyć nijacy i bez charyzmy." - Porucznik Dan? Jenny? Mama?

    • Czym takiego Jenny się wyróżnia oprócz bycia niezdecydowaną i irytującą postacią?

      • Irytowanie to kwestia osobnicza ;) .Natomiast nie wydaje mi się, zeby Jenny byla postacią nijaką lub bez charyzmy. Choćby sam fakt, że Cię irytuje, dowodzi, ze nijaka nie jest - postacie nijakie nie irytują, tylko nudzą albo w ogóle ich nie widać. Że nie ma charyzmy tez trudno mi uwierzyć - zobacz, że gromadziła wokół siebie mnóstwo ludzi. Dla mnie Jenny to postać bardzo skomplikowana. Kiedyś wydawało m się, że to po prostu puszczalska lalunia. Teraz widzę, że ona przez całe życie szukała czegoś, co zagłuszy jej wspomnienia. Nieważne co to miałoby być - czy narkotyki, czy nieodpowiedni kolesie, czy jakieś dziwne grupy w których próbowała sie odnaleźć. Zachowywała się okropnie, ale nie robiła tego z chęci zysku czy dla samej rozrywki, jak powiedzmy żona Jordana Belforta. Nie była postacią wyrachowaną ani pustą. Na pewno miała jakiś problem z emocjami i dlatego robiła te wszystkie glupie rzeczy. Wydaje mi się jednak mimo wszystko bardzo "krwista", prawdziwa. Nawet jeśli kogoś nie lubię, to niekoniecznie oznacza to, że jest on nijaki - wręcz przeciwnie, irytują nas i wkurzają ludzie, których nie jesteśmy w stanie nie zauważać (inaczej po prostu byliby nam obojętni albo nie wiedzielibyśmy o ich istnieniu bo by się gdzieś przewijali w tle).

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię