Przyznam, że sam nie oczekiwałem jakiegoś bardzo dobrego filmu, ale pozytywnie się zaskoczyłem. Naprawdę film to wspaniałe Sci-Fi z genialnymi dialogami. Ma elementy dramatu, a do tego ma przyzwoity humor. Muzyka oczywiście stoi na wysokim poziomie, w końcu Zimmer. Nie rozumiem gdzie tu ten "blockbuster". Oczywiście efekty zostały wykorzystane w dużej mierze i dobrze, skoro nie zaszkodziło to w rozwinięciu żadnej postaci. Może film nie dla wszystkich, ale myślę, że na pewno dużej ilości osób się spodoba (świadczą o tym oceny na fw i imdb). :>
Przegadany gniot. Widownia śmiała się podczas płaczu McConaugheya... I te teksty o miłości zwyciężającej prawa fizyki...
Fizyka z oceną raczej nie powinna w tym filmie kolidować.
Neil deGrasse Tyson i Kip Thorne sam ci to powiedzą.
Taa, a już po tym jak mały lądownik wystartował z planety o masie 130% masy Ziemi, to Kip Thorne nic nie powiedział? A co powiedział o miłości jako piątym wymiarze? O miłości poza czasem? Co powiedział o czarnej dziurze, w której Conaughey nie został zdegradowany na atomy i rozciągnięty? I że mógł widzieć? Czym były odłamki w czarnej dziurze? Jakim cudem Conaughey się dowiedział, że te ślady na piasku to współrzędne? "Kip Thorne to sóper fizyg, on jezd lebrzy od Stifena Hokinka, to sópa fizyg!"...
Nie wiem do jakiej szkoły chodziłeś ale mnie nie uczono fizyki na takim poziomie. Oczywiście chodzi mi o konsultacje Kipa Thorne'a. Reszta to może i czysty wymysł Nolana, stąd zapewne te "Fi" w gatunku tego filmu. Z drugiej strony znowóż któż zna odpowiedź czy fikcja czy jednak nie do końca fikcja???
Podróż na Księżyc Meliesa też była fikcją do pewnego czasu.
Pokaż swoje nagranie z podróży przez Czarną Dziurę i obal wymysły Nolana w takim razie.
W Sci-Fi jednak są pewne granice. Świat z pokojów Murph w czarnej dziurze i jakieś dziwne odłamki są idiotyczne.
Kubrick nie robił odłamków w czarnej dziurze, wahadłowca, który z planety o masie 130% masy Ziemi normalnie wyleciał (a na lżejszej Ziemi potrzebował do tego wielkiej rakiety). On jako pierwszy zrobił realistyczną sztuczną grawitację itd. Nie było u niego niczego głupiego, a końcówkę można interpretować na wiele sposobów (ja to uważam jako odrodzenie).
Problem leży w tym, że za bardzo napinasz się na film. Ja patrzę na to dzieło jako całość, nie dociekam co i jak bo to mija się z celem. Nolan zaryzykował i odważył się na coś więcej niż zwykłe sci-fi i chwała mu za to.
Bez przesady, fantasy to Hobbit. To samo pewnie powiedziałbyś o bardzo dobrym Snowpiercer.
To jest fantasy, to czysta fikcja... O kurna! Po co przypomniałeś mi o Snowshicie? Ten film jest tak bardzo irracjonalny, że srać mi się chce.
Trzeci akt Interstellar podchodzi pod surrealizm, a nie pod fantasy. Zobacz sobie chociażby Świętą górę Jodorowskiego...
Nadal nie jest to Sci-Fi. Mi to wygląda na fantasy. Czy w każdym fantasy musi być magia? Nie.
Ja mu daje 9 bo to jest fantasy właśnie. To było wiarygodne i przemyślane fantasy. Jasne motyw z czarną dziurą może i naiwny ale to była interpretacja twórcy, którą nie mając naukowych dowodów ciężko podważyć. Na pytanie, czemu lądownik wystartował odpowiadam - bo wystartował, pewnie, że to ekstremalnie naukowy błądskoro nie mógł tej v1 czy v2 osiągnąć ale podczas seansu mnie to w oczy nie zakłóło. Wzruszyłem się nawet pod koniec, film mi się podobał, nie spinam się :)
W Sci-fi są pewne granice powiadasz. Owszem, można się z tym zgodzić - granice te kończą się właśnie na "Sci" czyli tym co jest już nam znane dzięki nauce i doświadczeniom. Reszta to zupełna fikcja dopóty, dopóki ktoś lub coś tego nie doświadczy. Z tego co mi wiadomo nikt jeszcze nie przedstawił dowodów na to jak wygląda "pobyt" w czarnej dziurze więc to tylko i wyłącznie wymysł Nolana. Czy idiotyczny??? To już pozostaje tylko i wyłącznie w kwestii oceny widza.
Ale to Sci-Fi, czyli jest tu nauka i możliwe rzeczy do wystąpienia w przyszłości - Fi. Idąc twoim tokiem myślenia, Nolan mógł też zrobić krasnoludki w Gargantui (tej czarnej dziurze), bo przecież nie wiemy, co jest za horyzontem. Okej, możesz uważać, że napinam się na ten film. Prawda jest taka, że ten film jest jeszcze przegadany, więc zwracam uwagę też na inne minusy.
Ale o to mi głównie chodzi. Co to znaczy możliwe rzeczy do wystąpienia w przyszłości??? Możliwe to i mogą być krasnoludki w Gargantui jak napisałeś i świat z pokojów i kwadrymiliony innych rzeczy. Tego póki co nie wiemy.
"Świat z pokojów" - przecież tutaj nie chodziło dosłownie o to jak to wyglądało. Nolan miał akurat takie wyobrażenie i tyle...
I dlatego wyglądało to jak fikcyjny film przygodowy aniżeli dobre Sci-Fi. Odyseja Kosmiczna 2001, Obcy: Ósmy pasażer Nostromo itd. - to są dobre filmy Sci-Fi.
Czy tam są magiczne czarne dziury? Czy jeden lądownik (który na Ziemi potrzebował dużej rakiety) mógł wystartować z planety cięższej od Ziemi? Nie. Co tam było idiotycznego?
to nawet nie kwestia przegadania, choć to tez ale niektóre dialogi są tak nadęte, idiotyczne, napuszone, bohaterowie sypia takimi sucharami, oczywitościami że naprawde łapałam się w kinie za głowe (mowa na lodowej planecie Mata Damona jak zostawia Coopera wywołała u mnie regularnego facepalma). Ten film jest fatalnie napisany nie tylko w kwesti sensu, logiki (nawet nie ośmielam się na ten temat dyskuować) ale właśnie przede wszystkim w warstwie dialogów,motywacji, bohaterów. Po wyjściu z kina to głównie się zastanawiałam jak tak okropnie napisany scenariusz przeszedł przez to hoolywodzkie sitko, chyba niektórzy za bardzo uwierzyli w geniusz reżysera (ja też)
ps. te 6/10 to chyba strasznie zawyżone - z sympatii do Nolana :(
A gdzie u Nolana dialogi miały taki inny charakter uwzględniając wszystkie filmy począwszy od Batman - Początek? :D Owszem niektóre dialogi mogły się nie podobać aczkolwiek było też dużo dobrych, pasujących do sytuacji. Dziwi mnie jedynie ta nagonka na ten film jakby Nolan zawsze wcześniej był mistrzem luzackich scenariuszy a nagle teraz mu się patos włączył.
Rany, w dwóch ostatnich Batmanach moze i było sporo patosu ale dla mnie wszystko w nich grało idealnie, a tu nic się nie klei, normalnie nie dało sie tego momentami słuchać :( dlatego nawet nie uzyłam słowa patos, to nie to.
Dla mnie to ten sam styl którego Nolan używa od dłuższego czasu ale ok, krytykowanie tego filmu zrobiło się chyba po prostu trochę modne. I nie żebym nie lubił tej serii ale w każdym z batmanów było o wiele więcej miejsc do strzelenia regularnych facepalmów jak to ładnie nazwałaś :)
Był dobry oprócz beznadziejnej rozciągającej się na pół filmu i nic nie wnoszącej strzelaniny we śnie ;)
Szanuję Twoją opinię, ale osobiście uważam, że odrobinę przesadzasz. Owszem, jest trochę pompatycznych dialogów przypominających bardziej przemowy Williama Wallace'a niż hard sci-fi, ale weź pod uwagę okoliczności - Ziemia umiera, pod ogromnym znakiem zapytania stoi przetrwanie gatunku ludzkiego, wysłana zostaje misja w najdalsze zakątki kosmosu, tam gdzie jeszcze nie dotarł żaden człowiek. Uważasz, że to nie są wystarczające powody do takich egzystencjalnych przemyśleń, wzmożonego patosu, odwołań do podstawowych wartości? Kiedy jak nie w takich okolicznościach?
Człowiek na łożu śmierci ma tendencję do podobnych zachowań, w obliczu wojny powstają dziesiątki pieśni gloryfikujących tych co zabijają i giną w imię Ojczyzny, dlaczego więc stojąc u progu globalnej zagłady miałoby być inaczej? Uwierz mi, gdybyś jutro się dowiedziała, że w kierunku Ziemi leci wielka asteroida i nie ma już dla nas ratunku - chcesz czy nie - sama nagle zaczęłabyś walić sucharami i sypać pompatycznymi tekstami o miłości względem najbliższych. Tak działa ludzka natura w obliczu nieuniknionego - widzimy to przecież od wieków.
Rozumiem gdyby film był o zwykłej wycieczce do lasu i leciały co chwila podobne teksty. Jednak Interstellar podejmuje tematy gdzie bez pewnego patosu/podniosłości/filozofowania obejść się po prostu nie mogło bo wymagały tego same okoliczności. Dlatego nie rozumiem Twoich zarzutów, uważam je za przesadzone.
Rozumiem, ale gdyby te dialogi nie były jeszcze tak banalne... Zresztą wydaje mi się, że cała historia z tym zakończeniem jest przewidywalna i trywialna.