Czy to tylko mnie dziwi, że ten film ma na IMDB coś koło 8.0, a na naszym rodzimym filmwebie prawie podobną, tymczasem w ''recenzji'' redaktor Walkiewicz krytykuje film wystawiając mu 5-tkę.Inni ''redaktorzy'' jak np.Muszyński dają po 3-cę.Czy to nie jest mała przesada? Jasne, sam trochę się rozczarowałem ''Interstellarem'' bo uwielbiam Nolana, ale doceniam w nim wykonanie, aktorstwo, no i oczywiście reżyserię.
Obiektywnie? W pierwszym poście stoi jak byk - reżyseria, aktorstwo, wykonanie (zdjęcia, muzyka, 'plastyczność'). Chyba te elementy będą potrafili docenić nawet ludzie, których scenariusz wprawił w osłupienie. Ale obiektywnie rzecz ujmując mogę się mylić. Nie mówmy tylko potem, że redaktorzy filmwebu wystawiają obiektywne oceny, bo tak po prostu nie jest. O ile jeszcze 5/10 można zrozumieć to 3/10 jest oceną krzywdzącą dla tego obrazu. Taka nota sugeruje, że to niemal gniot. Można zrozumieć to, że film się nie podobał, ale nie docenić jego walorów (choćby audio-wizualnych)? To trochę takie vice versa jak przy nowym Mad Maxie. Tam rządzi tylko audio-video, film jest 2 godzinnym klipem, w którym fabułę stanowi jedynie pościg, a redaktorzy pieją z zachwytu. I nikomu nie przeszkadza, że niektóre postacie są karykaturalne, że Maxa w Maxie jest jak na lekarstwo, że 'końcowy twist' jest mizerny i stanowi tylko powód do kolejnego efektownego pościgu. Takim filmom wystawia się 8-9/10 i wszystko jest fajnie.
Serio ktoś się zachwycił grą aktorską Anne Hathaway? Michaela Caine'a? Czy tych dwóch mało znaczących gości Bentleya i Gyasi? Caseya Afflecka? Tophera Grace'a?
Kurde, czy trzeba od razu się zachwycać grą aktorską poszczególnych postaci, żeby film miał status 'rzetelnego kina'? Czy jeśli ta gra jest dobra (lub bardzo dobra) jak w przypadku odtwórców głównych ról (Caine/Hathaway/Matthew) to mało? To ja odbiję piłeczkę - co z wymienionymi przez Ciebie 'ludkami' i ich grą było nie tak? Bo ja jakoś nie zauważyłem uchybień (może poza Affleckiem, który był drętwy, ale na szczęście odgrywał postać 2-planową). Za Caseyem specjalnie nie przepadam, ale nie widziałem go w wybitnych aktorsko produkcjach, więc nie wiem, na co gościa stać. A Toper to Toper - też mnie nie zachwyca, ale niby jak miał zagrać swoją rolę? Ze łzami w oczach i na kolanach?
Caine i Hathaway to dla mnie tragedia w tym filmie. Caine po raz któryś gra mędrca, trzaska ekspozycjami no i... tyle, a Anne wciąż płacze na ekranie. Ale mi niuanse aktorskie. Coś mi tam burknąłeś o obiektywnej cesze ekrany - aktorstwie, którą nie można się nie zachwycać.
"Caine i Hathaway to dla mnie tragedia w tym filmie(...)" - pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Poza tym mam wrażenie, że mylisz dwie rzeczy: co innego gra aktorska, wynikająca ze scenariusza, a co innego rozpisanie psychologiczne poszczególnych postaci. Tak naprawdę nie podobały Ci się filmowe charaktery tych osób - Anne Hathaway gra płaczliwa laskę, skrywająca swoją wrażliwość pod początkowo chłodnym profesjonalizmem a jej filmowy ojciec w osobie Caina odtwarza postać naukowca, który rzeczywiście jako żywo może przypominać niektóre z jego poprzednich ról. Rozumiem, że te postaci mogły Ci się nie podobać, ale nie zarzucaj przy tym, że aktorzy słabo je odegrali, bo tak nie jest. Ale jeśli by przyjął Twój punkt widzenia to powiedz mi jak Ty byś to zagrał? Jakbyś odtworzył 'mędrca' i 'płaczliwą dziewoję'? Poza tym nie samym aktorstwem przecież film stoi. Zatem odnieś się do innych elementów "Interstellar". Audio-video to również 'tragedia'?
Oczywiście każdy ma prawo do swojej subiektywnej oceny, redakcja również. Denerwuje mnie tylko, kiedy takie wypowiedzi nazywane są obiektywnymi (tu akurat 'nie piję' do Ciebie). Ale spoko - ja również przestaję mówić o 'obiektywnych cechach obrazu'. Być może w każdym naszym zdaniu (nawet w opiniach rzekomych profesjonalistów) nie ma za grosz obiektywizmu. Wszyscy oceniamy tak naprawdę przez pryzmat własnego ja. Być może więc słowo 'obiektywizm' jest jednym wielkim oszustwem. Być może.
Recenzje NIE POWINNY BYĆ OBIEKTYWNE. Gdyby były to nie miałyby żadnej wartości. Zresztą, obiektywnie to można ocenić szybkobiegacza, samochód, wydajność komputera itp, a nie dzieło sztuki.
Pierwsze słyszę, że recenzje nie powinny być obiektywne..Tyle się mówi o profesjonalnych krytykach filmowych czy literackich i ich rzekomo chłodnym obiektywizmie. Ale masz rację - ja również uważam, że lepiej, gdy jest to 'moje widzimisię'.
Także świetnie zagrali słabo napisane postacie? Mnie to się tak nie widzi, aktorzy nie dali nic od siebie. Zdali się na łaskę, nie łaskę scenariusza.
Nie napisałem, że postaci są słabo rozpisane - to jest tylko i wyłącznie twoje zdanie. Próbowałem po prostu zrozumieć to, co napisałeś. Uważasz jednak, że słabo zagrali? Ok. Ale ponawiam pytanie - co mogli w takim razie dać od siebie? Bo ja jakoś nie widzę, żeby 'pierszoplanówki' mogły zostać lepiej zagrane (szczególnie Matthew czy Anne).
No i ani słowa o plusach. Czy film jest aż taka porażką? A może po prostu rozminął się z Twoimi wyobrażeniami? Pytałem o dźwięk plus obraz i cisza...
"Ale ponawiam pytanie - co mogli w takim razie dać od siebie?"
Zakwestionować wizję reżysera.
"No i ani słowa o plusach."
Co jest na plus? Brak green screena, scenografia, efekty specjalne, był kręcony na taśmie filmowej.
Może i mogli, ale co, jeśli wizja reżysera ich zachwyciła? Albo przynajmniej przypadła im do gustu? Nie wszystkich (tak jak ciebie) scenariusz "Interstellara" zniesmaczył.
A co to wnosi do tematu? Nie obchodzi mnie co aktorom przypada do gustu tylko oceniam film. A film to praca zbiorcza.
Nolan błędnie myśli że mnie wzruszy na zasadzie - "pokazujemy zalewającego się łzami aktora + dodajemy emocjonalną muzykę + wpychamy w jego usta kiczowate tekściki". Może po prostu niektórym wystarczą proste sztuczki na wyżej przytoczonej zasadzie, a inni pragną czegoś więcej od kina pretendującego do miana ambitnego. W tym kontekście ten film stoi na równi z "Armageddonem", który przynajmniej nie udawał, że chce być czymś ambitnym.