...albo coś przegapiłam albo czegoś nie rozumiem... Jeżeli wszystkie znaki z pokoju były tak naprawdę znakami dawanymi przez ojca i wszystkie te wypadnięte książki, dziwnie ułożony pył i wiadomości rozszyfrowywane przez dziewczynkę... To skąd oni wzieli współrzędne siedziby NASA? Mowili, że trafili tam dzięki dziwnej anomalii grawitacyjnej. Potem się okazało, że anomalię powodował sam ojciec, żeby komunikować się z córką z przeszłości. Skoro chciał ją ostrzec przed wszystkim, to dlaczego zostawił współrzędne siedziby? A jeśli nie zostawił (film tego nie pokazuje) to kto jeszcze wpadł do tej czarnej dziury żeby sobie pozostawiać wiadomości morse'a w pokoju dziewczynki? Kupy mi się to nie trzyma.
To skoro wiedział, że tyle złego się narobi i że potem będzie próbował powstrzymać siebie samego za pośrednictwem córki, żeby w ogóle tam lecieć, to po cholerę podawał tę wiadomość? Wtedy jeszcze nie wiedział, że go uratują, że jego córka cokolwiek zrobi w kwestii tej czarnej dziury... Najpierw było info o siedzibie, potem info "zostań", a dopiero potem info zapisane w zegarku, które było wskazówką a nie gotowym rozwiązaniem. Bardzo to burzy logikę fabularną filmu...
Zapewne podał zaraz po tym, gdy przekazał Murph równania. Wiedział, że zrobił coś dobrego, więc nie było sensu tego psuć.