Co jakiś czas nadrabiam sobie zaległości w filmografiach co ważniejszych reżyserów. "Lancelot z Jeziora" był jednym z tych filmów, które pomimo tego że chciałem je zobaczyć, jakoś mi umknęły.
Niestety w tym przypadku zawiodłem się nielicho.
O ile w przypadku innych produkcji Bressona zaprzężenie do pracy...
Jest coś fascynującego w dezynwolturze, z jaką Bresson redukuje wczesnośredniowieczne realia do detalu (ze szczególnym upodobaniem do nóg, ludzkich i końskich), a rycerstwo i rycerskość sprowadza przede wszystkim do bezustannego szczęku i klekotu metalowych zbroi, nieodparcie budzącego skojarzenia z Monty Pythonem....
Jestem z tych, którzy bardzo lubią czytać i oglądać wszystko, co się łączy z tematyką czasów arturiańskich.
Jednak.. "Lancelot" Bressona nie powiedział mi niczego ciekawego. Historia od dawna znana, właściwie nic nowego nie przekazuje. Może nadmiernie się czepiam, ostatecznie jest to film trzydziestoletni...
Przyznam się, że nigdy nie ceniłem filmu "Lancelot" Bressona, ale też coś każe mi go oglądać za każdym razem, gdy nadarza się po temu okazja. Bynajmniej nie jest tak, że przeszkadza mi ascetyzm użytych przez reżysera środków formalnych (to zresztą dla Bressona charakterystyczne) - ale nie jestem w stanie w pełni...