Jaram się niczym Gabriel Byrne w "Hereditary"

:)

74
  • To moze sie udac!

  • Too soon. :)

  • Tylko to mi wystarczyło, bym chciała ten film zobaczyć - usłyszeć, że robi go twórca Hereditary

  • Mistrzowski komentarz! :D

  • A ja mogę się pochwalić fotka z Gabriel Byrne spotkałem to w Irlandii w sklepie zabawkowym

  • nie wiem czym ty się czlowieku jarasz ten film to jeden wielki gniot

  • Ale się tak jarasz? czym takie pytanie ? bo według mnie zdjęcia, muzyka ok. gra aktorów no nie bardzo, co do filmu to siedząc w kinie zacząłem się śmiać i widzowie też z niektórych scen. To nie jest horror tylko jakiś dramat psychologiczny-folklor czy jakoś tak dać 9 ? leka przesada.

    • Pisałem to przed premierą, gdy byłem podekstytowany samymi zwiastunami i czekałem na film. Mimo wszystko ja się nie zawiodłem - więcej napisałem na swoim blogu. Pozdro! :)
      https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=1568176356652257...

    • I to jest pies pogrzebany. Niektórzy wybierają się na ten film i oczekują juchy i jump scare'ów. Tymczasem film jest przepięknie skomponowany, doskonale dopracowany wizualnie. Twoje argumenty są cholernie nietrafione - akurat gra aktorska jest najwyższych lotów, a zdanie "To nie jest horror tylko jakiś dramat psychologiczny-folklor czy jakoś tak dać 9" (pomijając już fakt, że zdanie wygląda jak gdyby zostało napisane przez studenta 2 roku z Ghany - serio, szanujmy nasz język) - zakłada, że inne gatunki niż horror na tak wysokie noty nie zasługują?

      I jeszcze co do śmiechu - w większości przypadków to niedojrzałość widzów, bo film opowiada o co prawda o fikcyjnej, ale jednak bardzo sugestywnie przedstawionej sekcie pogańskiej. W takich kultach roi się od dziwnych, czasami niedorzecznie dla osoby postronnej wyglądających, rytuałów. Właśnie ta pozorna "śmieszność" nadaje Midsommar wiarygodności i klimatu.

      • xD jeżeli ten film ma coś więcej niż samo dobre ustawienie kamery i ludzie oceniają to powyżej 2/10 zupełnie na poważnie, to współczuję. Gniot w stylu The Room. Nie, przepraszam, gorzej niż The Room, tam przynajmniej nikt nie ukrywał, że to nie jest ambitne kino i nie próbował popisywać się "fantastyczną" pracą kamery. Wcale się ludziom nie dziwię, że śmiali się z tego filmu. To samo było z Hereditary. Gnioty w stylu "artystycznym" to nadal gnioty. Co tutaj miało być straszne? Rzekome jump scare były do bólu przewidywalne, niestraszne, wręcz obrzydliwie zabawne. Fabuła bez polotu, bez elementów zaskoczenia i do tego w większej części nie trzyma się kupy. Fabuła napisana na kolanie, w toalecie jadącego pociągu PKP na linii Włoszczowa-Częstochowa w godzinach 19:57-20:56 (w sumie, w godzinę myślę, że dałoby radę lepiej to napisać). Spokojnie Ari Aster mógłby się wziąć za nagrywanie Strasznych Filmów, bo wiele się od nich nie różni. "Ambitne kino" tfu. To nie jest wybitny film, ani jako dramat (choć można to nazwać dramatem, ale w słowach Z. Stonogi), ani jako horror, ani jako film psychologiczny. Mi w tym filmie nic nie nadawało wiarygodności, wręcz odbierało. Film ma naprawdę dobre ujęcia, ale aktorstwo było sztywne (Pelle, Christian, Dani), fabuła dziurawa. Po tym filmie nie miałem ani chwili zastanowienia się nad problemem, który chciał poruszyć autor. Przez cały czas miałem wrażenie, że to słaby, "artystyczny" film o tym, jak używki i złe środowisko potrafią zdegradować człowieka.

        • "jeżeli ten film ma coś więcej niż samo dobre ustawienie kamery i ludzie oceniają to powyżej 2/10 zupełnie na poważnie, to współczuję."

          Nie musisz ludziom współczuć, że mają odmienne zdanie od ciebie i być może dostrzegli w konkretnym filmie coś więcej, niż ty sam i dlatego oceniają całokształt wedle swoich subiektywnych odczuć, które nie muszą pokrywać się z krytyką jakiegoś Johna na filmwebie i mają coś więcej do powiedzenia.

          ________

          "Fabuła bez polotu, bez elementów zaskoczenia i do tego w większej części nie trzyma się kupy. (...) Film ma naprawdę dobre ujęcia, ale aktorstwo było sztywne (Pelle, Christian, Dani), fabuła dziurawa."

          Jeśli fabuła nie trzyma się kupy, twojemu argumentowi przydadzą się przykłady na poparcie tej tezy, ale jakoś ich nie widać.

          ________

          "Gnioty w stylu "artystycznym" to nadal gnioty."

          Jak do tego doszedłeś? Wyjaśnij swoje rozumowanie.

          ________

          "Wcale się ludziom nie dziwię, że śmiali się z tego filmu. To samo było z Hereditary. (...) To nie jest wybitny film, ani jako dramat (choć można to nazwać dramatem, ale w słowach Z. Stonogi), ani jako horror, ani jako film psychologiczny."

          Zapewne miał być komedią, skoro ty i tobie podobni śmiali się podczas seansu nie wiadomo w sumie z czego.
          Czy ty w ogóle wiedziałeś na jaki film idziesz? :)

          • Tak, dobrze wiedziałem na co idę. I myślałem, że po takim sobie Hereditary, skoro najczęściej powtarzaną zaletą tamtego filmu była rola T. Collette i praca kamery, a najczęstszym zarzutem była absurdalność i pewien brak zasadności scen tego filmu i logika postaci (to był chyba pierwszy film, na którym widziałem jak matka zmuszała dzieciaka do pojechania na imprezę ze starszym bratem; brak większego zainteresowania zbezczeszczeniem grobu itd.) to szanowny pan reżyser przemyśli fabułę i stworzy postacie, które choć trochę ruszają głową.

            Dlaczego nie trzyma się kupy? Hmm, wioska w Szwecji w której brak muzułmanina? xD
            A tak poważnie. Wyjazd do Szwecji tłumaczony pobieżnie, Pelle zachowuje się, jakby od początku planował, że Dani pojedzie, gdzie ona wcale nie miała jechać i została dorzucona po śmierci rodziców, bo przecież Christian nie zostałby z nią w kraju. Dlaczego siostra zabiła siebie i rodziców? Nie wytłumaczono. Dlaczego nikt się nią nie zainteresował? Nie wytłumaczono. Dlaczego Dani, wiedząc, że siostra jest chora nie skontaktowała się z policją, by ktoś sprawdził co się dzieje, skoro to nie pierwszy raz? Nie wytłumaczono. Postacie zarówno pierwszo- jak i drugoplanowe postępujące bez logiki (choćby "logika" narzeczonych czy to, że Christian wiedząc, że próbują go wepchnąć do łóżka Mai pije dziwne napoje, które mu podsuwają; żadne z nich się nie zastanawia, czemu po kolei znikają narzeczeni, Josh i Mark, wystarczy im, że obcy ludzie ich uspakajają, luzik, ludzie do dziś mniej wierzą sąsiadom niż Ci obcym). Do tego scena z tańcem znów bez logiki (dziewczyna, która zażywa środki nasenne, mając problem ze snem, do tego pije "narkotyczne" mieszanki okolicznych, ma problemy z psychiką i dopiero od kilku dni jest w kraju, w miejscu, w którym nie zachodzi słońce, bez dobrej aklimatyzacji zostaje Majową Królową. No, znowu się pan autor popisał, znów robienie głównego "celu" przez cały film (Hereditary - Peter), robienie pseudo-Mary Sue, której wtedy kiedy nie ma wyjść to nie wyjdzie, ale kiedy wyjść nie powinno, ale autor stwierdził, że powinno to wychodzi.

            Jak do tego doszedłem, że gniot w stylu artystycznym to nadal gniot? Hmm, może dlatego, że widziałem już kilka(-naście?) filmów, w których nie wiadomo, co autor miał na myśli, ale za to miał fajne scenerie i "inteligencką" fabułę (szczególnie polecam Nieulotne) i ten wpasowuje się jako jeden z następnych.

            Czemu ludzie się śmiali? Bo Ari Aster nie potrafi pisać fabuły bez wrzucania niepotrzebnych scen groteskowych. W Hereditary matka bawiąca się w dzięcioła na suficie, w Midsommar babcia popychająca gościa podczas stosunku. W Dziedzictwie Peter wykrzywiający się i bawiący w dzięcioła na ławce, w Środku Lata noga Josha tak sobie wystająca z rabatki. Przez absurdalne sceny cała powaga filmu uleciała w ciągu kilku sekund. Przez to całość przestała być poważna. W Hereditary nagle wcześniejsze spalenie ojca i śmierć Charlie przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. W Midsommar, od momentu rozmowy Christiana z Sivą film traci na powadze i zaczyna zjeżdżać po równi pochyłej, gdzie takim totalnym wybiciem z toru jest, ponownie nawiązując do Hereditary (btw. czy tylko ja mam wrażenie, czy reżyser ma jakiś fetysz nagich starszych ludzi?) naga scena. I nic tu nie pomaga, że film miał być o praniu mózgu przez sekty, jeżeli tak naprawdę to film o problemach autora z pisaniem scenariusza, gdy środki psychodeliczne wchodzą za mocno, albo wręcz przeciwnie, zaczyna się faza spadkowa i powoli zaczyna znikać wizja.

            Pozwól, że dorzucę do tego jeszcze wtórność.
            Hereditary i Midsommar to praktycznie te same schematy
            sekta
            giną wszyscy z głównej grupy "prócz" głównego bohatera
            "główny" bohater doznaje "przemiany" i zostaje ukoronowany - opętanie i koronacja Petera/Paimona i koronacja na Królową Dani
            śmierć rodziców i siostry
            nadzy starsi ludzie
            spalenie kogoś żywcem
            osoba stojąca z boku wprowadza "zło" (Joan i Pelle)
            rozpad więzi między bohaterami
            główny bohater obwiniający się za śmierć bliskich
            zlekceważenie oczywistych znaków wskazujących na to, że trzeba uciekać
            używki
            a nawet w kwestii wizualnej - jazda kamery do góry nogami
            etc. etc. etc.

            "Boże, ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca?" pytam się, gdy ktoś zarzuca mi, że nie wiem na czym byłem i po co tam byłem, bo przecież to taki świetny film. Właśnie dobrze wiem o czym był, a raczej miał być ten film i dlaczego nie jest taki świetny jak niektórzy go widzą.

            • Dzięki ci, o panie, za ten komentarz, stawiam wirtualne piwo za uratowanie trzech godzin życia przed zmarnowaniem <3

            • Na początek tylko pragnę wyjaśnić, że omawianego filmu nie oglądałem, dlatego może niektórych dziwić, że proszę o przykłady konkretnych scen i argumentacji tam, gdzie na początku jej nie było, bądź została lakonicznie napisana. Moim celem było po prostu sprawdzenie, czy warto brać twoją ocenę i opinię pod uwagę, ponieważ bardzo często spotykam się z taką postawą na forum, że prośby o argumenty kończą się jakąś gównoburzą, lub przepychanką słowną ad personam. Miło jest zobaczyć, że jednak faktycznie masz coś do powiedzenia i argumenty wydają się sensowne.

              Twoich zarzutów stricte o wadach tego filmu nie obronię z oczywistych względów opisanych wyżej. Może ktoś inny chętnie spróbuje nakreślić swój punkt widzenia w opozycji do twoich słów. Zdaję sobie sprawę, że umieściłeś w wypowiedzi spoilery, ale ja czekam, aż film wyjdzie na BluRay i zdążę o nich zapomnieć przez te kilka miesięcy :P

              Odniosę się jedynie do jednego fragmentu:

              "Jak do tego doszedłem, że gniot w stylu artystycznym to nadal gniot? Hmm, może dlatego, że widziałem już kilka(-naście?) filmów, w których nie wiadomo, co autor miał na myśli, ale za to miał fajne scenerie i "inteligencką" fabułę (szczególnie polecam Nieulotne) i ten wpasowuje się jako jeden z następnych."

              Jest wiele filmów w których może się widzowi wydawać, że nie wiadomo o co w nich chodziło, a tak naprawdę wynika to z tego, że np niektórzy nie znają danego reżysera i nie wiedzą czego się spodziewać. Używane są różne metafory, odniesienia do sztuk, historii itp, które nie dla każdego są widoczne, ale jednak tam są, bo ci inni widzowie mają na ten przykład szerszy światopogląd, znają się nieco lepiej na kinie i potrafią dostrzec różne niuanse, smaczki i puszczenie oka przez twórców. Interpretują dany obraz i chętnie dzielą się wnioskami na forum z którymi można się nie zgadzać, ale warto polemizować, bo np pomyślisz, że coś jednak w tym jest. Zdajesz sobie sprawę, że film który sklasyfikowałeś jako gniot można ułożyć w sensowną całość, jeśli ktoś lubi zagadkowe kino, przy którym trzeba nieco myśleć (i wcale ci nie zarzucam, że nie myślisz, broń Boże!). Mam nadzieję, że rozumiesz co mam na myśli. Dajmy na ten przykład "The Killing of a Sacred Deer", który bazuje na greckiej mitologii, której nie dostrzegłem podczas seansu, ale zdałem sobie sprawę dopiero po tym, jak postanowiłem zapoznać cię z odmiennymi opiniami popartymi sensownymi, merytorycznymi argumentami. Co nie zmienia faktu, że film oceniłem nisko, ale nie aż tak, aby go zjechać z góry na dół bo czegoś nie zrozumiałem, ponieważ doceniłem inne aspekty, np muzykę, czy rolę Nicole Kidman i być może w przyszłości dokształcę się i spojrzę świeższym okiem jeszcze raz na ów produkcję i być może powiem "teraz wszystko zrozumiałem, to wszystko jest po coś, to ma sens". W komentarzach pod "Zabiciem..." oczywiście trafiają się komentarze w stylu, że to pseudointelektualizowany gniot, dając upust temu, że film kogoś zmęczył, a to przecież żaden argument, a tylko emocjonalna próba dokopania filmowi, że tak naprawdę jest w środku pusty, a przecież ma treść - mniej lub bardziej ukrytą, ale jednak treść posiada. Czasami wystarczy chcieć tą treść dostrzec i nie zamykać się na własny osąd w stylu "ja wiem lepiej, bo tak i basta".

              P.S - Nieulotnych nie widziałem.

              • "(...) jak postanowiłem zapoznać cię"

                Miało być "się", taki babol mi się wtrącił, a nie zdążyłem edytować komentarza :P

                • Nie karmcie trolla :). Od razu widać, że to typ stulejarza siedzącego w piwnicy, który korzystając z wolności słowa i powszechnego dostępu do internetu rozpętuje na forach gównoburze. Wiele o tym filmie powiedziano, wiele konstruktywnej krytyki też tutaj znajdziemy, ale pobieżna lektura jego wpisu uzmysławia, że w jego wypocinach sensu nie znajdziemy. Szanujmy swój czas :)

                • Czy Sz.P. nie zauważył "aronii" bijącej od postu i "żaluzji" do ludzi Pana pokroju? Ludzi, a właściwie trolli, "stulejarzy" jak to się Pan nam ładnie przedstawił, którzy pod płaszczykiem "otwartej dyskusji" jadą ludzi, którzy twierdzą, że ten film to szmira w artystycznym wydaniu. Chyba Szanowny Pan czytał inną wypowiedź i oglądał inny film. Proszę sobie zobaczyć, że większość zarzutów, które podnoszę, to zarzuty, na które zwróciło uwagę dużo więcej osób (proszę sobie zobaczyć choćby recenzje widzów na RottenTomatoes zarówno dla Hereditary jak i Midsommar lub popytać ludzi wychodzących z tego filmu). Jeżeli ktoś nie widzi, że Ari wydał tak naprawdę film, który jest przerzuceniem schematów z poprzedniego, nawet w stronie audiowizualnej (ten sam styl początku filmu, te same ujęcia kamery), że film jest sznurkiem oczywistych wydarzeń bez żadnego głębszego podłoża emocjonalnego (z filmu biła dla mnie tylko sztywna gra głównych aktorów, bo poboczni jeszcze coś pokazali) i zachwyca się, że jest to niespotkany dotychczas horrorodramat z elementami psychodelicznymi, to mam wrażenie, że przespał kilkadziesiąt lat kinematografii, zapomniał choćby o Kubricku i obudził się, by jedyne co zobaczyć to horrory pokroju Annabelle czy The Nun.

                  To Pan założył, że śmiech ludzi na tym filmie wynika z "niedojrzałości" odbiorcy. Więc ja odpowiedziałem na Pana poziomie. Wasz zachwyt nad filmem wynika z żałosnej "niedojrzałości" filmowej i znajomości sztuki kinematografii. Z zachwytu nad wszystkim, co wydaje się inne niż reszta, mimo, że lepsze nie jest. To Pan zakłada, że ten film wymaga nie wiadomo jakiej dojrzałości i znajomości, gdzie ten film sam pokazuje, że nie trzeba nic wiedzieć, bo autor sam Ci to da na talerzu. Oczywiście z wyjątkami. Akurat takimi, które wyjaśnić mógł lub powinien. Film niczym nie zaskakuje. A jego rzekoma "pozorna śmieszność" niestety nie jest tylko pozorna. Jeżeli miało być to pozorne to nieudolność pozorności śmieszności tych scen bije po twarzy widza i pokazuje mu, że autor nie bierze odbiorcy na poważnie. Owszem, są smaczki - bingolotto czy rysunki na ścianach. Ale nie daje to tyle plusów by przechylić szalę. Film jest po prostu durny, wtórny i szarpany. A zarzucanie komuś, tak jak to Pan zrobił, że śmiech wynikał z niedojrzałości i używanie słów pokroju "troll" i "stulejarz", w dodatku w stosunku do drugiej osoby jest ewidentnym wskaźnikiem na to, że to Pan jest, przynajmniej na polu psychicznym, wyrostkiem.

                • Jak widać na powyższym przykładzie użytkownika awesta, niektórzy próbują zgrywać inteligentnych, a gdy przychodzi co do czego to chowają głowę w piasek. Zero argumentów na cokolwiek, brak kultury osobistej, wyjaśnień i konfrontacji spostrzeżeń odnośnie filmu. Zarzuca ci trolling, a to właśnie ty szeroko się wypowiadasz o produkcji, a on wcale, więc określenie którego użył, bardziej pasuje do niego samego. Nie ma co się przejmować takimi ludźmi, co tworzą tego typu bezwartościowe posty.

                • "Od razu widać, że to typ stulejarza siedzącego w piwnicy, który korzystając z wolności słowa i powszechnego dostępu do internetu rozpętuje na forach gównoburze."

                  Ciekawe spostrzeżenie. Gdzie zauważyłeś trolling i gównoburzę z jego strony? Pochwal się swoim tokiem rozumowania. Ja nie widzę żadnych podstaw do wydawania tego typu zarzutów.

                  Na dzień dobry strzelasz jadem ad personam o czyimś stulejarstwie i trollingu, więc jeśli piszesz o gównoburzy jesteś hipokrytą. Zamiast podjąć rękawicę na poziomie merytorycznej wymiany kontrargumentów, wolisz kogoś zwymyślać na forum. Bardzo "dojrzałe" zachowanie.

                  _________

                  "ale pobieżna lektura jego wpisu uzmysławia, że w jego wypocinach sensu nie znajdziemy."

                  Jak się czyta pobieżnie cokolwiek bez pełnego zrozumienia od deski do deski to problemem jest twoje czyste lenistwo. Te "wypociny" to jedynie twoja wymówka wskazująca, że nie zgadzasz się z krytyką/odmienną opinią, ale nie masz odwagi obronić swojej tezy. Puszczasz coś w eter (ergo: wtykasz kij w mrowisko) i nie bierzesz odpowiedzialności za własne słowa.

                  _________

                  "Szanujmy swój czas"

                  Skoro tak bardzo uwierają się wypowiedzi Johna nie odpisywałbyś mu wcale, ale twoja prawdziwa natura kazała ci go wyszydzić i obrazić, więc absolutnie nie szanujesz swojego czasu. Przeznaczasz go na pyskówkę zamiast na rzeczową dyskusję o filmie, pod którym się udzielasz.

                • Tak masz rację, wyjątkowe faux pas z mojej strony. Komentarz obraźliwy, nie na poziomie i do tego szczyt hipokryzji. Urażonych – Pana John_Revolte, a także tych wszystkich którzy na uwadze mają kulturę wypowiedzi w sieci – najmocniej przepraszam. Biję się w piersi. Cóż, człowiek uczy się całe życie. Dla mnie to kubeł zimnej wody na głowę i nauczka na przyszłość.
                  Niemniej teraz tym bardziej czuję się zobligowany do zabrania głosu w MERYTORYCZNEJ dyskusji.

                  Zanim ku temu zmierzymy, kilka zdań gwoli wprowadzenia. Są rzeczy które mocno mnie kłują we współczesnym świecie. Mają duży związek z cyfryzacją i powszechnym dostępem do internetu. Ta najistotniejsza to narcyzm i przeświadczenie, że wszystkich dookoła obchodzi to co mam do powiedzenia, a moje zdanie jest najistotniejsze koniec i basta. Mamy też rzeczy świetne obecnie – jak wysyp całej maści tekstów kultury. Od literatury, przez filmy, seriale i gry wideo po muzykę. Żyjemy więc w czasach twórców (tutaj mam na myśli nie tylko kulturę, ale i projektantów, programistów, architektów. Itd.) i tych co biorą. Ja sam raczej należę do tej drugiej


                  Midsommar wpadł mi w oko już pół roku temu na etapie trailera obejrzanego w sieci, a wizyta w kinie, pomimo dużego hype'u, mimo wszystko nie rozczarowała. Dostałem to na co liczyłem. Jednocześnie doskonale zdaję sobie sprawę, że film nie każdemu się spodoba. Ja nie mam problemu z tym, że ktoś wystawia nowemu filmowi Astera ocenę 1 czy 2 (choć z obiektywnego punktu widzenia to po prostu niesprawiedliwe – ale o tym zaraz). Przeszkadza mi tylko, gdy ktoś za wszelką cenę chce udowodnić pozostałym forumowiczom jak bardzo się mylą, a zdanie krytyków jest najważniejsze koniec i basta. Do tego posiłkują się niemerytorycznymi argumentami, a kąśliwą paplaniną. Nie chcę tutaj teraz próbować udowadniać, że to John_Revolte zachował się w sposób niecywilizowany, bo jak dobrze wiemy to ja przekroczyłem granicę smaku i kultury wypowiedzi, ale chciałbym wytłumaczyć co skłoniło mnie do takiej chamskiej wypowiedzi. Na forum Midsommar udzielam się już od chwili premiery i rozumiem zdecydowaną większość zarzutów do tego filmu, ale wypowiedź zaczynająca się od „XD” ma dla mnie znamiona taniego trollingu. Na zasadzie „XD jaki debil”. Złe doświadczenie z internetu boli całe życie :). Dalej była masa mało śmiesznych uszczypliwości zakończonych argumentem zupełnie niemerytorycznym o „sztywnym aktorstwie”. Co jak co, ale akurat aktorstwo jest bardzo wysokich lotów! A Florence Pugh i jej emocje nadają właśnie tej całej trywialności historii znamiona prawdziwego dramatu (scena rozpaczy po utracie bliskich).
                  Jest taka kapela Guns n'Roses. Część moich znajomych po prostu ją uwielbia. Dla mnie osobiście Axl pieje. No nie trawię jego głosu. Ale na miłość boską – TO JEST MOJA PRYWATNA OPINIA. Nie podoba się, ale uczciwie przyznać muszę, że jednak ma talent. Nie lubię hip-hopu, nie trafia do mnie zupełnie twórczość Kubricka. Ale uczciwie i OBIEKTYWNIE muszę przyznać, że Kubrickowi status jednego z najwybitniejszych reżyserów się należy i w hip-hopie też, będąc laikiem w tej gestii, potrafię wskazać różnicę pomiędzy O.S.T.R., a Popkiem. Nie wiem dlaczego John_Revolte nie widzi różnicy w aktorstwie pomiędzy The Room a Midsommar. Ja odebrałem to jako trolling.
                  No i last but not least. „Czy Sz.P. nie zauważył "aronii" bijącej od postu i "żaluzji" do ludzi Pana pokroju?” Otóż zrozumiałem i dlatego odebrałem to jako kolejny dowód na trollowanie ludzi. Skoro film mi się spodobał, to muszę być jednym z tych pretensjonalnych hipsterów, którym pokazać coś niecodziennego i już mają mokro w majtach.

                  A teraz, po tym przydługim wstępie, garść merytorycznej obrony Midsommar, żeby nie było, że poza obrażaniem ludzi w internecie, nie mam nic sensownego do powiedzenia.

                  Zacznę od ewidentnych wad tej produkcji i OBIEKTYWNYCH zarzutów (subiektywne, to kwestia indywidualnego podejścia)

                  a) przewidywalna i zmierza do oczywistego finału
                  b) idzie wg skostniałego szkieletu „głupiej i zbłąkanej amerykańskiej młodzieży”

                  Dlaczego więc niektórych ten film zachwycił?
                  1) Techniczny sznyt dostrzegł nawet John_Revolte.
                  2) Film jest pięknie skomponowany. I tutaj leży gdzieś kość niezgody pomiędzy jego apologetami czy po prostu ludźmi zadowolonymi z seansu, a tymi rozczarowanymi i skrajnymi frustratami. Celowo wspominałem wcześniej o gustach. O muzyce czy podejściu do różnych reżyserów i ich twórczości. Midsommar należy do gatunku filmów które operują obrazem. Film, który do mnie po prostu trafia. Jak Samsara albo Baraka (choć to akurat dokumenty). Zjawa – trywialna historia o zemście, rozumiem rozczarowanie i niskie noty wielu ludzi. Ale ja się w tym filmie zakochałem! Po prostu uwielbiam filmy, które potrafią opowiadać historię za pomocą światła, obrazu, symboliki. I nie ma w tym nic ze snobistycznego hipsterstwa. John_Travolte ma w swojej kolekcji filmów 12 gniewnych ludzi. To z kolei film, który operuje innym narzędziem – dialogami, gestami. Kino blockbusterów oparte jest z kolei na jeszcze innych mechanizmach. Mierzyć Midsommar tą samą miarą co filmy z zupełnie innej półki gatunkowej jest zgoła niepoważne.
                  3) Śmieszą mnie ci wszyscy, którzy zarzucają Midsommarowi, że nie ma klimatu. Klimat to nie tylko mrok, jucha, flaki i jump scary z szafy. W tym filmie za klimat robią fenomenalnie przedstawione rytuały, scenografia, kolory, kostiumy, stroje, muzyka. Zarzucanie Midsommarowi, że nie ma klimatu to tak, jak wytknąć, że dany samochód nie ma koloru, bo jest czerwony, a ja lubię czarne. Napisałem, że śmianie się na seansie z obrzędów pokazanych w Midsommar świadczy o byciu niedojrzałym. Podtrzymuję to. Nie mam tu na myśli niedojrzałości emocjonalnej, ale także kulturową. Co robią dzieci na lekcjach biologii lub sztuki gdy zobaczą w podręczniku nagość? Hihi śmieją się. Tak mogło być w scenie rytualnego seksu. Ale zakładam, że śmiech większości widzów nie wynikał z samego faktu ukazania kopulujących ludzi (bo do seksualności kino nas przyzwyczaiło), a z pewnej surrealistycznej otoczki tej sceny i pozornej absurdalności. Sęk w tym, że Aster w scenie konsekwentnie kreuje narzuconą tej społeczności obrzędowość. Wydaje się to groteskowe i śmieszne, ale nie trzeba mieć doktoratu z etnologii, żeby zdawać sobie sprawę, że seks rytualny był obecny w religiach pierwotnych. Także scena finalna może dla laika wydawać się idiotyczna i przerysowana, ale w rzeczywistości podkreśla sugestywność seksty wykreowanej przez Astera. O zwyczajach i symbolice pogańskiej polecam Frazera i jego „Złotą Gałąź”, z kolei w tym artykule https://www.latimes.com/entertainment/movies/la-et-mn-midsom... wyczytamy, że Aster przyłożył się do każdego detalu. I teraz pytanie – czy od filmów oczekujemy tylko tego, by dawały prostą, nieskalaną myśleniem rozrywkę? Czy film który daje możliwość pogrzebania w temacie, zestawienia wizji reżysera z faktycznymi wierzeniami pogańskimi zasługuje na łajanie i opieczętowanie łatką pretensjonalnego?
                  4) Fabuła jest drugorzędna. Aster nie chciał odkrywać kina na nowo. Nie miał zamiaru przewartościowywać obrazu sekt jaki znamy. Jego celem było zobrazowanie takiej hipotetycznej społeczności w kontekście przerysowanej neopagańskiej religii nordyckiej. Rozumiem zarzuty na tym polu, niektórzy oczekują od filmu angażującej historii, ale jak już napisałem – Midsommar skupia się na czymś innym. Taka analogia – w 2008 światło dzienne ujrzała książka Scotta Smitha „Ruiny”. W warstwie fabularnej banał – mamy grupę durnych amerykańskich nastolatków, których systematycznie wykańczają tajemnicze rośliny w gruzach indiańskich ruin. Książka oceniana jest jednak przez krytyków i czytelników dosyć wysoko. Dlaczego? Dobry język autora, ciekawa otoczka (roślina w roli potwora, większość akcji dzieje się w świetle dnia). Podobnie jest z Midsommar. Aster skupił się na innych aspektach produkcji niż fabuła. To tak, jakby zarzucać Avengersom, że w każdej części wałkują motyw walki superbohaterów ze złem.
                  5) Midsommar jest filmem spójnym (wyjątek to raptem dwa bezsensowne wątki poboczne – spór doktorantów i emocje na linii Dani-Pelle) i przemyślanym. Nie zgadzam się zarzutami:

                  5.1 Pelle wcale od początku nie planował zabierać Dani. Ucieszył się z decyzji Christiana, i świetnie widać to w rozmowie visa-a-vis z Dani (i tutaj do gry aktorskiej – z uśmiechów, pracy twarzy i argumentacji jak najbardziej werbalnej wywnioskować można, że Pelle decyzja Dani bardzo ucieszyła – czemu, tego chyba tłumaczyć nie trzeba).
                  5.2 Siostra miała zaburzenia dwubiegunowe, dlatego popełniła samobójstwo i zabiła przy okazji rodziców. https://pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_afektywne_dwubiegun...
                  5.3 Dani widocznie nie miała nikogo poza najbliższą rodziną i Christianem. I to jest motor napędowy całej historii. Można mu zarzucić pewną trywializację i skrótowość, ale na pewno nie brak logiki.
                  5.4”Dlaczego Dani, wiedząc, że siostra jest chora nie skontaktowała się z policją, by ktoś sprawdził co się dzieje, skoro to nie pierwszy raz” - skąd to John_Revolte wytrzasnął? W filmie widać, że straż wchodzi do domu rodziców. Mogła być wezwana przez Dany.
                  5.5 „Do tego scena z tańcem znów bez logiki (dziewczyna, która zażywa środki nasenne, mając problem ze snem, do tego pije "narkotyczne" mieszanki okolicznych, ma problemy z psychiką i dopiero od kilku dni jest w kraju, w miejscu, w którym nie zachodzi słońce, bez dobrej aklimatyzacji zostaje Majową Królową”. - Doszukiwanie się braku logiki na siłę. W rzeczywistości może to mieć sens. Dlaczego Dani miałaby być na straconej pozycji? Jest w podobnym wieku, podobnie jak reszta dziewcząt zażyła te dziwne środki. A rzeczone dziewczęta raczej nie tańcują w ramach treningu, to było związane z cyklicznym świętem.
                  5.6”Pozwól, że dorzucę do tego jeszcze wtórność (i tu następuje druga litania nawiązań do Hereditary”. Wspomniałem, że nie należy oceniać tą samą miarą filmów z różnych pólek gatunkowych, ale wytykanie reżyserowi, że ma swoje artystyczne wizje i zainteresowania brzmi jak hipokryzja w słowach, człowieka który wszystkie filmy o superbohaterach ocenia w skali 6-8.

                  Mógłbym wiele jeszcze o Midsommar napisać, ale niech to będzie wymiana zdań merytoryczna (i bez prymitywnych wyzwisk – raz jeszcze przepraszam), a nie na zasadzie – „Mi się nie podoba, więc wszyscy inni są w błędzie”



                • Cieszy mnie, że pomogłem uświadomić Ci twój błąd na tyle, że zreflektowałeś się i zaprezentowałeś ze swojej lepszej strony. Szanuję również za długi wyczerpujący komentarz, który rozwiał wszelkie wątpliwości i na pewno przyczyni się do ciekawej dyskusji. Pozdrawiam!

              • Akurat ten film stara się mieć treść, ale niestety są sceny, które powodują, że człowiek przestaje uważać ten film za poważny. I nie broni go w tym nic. I problemem jest to, że odniesienia, choćby nie wiem jak "fajne" i "nietypowe" (btw. polecam dobrze przyglądać się ścianom w filmie jak już zaczniesz oglądać) by były, to nie uratowały tego filmu. Właśnie jednym z problemów tego filmu jest to, że to co fajnie, żeby zostało wyjaśnione, wyjaśnione nie zostało, natomiast główna fabuła i sznurek wydarzeń jest zbyt oczywisty, zbyt prosty. I zbyt śmiesznie narysowany absurdalnymi, dodatkowymi scenkami, przez co film traci.

                Owszem, wiem też, że część śmiesznych scen była zamierzona (choćby scena losowania), ale niestety sposób ich realizacji, ich "wyniesienie" i wpasowanie w film były niestety nieadekwatne.

                I nie, to nie jest tak, że potrzebujesz znać reżysera. Zresztą, jedyny długi film jaki nakręcił oprócz tego to Hereditary, reszta to krótkometrażówki, których jeszcze nie widziałem. Jak wskazałem w poprzednim poście, film jest w dużej mierze wykorzystaniem tych samych schematów na "nowej" fabule. I nie da się wytłumaczyć jego mankamentów bez spoilerowania, bo to co w nim jest, bądź wydaje się dobre widać na początku, to co złe, choć czasem jest od razu widoczne, to w większości tkwi w szczegółach.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię