Mifune

Mifunes sidste sang

1999 1 godz. 38 min.
7,4 590
ocen
7,4 10 590
859
chce zobaczyć
{"type":"film","id":826,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Mifunes+sidste+sang-1999-826/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Mifune
  • nawka ocenił(a) ten film na: 6

    W tym temacie dyskusję prowadzą uczestnicy wakacyjnego maratonu filmowego, co nie znaczy, że komentarze innych użytkowników portalu są niemile widziane - wręcz przeciwnie - włącz się śmiało do rozmowy, jeśli masz tylko ochotę :)

    Więcej o maratonie wakacyjnym przeczytasz tutaj: http://www.filmweb.pl/blog/entry/494523/(+).html;jsessionid=...

    _____________________

    Uwaga!!! Komentarze w tym temacie mogą zawierać [SPOJLERY]

  • nawka ocenił(a) ten film na: 6

    nawka Poczuwam się do obowiązku rozpoczęcia dyskusji :)

    Z premedytacją wręcz zimną zaproponowałam film do maratonu i cieszę się, że w selekcji uszedł z życiem.
    Nie będę ukrywała, że usłyszałam o nim z powodu Dogmy i niedawnej rozmowy ze znajomymi na temat Antychrysta. Jest to mój pierwszy film Kragh-Jacobsena (obiło mi się o uszy słów kilka o Wyspie przy ulicy Ptasiej i nic poza tym), a drugi film po Idiotach zrobiony wg ślubów czystości.
    Ale do rzeczy - podobał mi się ten film. Może nie będę go wielbiła pod niebiosa, ale przyjemność odczułam w trakcie oglądania. A i porozmawiać można po nim ciekawie myślę.

    Zacznę jednak od minusów - bardzo nie lubię chybotliwej kamery w filmie fabularnym - rozumiem korzyści kręcenia z ręki wg zasad Dogmy (akcent na realizm, tak myślę), ale mam już tak ustawione synapsy w głowie, że włącza mi się komunikat typu: uwaga! film z imienin u cioci. I spada moja czujność jak i zachwyt nad filmem, ponieważ nie uważam, aby piękno estetycznego obrazu zasłaniało piękno znaczenia, czy też przesłania, jaki film niesie. Innymi słowy - ładna buzia nie musi oznaczać,
    że ktoś nie ma nic sensownego do powiedzenia. Choć tutaj zdjęcia były moim zdaniem o wiele wiele i jeszcze więcej wiele razy lepsze od zdjęć w Idiotach, choć mniej wymuskane jak w Antychryście. Drugi minus to tzw i żyli długo i szczęśliwie... Choć skwitowane zakończenie słowami Bjarke - łyk z gwinta i komentarz: Człowieku co za nuda... Wyjdźmy zanim przejdą do pornografii - świetne :) Takie to urocze mrugnięcie okiem do widza :)

    Skoro już cytat spodobany napisałam, dodam drugi wypowiedziane przez Lidię (jak wolą niedeficytowi Livę^^): Życie jest jak kurza grzęda - krótkie i pełne gówna. Czyż to nie piękne spostrzeżenie? Więc skąd ten happy end? Czy Krestenowi nie przeszkadza przeszłość kobiety? Ot tak sobie zmienił podejście do życia i zamiast w mieście robić karierę, zajmie się bratem nagle? Za ładnie, za gładko, za prosto.
    Ale podoba mi się ten subtelny atak na obłudę, kompleksy, sposób traktowania prostytutek czy ludzi z deficytem umysłowym. Krótka rozmowa z pastorem (czy kto tam to był) i jego ucieczka, gdy usłyszał, co usłyszał. Wyborne :)

    Aktorsko myślę, że bardzo dobrze się film prezentuje - naturalnie i świeżo.

    W recenzji napisał na końcu Piotr: co to znaczy mieć dom? I to jest dobre pytanie po Mifune. Im więcej pytań można wycisnąć z filmu, tym lepiej - a jak Ty uważasz?

  • Deix_z_gwiazdkom ocenił(a) ten film na: 7

    nawka Na wstępie zaznaczę, że cholernie lubię filmy Dogmy. W najmniejszym stopniu nie przeszkadza mi już kamera 'z ręki'. Specyfika oświetlenia i udźwiękowienia też nie rusza mnie już zupełnie. Nie to, co przy pierwszym czy drugim zetknięciu z takim vonTrierem czy innym Vinterbergiem.

    W 'Mifune' niby jest wszystko co u Dogmy najbardziej mnie pociąga, czyli wyrazista i przekonująca gra aktorów (całym ciałem) oraz porozumiewanie się z widzem bez słów w kluczowych scenach; właśnie - mistrzowskie momentami operowanie symboliką. Tutaj dodatkowo efekt wtapiania się widza w obraz następuje już praktycznie od pierwszych sekwencji. Boli mnie trochę, iż nie potrafię określić, co mnie rozczarowało w tym filmie na tyle, że zamiast bitej ósemki, 'tylko' siedem gwiazdek przy nim zakreśliłem.
    Może odwrócenie dotychczasowych proporcji między dramatyzmem a komizmem mnie ukłuło, może hepiend, a może sam szkielet fabuły, chyba jednak typowy dla przeciętnej romantic comedy made by USA...
    Mniejsza z tym. W sumie, po seansie i tak znacznie bliżej mi do oczarowania, niż rozczarowania.

  • nawka ocenił(a) ten film na: 6

    Deix_z_gwiazdkom Jednak szybko się o tym filmie zapomina, ja przynajmniej szybko zapomniałam, co dla filmu myślę nie jest cechą pożądaną...

    A tak z innej beczki to tak dużo filmów z planszą Dogmy chyba nie ma?

  • sten44 ocenił(a) ten film na: 5

    nawka na pewno trójka ojców chrzestnych reżyserów, ale tez ma to wpływ na inne filmy skandynawskie, zwłaszcza zdjęcia z reki i bez światła oraz proste scenariusze bez kombinowania (bez retrospekcji, narratorów itp).

  • nawka Coś jest w tym zapominaniu faktycznie, jakoś tak lekko wszedł i równie
    lekko się ulotnił...

    Tak poza tym, to do jakiś głębszych refleksji też mnie nie zmusił, wbrew
    temu czego można by oczekiwać.

  • sten44 ocenił(a) ten film na: 5

    nawka WSI SIELSKA

    minusów tu można wytykać, oprócz dogmowych zdjęć, co jest oczywistą głupotą, właśnie owo "żyli długo i szczęśliwie" ale odnosząc się szerzej i ogólnie do scenariusza. samo to, że jest happy end i ogólnie, że fabuła jest z lekkim przymrużeniem oka to nic złego, nawet takie coś lubię. choć raczej w wydaniu czeskim (nota bene reżyser kończył FAMU i coś z tego widać w filmie). ale tutaj to już nie jest to co u Czechów. ale konkretniej - szczególnie dobiły mnie dwie sceny, jeden: nagła i wizyta żony na wsi i cała późniejsza afera nieporozumień - za przeproszeniem ale śmierdziało to telenowelą; dwa: nagła wizyta przyjaciółek Livy na wsi i kolejny sekwens nieporozumień, jak to miało być zabawne to raczej nie w moim guście. poza tym postaci nieco przerysowane, zwłaszcza brat Livy i "rywal" Krestena ze wsi.

    mnie się ten "subtelny atak" na kompleksy i prostackie spojrzenie na kobietę rzekomo lekkich obyczajów oraz na wiejskiego idiotę już tak nie podoba jak Lence. przeciwnie, w ogóle mnie to nie przekonuje i nie trafia do mnie. zbyt wyraziste te chamy wieśniackie. chyba, że w Danii naprawdę tak to wygląda, ze Kopenhaga i prowincja to piekło i niebo - nie wydaje mi się...

    aktorstwo ok, reszta klapa (wiadomo - dogma). no może reżyseria też ok, ale scenariusz już nie dla mnie. w każdym razie fajnie się ten film ogląda, mimo kilku słabych fragmentów. jak już się włączy to szybko zleci, choć z drugiej strony ten film jak dla mnie nie ma nic do powiedzenia, alba ma niewiele. a jak wiadomo widowiskiem też nie jest. nie ma też nic wspólnego z przywoływanymi tu ani Mifune ani Ingrid.

  • nawka ocenił(a) ten film na: 6

    sten44 Zgadzam się w tym względzie, że jest tak dużo w tym filmie wątków różnych, odniesień i zarysowań problemów, że każdy właściwie jest tylko sugerowany, ślizgany po powierzchni i bez wkładu widza w wyciąganie na siłę głębszych treści nie zostaje wiele w ręce po filmie.

    Ale dlaczego uważasz, że jest to prostackie spojrzenie na prostytutki i idiotów?

  • sten44 ocenił(a) ten film na: 5

    nawka żeby nie wprowadzać nieporozumienia, nie wytykam samemu filmowi takiego prostactwa tylko filmowym bohaterom wyciągającym wnioski nieuzasadnione i bezpodstawne na temat tej kobiety. dlaczego?

    bo dla mnie to było zbyt jaskrawe i wyraziste. to nie była "prawdziwa" duńska wioska i prawdziwi ludzie, ale dość przerysowany filmowy własny światek. i nie żeby to było jakoś bardzo złe, bo taka jest konwencja tego filmu, ale też takie bądź co bądź poważne sprawy jak uprzedzenia, nieuzasadniona nietolerancja, szowinizm itp. nie mogą tu być specjalnie przekonujące ani wiarygodne. za duże uproszczenia, żeby brać na serio. coś w tym stylu :)

  • nawka ocenił(a) ten film na: 6

    sten44 aha - czyli pomimo wszystko uproszczenia filmowe :)

    znajomy film podsumował jednym zdaniem: "duńskie Pretty Woman w kaloszach" i trochę racji ma ;)

  • Tajler ocenił(a) ten film na: 7

    nawka No nie kurwa! Pisałem komentarz dobre 10 minut i się nie pojawił. Srajcie się ze swoimi panelikami i 'znajomymi', włodarze! Serwery se kupcie, do licha.

    (może popchnie, licze na to -__-)

  • nawka ocenił(a) ten film na: 6

    Tajler Tajler nie nerwuj się - fw nas uczy profilaktyki ctrl+c i ctrl+v ...zawsze! :)

  • schacal ocenił(a) ten film na: 7

    nawka To był pierwszy film z MARATONU jaki "spożyłem" :)
    Wg mnie film dobry, dlatego ocena mogła być tylko jedna "7"
    Co do gatunku filmu, bliżej było mu do dramatu niż do komedii, choć zabawnych scen nie brakowało.
    Jeśli chodzi o styl kręcenia "z ręki" to nie odczułem tego, film jest tak wciągający iż na takie detale nie zwracałem uwagi :)
    Jak Leenka zauważyła, słowa wypowiedziane przez Livę: "Życie jest jak kurza grzęda - krótkie i pełne gówna" w pełni podsumowują egzystencję człowieka, więc z kad taki happy end? A no, to jest film, a w filmie wszystko jest możliwe. Życie zapewne napisało by nadirowy scenariusz zakończenia.

  • nawka ocenił(a) ten film na: 6

    schacal Takie zakończenie ma pewnie podnieść na duchu, ale traci film jako całość wtedy wg mnie. W ciemno wybierany film, więc nie wiadomo czego się spodziewać po takim daniu :)

  • Lejzorek ocenił(a) ten film na: 6

    nawka Uwzieliście się na zakończenie ;) Przecież czasami się ludziom udaje (chyba) ;)

  • nawka Był czas na oglądanie, nadszedłczas na pisanie ;) W sumie już parę dni temu
    Mifine zobaczyłem, ale jakoś się nie mogłem zabrać za naskrobanie tych
    kilku słów. A że już dyskusja powoli sie rozwiaja, to krótko bedzie.

    Najpierw wrażenia - ogólnie to mi się podobało, zdecydowanie więcej plusow
    niż minusów. Bez jakiś rewelacji, ale czas miło przed ekranem spedziłem.

    Do aktorstwa, reżyserii zastrzeżeń nie mam, do bohaterów i samej hitorii
    też nie. Ze scenariuszem już trochę gorzej, ale ciągle przyzwoicie
    (niektóre dialogi - miodzio), choć do kilku momentów można się przyczepić,
    głównie, wspominane już tutaj wielokrotnie, trochę wygłaskane zakończenie,
    czy kilka dość mocno naciąganych sytuacji. Nie mniej, patrząc na całość,
    jakoś bardzo to nie przeszkadza. Zdjęcia też całkiem nieźłe (ja nie mam
    uprzedzeń do kręcenie z ręki, o ile oczywiście nie odbija sie jakoś
    znaczaco na odbiorze filmu - znaczy wiem co się dzieje na ekranie)

    Ogolnie uważam, że troche nie-dogmowa ta dogma była. Znaczy spełnienie
    założeń jak najbardziej, ale jakoś jej "piętno" nie wisiało nad filmem cały
    czas, chwilami nawet można było o tym zapomniać. Żeby nie było, nie jestem
    wielkim znawcą dogmy, ale kilka filmow z nurtu dane mi było zobaczyć,
    wcześneiej takich prawidłowości nie zaobserwowałem. Kto wie, może to
    włąsnie ten wspomniany prze Deixa klimat ocierajacy sie chwilami o komediwe
    romantyczna to spowodował...

    Podsumowując, film bardzo przyzwoity, tak na 7 z dużym plusem. Oddanego na
    film głosu nie żałuję, mam nadzieję że dalej też nie będę ;)

  • Sozewski Wybaczcie proszę litrówki, przeglądarka mi figle dziś płata...
    Dlaczego te posty tak dziwnie wyglądają też nie mam pojęcia.

  • nawka ocenił(a) ten film na: 6

    Sozewski pewnie Google Chrome używasz (przepraszam za offtop^^)

  • nawka Ano używam od kilku tygodni testowo, bo mnie mozilla na nerwy zaczęła działać. Nawet podejrzewałem to jako powód,
    ale odrzuciłem go, bo nie miałem takich problemów aż do tego czasu. Zresztą posty pod innymi tematami wyglądają
    normalnie, tylko tutaj coś szaleję ;/

  • Tajler ocenił(a) ten film na: 7

    nawka Aj kurde, żeście się rozpisali, i teraz będzie, że zgapiam. Szlag by trafił. Jutro z rana spróbuje odwzorować swój komć, któren przepadł -_-

  • sten44 ocenił(a) ten film na: 5

    nawka w co drugim poście przewija się wątek Dogmy 95, więc żeby było klarowniej przypominam zasady:

    1. Filmy należy kręcić poza studiem, bez budowy scenografii. Należy także zrezygnować z rekwizytów - jeżeli jakaś rzecz jest potrzebna w danej scenie, to należy znaleźć do jej nakręcenia takie miejsce, gdzie rzecz ta występuje niejako naturalnie.

    2. Nie należy dodawać żadnego dźwięku, który nie wynika wprost z obrazu. Muzyka może wystąpić w filmie tylko wtedy, jeśli jest elementem sceny (tzn. słyszą ją również bohaterowie).

    3. Należy zrezygnować ze statywów - wszystkie ujęcia powinny być kręcone "z ręki". To kamera ma się ruszać zgodnie z akcją, a nie akcja dostosowywać się do kamery.

    4. Nie dozwolone jest realizowanie filmów czarno-białych oraz używanie jakiegokolwiek dodatkowego oświetlenia planu poza pojedynczą lampą zainstalowaną na kamerze.

    5. Nie wolno stosować filtrów i innych przyrządów optycznych.

    6. Film nie powinien zawierać powierzchownej akcji (nie powinno się wprowadzać takich elementów jak morderstwa, broń itp.

    7. Akcja powinna dziać się tu i teraz - osadzanie jej w innych realiach historycznych lub geograficznych jest zabronione.

    8. Filmowe gatunki są nie do przyjęcia.

    9. Gotowy film należy przenieść na taśmę 35 mm, w formacie 4:3.

    10. Reżysera nie powinien być podpisany pod filmem.

    "Ponadto przysięgam jako reżyser zrzec się moich osobistych gustów. Nie jestem już artystą. Przysięgam zrezygnować z produkowania "dzieł", ponieważ uważam, że moment jest ważniejszy niż całość. Moim najwyższym celem jest wydobycie prawdy z postaci i scenerii. Przysięgam czynić to przy pomocy wszystkich dostępnych środków, nie bacząc na dobry smak i jakiekolwiek względy estetyczne."

  • nawka ocenił(a) ten film na: 6

    sten44 Punkt 1 koreluje z 7, jestem niechętna 2, a zupełnie nie zgadzam się z 3,4,5,6 - co to znaczy 8? - ogólnie to wygląda tak jak oszczędna formuła na paradokument, a gdy nietrafnie dobierze się aktorów, to całe przedsięwzięcie leży.

    "Przysięgam czynić to przy pomocy wszystkich dostępnych środków, nie bacząc na dobry smak..." - tu są konsekwentni i dobrze, że nie trzymają się tych reguł.

    Przypomniało mi się, co urzekło mnie w Mifune - momenty gdy Lidia siedziała na łóżku i patrzyła przez okno. Takie długie i ciche chwile, że ciepło się w sercu robiło :)

  • Tajler ocenił(a) ten film na: 7

    nawka Rekonstrukcja komentarza.

    Fajny to był film. Mile ogląda się go. Aż dziw, że jakąś atrakcyjnośc i elementy rozrywki znalazłem w filmie dogmerskim, czyli jakby nie patrzec ascetycznym.

    Co do samej dogmy. Kiedys czytalem caly ten manifest, z jednej strony trącił utopią, a z drugiej zapowiadał powiew świeżości i alternatywę dla wycackanych produktów festiwalowych. Czy i jak wyszło to już można oceniac. Z mojego punktu widzenia: Jeśli ktoś nie chce kręcic ładnie, nie potrzebuje w filmie muzyki i ślicznych ujęc, bo 'cośtam', ale umie z tego wszystkiego wyjśc obronną ręką, oczarowac czymś innym, to ja nie mam nic przeciwko. Nie jest to moja bajka, bo magię kina znajduję gdzieś między Tornatore, K.W. Wongiem, a Kusturicą, ale nie przeszkadza mi to czerpac satysfakcji z oglądania czegoś w konwencji dogmowej.
    Przychodzi mi na myśl tylko jeden film, gdzie poczułem, że bez całej tej otoczki ascetyzmu, bez postulatów film by się nie obronił. Byłby inny i (uwaga) gorszy. W "Przełamując fale" Trier idealnie skomponował naturalistyczną wręcz formę z treścią. Pokazał obraz miłości tak alternatywny, jak to się dało zrobic. Chwała mu za to.

    A co z Mifune? Tu nie byłbym pewien, co do tej niezbędności wszelkich braków. Nie zmienia to faktu, że film się broni. Broni się przede wszystkim aktorsko. Kreacje są naturalne (jeno Kresten mi ciut nie pasuje w paru momentach). Same zdjęcia bardzo ciekawe w wielu miejscach, ale przesadza czasem pan reżyser w drugą stronę (czy jak kogoś kopią, to kamera musi się trząśc, tak jakby kopany miał ją w kieszeni? Troche to naiwne). Są zabawne dialogi, są całe zabawne sceny. Wiele trafionych punktów, celnym słowem lub samym gestem.
    Ja naprawdę lubie filmy, które odrywają się od wszelkich kontekstów. Osadzają małe grono dobrze nakreślonych i konkretnych charakterów w czterech ścianach, odizolowane od reszty świata. Widz podpatruje relacje, a nie wyczekuje suspensu.
    Nie trzeba do tego koniecznie pisac manifestow. Takie kino powstaje tu i ówdzie dzisiaj, ale dogma czasem wydaje się pomagac trafic w sedno. Ta kamerka z ręki, niechlujne ujęcia gdzieniegdzie czynią rzeczywiście 'imieniny ciocine', ale w większości sytuacji pozwalają zbliżyc się do kadru, znaleźc się gdzieś w kącie, obserwowac z pozycji ekranu, a nie fotela.

    Co zatem gryzie w "Mifune". Czemu nie jest to obraz wybitny, a co najwyżej dobry. Sceny dwie. Nie znosze, autentycznie nie dzierżę sytuacji typu: "kłócą się 20 minut i on nie zdąży słowa powiedziec". To godzi w mój intelekt, panie reżyserze. W telenowelach takie zagrywki. Ta magia przypadku w ogóle trąci tu (jak to magia ;)) brakiem realizmu. A chcemy miec kino społeczne, a przynajmniej o relacjach. Takie zagrywki uatrakcyjniania scenariusza mijają się z celem. (Druga scena tego typu to desant prostytutek).
    Jak się film skończy każdy wiedział, od początku właściwie. Przewidywalne to zbyt i szczęśliwe. ON, pojony noc całą w pozycji całkowitego skrępowania, budzi się, widzi JĄ w końcu ciemnego korytarza, człapie, uściskuje i wszystko jest git.

    W jednym momencie sam reżyser, ugodził siebie jako Dogmatyka. Pewnie nie wiedząc nawet. Scena w której 'dziad któryś' zaczyna grac na gitarze jest jedną z lepszych ;) Muzyka, która nagle wkracza w film wprowadza nową jakośc, wzbranianie się przed nią jest zatem głupstwem. No, ale jak już mówiłem, godzę się i na to dla dobra sprawy.

    ocena: -8/10

    Troche mi się rozlazł ten komenatrz, gubi wątki.
    <ctrl+a>
    <ctrl+c>
    <otwiera notatnik>
    <ctrl+v>
    <wyślij>

  • sten44 ocenił(a) ten film na: 5

    Tajler a moim zdaniem filmy dogmowe były właśnie do festiwali stworzone jak znalazł. bo właśnie tam i widzowie skupiający się wokół festiwali i jury czy ogólniej "środowisko" festiwalowe własnie gardzi kinem komercyjnym a docenia oryginalne, odważne, kameralne...
    np. "Włoski dla początkujących" zebrał główną nagrodę na WMFF a i większość jest prezentowana w Berlinie.

    co do dogmy to jakiś pomysł to na pewno jest, i taka mała rewolucja w świecie kina.
    choć niekiedy podpianie się pod dogmę jest paradoksalnie sposobem na sztucznie pompowany rozgłos i zainteresowanie. tak jest IMO w przypadku Mifune, który sam w sobie jest bardzo przeciętnym filmem i miałby problemy bez przypinki dogmy w ogóle "wypłynąć" poza Danię.
    z drugiej strony dogma oddziałuje pośrednio i częściowo na wielu twórców i wiele filmów. zwłaszcza postulat jedności czasu i miejsca akcji, chronologii, czyli ogólnie "tu i teraz".

    ale kwestie techniczne, zwłaszcza zdjęcia i muzyka, a w mniejszym stopniu scenografia to jest trochę głupie. niby to główna wizytówka, a czy paradoksalnie nie jest to celowa zagrywka na wzbudzenie zainteresowania niezależnie od treści filmu (która ma być w założeniu najważniejsza)?
    inna rzecz, że samo założenie jest dla mnie fałszywe. no bo czy jedno drugiemu aż tak bardzo przeszkadza? chyba zgodzimy się raczej, że scenariusze Piesiewicza i Kieślowskiego są same w sobie doskonałe i bylyby z nich świetne filmy zrobione według dogmy, ale po co? jeszcze wspanialsze są po dołożeniu przepięknej muzyki Preisnera i mistrzowskich zdjęć Idziaka/Kłosińskiego/Sobocińskiego (np. fenomenalnie spożytkowane filtry w Krótkim filmie o zabijaniu).

    P.S.
    widzę, że identycznie odbieramy sceny a'la telenowala i sitcom :)

  • Deix_z_gwiazdkom ocenił(a) ten film na: 7

    sten44 "...ale kwestie techniczne, zwłaszcza zdjęcia i muzyka, a w mniejszym stopniu scenografia to jest trochę głupie."

    Tu się nie zgodzę.
    Przy 'Mifune' może niespecjalnie to widać, ale już w przypadku takiego 'Festen' Vinterberga brak odrębnego podkładu dźwiękowego i sztucznie kreowanego oświetlenia cholernie mocno (czasami wręcz boleśnie) wciska widza w świat filmu. Rzekłbym nawet, że przestajesz być biernym oglądaczem filmu, a stajesz się obserwatorem konkretnych sytuacji z pewnym poczuciem uczestnictwa w nich. Masz ciągłe wrażenie, że któryś z uczestników dramatu w każdej chwili może cię zauważyć i zmusić do reakcji, zajęcia stanowiska...
    Jestem przekonany, że takiego efektu nie osiągniętoby przy zastosowaniu typowych dla współczesnego kina środków kręcenia i montażu.

    No, ale 'Festen' i 'Mifune' to tylko te same zasady gry. Niestety inne ligi.

  • sten44 ocenił(a) ten film na: 5

    Deix_z_gwiazdkom niby tak, ale nie zawsze to się sprawdza. nie miałem przyjemności oglądać tego "Festena". jest to jakiś pomysł, ale IMO rezygnacja z muzyki, scenografii i dorobku operatorskiego generalnie wychodzi na złe. zresztą sam von Trier po "Przełamując fale" i "Idiotach" już w "Tańcząc w ciemnosciach" i kolejnych częściach nieoficjalnego tryptyku amerykańskiego porzuca postulaty, dość szybko nieprawdaż?

    z drugiej strony z "dorobku" dogmy z powodzeniem korzystają inni, np. na Bałkanach bardzo dobra "Grbavica" (Złoty Niedźwiedź) - zero muzyki, chronologia, brak retrospekcji choć wspomnienia mają kolosalne znaczenia (ale przejawiają się tylko w dialogach czy mimice aktorki), albo genialne IMO "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" - znów zero muzyki, scenografii, akcja w ciągu kilkudziesięciu godzin...
    podobnie bracia Dardenne (Rosetta, Milczenie Lorny).
    ale zdjęcia już nie są tam tak "ziarniste", i bardzo mądrze :)

  • Deix_z_gwiazdkom ocenił(a) ten film na: 7

    sten44 Póki co nie znam filmów von Triera nakręconych po Mandarley, więc nie wiem, czy popełnił je w zgodzie z manifestem, czy też na przekór mu.

    Podług zasad Dogmy powstało już kilka/kilkanaście świetnych obrazów i pewnie sporo jeszcze powstanie. Nigdzie jednak nie napisano, że trzymanie się owych zasad jest gwarancją wybitnego, czy choćby dobrego filmu. Nie napisano też, że każdą historię idzie tak samo przekonująco przedstawić przy użyciu dogmowych środków.
    Myślę, że w przypadku 'Mifune' Kragh-Jacobsen stanął przed dosyć karkołomnym zadaniem, ale wybrnął zeń całkiem nieźle. Oczywiście pod tak zacną etykietą wypadałoby wybrnąć dużo lepiej, bez tych paru mielizn, ale tu formuła gatunkowa może robić za pewne rozgrzeszenie. Film się bardzo dobrze oglądało i to powinno tutaj wystarczyć.

  • sten44 ocenił(a) ten film na: 5

    Deix_z_gwiazdkom ja mam do manifestu raczej krytyczny stosunek, nie będę mówił, czy to formuła zacna czy nie zacna.

    'Mifune' się rzeczywiście fajnie ogląda, lepiej nawet niż takich 'Idiotów' gdzie mielizn może nie być, ale za obrzydliwości są.

    tylko i aż co mi się tu nie podoba, to taka pustka: "no ok, nawet fajne było, ale dobrze że już się skończyło" :)

  • sten44 Ogólnie założenie manifestu było chyba takie (chyba bo mi się go nie chciało przeczytać nigdy osobiście, jedynie na wiedzy z drugiej
    ręki się opieram), ażeby pokazać na ekranie świat rzeczywisty, a nie "filmowy". Stąd rezygnacja z muzyki, efektów wizualnych itp.
    Uzyskać u widza wrażenie pośredniego uczestnictwa w akcji, obserwacji tego się dzieje gdzieś z boku, a nie obserwacji wyświetlonego
    obrazu na ekranie.
    To jaki otrzymujemy ostatecznie efekt to już inna sprawa.

    Zresztą paradoksalnie brak muzyki w dogmie sprawia, że zwracamy na nią większą uwagę kiedy już się pojawia. I to w Mifune widać
    świetnie, na dobrą sprawę pojawia się chyba tylko dwa razy. Kiedy ten starszy koleś bierze gitarę i na koniec (który nawiasem mówiąc
    przez tą orkiestrę kojarzy mi się trochę z wiejskim weselem ;)
    I chyba na tym to właśnie polega. Jak dla mnie, w dogmie nie chodzi o wzbranianie się w filmie od muzyki jako takiej, ale o umiejętne
    jej niewykorzystanie. Ma być elementem, a nie tłem, i tym właśnie tutaj była.
    Z innymi "rezygnacjami" powinno być podobnie, nie skupiać się na tym, żeby czegś nie używać, ale wykorzystać jak najlepiej to, co się
    jednak posiada.

  • sten44 ocenił(a) ten film na: 5

    Sozewski zgadza się. najważniejsze są scenariusz i gra aktorów i jest to eksponowane dodatkowo poprzez ograniczenie do minimum innych elementów rzemiosła filmowego.

    oczywiście brak muzyki filmowej może być dobrym wyborem (choćby wspomniane już "4 miesiące..."). w "Mifune" o ile solówka na gitarze była świetna, to piosenki z radia już tylko miały związek z fabułą, bo z samą muzyką niewielki. ogólnie brak muzyki w "Mifune" jak na mój gust na dobre nie wychodzi.

    tyle tylko, że dla w ogóle muzyka filmowa jest bardzo, bardzo ważna (nawet Chaplin komponował samodzielnie muzykę do swoich niemych filmów, żeby w kinie orkiestra czy muzyk przygrywali tak a nie inaczej). niekiedy film mogę oglądać kilka razy tylko ze względu na jakąś genialną muzykę, choćby sam film był przeciętny. dlatego reguły o rezygnacji z muzyki filmowej nigdy nie przełknę :)

  • Martinn ocenił(a) ten film na: 7

    nawka Na wstępie zaznaczę, że cholernie nie lubię Dogmy 95. Uważam że jest i głupia, i niepotrzebna. Jeśli ktoś ma ochotę zrobić film przy użyciu ascetycznych środków wyrazu, to po prostu robi – używając tego, co mu jest potrzebne, a nie trzymając się jakichś propagandowych manifestów. Tutaj jednak Dogma specjalnie nie przeszkadzała i nie zrobiła tyle złego, co zwykle. Film da się oglądać bez parcia na pęcherz. Może ratuje go ta odrobina ciepło-ironicznego stylu czeskiego, słusznie wspomniana w recenzji.
    Oczywiście, nigdy nie zaszkodzą lepsze zdjęcia i trochę podkładu muzycznego, ale tutaj, kto wie? Może by zaszkodziły? Mięlibyśmy kolejny komediodramat romantyczny w prowincjonalnej scenerii.

    „Pretty woman w kaloszach” – świetne porównanie ;D
    I jeszcze: „Pretty woman” spotyka „Rain mana” w „Znakach”. Znowu schemat: zagubiony yuppie, prostytutka o gołębim sercu, chłopaczyna na złej drodze, ale też z sercem i szlachetny, głęboko mądry wewnętrznie przygłup (a do tego kosmici na dokładkę). Ten schemat zaczyna być częstszy niż „dobry bohater z giwerą vs. bad guys”.
    No więc nie wiem czy Toshiro byłby zadowolony z takiego filmu o sobie, ale skandynawskim wydaniu, w estetyce Dogmy wyjątkowo da się toto obejrzeć. Film, nie wiedzieć czemu skojarzył mi się z „Jabłkami Adama”, chociaż tam mieliśmy elementy zbliżone do nadprzyrodzonych, a tu do prawdziwej wizyty kosmatych (kręgi na końcu, chyba że nie zauważyłem, kto je wykonał;).

    7/10
    Aktorstwo zaskakująco dobre. Więc w całości film nie był taki zły, ale żeby jakoś szczególnie głęboki? – mam wątpliwości. Natrętna symbolika (malowanie na biało, solówka na gitarze, ratowanie tonącego, kręgi w zbożu) – może i dziś, przy głupiejącej widowni, tak trzeba, ale symbolikę jakoś zawsze wolałem dyskretną. Na granicy postrzegania i czasem wręcz wymagającą podpowiedzi. Tej walącej prosto w łeb jakoś aż tak bardzo nie cenię ;D

  • sten44 ocenił(a) ten film na: 5

    Martinn aktorstwo bardzo dobre, zwłaszcza pary głównych bohaterów. 'Rain Man' już mi się specjalnie nie podobał, a młodszy brat jeszcze gorzej.

    te aluzje moim zdaniem są nieudane i niewiele wnoszą (zresztą to chyba wbrew tej całej dogmie). tzn. właśnie wyczuwalne nawiązania do "Rain Mana", czerpanie z Mifune i "Siedmiu Samurajów" i wspomnienie jednym słowem Ingrid Bergman.

    a na marginesie nie wiem dlaczego właściwie, ale ten młodszy brat przypominał mi chłopaka z terminatora 2 :)

  • nawka ocenił(a) ten film na: 6

    sten44 Mi się chłopaczek podobał (bardziej niż Anders Berthelsen) w przeciwieństwie do nawiązywań typu Mifune właśnie - ale to nie jest w sprzeczności z ich dogmą chyba, jeżeli postać ma takie zainteresowania to ma i już - i może sobie na dachu wieżowca gimnastykować się z kijem, albo hasać z garnkiem i rękawicami na głowie :P