Póki Penn skupia się na Żeleńskim jest ok, gdy zaczyna masturbację nad swoją osobą poziom bardzo leci w dół.
Takie kontrasty to prawdziwy samograj, np. mały Frodo w Mordorze, murzyn policjant w Beverly Hills, drobny Orlando Bloom pod pokładem wśród masywnych piratów.
Lubię Szona, więc jakoś pastwił się nad nim nie będę. Film miał być skierowany dla niewyrobionego widza amerykańskiego i robić pijar na rzecz zaatakowanego...