To jest ten film po którym czuje się ciężar gdzieś głęboko w duszy

To jest ten film po którym czuje się ciężar gdzieś głęboko w duszy przez kilka dni. Uwielbiam takie filmy. Czy tylko ja tak mam?

554
  • Bo przecież najlepsze filmy to takie co wzbudzają emocje. Horror ma straszyć, komedia rozbawiać, a dramat poruszać - i ten film pobudza wiele uczuć nawet wśród tych najtwardzych, dlatego jest tak dobry. Za kilka lat będzie to klasyka love story obok Dirty Dancing czy Pretty Woman.

    • Zapewniam Cię, że ten film do klasyki love story nigdy nie przejdzie. Nie rozpędzajmy się za bardzo bo to nie ten pułap.

      • Nie ograniczając się tylko do mojej opinii, ale patrząc na oceny widzów i krytyków oraz to jakie wywołał emocje w kinie (było dużo łez pod koniec) myślę, że ze swoją opinią jesteś w mniejszości ;)

        • Dziesiątki filmów potrafią zebrać fenomenalne recenzje i uznanie widzów, a jednak niewielki ich odsetek przechodzi do klasyki kina. Mogę sobie być w mniejszości, co nie zmienia faktu że "Narodziny Gwiazdy" to nadal zbyt słaby zawodnik by ubiegać się o taki tytuł, a już w szczególności jeśli mowa o warstwie melodramatycznej.

        • Nie rozpływałbym się nad tym filmem. Typowe wywoływanie wzruszeń poprzez czyjąś tragiczną śmierć, która splata się z miłością to już dosyć oklepane. Szczerze to film jest niezły do momentu gdy przychodzi ten producent Raz czy jak mu tam do Jacka... wtedy już wiadomo jak to się potoczy... Ponadto film jest troszkę "prześpiewany". Plusem filmu jest w miarę realistyczne, przedstawienie historii muzycznej kariery Lady Gagi. Myślę, że nie każdy wiedział iż najpierw występowała w małych barach bluesowo-jazzowych.

          P.S osobiście zdecydowanie preferuję właśnie tę lirics jazzową jej wersję od tej wylansowanej popeliny w stylu"Poker Face"

          • możemy woleć, ale widać jakie gunwo się sprzedaje obecnie :)
            Nawet w samym filmie fajny fragment jest jak Ally nie zgadza się na przefarbowanie na platyne :D trochę samozaoranie, ale takie są fakty. No i ten pijący Jack za kulisami jak widzi co ona nagrywa, bo śpiewanie śpiewaniu nie równe i pewnie by wolał żeby razem kameralnie sobie grali/występowali z tymi ich balladami.

            Tą śmierć mogliby sobie darować faktycznie, bo nie ma tam sensownego wytłumaczenia na końcówkę. Po uderzali w skrajne tony i od razu nagrody by chcieli. Jeszcze popcornożercy przyklaskują i ktoś próbuje wmówić, że coś tak przeciętnego to jest jakiś dobry film... do popcornu co najwyżej.

            • Zgoda w 100% . Ludzie, którzy oceniają ten film wysoko najprawdopodobniej nie widzieli wcześniej ekranizacji o podobnej fabule więc tylko tak można tłumaczyć ich fascynację tą produkcją. Co do muzyki no niestety wytwórnie oraz muzyczne media światowe lansują popelinę od lat nic z tym nie zrobimy. Szkoda, że nie puszczą częściej w największych komercyjnych stacjach radiowych czy TV-muzycznych utworów z lat 70/80/90 aby młodsze pokolenia poznały coś często ambitniejszego i muzycznie stojącego na wyższym poziomie. Albo chociaż oryginały utworów, które są teraz nagminnie coverowane i puszczane jako "hity" a młodzi myślą że to oryginalne nowe kawałki przykłady: "I just died in your arms tonight"-Cutting Crew dziś przerobiona na jakąś klubową szmirę przez - Komodo
              "It's my life"- talk talk scoverowany przez Ch.Aguillerę
              "Dni których nie znamy" -M. Grechuta cover Bednarka i można by tak wiele wymieniać

              • Co do tego, że powinni puszczać coś sprzed lat to wiesz kto ma słuchać to słucha dobrych starych kawałków. Jakby puszczali jakiś old school to większość i tak przełączyć na pop, rapsy albo disco polo. Taki mamy klimat i tego się nie zmieni. A jak nawet zaczęliby rzucać jakimiś klasykami z lat 80-tych to u nas tylko "one way ticket" i inne hiciory disco od których wieje już sam nie wiem czym. Przecież to jest przeważnie disco albo pop... no taki mamy klimat :)
                Radia przestałem słuchać jak eska rock upadła. Teraz do auta szukam jakiś mniej popularnych stacji, bo liczę, że nie dostanę jedno i to samo co na rmf, zet czy maxxie, ale i tak puszczają polski pop przy którym leci mi krew z uszu. Z zasady nikomu nie życzę źle, ale naprawdę mogłoby spotkać coś złego polską młodzież, która za cholerę nie potrafi zrobić czegoś swojego tylko wiecznie ten durny polski pop.

                • No to prawda w polandi wielu lubuje się w klimatach jakie wymieniłeś. Rozumiem, że do tych utworów można się bawić na imprezach ale w zdecydowanej większości słuchać ciężko. Wiesz co wiadomo, że dominuje kicz, dance i pop, chociaż pojawiają się o dziwo lepsze pozycje jak chociażby "hej czy jeszcze pamiętacie" Corteza czy te "ballady" Domagały lub niektóre kawałki Podsiadło są całkiem całkiem. Co do utworów z tamtych lat puszczanych w stacjach Radio/TV problem jest w tym, że żongluje się cały czas tymi samymi utworami: Metallica tylko nothing Else, Pink Floyd tylko Another briks, Santana tylko corazon espinado, Scorpions tylko Wind of change, Nirvana tylko Smell like, itd. Ja już nie wymagam żeby puszczali nowe utwory jakichś mniej znanych wykonawców ale żeby od tych znanych puszczali coś innego.

                • Kortez to jest ewenement... Domagała zrobił jeden kawałek, który się musiał przeżreć bo nie wiedzą kiedy przestać. Tak jak Podsiadło, którego lubię bo nie słucham radia :)
                  Każdy znajomy, który w pracy musi słuchać radia gościa nienawidzi i się nie dziwię :) Drugi kawałek Domagały to jak dla mnie jeden z głównych powodów, dla których wyłączam radio.
                  Ale jeśli chodzi o współczesnych wokalistów/wokalistki w pl to chyba tyle...
                  Co do oklepanych kawałków Metallica czy Nirvany to dlatego słuchałem eski rock, bo grali co innego, ale radio upadło, bo nie miało dobrego posłuchu. Teraz gdzieś tylko na wawe są puszczani, ale i tak u nich była bieda od lat, bo w na Zet losowali nagrody po 40k, a tam co najwyżej płyty. Teraz jak już muszę to jakieś radia internetowe gdzie są dobre sety.
                  Ale i tak najbardziej boli, że kiedyś to jakiś np. Green Day bywał na listach, a teraz to trzeba to tylko pop. W ogóle, że ostatnio takie Panic! At the Disco weszło na ogólno gatunkowe listy i nawet ich na dwójce czy jedynce słyszałem to byłem blady i w sumie dalej jestem w szoku, bo czegoś takiego nie było od lat... 15 lat ich słucham i nigdy ich u nas nie grali :)

        • płakałem jak bóbr na click i robisz co chcesz, czy to już klasyka ?

      • Nie będzie to klasyka love story bo to po prostu nie jest klasyczne love story. Każdy film o miłości będzie ocierał się o granice kiczu i banału tak jest i tutaj, ale zrzucił bym to raczej na typowe cechy gatunku. Trudno nakręcić coś niebanalnego w tym temacie.
        Bez rozbierania na czynniki pierwsze mój system oceny jest prosty. Rewelacyjnym filmom daje z automatu 9, natomiast rewelacyjnym filmom "pozostającym w głowie" daje 10. Film został mi na długo w głowie, a soundtrack katuje do dzisiaj, zwłaszcza te piosenki w stylu balladowym i duety Cooper-Gaga. Chemia między aktorami jest tak autentyczna, że mam wątpliwość czy to jedynie gra aktorska czy faktyczne zauroczenie.

        Dla mnie 10/10. Atmosfera czegoś niewypowiedzianego ale pomyślanego po prostu unosi się nad tym filmem.
        Z podobnych filmów polecam rewelacyjny Między Słowami (2003) z Billem Murray'em i młodziutką Johansson.

    • Film dobry, nic więcej, nie zostanie klasykiem gatunku.

    • Film wg mnie nie ma aż takiej mocy, by był tym o czym piszesz. Nie do końca wyrazisty w temacie, by był klasykiem love story. Aczkolwiek przyjemny seans z dobrą rolą B. Coopera.

    • ten film przeminie szybciej niż zdążysz kichnąć

    • Moim skromnym zdaniem ciężar duszy opowiedzianej w tym filmie historii, polega na tym, że dwa różne światy spotykają się na chwilę, płomienną i owszem, ale wkrótce zaczynają się rozchodzić w swoje strony... Smutne...

  • Przed seansem poczytałam opinie... żeby zabrać chusteczki, że łzy, że smutno... A ja na filmie nie uroniłam ani kropli. Ok, poruszyła mnie pierwsza część, ale nie żeby płakać... Zdecydowanie przesadzone te opinie. No i pojechałam do domu.... A im dalej od kina, tym bardziej mnie "brało". Tak. Rozkminiam ten film już drugi dzień... Tak. Płacze przy "Shallow". Tak. Uwielbiam takie filmy.

    • Ja również nie uroniłam żadnej łzy... A zazwyczaj przy tego typu filmach nie mogę opanować płaczu... Może po prostu nie jest to film dla kazdego, nie każdy jest w stanie go zrozumieć?

      • Ale co tu rozumieć? Przecież to prościutkie, płytkie i schematyczne love story. Typowa klasyczna klisza, która biegnie w pośpiechu od punktu A do punktu B po to tylko by odhaczyć kolejne pozycje na scenariuszowej liście. Film został ubrany w ładną muzyczną otoczkę ale po drodze zapomniano, że istnieje jeszcze coś takiego jak psychologia bohaterów.

        • film ma głębszy przekaz, który jak widać nie do każdego dociera.

          • Niby jaki głębszy przekaz? Bo jak dla mnie to było jedynie proste love story z mało angażującą warstwą dramatyczną opierającą się na tym, żeby aby narodziło się coś nowego stare musi odejść w nicość. Tyle i aż tyle. Nie widzę żadnego sensu w doszukiwaniu się drugiego dna bo tego zwyczajnie nie ma.

          • Jaki?

            • to film o wewnętrznych problemach ludzi dla ktorych największym marzeniem jest szczęście..
              tak jak przedmówca mowil wczesniej film nie jest dla wszystkich, jeśli ktoś w życiu toczył walkę ze samym soba w swojej glowie to go zrozumie, jesli nie .. film bedzie sie dłużył i bedzie to kolejne "love story" z otaczającą go dobrą muzyką.

              • Dobra muzyka skończyła się na 4. utworze, a po nim nie mogłem oderwać ręki od ust, nie pamiętam kiedy tak ziewałem na filmie w kinie, a chodzę do niego często.

              • To są ładne, okrągłe zdania o niczym. Większość z nas toczy jakieś wewnętrzne walki - co nie znaczy, że zachwyci się naiwną, schematyczną bajką o facecie z problemami, którego ratuje kobieta-muza. Tę historię opowiadano już w Hollywood wiele razy, a w tej jej wersji nie ma niczego świeżego. On leży rano w krzakach zalany w trupa? Jest na to lekarstwo - hajtnijmy się, miłość Ci wszystko wybaczy, a gdy skończy się tragedią, ona będzie wyciskać nam łzy, śpiewając o uczuciu aż po grób. To typowo oscarowy wywoływacz emocji - z tym że ostatnio wydarzyło się już nawet w Hollywood zbyt wiele, by w tak anachroniczny, pigmalionowy sposób przedstawiać damsko-męskie związki. Dziwię się Gadze, że zgodziła się zagrać taką postać.
                Relacja przedstawiona w tym filmie jest równie toksyczna co powietrze w Czarnobylu i nijak na tej płaszczyźnie nie sproblematyzowana, a sympatia reżysera do postaci, którą sam w filmie gra, tak ogromna, że - nie wiem, czy do końca świadomie - idealizuje i romantyzuje ją w sposób, który powinien zapalać widzom w głowach multum czerwonych, ostrzegawczych światełek.

              • Oj dziecko dziecko... wiele jest dużo lepszych filmów o wewnętrznych problemach ludzi, o ich wyborach niż w tej mocno podkoloryzowanej, muzycznej opowiastce. Oklepana narracja o tragicznej samobójczej śmierci skorelowanej z miłością do tego znany motyw z wyjściem z niebytu na szczyt. Obejrzyj sobie pozycje takie jak "Buntownik z wyboru", "Bandyta", "Wstyd" albo chociażby "Co gryzie Gilberta Grape'a" . Rozumiem, że kobietkom się takie tematy jak romantyczna śmierć skalibrowana z sukcesem i spełnieniem marzeń prawie zawsze się będą podobać ale zachowajmy obiektywizm, ten film to nic wybitnego.

                • Nienajgorszy, da się obejrzeć, ale nic nowego nie wnosi, bo "to już było".

                • dla dzieci to i może być jakiś film ale dla przeciętnej długości życia widza, film ten jest stratą czasu.
                  Ciekaw jestem jakby ten film był odebrany gdyby był nakręcony w Polsce a w głównej roli wystąpił Karolak i Farna, nie przekroczyłby pewnie 4-ech gwiazdek czy nawet 3.

                • Kolejna komedia romantyczna - sztandarowy gatunek w Polsce.

                • Dzieckiem nie jestem i się nie czuje. Jeśli ciebie ruszają inne filmy to spoko, nie próbuje wybić twojego "poruszenia" jednak podważanie czyjegoś spostrzeżenia swoim "bo tak", raczej nie jest wypowiedzią na której bym się opierała wybierając ten film. Jak napisałam film nie jest dla każdego, a szowinistyczne podejście do komentowanie czegokolwiek zmusza mnie do olania twojego sposobu myślenia.
                  To tak samo jakbym napisała że "Wam chłopaczkom po prostu brakuje wrażliwości, i zrozumienia pewnych aspektów życia, dlatego go nie zrozumiałeś i ci się nie podoba".

                • Hej Ja jestem facetem i film mi się bardzo podobał (wystarczy poczytać moje komenty niżej) więc parafrazując Freda z chłopaki nie płaczą nie uważam, że naszym chłopakom brakuje wrażliwości ;)

                • Tylko na jakiej zasadzie twierdzisz, że ten film nie jest dla każdego? Co takiego wybitnie skomplikowanego zawarte zostało warstwie scenariuszowej i psychologicznej, że ma on trafić do jakiejś konkretnej grupy odbiorców? Co jest w tym takiego specyficznego, że niby wyłamuje się z typowego nurtu masówki? Zrozumiałbym takie stwierdzenie w kontekście kina np. Lanthimosa, tegorocznej Anihilacji, Godzin czy Kto się boi Virgini Woolf (dobór przykładów zupełnie przypadkowy), ale na pewno nie w przypadku "Narodzin Gwiazd". Rzuca się tu na forum bardzo górnolotnymi stwierdzeniami pod adresem filmu Coopera (w tym nawet dotyczące jego rzekomej kultowości) ale jak dla mnie są one zbyt na wyrost;

                • Lady Gaga no co innego. Fani albo inni zwyczajnie muszą powiedzieć, że jest wybitny bo piosenkarka przechodzi do filmu no to oczywiście musi do ambitnego.
                  Ten film to chcieli zrobić na takiego Johnny'ego Cash'a.
                  Mówienie, że ten film jest nie dla każdego może ma i racje bo nie każdy lubi słabe kino.
                  To ludzie którzy nie znają np. Jarmusch'a. Widzowie są coraz prostsi do pozyskania.

                • OK może niepotrzebnie wyskoczyłem z tym dzieckiem wybacz...Natomiast nie było nic szowinistycznego w moim poście. To było zwyczajne stwierdzenie faktu, kobiety częściej uczęszczają na komedie romantyczne czy właśnie filmy o tematyce nieszczęśliwej miłości. Ponadto tekst o braku wrażliwości ze strony męskiej jest bardzo niesprawiedliwym osądem. Prześledź może najpierw filmy jakie obejrzałem i oceniłem, a uwierz mi obejrzałem wiele i chociażby takie tytuły jak: "Moja dziewczyna" z 1991r, "Podaj Dalej" z 2000r, lub "Majestic"2001. Filmy równie przyjemne w odbiorze, co wzruszające gdzie sam łzę uroniłem nie raz. Jednak niewspółmiernie głębsze (nie tak banalne) od "Narodzin Gwiazdy" i prezentujące jednak wyższy poziom pod wieloma aspektami czysto kinematograficznymi (gra aktorska, fabuła, ujęcia, gra aktorska na scenariuszu kończąc). No i wracając do merytorycznej oceny Film o Lady GG to w wielu momentach kopia filmów z lat wcześniejszych, w tych momentach myślisz sobie "gdzieś już to widziałem" i pewnie "tak się to dalej potoczy".

                • właśnie to co mówię, dla dojrzałego kinomana nie ma w tym filmie nic, na niczym się nie da zawiesić na dłużej. Ten film jest stratą czasu.
                  Ktoś kto widział sporo filmów nie ma szans aby ten film cokolwiek wniósł poza zmarnowanym czasem.
                  Te oceny 10 to są od dzieci lub ludzi którzy nie oglądają filmów i jest to ich pierwszy film w życiu.
                  Ten film jest schematyczny i miałki dialogi mierne opowieść poniżej miernej muzyka... no ja pie… tragedia
                  Osobiście nie mogłem się niczym zachwycić

              • nie myśl sobie, że na Ziemi żyje chociaż jedna istota która nie ma własnych demonów każdy toczy walkę na tym polega życie, egzystencja i stawianie kolejnych kroków. Jeśli w tym filmie są jakieś rozterki to sądzę, że ty żyjesz jak pączek w masełku. Ten film dla ludzi którzy toczą poważną walkę to komedia z happy endem.

          • Dokładnie tak- brawo!

        • Ale ile można wygłaszać opinie o płytkim love story? tomb2525 najwidoczniej Tobie również zapadł głęboko w pamięć jeśli czytam już którąś Twoją opinię na tym forum. Dla Ciebie płytkie, dla innych wzruszające. Należy negować? Zrobili kawał dobrej roboty, o ile komuś może nie podobać się wątek tak jeśli chodzi o muzykę, to jest majstersztyk! Polecam więcej empatii, a mniej pogardy dla odmiennych opinii. 10/10 !!!! Gra aktorska i wszystko! Tyle w temacie.

          • Dałem kilka wpisów w odstępie raptem dwóch-trzech dni po obejrzeniu filmu. I to w raptem dwóch czy może trzech wątkach na forum. Tyle i aż tyle. Więc nie wiem czego tyczy się Twój przytyk pod moim adresem. Poza tym faktycznie film zapadł mi w pamięć ale jako kolejny średniak określany przez masy mianem wybitnego.

            Kolejna sprawa, nie neguję niczyjej opinii. Bynajmniej. To co poddaje w wątpliwość, to rzekomy "kawał dobrej roboty", co w "A Star is Born" jest raczej niedostrzegalne. Widziałem w życiu wystarczającą ilość świetnych, a niekiedy nawet wybitnych melodramatów, by nie zachwycać się przeciętnym filmem ze średniej półki. Muzycznie faktycznie film jest dobry, ale aktorsko nie ma czym się zachwycać. "Narodziny Gwiazdy" uciągnął jedynie Cooper i jeżeli ktokolwiek zasługuje na jakiekolwiek uznanie to tylko on.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: