Propagandowy stek kłamstw

Właśnie skończyłam oglądać (piracka wersja - nie finansuję sadystów i morderców kobiet [bo tym się kończy zakaz aborcji - brakiem dostępu do bezpiecznego zabiegu; pozostaje niebezpieczne podziemie, a kobieta, która nie chce być w ciąży, ZAWSZE znajdzie sposób, by ją przerwać]). I wiecie co?
Mamy problem. Ten film wizualnie i aktorsko jest naprawdę dobrze zrobiony. I wiarygodny - dla kogoś, kto nie ma pojęcia o faktach dotyczących aborcji (np. powtarzana w filmie bzdura o uciekającym płodzie, wciskanie kitu, że przy aborcji farmakologicznej kobietę czeka kilka tygodni bolesnych skurczy, itd.). W dodatku strasznie ckliwy pod koniec, do tego stopnia, że mi samej się łezka w oku zakręciła.
Anti-choice zostali tu pokazani jako dwie grupy - krzykacze i mordercy lekarzy oraz odcinający się od nich empatyczni, cudowni, rozmodleni ludzie śpieszący z pomocą i wspierający kobiety, przekonujący je delikatnie, że mają dość sił, by podołać ciąży i wychowywaniu dziecka. Oczywiście na filmie tych drugich jest więcej. A wszyscy wiemy, jak to w praktyce wygląda - 99% z nich w tyłkach ma dobro kobiet, kobieta to dla nich inkubator na dwóch nogach i nawet jeśli oferują jej jakieś "wsparcie", to kończy się ono, jak kobieta nie może już aborcji zrobić, bo minął termin.
Oczywiście "argument" o odczłowieczaniu człowieka (niewolnictwo, holokaust i porównywana z nimi aborcja) pozostawiony bez odpowiedzi ze strony pro-choice... a odwiedź jest banalnie prosta: żaden człowiek, choćby miał bez nich stracić wszelkie szanse na przeżycie, nie ma prawa korzystać z cudzych narządów bez zgody osoby, do której one należą. To, że odmawiamy nadania takiego nadzwyczajnego prawa zarodkom/płodom nie oznacza, że je odczłowieczamy - traktujemy je po prostu jak każdego innego człowieka. To anti-choice odczłowieczają nas, kobiety. Pozbawiają nas prawa do decydowania o własnym ciele.

Planned Parenthood pokazane jako organizacja złych ludzi, nastawiona na zysk, niedbająca o dobro pacjentek. Doradczyni zamiast doradzać, pomagać kobiecie obiektywnie przyjrzeć się jej sytuacji, jej zasobom, pomóc podjąć decyzję, wprost namawia do aborcji. Olewa informację od dziewczyny, że jej rodzice naciskają na aborcję, choć ona nie jest pewna, czy dobrze robi. Dyrektorka kliniki ryzykuje życie pacjentki, żeby chronić organizację. Psycholożka okłamuje ojca pacjentki, który ją na aborcję przywiózł i nie informuje o stanie zdrowia. Pracownice zostawiają pacjentki bez wiedzy, jak będzie przebiegał proces aborcji farmakologicznej, co je powinno zaniepokoić. Masakra. W ŻADNEJ klinice i w żadnym szpitalu coś takiego nie mogłoby się dziać. Przecież pacjentki by taką klinikę non sto zaskarżały. A badania amerykańskie jasno pokazują: 95% kobiet swojej aborcji NIE żałuje, nie ma po niej żadnych długotrwałych problemów psychologicznych. Gdyby kobiety były do aborcji masowo namawiane i zmuszane wbrew swojej woli, wyniki tych badań nie byłyby tak dobre, a my co parę tygodni słyszelibyśmy o pozwach pod adresem Planned Parenthood.

187
  • "95% kobiet swojej aborcji NIE żałuje, nie ma po niej żadnych długotrwałych problemów psychologicznych. Gdyby kobiety były do aborcji masowo namawiane i zmuszane wbrew swojej woli, wyniki tych badań nie byłyby tak dobre, a my co parę tygodni słyszelibyśmy o pozwach pod adresem Planned Parenthood."

    Łatwo rzucić danymi z kapelusza i dla uwiarygodnienia swojej tezy dodać groźne brzmiące :"amerykańskie badania". Otóż jeśli pisze się tak agresywną agitkę na temat aborcji to wypadałoby chociaż podać jakieś w miarę rzetelne źródła którymi się w tak żałosny sposób szafuje.

    Według badań opublikowanych w 1985, przez dr Speckhardt na Uniwersytecie Minnesota spośród kobiet, które przeszły aborcję:

    100% — doświadczało smutku, poczucia utraty; 92% — przeżywało poczucie winy; 85% — było zaskoczonych intensywnością smutnych przeżyć postaborcyjnych; 81% — odczuwało obniżone poczucie własnej wartości; 81% — miało świadomość doznania krzywdy; 81% — wciąż myśli o abortowanym dziecku; 73% — cierpiało na depresję; 73% — czuje się nieswojo w obecności niemowląt i małych dzieci; 73% — odczuwa niemożność rozmawiania o przeżytej aborcji; 69% — przeżywa niechęć do współżycia seksualnego; 65% — miało tendencje samobójcze; 61% — zaczęło nadużywać alkoholu; 31% — podejmowało próby samobójcze; 23% — przeżywało skrajnie ciężkie poczucie winy.

    Podobne badania przeprowadzone w 1985 roku w prywatnej klinice Mount Sinai School of Medicine. Spośród badanych 46% przyznało, że aborcja stała się przyczyną największego kryzysu w ich życiu, 48% stwierdziło, że relacje z ojcem zabitego dziecka zmieniły się znacząco na niekorzyść lub wprost załamały się, a u 33% kobiet wystąpiły zaburzenia seksualne. 52% odczuwa smutek, poczucie pustki, rozdrażnienie, całkowity brak radości z życia.

    Tytułowy "Propagandowy stek kłamstw" doskonale opisuje twoje agresywne urojenia, którymi raczyłaś się z nami podzielić.

    • Nie przekonasz. To ludzie żyjący w bańce swoich własnych przekonań. Fakty ich nie interesują...

      Pozdrawiam

      • Fakty nie interesują anti-choice. Dlatego macie na prawo kobiet do samostanowienia o swoim ciele takie poglądy, jakie macie.

        • Ty jak rozumiem jesteś z grupy anti-life, dlatego mam do Ciebie proste pytanie. Chcesz aby kobieta mogła decydować o życiu swojego dziecka, a co z decyzją ojca?
          Jeśli są zgodni, to nie ma problemu, ale co jeśli matka chce zabić a ojciec nie? Albo odwrotnie, ojciec chce zabić a matka nie?
          Druga sytuacja wydaje się prostsza, pewnie będziesz za tym aby kobieta mogła urodzić dziecko, a mężczyzna zostanie zwolniony z obowiązków tzn nie będzie płacił alimentów etc. Ale jeśli facet chce oszczędzić swoje dziecko, a kobieta chce zabić, to nie można odebrać takiej możliwości ojcu, wtedy jeśli nie ma medycznych zastrzeżeń, to kobieta powinna być zobowiązana do urodzenia dziecka, a po porodzie powinna zostać zwolniona z obowiązków matki. Co o tym myślisz?

          • To anti-choice są "anti-life" - ich chore pomysły kończą się krzywdą i śmiercią kobiet.
            Chcę, żeby kobieta mogła decydować O SOBIE, O SWOIM CIELE, O SWOIM ŻYCIU.
            Na etapie ciąży nie ma "dziecka". Jest zarodek/płód.
            Odmowa dzielenia się narządami nie jest zabijaniem.

            Facet nie ma nic do gadania (chyba że kobieta jest jego opinią zainteresowana) bo sprawa nie dotyczy jego ciała - to nie on jest w ciąży i nie on będzie ewentualnie rodził i przechodził przez całe związane z ciążą i porodem cierpienie.
            Jak facet ma taki problem z aborcją, to niech łaskawie NIE ZAPŁADNIA kobiet, które nie życzą sobie być z nim w danym czasie w ciąży.
            W drugą stronę: facet nie ma prawa zmuszać ani namawiać kobiety do aborcji. Bo to aborcja to ingerencja W JEJ CIAŁO. A on nie ma prawa decydować o jej ciele.

            • Niech łaskawie nie zapładnia? Przecież seks można uprawiać za zgodą obu stron i w normalnym związku to obie strony decydują się na stosowanie albo niestosowanie antykoncepcji. Nie wiem czy sugerujesz, że Twoje poglądy są związane z traumatycznymi przeżyciami? Jeśli tak, to nie chcę rozdrapywać Twoich ran, tylko szybko podsumuję.
              Czyli rozumiem, że Ty uważasz, że dziecko jest tylko kobiety, a mężczyzn należy zwolnić z wszelkiej odpowiedzialności?

              Rozumiem i szanuję Twoje zdanie, jednak uważam, że posuwasz się tutaj do dyskryminacji i nie tylko mężczyzn ale również dzieci, bo dla Ciebie ważne jest tylko ciało kobiety, dziecko już nie może decydować o swoim ciele, zdane jest na łaskę jedynie kobiety.

              Muszę Cię jednak poprawić, zarodek i płód to jest dziecko. Zarówno według polskiego prawa, jak i ONZ, dziecko to każda istota ludzka od poczęcia do pełnoletności. Poza prawem również definicja dziecka, to istota ludzka, która nie osiągnęła dojrzałości. Więc zarodek i płód to również dziecko, a aborcja to zgodnie z prawem, logiką i nauką zabicie dziecka. I nie oceniam tutaj czy to jest dobre czy złe, nie chcę jedynie aby ktoś zmieniał definicje tylko po to, aby wybielać w społeczeństwie pewne czyny.

            • Kobieta poprzez aborcję ingeruje w nieswoje ciało. Zabijając nowe życie nie decyduje o sobie ale o kimś.

              Hitler byłby z Was dumny moi drodzy neo-naziści.

              Pozdrawiam

            • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

              • Na jakiej podstawie doszedłeś/doszłaś do wniosku, że nazywanie kogoś "głupią c**ą" i urąganie mu/jej przekona tę osobę, że aborcja jest moralnie naganna? Jedyne, co osiągasz w tej chwili, to utwierdzanie ludzi będących za tzw. "wolnością wyboru" w ich błędnej opinii, że wszyscy broniący życia to banda prostaków, którzy gdzieś mają cierpienie matek, tak długo, jak "wyjdzie na moje". Polecam obejrzeć film "Nieplanowane", gdzie (między innymi) pokazane jest, gdzie może człowieka zaprowadzić odrobina współczucia i chęć normalnej rozmowy, i jakie sytuacje i jacy ludzie mogą skłaniać lub zniechęcać kobiety do aborcji.

        • Ja żadnego prawa kobiet do samostanowienia o swoim działa im nie odmawiam. Wszak mają prawo do rozkładania lub nie nóg przed facetem.

          Chcesz uprawiać seks, rób to odpowiedzialnie. Nie potrafisz, nie rób.

          Proste? Proste!

          Pozdrawiam

        • Idąc tym tokiem rozumowania matka może porzucić 1 miesięczne dziecko na śmietniku, ponieważ ma prawo do samo stanowienia i prawo do dzielenia się zasobami.

      • Każdy żyje w swojej bańce. I jedni, i drudzy. I ci za, i ci przeciw. I Ty, i ja. Aborcja to bardzo śliski, grząski temat. Tam gdzie problem dotyka kwestii życia&moralności więcej niż jednej osoby nigdy nie ma czarno-białej odpowiedzi. Zawsze interes jednej strony potyka się o interes drugiej, ale tak jak napisała założycielka, aborcja była, będzie, nawet jeśli poza obszarem legalności. Zgodzę się z Tobą i przytoczonymi przez Ciebie badaniami (co z tego, że są leciwe). Konsekwencje u matek dokonujących tego zabiegu tak samo były i będą. Jednak to był ich wybór i one będą musiały żyć ze swoim swędzącym (być może) sumieniem. Ja za nikogo życia nie przeżyję, więc decyzję mogę podejmować tylko za siebie i mam nadzieję, że nigdy w tej kategorii podejmować jej nie będę musiała.

        • Masz rację, każdy żyje ze swoim sumieniem co nie zmienia faktu, że jako społeczeństwo nie możemy akceptować ludobójstwa na taką skalę i nazywać ją "prawem do decydowania o sobie".

          Każdego roku na świecie morduje się poprzez aborcję tyle dzieci ile było ofiar II Wojny Światowej. To największe ludobójstwo w historii ludzkości odbywa się KAŻDEGO ROKU.

          Kogo ten fakt robi z nas, stojących z boku i patrzących na to wszystko w milczeniu?

          Aborcja to jest temat zero-jedynkowy. Albo jesteśmy za życiem albo przeciwko. Tutaj akurat nie ma półśrodków.

          Pozdrawiam

    • To chyba nic dziwnego, że kobiety mają takie odczucia. Szkoda, że to badania sprzed ponad 30 lat....
      A jakie uczucia mają mężczyźni, ojcowie? Czy ich też przebadano?

      Aborcja to nie jest prosta decyzja. Nie jest też metodą antykoncepcji, co zdarza się słyszeć od osób, które ją potępiają.
      Skoro ona istnieje, to lepiej ją zalegalizować i dać możliwość wyboru, niż chować temat pod dywan.

      • Szkoda, że nie bierze się zdania ojców przed dokonaniem aborcji... W końcu ojciec to ojciec, a nie jakaś osoba postronna. Jego zdanie powinno być brane pod uwagę na równi ze zdaniem kobiety. Inną sprawą jest to, czy taki facet w ogóle wie, że kobieta z którą sypia / przespał się jest w ciąży.

        • Facet nie jest w ciąży i nie będzie rodził. Nie ma prawa decydować o narządach kobiety, o tym, czy ma się ona nimi z zarodkiem/płodem podzielić czy nie. Choć oczywiście kobieta jak najbardziej może swojego partnera zapytać o zadnie i uwzględnić je przy odejmowaniu decyzji.
          Kobieta, jeśli ich wspólne dziecko potrzebuje z jakiegoś powodu nerki, szpiku czy choćby tylko krwi, też nie ma prawa faceta zmusić do podzielenia się nimi.

          • 1. Ojciec jest tymi 50%, które stworzyły dziecko, więc prawa powinien mieć. To, że nie nosi go pod sercem, to jest kwestia natury i to nie ma nic do rzeczy...
            2. Od kiedy dziecko / płód jest narządem?
            3. Kobieta / matka nie powinna mieć prawa do podejmowania decyzji samodzielnie (jeżeli ojciec jest znany). Zupełnie jak w przypadku decydowaniu o dzieciach, gdy rodzice są po rozwodzie. Np. bez zgody drugiego rodzica nie może takie dziecko wyjechać za granicę.
            4. Nikt nigdy nie będzie mieć prawa zmusić drugą osobę do oddania nerki etc... Co to za przykład w ogóle?
            5. Dlaczego piszesz kobieta? A nie mężczyzna / ojciec? Dajesz doskonały przykład na to, jak bardzo mężczyźni są w dzisiejszym świecie dyskryminowani. W Polsce (i na całym świecie) powinna nastąpić zmiana myślenia na takie, które nie dyskryminuje ojców, tylko dlatego, że są mężczyznami według zasady, bo "matka, to matka". Nie. Powinno patrzeć się na to, czy rodzic lub prawny opiekun jest odpowiedzialny, czy nie. Jak np to dziecko, które spacerowało sobie wzdłuż rzeki a matka i babcie (no patrz, kobiety...) w domu były pod wpływem. Matka bardzo, babcie mniej.

            PS Nie rozumiem ludzi, którzy mają gdzieś jakiekolwiek zabezpieczenie się przed ciążą i nie korzystają z antykoncepcji, a później chcą dokonywać aborcji. Gumki to kilka PLN, tabletki antykoncepcyjne są trochę droższe, ale nie na tyle, aby ludzi na nie stać nie było, no i inne sposoby antykoncepcyjne...

            • Juna,
              1) Serio? Porównujesz "wysiłek" w "tworzeniu dziecka jakim jest wytrysk do wysiłku kobiety, który wiąże się z byciem w ciąży i porodem?
              2) Nigdzie nie napisałam, że zarodek/płód jest narządem kobiety. Wiem, że anti-choice mają ogromne problemy z czytaniem ze zrozumieniem, ale przeczytaj mój komentarz jeszcze raz i przynajmniej postaraj się zrozumieć, co napisałam.
              3) Kobieta nie tyle decyduje o zarodku/płodzie, co o WŁASNYM CIELE. I ma PEŁNE PRAWO decydować o tym SAMODZIELNIE.
              4) Dobry. To dobry przykład. Tak jak nikt nie ma prawa zmusić nikogo do podzielenia się nerką, szpikiem czy krwią (nieważne, że w wyniku odmowy ktoś straci wszelkie szanse na przeżycie), tak nikt nie ma prawa zmuszać kobiety, by dzieliła się swoim ciałem, swoją macicą z zarodkiem/płodem.
              5) Nigdzie nie dyskryminuję mężczyzn. Odmawiam po prostu odbierania kobietom podmiotowości. I nie chrzań, że w dzisiejszym świecie mężczyźni są systemowo dyskryminowani. Nie są. Jeśli już tak się zdarza, są to jednostki. Ogólnie rzecz biorąc, to kobiety są o wiele częściej dyskryminowane ze względu na swoją płeć, niż mężczyźni.
              6) Kto mówi o braku zabezpieczenia? Antykoncepcja jest zawodna. KAŻDA. To nie powód, by pozbawiać kobiety godności, podmiotowości, prawa do samostanowienia i do bezpieczeństwa.

              • ad 1. Nie, nie porównuję tego. Ten - jak to nazwałaś - "wysiłek" wykonywany jest przez dwie strony. Męską i żeńską. Jednak odnosisz się tylko do fizyczności. Poród to inna kwestia i zgodnie z tym co natura nam oferuje, mężczyźni nie mają jak rodzić... Więc nie ma sensu tego "argumentu" wplątywać w tę część rozmowy. Żeby nie było, nie mówię, że noszenie dziecka i poród to bułka z masłem, ale nie może to być argumentem, za tym, aby człowieka (przecież to płód LUDZKI a nie np koci) legalnie zabijać.
                ad 2. Fakt, teraz zauważyłem, że jest tam "i". Niestety, ale na mały, ekranie. gdzie czcionka jest niewielka można - jak widać - coś przeoczyć.
                ad 3. Kobieta może decydować o własnym ciele, ale nie ma prawa decydować o ciele kogoś innego. Płód nie jest jej ciałem. Jest od niej uzależniony przez pewien odcinek czasu, ale nie jest jej częścią. Częścią ciała kobiety są np nerki, noga, serce, ale nie ciało innej osoby. Zatem zgadza się - ma pełne prawo (no chyba, że jest ubezwłasnowolniona z pewnych prawnych względów) decydować, ale tylko o własnym ciele.
                ad 4. Na odpowiedź do twojej argumentacji w tym punkcie szkoda klawiatury...
                ad 5. Jak to nigdzie? A te tak zwane "wolne sądy"? Wolne, to obecnie oznacza czas prowadzenia przez nie spraw... W chwili obecnej - w miażdżącej liczbie spraw, prawo do opieki na dzieckiem udzielane jest kobietom. Dlaczego? Bo panuje przekonanie, że kobieta lepiej zajmie się dziećmi... Bzdura. To zależy od danej osoby, a nie od płci. Nawet takie przewijaki (miejsca, gdzie można przewinąć dziecko) jeżeli nie są w odrębnych miejscach, to są znacznie częściej umieszczone w damskich toaletach. Kolejnym przykładem jest np macierzyński. Facet ma tylko kilka tygodni, w porównaniu do kobiety. Czy już w ogóle bycie opiekunem dziecka Stereotypowo ile osób powierzyłoby wychowanie dziecka mężczyźnie (jako "niani"), a ile kobiecie?
                ad 6. Wszystko jest zawodne... Ja antykoncepcję stosuję od wielu, wielu lat i nigdy nie zdarzyło mi się, aby zawiodła. I nie mówię tylko jednej metodzie. Pomijając fakt, że wszystko ma prawo się "zepsuć", to moim zdaniem jeżeli ktoś nieumiejętnie obchodzi się z gumkami, to nie dziwię się, że są wpadki. Tak samo dziewczyny / kobiety, które kupują pierwsze lepsze tabletki antykoncepcyjne zamiast skonsultować się z lekarzem (który nie będzie podawać tylko tych za które producent zapłaci) i dobrać właściwe. Już nie wspomnę nawet o pierścieniach, czy innych. Uważam, że w dużej liczbie przypadków, wpadki biorą się z lenistwa ("a, nie chce mi się sięgać po gumkę lub iść je kupić"), doznań ("smakowanie miodu przez szybę, to nie dla mnie"), zbytniej pewności siebie ("skończę w odpowiednim momencie"), czy w niektórych przypadkach względów kościelnych ("ksiądz mówi, że to złe"). Napisałem kościelnych, a nie religijnych, gdyż w PŚ nigdzie nie ma nic o gumkach, czy innej metodzie antykoncepcji. Każde z tych tłumaczeń jest dla mnie idiotyczne. Jeżeli nawarzy się piwa, to należy je wypić. Kropka. Nikt nie zmusza do wychowywania dziecka. Jeżeli ktoś nie chce wychowywać, to niech odda do domu dziecka, czy do okna życia. A jeżeli w ogóle nie chce mieć dziecka, to niech podda się zabiegowi. Proste.

                I taki dodatek, zgodnie z Konstytucją Rozdział II Art. 38 "Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.". Tak, więc jesteś za przestrzeganiem Konstytucji RP, czy nie? I nie wymiguj się, że napisane jest "człowiekowi" a nie "zalążkowi". Bo ten "zalążek", "płód" to tylko etap życia (w tym wypadku człowieka). Zupełnie jak dziecko, czy dorosły. To nadal jest człowiek, bo nie niedźwiedź...

                I pytanie na koniec - oglądałaś w ogóle ten film? Czy "1" tak tylko dałaś, bo masz inne poglądy?

                • 1) Odmowa dzielenia się narządami NIE JEST zabijaniem. Nie, "wysiłek" ze strony mężczyzny i kobiety NIE JEST taki sam, "wykonywany przez dwie strony" (ośmielę się stwierdzić, że - brzydko mówiąc - spuszczenie się to właściwie ŻADEN wysiłek). I tak, jest sens o tym mówić, bo NIKT za żadną kobietę jej ciąży nie donosi, nikt za nią nie będzie za nią fizycznie i psychicznie cierpiał. Albo jesteś pozbawiona empatii, albo jesteś zwyczajną sadystką, chcąc skazywać kobiety na bezsensowne cierpienie którego można uniknąć. A w kwestii natury: to natura dała nam pierwsze środki poronne.
                  3) Decyzja o aborcji (odmowa dzielenia się z zarodkiem/płodem swoją macicą, swoim ciałem) jest decyzją o WŁASNYM CIELE. Tak jak decyzja o odmowie dzielenia się nerką/szpikiem/krwią jest decyzją o własnym ciele, a nie o ciele osoby, która potrzebuje tej nerki/szpiku/krwi do przeżycia. A to, że skutkiem ubocznym tych decyzji jest utrata wszelkich szans na przetrwanie/przeżycie zarodka/płodu/człowieka potrzebującego nerki, nie zmienia faktu, że ŻADEN CZŁOWIEK nie ma prawa korzystać z cudzych narządów bez zgody ich właścicielki/właściciela.
                  4) Nie, po prostu nie potrafisz obalić mojego argumentu. I nie potrafisz nawet czytać ze zrozumieniem, bo gdybyś potrafiła, już po pierwszym wymienionym ze mną komentarzu przestałabyś być anti-choice.
                  5) Sądy - ojcowie zazwyczaj nie domagają się opieki nad dzieckiem. Gdyby się domagali, sąd może ustanowić opiekę naprzemienną na przykład. Reszta to problemy wynikające nie z feminizmu, ale z PATRIARCHATU, z którym feminizm walczy. Z tego samego patriarchatu, z którego wynika zakaz aborcji.
                  6) Twoje szczęście, że jeszcze Cię antykoncepcja nie zawiodła. Antykoncepcja jest zawodna, nawet przy prawidłowym stosowaniu. Jeśli dana metoda ma - powiedzmy - 99% skuteczności, to znaczy, że 1 na 100 kobiet zalicza wpadkę, stosując tę metodę antykoncepcji. Jedna na sto. To dziesiątki tysięcy Polek każdego roku. DZIESIĄTKI TYSIĘCY nieplanowanych ciąż tylko w wyniku zawodnej antykoncepcji.
                  Inna kwestia: edukacja seksualna w Polsce leży; jak sama zauważyłaś, ludzie wierzą w skuteczność stosunku przerywanego i kalendarzyka.
                  Oddanie do adopcji jest dla tych kobiet, które nie chcą wychowywać dziecka. Aborcja jest dla tych, które nie chcą być w ciąży i rodzić.
                  Podwiązanie jajowodów? W Polsce nielegalne. I dla wielu kobiet finansowo niedostępne.
                  Potrzebujemy całego pakietu zapewniającego kobietom poszanowanie naszych praw reprodukcyjnych i możliwość świadomego planowania rodziny.
                  - rzetelnej edukacji seksualnej prowadzonej wg standardów WHO w szkołach,
                  - taniej/darmowej i dostępnej antykoncepcji (przed i po stosunku),
                  - możliwości podwiązania jajowodów (najlepiej refundowanej, szczególnie dla kobiet, które mają medyczne przeciwwskazania do zajścia w ciążę i kobiet, które wiedzą, że na więcej dzieci po prostu ich nie stać finansowo),
                  - aborcji na żądanie co najmniej do 12 tyg. ciąży.

                  7) I w ramach tej "ochrony życia" można korzystać z cudzych narządów bez zgody ich właścicielki/właściciela? Wprowadzimy przymus dzielenia się nerką/szpikiem/krwią w ramach ochrony życia tych ludzi, którzy potrzebują ich do przeżycia? Chyba masz jakieś totalnie wypaczone rozumienie Konstytucji.

                  8) Oglądałam. Gdybyś przeczytała mój pierwszy komentarz pod tym filmem (masz go na samej górze), to byś o tym wiedziała. Ale jak pisałam: 99,9% anti-choice, z którymi mam do czynienia, ma poważne problemy z czytaniem ze zrozumieniem, więc właściwie niczego innego się już po Was nie spodziewam.

                • ad 1. Jasne, że jest w przypadku ciąży... Nie porównuj odmowy dzielenia się narządami w trakcie ciąży (jest to naturalny proces w trakcie ciąży), do ofiarowania / oddania narządów osobie narodzonej. Podzielić się narządem możesz właściwie tylko z płodem, czy dzieckiem które się nie narodziło (bo co najmniej dwie osoby jednocześnie z tego narządu korzystają, choć później u dzieci wykształcają się własne). Oddać narząd jak serce, nerkę etc możesz komuś narodzonemu, ale ty już jej mieć nie będziesz. Fizycznie. Różnica jest. Jednak wiem o co ci chodziło. Co do tego "spuszczenia się"... Jakby nie patrzeć, to w zasadzie facet musi się trochę bardziej napracować, aby coś z niego wyszło, kobieta po prawdzie nie musi nic robić. No, ale tego chyba tłumaczyć nie muszę? Jednak wtedy wątpię, aby była obopólna chemia... A chyba o to chodzi w tym wszystkim, nie? Co do kolejnego tematu z tym punkcie - odniosłem się do tego, że nie ma sensu porównywać, kto bardziej się napracuje podczas seksu, z tym kto urodzi dziecko, bo mężczyzna nie ma jak urodzić... Natura chciała, aby to kobieta rodziła. Stąd nie mieszam, tych dwóch spraw - seksu i porodu. Ale wyjaśniłem to w poprzednim wpisie...
                  ad 3. Serio? Myślisz, że tak wygląda aborcja? "Klikasz magiczny przycisk i odcinasz dostęp do tych organów temu płodowi"...? Gdyby tak było, że można odciąć dostęp to tych narządów, to aborcji pewnie by nie było... Tylko jakieś "transfery" - nazwijmy to w ten sposób. Nie, aborcja (farmakologiczna, czy nie) nie polega na wciśnięciu takiego "przycisku", tylko na unicestwieniu danego zarodka, czy płodu... Taki płód uzależniony jest (aby się mógł rozwinąć) od matki. To logiczne. Płód ten jest następstwem kontaktu seksualnego (w sumie nie tylko, bo są też sztuczne metody zapładniania przecież) dwóch osób. Takie osoby miały możliwość wyboru - zbliżyć się (znając ewentualne konsekwencje) lub nie. Jest wybór. Kolejny, to możliwość wyboru sposobu antykoncepcyjnego, lub jego niewybierania. Wybór jest. Co do właściciela/właścicielki - jak to brzmi... Może zacznijcie spisywać umowę z plemnikami, że w razie gdyby, któryś się przebił do jajeczka, to kobieta i mężczyzna mają prawo dokonać terminacji życia tego embrionu, a później płodu? ;)
                  ad 4. Odpowiedź na ten punkt masz wyżej... Zabawna jesteś... :) Gdybyś potrafiła czytać ze zrozumieniem, to wiedziałabyś, że jestem... facetem. Wynika, to z końcówek, których używam. :) Sparafrazuję twoje słowa "Wiem, że abortion on demand mają ogromne problemy z czytaniem ze zrozumieniem, ale przeczytaj moje komentarze jeszcze raz i przynajmniej postaraj się zrozumieć, co napisałem.". i "I nie potrafisz nawet czytać ze zrozumieniem, bo gdybyś potrafiła...". :)
                  ad 5. Jakieś dane na temat tego, że ojcowie zwykle nie chcą mieć opieki nad dzieckiem? Patriarchat? To już chyba tylko na głębokich wsiach istnieje. Moim zdaniem, obowiązki powinny być podzielone po równo, lub tak jak sobie to pary ustalą. W obecnych czasach feminizm walczy ze wszystkim, i w zasadzie nie wie do końca o co... Feministki powinny walczyć o zrównanie praw i obowiązków, a nie tylko o to aby kobiety mogły więcej, a mężczyźni mniej. W ogóle uważam, że coś takiego jak feminizm nie powinien istnieć, bo powinno walczyć się o człowieka - niezależnie od płci, a nie tylko o konkretną płeć. I nie tylko w bezpiecznych państwach jakim np jest Polska. Gdy, kiedyś zadałem takie pytanie jednej z feministek (jakaś pikieta była, ale nie pamiętam już czego dotyczyła) "dlaczego nie walczycie o prawa kobiet w państwach w których te kobiety praw nie mają?" to odpowiedź była (cytuję z pamięci) "bo my jesteśmy tutaj". :) Zawsze można pikietować i protestować pod Ambasadami, czy Konsulatami (jeżeli kogoś nie stać, aby wyjechać do państwa, gdzie kobiety nie mają praw, lub obawiają się o własne życie). Ja jestem pełen podziwu i szacunku do tych kobiet walczących o prawa kobiet w tamtych państwach, które nigdy nie wiedzą, czy dożyją do dnia następnego. To jest odwaga! A nie jakieś tupanie nogami o drogę, czy barierki... leżąc. ;)
                  ad 6. Nie zawiodła, ale może zawieść. Nie wykluczam tego. Co do twoich rachunków, albo nie potrafisz liczyć, albo chcesz zmanipulować, albo zostałaś zmanipulowana, bo 1% nie równa się 1 kobiecie. Poza tym wpadkę zalicza i kobieta i mężczyzna... Nie dyskryminuj lub nie umniejszaj roli mężczyzny. Co do twoich rachunków - nie policzysz tego. Nikt tego nie obliczy, bo trzeba by zliczyć i wziąć pod uwagę wszystkie osoby, które uprawiają seks, zapisywać ile razy to robili, jakich metod używali i dopiero wtedy zobaczysz rezultat. Takie twoje "dziesiątki tysięcy" są wyciągnięte z kapelusza i mogły by być odpowiedzią do 1%, 99% czy nawet 0,00000000000001% wpadek.
                  Zgodzę się natomiast, że edukacja seksualna w Polsce kwiczy. Jestem za tym, aby zmiana została dokonana i osoby uczące się wiedziały co i jak, ale nie dla czterolatków. Dzieci w tym czasie jeszcze nie rozumieją jak starsi, u nich dopiero wszystko się kształtuje. Wiek, powiedzmy 10-12 lat już byłby bardziej odpowiedni, aby jakąś podstawową wiedzę otrzymać. Niestety, ale rodzice (nie tylko w Polsce) raczej o sprawach damsko-męskich nie rozmawiają z dziećmi. Szkoda. Choć z drugiej strony, część pewnie nawet nie wie jak o tym rozmawiać. Dlatego edukacja seksualna w szkole jest niezbędna - moim zdaniem. Ale dobrze poprowadzona, a nie jak to kiedyś u mnie było...
                  Antykoncepcja jest tania i dostępna (co za problem kupić gumki, czy tabletki?). I dlaczego miałaby być darmowa? Za coś trzeba je wykonać...
                  Co do sterylizacji - dlaczego znowu wspomniałaś tylko o kobietach? Moim zdaniem sterylizacja u kobiet i mężczyzn powinna być ogólnodostępna na życzenia tychże.
                  Co myślę o aborcji na życzenie pisać chyba nie muszę?... A już w ogóle o "co najmniej do"...
                  ad 7. Do pierwszej części odniosłem się wcześniej. Co do drugiej części - nie, natura to natura, Konstytucja, to Konstytucja. Nigdzie w niej nie ma zezwolenia na transplantację przymusową etc... Nie dopowiadaj sobie, zdejmij te klapki z oczu.
                  ad 8. Nie czytam wszystkich komentarzy jakie są w Internecie... czy na Filmwebie. Mój pierwszy komentarz nawet nie dotyczył twojego wpisu... :) Co do czytania ze zrozumieniem... Masz rację, ta większość anti-choice nie potrafi czytać tekstu rozumiejąc go. ;) Udowodniłem to wcześniej. :) Aha, Anti-choice, czyli osoby domagające się aborcji na żądanie, gdyż nie dają tego wyboru dziecku, czy chce żyć...

                  To mój ostatni komentarz na ten temat tutaj, gdyż ten portal jest o filmach a nie o poglądach...

                • 1) Ciąża i poród wpływają na ciało i zdrowie kobiety. Zazwyczaj negatywnie. Więc owszem, mam prawo porównać jedno dzielenie się narządami do drugiego dzielenia się narządami.
                  Seksu/zapłodnienia, ciąży i porodu jako "wysiłku" włożonego w sprowadzenie na świat dziecka NIE DA SIĘ rozdzielić, cokolwiek sobie uroiłaś. Bez wysiłku i cierpienia kobiety z seksu/zapłodnienia dziecka nie będzie. Więc nie waż się twierdzić, że kobieta i mężczyzna mają taki sam wkład w pojawienie się na świecie dziecka, nie waż się wysiłku i cierpienia kobiety bagatelizować i tym bardziej nie waż się sadystycznie jakiejkolwiek kobiety na to cierpienie fizyczne i psychiczne skazywać w imię Twojego widzimisię.
                  3) Najwyraźniej TY nie wiesz, jak wygląda współczesna aborcja. Dzisiaj w ogóle nie trzeba nawet tknąć zarodka/płodu, by przerwać ciążę. Wystarczy farmakologicznie wstrzymać dopływ progesteronu (wydzielanego przez ciało kobiety) i zarodek sam obumrze; potem wywołuje się skurcze macicy, by się z niej zarodka/płodu i łożyska pozbyć. Więc to ja mam rację: kobieta decyduje o SWOIM ciele.
                  Zgoda na seks nie oznacza zgody na ciążę i poród, szczególnie, jeśli kobieta/para się zabezpiecza. Konsekwencją zaliczenia wpadki jest konieczność podjęcia decyzji, co dalej z tą ciążą zrobić: donosić czy przerwać. Dalsze konsekwencje powinny wynikać z tego świadomego WYBORU, a nie z przypadku czy tym bardziej przymusu. Bo przypadek i przymus to prosta droga do skrzywdzenia nie tylko kobiety, ale i tego dziecka, które urodzi się niechciane i niekochane.
                  4) Zmylił mnie Twój nick. W języku polskim te "końcówki" to często kwestia różnicy jednej litery "e" (w formie męskiej) i "a" (w formie żeńskiej) oraz braku ewentualnego "a" na końcu czasownika w formie męskiej i łatwo to przeoczyć, gdy się z góry założy płeć rozmówcy.
                  5) Niestety, patriarchat ma się dobrze nie tylko na wsiach. Również w miastach. Nawet w dużych firmach nadal na stanowiskach kierowniczych jest mniej kobiet niż mężczyzn, mimo że nie ustępujemy im kompetencjami. Podobnie ma się sprawa w kwestii zarobków.
                  Feminizm walczy o równość kobiet i mężczyzn. I nie odbiera mężczyznom praw.
                  Nie, Polska nie jest bezpiecznym krajem dla kobiet, wbrew temu, co sobie myślisz.
                  I nie, nie da się walczyć o kobiety w innych krajach (przynajmniej nie tak skutecznie, jakbyśmy chciały), jeśli u siebie na podwórku się człowiek bezpieczny nie czuje; jeśli u siebie w kraju jest odczłowieczany i traktowany jak bezwolny inkubator na dwóch nogach.
                  6) Umiem liczyć. 99% skuteczności danej metody antykoncepcji oznacza, że jedna na 100 kobiet w ciągu roku zachodzi w nieplanowaną ciążę. Co daje dziesiątki tysięcy takich ciąż w Polsce w ciągu roku. Tak, to bardzo niedokładne szacunki. Stąd zostałam na dość ogólnych "dziesiątkach tysięcy", zamiast wchodzić w konkretne liczby, bo do nich trzeba mieć - jak zauważyłeś - więcej danych.
                  Tak, wpadkę zaliczają oboje. Ale TO KOBIETA ponosi jej koszty, to ona płaci za tę wpadkę swoim cierpieniem, bo to ona jest w ciąży i ona będzie rodzić, jeśli nie zdecyduje się na przerwanie ciąży.
                  Edukacja seksualna:
                  Ostatnio w telewizji była mowa o 13- czy 15-miesięcznym dziecku, które zostało zgwałcone. Dzieci można przed taką krzywdą uchronić TYLKO edukując je, ucząc, co powinno być dla nich sygnałem ostrzegawczym, że ktoś próbuje przekroczyć/przekroczył granice i do kogo mogą się bezpiecznie zwrócić o pomoc. Dlatego właśnie już 4-latki powinny mieć w przedszkolu odpowiednio dostosowaną do ich potrzeb i możliwości poznawczych edukację seksualną, prowadzoną wg standardów WHO.
                  Antykoncepcja:
                  Wiesz, ile trzeba czekać na wizytę u ginekologa na NFZ w wielu miastach? Wiesz, że są gminy, w których ginekologa nie ma, a z których dojazd do miasta jest problematyczny? Wiesz, że za lekarzy podają się idioci, zasłaniający się tzw. "klauzulą (braku) sumienia" nawet przy wypisywaniu zwykłej antykoncepcji? Że EllaOne, bezpieczna i dopuszczona do sprzedaży bez recepty w innych europejskich krajach u nas jest na receptę, której zdobycie w krótkim czasie graniczy z cudem? Wiesz, że 15-latka w świetle polskiego prawa może uprawiać seks, ale nie wolno jej pójść samej do ginekologa i poprosić o badanie czy przepisanie pigułek? Wiesz, że są kobiety, których nie stać nawet na podpaski czy tampony podczas okresu, a co dopiero na antykoncepcję?
                  Napisałam "co najmniej", bo uważam, że to 12 tyg. to minimalny czas, w którym aborcja na żądanie powinna być legalna i dostępna. Maksymalny to granica przeżywalności płodu poza organizmem kobiety (22-24 tydz. ciąży), ale ja osobiście w walkę o to już się angażować nie będę, choć mam świadomość, że są kobiety, które bardzo późno dowiadują się o ciąży.
                  7) Jak sam widzisz, nie można pod pretekstem "ochrony życia" dawać nikomu prawa do korzystania z cudzych narządów bez zgody właścicielki/właściciela. Co do natury - to ona dała nam pierwsze środki poronne, nie stworzyła nam za to wystarczająco silnego naturalnego wroga i rezultat jest taki, że świat jest przeludniony, a z roku na rok w zastraszającym tempie nas przybywa. Chyba najwyższa pora, byśmy poważniej potraktowali ten problem, nie?
                  8) Anti-choice, czyli odbierający podmiotowość i wybór kobietom. Zarodek/płód niczego nie "chce". Bo to wymaga choćby szczątkowej zdolności do analizowania swoich potrzeb i myślenia, a zarodki/płody jej nie posiadają.
                  Ale jeśli już tak bardzo chcesz się wczuwać w sytuację zarodków/płodów i gdybać, co mogłyby sobie myśleć, gdyby potrafiły w ogóle myśleć, to polecam poruszający wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej "Prawo nieurodzonych".
                  Dzieci mają prawo rodzić się wtedy, gdy są wyczekiwane, chciane i kochane, gdy możemy im zapewnić godne warunki do życia i właściwego rozwoju.

                  "Posłuchajcie nas, nieurodzonych,
                  Dotąd cichych, dotąd bez obrony —
                  Chcemy bowiem przemówić nareszcie!

                  Nasze prawo — być dzieckiem miłości,
                  Powitanem jak najmilszy z gości.
                  Bez zapału — ku nam się nie śpieszcie!

                  (...)

                  Nasze prawo — pozostać w przestrzeni,
                  W odległości od świateł i cieni.
                  Mamy cierpieć? dla kogo? dla czego?

                  Nie wciągajcie nas, smutni, za sobą
                  W wasze życie osnute żałobą,
                  W przeraźliwą kronikę dzienników."

                • Z wielkim trudem przeczytałem te feminazistyczne wypociny. To jest tak żałosne i okrutne, że głowa boli. Zwykłe hedonistyczne i skrajnie egoistyczne naginanie rzeczywistości. Niestety do tego prowadzą ideologie. Nawet szkoda czasu na dyskusję, dlatego króciutko:
                  ad 3) naziści też stosowali taki sposób, żeby nawet nie trzeba było dotykać ofiar - cyklon B, tacy humanitarni byli :)
                  ad 7) masz szansę uratować świat, pomóc planecie i w ogóle. Jak chcesz w "humanitarnych warunkach" to eutanazja za granicą jest legalna, jak nie potrzebujesz to tu też można, tylko bez udziału "lekarzy" i urzędników :)

                  Powodzenia!
                  P.S. liczę, że jednak coś lub ktoś sprawi, że zmienisz postrzeganie świata na bardziej ludzkie :)

                • szkoda szczępić ryja, feministki to istoty zniszczone przez system, totalnie zmanipulowane, i - tak naprawdę - pokrzywdzone.

            • Zgadzam się, współczuje ojcom tych dzieci. Tak naprawdę nie mają żadnego wpływu na decyzję matki. Po namowach i prośbach niewiele mogą zdziałać. Pomijając kwestie religii i pisząc tylko w kontekście ojcostwa - w dużej większości takie sytuacje, kiedy w ogóle ludzie myślą o aborcji to: albo dziecko jest z gwałtu (tu chyba tata nie powinien opiniować o wyborze "partnerki"), albo jest to młody wiek/niestały związek/przypadkowy seks - i tu chyba spora większość panów sama byłaby za tym pomysłem, przynajmniej z tego co do tej pory obserwuję, albo płód jest chory i tu mogą rodzice się mijać, tylko, że wystarczy spojrzeć na statystyki rodzin, gdzie dziecko rodzi się niepełnosprawne i ilu partnerów zostaje i pomaga w tym układzie. Trochę nie fair wymusić jedno, a potem umyć ręce.
              Jednak są też przypadki, gdzie dwoje ludzi dochodzi do momentu, że przypadkiem to dziecko ma szansę przyjść na świat, a kobieta nie jest gotowa, lub po prostu nie chce mieć potomstwa i odbiera tę szansę mężczyźnie, który może i tego nie planował, ale wychodzi z założenia, że piwo nawarzone (także w dobrym sensie) należy wypić.
              I tu naprawdę boli mnie fakt, że kobiety mają w zupełnym poważaniu jego psychikę. Tak - to prawda, to ja urodzę, ale to nie jest tylko moja decyzja i przepraszam, ale nie tylko ja będę żyła z jej konsekwencjami. Nie rozumiem, jak można tego nie rozumieć.

          • kobieta ma prawo ale już dziecko nie ma prawa wypowiedzi czy chce żyć.Dziękujmy rodzicom że zechcieli Nas urodzić

            • 1) Zarodek/płód.
              2) Żeby mieć jakiekolwiek zdanie na jakikolwiek temat, trzeba najpierw posiadać zdolność myślenia, której zarodki/płody NIE posiadają.
              3) Zarodki/płody mają w tyłku, czy się urodą, czy nie, bo nie czują, nie myślą,nie są świadome swojego istnienia, ani tym bardziej tego, że niedługo istnieć przestaną.
              4) Jeśli już tak bardzo chcesz się wczuwać w sytuację zarodków/płodów i gdybać, co mogłyby sobie myśleć, gdyby potrafiły w ogóle myśleć, to polecam poruszający wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej "Prawo nieurodzonych".
              Dzieci mają prawo rodzić się wtedy, gdy są wyczekiwane, chciane i kochane, gdy możemy im zapewnić godne warunki do życia i właściwego rozwoju.

              "Posłuchajcie nas, nieurodzonych,
              Dotąd cichych, dotąd bez obrony —
              Chcemy bowiem przemówić nareszcie!

              Nasze prawo — być dzieckiem miłości,
              Powitanem jak najmilszy z gości.
              Bez zapału — ku nam się nie śpieszcie!

              (...)

              Nasze prawo — pozostać w przestrzeni,
              W odległości od świateł i cieni.
              Mamy cierpieć? dla kogo? dla czego?

              Nie wciągajcie nas, smutni, za sobą
              W wasze życie osnute żałobą,
              W przeraźliwą kronikę dzienników."

              5) Moja mama miała jeszcze wybór. Bardzo to sobie chwalę. Nie chciałabym się urodzić tylko dlatego, że chore sadystyczne prawo ją odczłowieczyło i skazało na bezsensowne fizyczne i psychiczne cierpienie. I jeśli kochasz swoją mamę, też nie chciałabyś się urodzić z przymusu.

            • Popieram,
              "TO CIAŁO KOBIETY I JEJ PRAWO DO SAMOSTANOWIENIA" Ktoś napisał wcześniej
              Czemu pragnąć wolności dla kobiet nie zauważa się prawa wolności istoty ludzkiej poczętej w łonie matki? Superliberalny człowiek nie wierzący też to powinien zauważyć wolność to wolność. Każdy ma prawo do życia, oczywiście nie kosztem innego życia. Gdy dziecko przychodzi na świat matka nie ginie zaś gdy matka nie chce urodzić dziecka z jakiś swoich pobudek odbiera życie dziecku. Zarodek ma odmienny kod genetyczny więc to już nie jest ciało kobiety tylko w nim się znajduje.

              • Dobrze piszesz, jednak to argumentacyjny uroboros, zapętlimy się. Nie można uznać wolności kobiety i kiełkującego płodu jednocześnie. Interes jednego koliduje z interesem drugiego. Sytuacja patowa. Jednakże przewagę ma już istniejący byt, bo ten drugi jest bezradny. I czy nam się to podoba, czy nie, nie mamy na to żadnego wpływu.

          • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

            • I z Twojego komentarza pięknie wyłazi, o co tak naprawdę Wam, anti-choice, chodzi: o kontrolę nad kobietami. Teraz Ci szkoda, ze nie mogłeś lata temu kontrolować mojej mamy i zmusić jej do aborcji.
              A ja mam cudowną świadomość, że urodziłam się, bo byłam chciana i kochana (a przy okazji również planowana) na długo, zanim w ogóle stałam się dzieckiem; urodziłam się Z WYBORU, a nie z przymusu, bo moja mama jeszcze ten wybór miała i decyzja o sprowadzeniu dziecka na świat należała DO NIEJ, a nie do jakichś sadystów chcących kobiety skazywać na bezsensowne fizyczne i psychiczne cierpienie w imię swojego chorego - zazwyczaj podszytego religią - widzimisię.

              • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

                • To jest już zaawansowana choroba psychiczna :) takiej osobie nic się nie udowodni xd tu już tylko zakład psychiatryczny, ale i tak będzie ciężko niestety :/

                • mówisz o sobie? :)

                • ,,Dziewięć na dziesięć zgwałconych kobiet NIE USUWA ciąży, bo zdaje sobie sprawę, że aborcja będzie kolejnym traumatycznym przeżyciem a ty masz czelność pisać, że to "zwykły zabieg"? Poprosimy źródło tych rewelacji.

                • dr Sandra Makhorn w książce „The Psycholological Aspects of Abortion” – 75-80% kobiet decyduje się na urodzenie dziecka nie aborcję po gwałcie i nie żałuje tej decyzji nigdy.

                  Elliot Institute - wg tych badań statystycznych okazuje się, że około 70% ofiar gwałtu wybiera życie dla swoich dzieci.
                  Żadna z kobiet które urodziły nie żałuje tego kroku, w przypadku odwrotnym jest już znacznie gorzej (problemy psychiczne, wyrzuty sumienia – zabicie jest zabiciem, nieistotne jak próbuje się to wyjaśnić), mianowicie aż 78% kobiet, które zabiły swoje dzieci poczęte w wyniku gwałtu stwierdza, że było to złe rozwiązanie.

                  Napisałem 9/10, pomyliłem się o 10%. Źródła proszę sobie wygoglować.

                • Cytujesz książkę z 1979 roku? Poważnie? myślałam, że jakieś sensowne nowe badania, na dużej grupie osób, poprzedzone wieloletnimi obserwacjami. A drugie 1988..

                  Błagam

                  Nowe, czyli ostatnie 10-lecie.

                  Po pierwsze temat gwałtów to raczej tabu. Stąd moje pytanie było nieco ironiczne. Prawda jest taka, że wiele kobiet ten fakt, jak i to że dziecko jest z gwałtu, bądź zostały zgwałcone, bądź dokonały aborcji ukrywa.

                  Nie wiemy nawet ile na prawdę jest gwałtów i ile z tego jest ciąż. O tym mówią statystyki kryminalne. To tzw. szara strefa.

                  Dlatego zastanów się nad tym co i kogo cytujesz i na jakie ,,badania się powołujesz". To jest bardzo delikatny i indywidualny temat. Nie można sobie ot tak szastać cyferkami, bo gdzieś tam ktoś ponad 30 lat temu stwierdził.

                • Chciałaś badania - podaję źródło. Podałem źródło - złe bo stare. Szukasz nowszego to sobie znajdź, myślisz, że co roku psycholodzy szukają po całych Stanach ofiar gwałtów w wyniku których dochodzi do zapłodnienia? To są lata pracy, zresztą jakie znaczenie ma tutaj rok? W latach osiemdziesiątych kobiety bardziej odczuwały traumę związaną z aborcją i pozbyciem się dziecka a dzisiaj nagle mają odczuwać ją mniej? O czym ty piszesz? Zejdź na ziemię i nie udawaj głupiej.

                • Umiejętność podawania jakichkolwiek statystyk, powoływanie sie na jakiekolwiek dane polega na tym, ze wybiera się sensowne źródło, a nie podaje byle co. A jak podajesz byle co, to nie masz 100 % pewności (a taką prezentujesz), że te twierdzenia są prawdziwe. Nie potrzebuję, co wyjaśniłam w drugim akapicie.

                  Nie, takie badania często prowadzi się, żeby udowodnić jakąś swoją tezę. Zatem warto przejrzeć wiele źródeł, zastanowić się nad istotą i złożonością problemu a potem głosić pewne tezy.

                  Sporo nowych badań wskazuje na to, ze jak nie ma w społeczeństwie stygmatyzacji aborcji, to kobiety żadnej tam traumy nie odczuwają, ani jej nie żałują. Ty z kolei piszesz jakby wszystkie, albo większość, a to nie jest prawda.

                  Ciekawy artykuł przeglądowy i dużo odniesień do innej literatury:
                  https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC6207970/
                  Fajny, wyważony wskazujący na to, ze jedne kobiety będą odczuwały pewne skutki, co może być tym spowodowane, a jakie nie. Zatem sam włącz myślenie, zanim zaczniesz kogoś wyzywać od głupków.

                  Jestem przeciwniczką aborcji na żądanie. Jednak w przypadku gwałtu, mojej ewntualnej śmierci, czy nieodwracalnego uszkodzenia płodu, chciałabym mieć wybór. Co bym zrobiła? Nie wiem. Pierwszy przypadkiem całkiem skutecznie liminuje tabletka,,po", ale nasz cudowny rząd utrudnia dostanie. Gdyby sprawa dotyczyła bliskiej mi osoby, również chciałbym, żeby miała wybór.

                  Przede wszystkim kultura człowieku, a nie bluzgi na poziomie rynsztoka.

                • Tu kolejne: http://www.aomrc.org.uk/wp-content/uploads/2016/05/Induced_A...

                • i następne: https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal...

                • Bluzgi na poziomie rynsztoka? Jakieś przykłady czy tylko senne omamy?

                  "Sporo nowych badań wskazuje na to, ze jak nie ma w społeczeństwie stygmatyzacji aborcji, to kobiety żadnej tam traumy nie odczuwają, ani jej nie żałują. Ty z kolei piszesz jakby wszystkie, albo większość, a to nie jest prawda."

                  Poproszę o źródła tych badań. Sama teza jest na tyle niepoważna, że w ogóle nie warto niej dyskutować. Kobieta, która odczuwa przyzwolenie społeczne na zabijanie ma mieć rzekomo mniejszą traumę po aborcji? Jeśli dajmy na to w kraju arabskim kobiety są kamieniowane to ci kamieniujący nie odczuwają później wyrzutów sumienia bo jest na to publiczna zgoda? A nawet jeśli ich faktycznie nie odczuwają to czy kamieniowanie jest słuszne?

                  Śmieszne jak zakrzywiasz rzeczywistość. Przejrzałem sobie badania, którymi się posłużyłaś i w żadnym z nich nie ma dyskusji o tym czy występuje system poaborcyjny, tylko w jakim natężeniu. W pierwszym linku jest prywatna opinia z analizą, to trochę tak jakby o forum pro-life wypowiadała się Magdalena Środa. Jaką wartość naukową ma czyjaś jednostkowa wizja na temat badań, które w znacznym stopniu potwierdzają to o czym wcześnie pisałem? Odpowiem ci: żadną.

                  "Jestem przeciwniczką aborcji na żądanie."

                  Dlatego filmowi, który ją publicznie piętnuje wystawiłaś skrajną notę, jak obrażone dziecko w piaskownicy? Tam nie ma nic o gwałcie, zagrożeniu życia matki czy uszkodzonych płodach. Oglądałaś go w ogóle? Czy przyszłaś na forum tylko po to, żeby puścić bąka i zostawić po sobie smród?

                • Wysłałam ci linki do najnowszych badań. Czyżbyś nie znał angielskiego? Problem z czytaniem literatury naukowej? Przeczytaj, to może się dowiesz nowych, ciekawszych rzeczy.

                  Aa czyli po prostu coś musi pasować do twojego światopoglądu, inaczej jest nieprawdziwe. Wybacz: jesteś nieco dziecinny.

                  Proszę tu masz w przystępny sposób opisane: https://www.guttmacher.org/perspectives50/emotional-and-ment...

                  Do ciebie po prostu nie dociera, ze ludzie są różni. I na prawdę wiele kobiet nie będzie odczuwało żadnej traumy po aborcji.

                  Nie. Filmowi wystawiłam skrają notę, bo jest: beznadziejny. Drętwo zagrany, balany bez polotu. Do tego: stek bzdur. Nie lubię kłamstw pod płaszczykiem ,,faktów i prawdy".

                  Jak ktoś wierzy w sceny tam przedstawione, np. płód uciekajacy przed narzędziami, to jest wybacz: średnio inteligentny. Tak więc: gniot do kwadratu.

      • Czarny rynek handlu ludzkimi organami też istnieje, a skoro tak, to czy nie lepiej go zalegalizować?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię