Pochmurnie magiczny...

"Dotykający" drugiego końca naszej duszy, tego końca o którym mogliśmy nie mieć świadomości, że istnieje. Utwór "Moonchild" Kinga Crimsona i ten taniec, niby od niechcenia, a jednocześnie autentycznie piękny - wymowne dopełnienie całości.

6
  • Dobrze powiedziane, wręcz pięknie. Na pewno jakaś wrażliwa dusza napisała ten komentarz z którym totalnie się zgadzam. Cała historia lekka przeplatana z prawdziwym piekłem samotności i niesprawiedliwości. Z jako w codziennym życiu nie trudno się spotkać. Najbardziej szokowała mnie rola rodziców, można naprawdę było by zrezygnować z egzystencji w takim szarym świecie jak bohatera, to co porwał było jego największym szczęściem jakie mogło go spotkać. Pod koniec filmu jest pokazane jak mogło by być gdyby zabił tego gościa, Bóg jeden wie jak odetchnęłam z ulgą gdy stało się inaczej. To mnie tak wciągnęło,że teraz po seansie odczuwam smutek, Smutno mi bo utożsamiłam się z głównym bohaterem on wyrzucił broń jak brzemię jak plan który miał dopełnić jego marne życie, a w jednej krótkiej chwili potrafił się obudzić, zregenerować umysł, uwierzyć i zacząć tak naprawdę żyć. Uwielbiam takie historie, w dodatku Gallo w tej roli po prostu mnie olśnił. Jego rola np w "Dom dusz" była dla mnie odrażająca, ale tak samo dziwna, intrygująca jak ta. On po prostu idealnie utożsamia się z takimi ludzmi. Dałam mu dychę za główną rolę, bo uważam że dał z siebie wszystko!

  • Dzięki wielkie za ten komentarz, bo kiedy przeczytałam, że w filmie jest użyta piosenka King Crimson wiedziałam, że to musi być klimatyczny, nostalgiczny i lekko depresyjny seans. I nie zawiodłam się! Uwielbiam takie kino.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię