Najpierw film kinowy, potem serial.
Po obejrzeniu filmu zwariujesz i będziesz chciał więcej...a tu...proszę bardzo - serial, czyli rozszerzona wersja Twojego nowego ulubionego filmu. :D
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić radości osób, które były na tym filmie w kinie w kwietniu 2005, a potem okazało się, że w grudniu tego samego roku na TVP poleci wersja rozszerzona, w postaci serialu. Musieli ci ludzie skakać z radości.
Ja oglądałem odwrotnie i też było super. Serial mnie zniszczył, a po jakimś czasie zobaczyłem film kinowy i okazało się, że nic nie stracił na genialności. Oczywiście stracił sporo scen, ale można go potraktować jako swoisty the best of serial Pitbull.
Oba dzieła oceniam 10/10.