Post Tenebras Lux

1 godz. 55 min.
6,3 1 451
ocen
6,3 10 1451
3 579
chce zobaczyć
6,8 8
ocen krytyków
{"rate":6.75,"count":8}
{"type":"film","id":605766,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Post+Tenebras+Lux-2012-605766/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Post tenebras lux
  • lutek ocenił(a) ten film na: 4

    Film ciężki,manieryczny i wkurzający obraz z kamery filmowej.Zlepek postaci pozornie dobrych ale mających różne odchylenia które szlajały się bez celu po meksykańskiej przyrodzie.Bzdury i tyle.A o co biega z czerwonym kozłem to chyba nawet reżyser nie wie.

  • robinson777 ocenił(a) ten film na: 3

    lutek Niestety, z niejaką przykrością, przyznać muszę, iż miałem podobne odczucia. Wynudziłem się niemożebnie;)
    Zastanawiam się tylko czy przyczyna tego stanu rzeczy tkwi w umiarkowanym (mocno umiarkowanym;) talencie reżysera do opowiadania historii czy raczej w tym, że autor niewiele miał do powiedzenia? A może po prostu to ja nie dorosłem do tego rodzaju Kina? (choć "Holy Motors" powalił mnie na kolana).
    Film, jak dla mnie jest nieprzemyślny, chaotyczny i niespójny tematycznie. Co nie powinno specjalnie dziwić jeśli przypomnieć sobie co sam reżyser mówił na temat procesu tworzenia scenariusza:
    "Wynotowuję tylko, na czym mi szczególnie zależy, co koniecznie musimy sfotografować, jak to nakręcimy, czas trwania ujęcia itd. Reszta należy do operatora"
    A co do "Czerwonego Kozła":
    "... diabeł to prymitywne, dziecięce wyobrażenie zła. Tak je postrzegają mali bohaterowie filmu. Wydaje im się, że zło istnieje niezależnie od nich, gdzieś obok. Dopiero potem, gdy dorosną, uświadamiają sobie, że zło tkwi także w nich samych i nie da się go od nich oddzielić"
    Wyjaśnienia reżysera brzmią zresztą całkiem sensownie, wręcz intrygująco. Szkoda tylko, że nie udało mi się odnaleźć tej głębi w jego filmie. Najwyraźniej, Carlos Reygadas dużo ciekawiej opowiada o tym co chciał powiedzieć ;)
    Nie chciałbym wypowiadać się autorytatywnie (zwłaszcza, że nie oglądałem wcześniejszych jego filmów). Dla mnie jednak "Post tenebras lux" jest filmem nieudanym. Był to mój pierwszy film tego autora i najpewniej... ostatni;)

  • lutek ocenił(a) ten film na: 4

    robinson777 Mnie też podobał się Holly Motors.I dziękuję za wytłumaczenie tego kozła.

  • mrozikos667 ocenił(a) ten film na: 9

    robinson777 Hm, ciekawe, bo ja dokładnie tak odczytałem postać kozła bez pomocy reżysera. Więc może nie jest to wcale taki nieprzemyślany, niezgłębiony i chaotyczny film. Swoją drogą, to pierwszy Reygadas, który przypadł mi do gustu, poprzednie (nie widziałem debiutu) były okropnie manieryczne.

  • maskey ocenił(a) ten film na: 6

    mrozikos667 Dzień dobry. Pod recenzją filmu piszesz, że użycie winiety jest kluczem do interpretacji. Mozesz wyjaśnić jak to rozumiesz? Winieta obecna jest w zdjęciach poza domem, gdzie obraz jest zupełnie płaski jak w "Pamiętnikach z wakacji" czy innej "Esmeraldzie" jakby operator sobie przysnął i walnął babola kinowego. Potem w sztuczny sposób próbują dodać obrazowi rozmycie soczewkowe co wygląda marnie i woła o pomstę. Możesz wyjaśnić jak dla Ciebie jest to kluczem do interpretacji? Dziękuję.

  • maskey ocenił(a) ten film na: 6

    mrozikos667 dla mnie osobiście, podstawą w kinematografii jest kierowanie uwagą widza, najczęściej-zwykle poprzez ostrzenie na poszczególne elementy w obrazie - postaci,ruchy,obiekty,przedmioty. Obraz rozmyty winietowo, choć odwraca (pozornie) uwagę od zewnętrznej części kadru cały czas pozostawia w pełnej ostrości cały środek ramki. I widzę takiego Siedem, zsiadającego z konia w środku lasu z piłą łańcuchową. W pełnej ostrości mam wspomnianego Siedem, jego konia, oprzyrządowanie konia, piłę łańcuchową, las, poszycie leśne.

    Gdzie tu kierowanie uwagi widza? Skoro obiektyw się zepsuł czemu go nie wymieniono?

  • mrozikos667 ocenił(a) ten film na: 9

    maskey Wyostrzanie poszczególnych elementów jest proste - prowadzi się widza za rączkę, a on się nie męczy i wszyscy są zadowoleni. Cóż, ja nie. Nie lubię, gdy mi się podpowiada, sam chcę się zmierzyć z obrazem, dostrzec szczegół, który się niczym nie wyróżnia, a jest istotny. Obraz winietowy miałby odwracać uwagę (nie wiem, co może znaczyć "pozornie" w tym kontekście, albo widz odwrócił uwagę, albo nie, nie można "pozornie odwrócić uwagi") od brzegów obrazu? Wręcz przeciwnie - jak sam piszesz, ten filtr zastosowano tylko w ujęciach poza domem, co zachęca do interpretacji. Generalnie winieta jest zniekształceniem obrazu, nie? Więc mamy dom, który jest przestrzenią niezakłóconą, bezpieczną, odbieraną jako taka, jaka w rzeczywistości jest, oraz "zewnętrze", które przez ten filtr jest dziwne, obce (równocześnie winieta może też oznaczać "zsubiektywizowanie" tej przestrzeni, co pozwalałoby zrozumieć zmiany planów czasowych przypominające luźny proces przypominania sobie różnych wydarzeń). Do tego domu wkracza kozioł-diabeł, co znaczy, że należy oczekiwać, iż także do tej cichej przystani w końcu wkroczy świat zewnętrzny, w tym filmie cechujący się zepsuciem i brutalnością (ciekawe, że na to zło wyczulone jest tylko dziecko). I tak też się dzieje - zauważ, że w jednej kluczowej scenie widać winietę, mimo że jesteśmy wewnątrz domu. Zaraz potem mężczyzna umiera. Diabeł dokonał dzieła zniszczenia, może odejść (drugie pojawienie się kozła).

  • maskey ocenił(a) ten film na: 6

    mrozikos667 Ale w operowaniu głębią ostrości nie chodzi o prowadzenie widza za rączkę? Co to za skrajność w wysuwaniu takiego wniosku? Głębia ostrości to standard, wprowadzony wraz z odkryciem fotografii....

    Pozorne - to oczywiste - dlatego, bo efekt winiety jako takiej, był widoczny i tak dawał po oczach (np. mnożąc obraz) na tyle że odwracał wzrok od centrum ekranu. Próbowałem zrozumieć po co to i uciekałem wzrokiem w stronę winiety. Dlatego odwrócenie uwagi było pozorne - ponieważ ostatecznie skupiało uwagę nie tam gdzie trzeba.

    Ale ok. Czyli obraz był zaburzony celowo, żeby pokazać choćby zepsucie świata.

    Ale czemu operowano całkowitym brakiem rozróżnienia planów? Jako zabieg artystycznych - jak wspominałem - przypominało mi to tanie produkcje, zdjęcia z planu, pozbawione decyzji operatorskich, no dosłownie zdjęcia z planu zdjęciowego. Zaburzanie obrazu - OK - ale po co spłycenie obrazu? Od razu kojarzy mi się to z nieprofesjonalnym podejściem i mi to przeszkadza.

    Historia mi się podoba. Ale film to dla mnie zbiór elementów. Nie potrafię znaleźć w tych zdjęciach myśli artystycznej.

  • mrozikos667 ocenił(a) ten film na: 9

    maskey "Głębia ostrości to standard, wprowadzony wraz z odkryciem fotografii...."

    To znaczy, że trzeba się go niewolniczo trzymać? Skoro ktoś podjął taką decyzję, to może warto najpierw zastanowić się, jaki miał w tym cel?

    "Pozorne - to oczywiste - dlatego, bo efekt winiety jako takiej, był widoczny i tak dawał po oczach (np. mnożąc obraz) na tyle że odwracał wzrok od centrum ekranu. Próbowałem zrozumieć po co to i uciekałem wzrokiem w stronę winiety. Dlatego odwrócenie uwagi było pozorne - ponieważ ostatecznie skupiało uwagę nie tam gdzie trzeba."

    Nie tam gdzie trzeba? W tej wypowiedzi zakładasz dwie rzeczy. Po pierwsze, że celem twórców było skupienie uwagi widza na środku, a nie na krawędzi ekranu. Skąd wiesz, rozmawiałeś z nimi? Po drugie, że "trzeba" skupiać uwagę widza na środku ekranu. To jakiś przymus czy jak?

    "Zaburzanie obrazu - OK - ale po co spłycenie obrazu? Od razu kojarzy mi się to z nieprofesjonalnym podejściem i mi to przeszkadza."

    Po co? Bo im wolno. Bo to złamanie kanonu, co - jak widać na Twoim przykładzie - bardzo przyciąga uwagę. Rozumiem, że może Ci się to nie podobać, ale za Chiny ludowe nie pojmuję, jak może się to kojarzyć z nieprofesjonalnym podejściem, kiedy na pierwszy rzut oka widać, że zdjęciom poświęcono masę pracy i są one najważniejszym elementem filmu.

    "Nie potrafię znaleźć w tych zdjęciach myśli artystycznej."

    Ok, zdjęcia Ci się nie podobały, w porządku. Ale brak myśli artystycznej? Pomyślmy - sam powiedziałeś, że winieta nie była stosowana losowo, co pozwala w ogóle ten film zinterpretować. To efekt braku myśli? Decyzja o spłyceniu obrazu - znów, jak sam zauważasz - jest tak dziwna i tak nie przystaje do standardów, że mogła zostać podjęta chyba tylko po poważnym namyśle, nie? Złamanie jakichś oczywistych, przyjmowanych za pewnik zasad i konsekwentne trzymanie się tej decyzji miałoby nie być wynikiem świadomej decyzji? Nieprzemyślane (w sensie czysto opisowym, nie wartościującym) jest chyba właśnie trzymanie się tego, co takie oczywiste, nie?

    W ogóle nie bardzo rozumiem, jak akurat u Reygadasa można narzekać na nieprzemyślane zdjęcia, toż jego filmy zdjęciami stoją. Można ich nie lubić (sam ich, poza "Post Tenebras Lux", nie lubię), ale zdjęcia są dla niego zawsze bardzo ważne. Zobacz np., jak funkcjonują w "Cichym świetle".

  • maskey ocenił(a) ten film na: 6

    mrozikos667 "To znaczy, że trzeba się go niewolniczo trzymać? Skoro ktoś podjął taką decyzję, to może warto najpierw zastanowić się, jaki miał w tym cel?"

    Tak, seria "Trudne sprawy" lub seriale pokroju "Lucecita" pokazują, że można się tego nie trzymać niewolniczo. Czy to wychodzi obrazom na dobre? Nie sądzę.

    "To jakiś przymus czy jak?"
    Brzeg jest rozmyty i przesunięty więc nieczytelny, DOMYŚLAM SIĘ, że twórcą chodziło jednak, jak to bywa z rozmyciem obrazu, by przesunąć uwagę widza na środek - jednak było to wciąż utrudniane - JA próbowałem zrozumieć po co to, więc często uciekałem wzrokiem w ten nieczytelny obszar ekranu
    Tak, dla sztuki. Przyjmijmy że to wszystko w imię sztuki......
    :)
    to chyba jednak lekka nadinterpretacja :)

    Czyli "Luz Maria" łamie kanon, "Sędzia Anna maria wesołowska" łamie Kanon. Nie używają głębi ostrości, to takie nowoczesne podejście. Ja jednak myślę, że korzystanie z przestrzeni obrazu ma sens i swoje uzasadnienie i nie ma co z nim walczyć.
    Nawet w imie sztuki. Bo to jest po prostu brzytkie. Jak wspomniałem. Widzę Siedem ostro, widzę jego konia ostro, widzę drzewka ostro, widzę poszycie leśne ostro, widzę robaczki na mchu ostro. Po co. Nie o to chodzi w kinie.


    "Ok, zdjęcia Ci się nie podobały"

    i tylko do artystycznej myśli samych zdjęć się odniosłem. Stop. Nie nadinterpretuj, a przeczytaj jeszcze raz co zacytowałeś :D
    Reygadasa znam z Cichego światła.
    Jednak w uwagach odnoszę się do zdjęć - o historii, jako twórczym pomyśle Reygadasa napisałem że mi się podoba - estetyka choćby.
    Zdjęcia za to są autorstwa Alexisa Zabe, którego cenie znacznie bardziej.
    Jego zdjęcia w Sezonie na kaczki, Cichym świetle oraz Nad jeziorem Tahoe (SZCZEGÓLNIE) UWIELBIAM.
    Dlatego nie mogę zrozumieć czemu w tym filmie postanowił tak w moim rozumieniu zaszkodzić obrazowi korzystając z maksymalnych wartości przysłon.
    Czemu. Cały czas chyba się nie rozumiemy. Niestety

  • mrozikos667 ocenił(a) ten film na: 9

    maskey Swoją drogą, to: "dlatego, bo efekt winiety jako takiej, był widoczny i tak dawał po oczach (np. mnożąc obraz) na tyle że odwracał wzrok od centrum ekranu." jest urocze. Trochę głupio by było, gdyby wstawili do filmu winietę, a potem nikt by jej nie zauważył, nie sądzisz?

  • maskey ocenił(a) ten film na: 6

    mrozikos667 zauważyć - TAK
    żeby odwracała co chwila wzrok od akcji - NIE

  • mrozikos667 ocenił(a) ten film na: 9

    maskey Ależ właśnie TAK, przecież to właśnie próbuję Ci powiedzieć. Zresztą, jakiej akcji? Przecież ten film nawet nie miał fabuły, co zresztą jest jedną z jego największych zalet.

  • maskey ocenił(a) ten film na: 6

    mrozikos667 cały czas się nie rozumiemy... ja jedynie próbuję zrozumieć sens wykonania takich zdjęć. Nie podważam fabuły, akcji, tempa...

  • mrozikos667 ocenił(a) ten film na: 9

    maskey A ja mówię tyle: skoro uważasz, że ta winieta tak bardzo przeszkadzała, że nie dało się od niej oderwać oczu, to może właśnie nie "akcja" i nie "fabuła" są w tym filmie najważniejsze, ale właśnie zdjęcia, bo one - jak powyżej zinterpretowałem - wyznaczają sens filmu. Tak więc mógłbym w skrócie powiedzieć, że film nie powstał po to, byś patrzył na Siedem i konia, ale byś przez 110 minut gapił się na winietę. Ty mówisz "Nie o to chodzi w kinie". To nie jest żaden argument, tylko stwierdzenie z gatunku "ja tak uważam i koniec", więc nie da się Ciebie przekonać, jeśli nie chcesz choćby rozważyć myśli, że może - tylko może - w kinie chodzi o coś innego, niż Ci się wydaje, a może wręcz i o nic nie chodzi. Bo, w gruncie rzeczy, dlaczego nie?

    Moja uwaga o braku fabuły jest więc jak najbardziej na miejscu, kiedy mówisz, że winieta odciągała Twoją uwagę od akcji. Bo może tak właśnie taki był zamysł?

    "Tak, seria "Trudne sprawy" lub seriale pokroju "Lucecita" pokazują, że można się tego nie trzymać niewolniczo. Czy to wychodzi obrazom na dobre? Nie sądzę."

    Kiedy zdecydujesz się podać rzeczywisty argument zamiast tego, co powyżej, odpowiem.

    "Brzeg jest rozmyty i przesunięty więc nieczytelny, DOMYŚLAM SIĘ, że twórcą chodziło jednak, jak to bywa z rozmyciem obrazu, by przesunąć uwagę widza na środek - jednak było to wciąż utrudniane - JA próbowałem zrozumieć po co to, więc często uciekałem wzrokiem w ten nieczytelny obszar ekranu"

    O, bo obraz nieczytelny jest nie do oglądania? Co byłoby złego w filmie, który w całości byłby nie czytelny? Jeśli zgodzisz się na moją interpretację, to nie możesz powiedzieć, że twórcom chodziło o skupienie uwagi na środku ekranu. Jest to twierdzenie zwyczajnie z moją interpretacją, która opiera się na spostrzeżeniu istotności winiety, sprzeczne.

    "Ja jednak myślę, że korzystanie z przestrzeni obrazu ma sens i swoje uzasadnienie i nie ma co z nim walczyć."

    Jasne, tak samo mówiły gwiazdy niemego kina, gdy wprowadzano dźwięk. Nie starasz się zrozumieć decyzji twórców, bo z góry założyłeś, że jest ona błędna.

    "Stop. Nie nadinterpretuj, a przeczytaj jeszcze raz co zacytowałeś :D"

    Jeśli rozumiem znaczenie słowa "myśl", to niestety nie wiem, o co Ci tu chodzi. Piszesz o tym, że nie widzisz w zdjęciach myśli artystycznej. Skoro nie widzisz w nich myśli, to czy przypadkiem nie uważasz ich za nieprzemyślane? Więc: czy napisałem na ten temat cokolwiek więcej?

    "estetyka choćby."

    Czyli estetyka jest niezależna od zdjęć. Załóżmy, że nie ma zdjęć. Bardzo fajną mamy estetykę.

    "Tak, dla sztuki. Przyjmijmy że to wszystko w imię sztuki......"

    Gdzie to napisałem?

  • maskey ocenił(a) ten film na: 6

    mrozikos667 Co do powstania takich zdjęć, to pewnie ich nie zaakceptuje.

    Co do zastosowania winiety do konkretnego typu ujęć i celu jaki to miało - chyba otworzyłeś mi oczy. Ale
    nie za bardzo podoba mi się takie przedstawienie świata - jako wizji autora. Utożsamianie świata zewnętrznego z zakrzywieniem i złem. Przyjmując wizję reżysera co do świata zewnętrznego, spłyca to cały film i w zasadzie zamyka w historii nadejścia zła z zewnątrz, po wcześniejszej ekspozycji tego świata - że tu niszczymy przyrode, tu spotykają się źli ludzie i się zwierzają itd.
    Ciężko mi w takim wypadku podnieść ocenę filmu.

  • mrozikos667 ocenił(a) ten film na: 9

    maskey Ok, przecież nikt nie zmusza do podnoszenia oceny :) Nie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że przyjęcie zewnętrznej wobec ogniska domowego natury zła jest płytkie. Z wielu względów, ale chyba przede wszystkim dlatego, że ci ludzie, którzy "wytwarzają" zło w świecie zewnętrznym wobec tych konkretnych bohaterów, też przecież mają jakieś domy, co oznacza, że ostatecznie domy, rodziny też są "zarażone" (może nie wszystkie, ale pojawianie się diabła-kozła sugeruje, że każdy jest narażony), a podział na bezpieczny dom i złą rzeczywistość jest, koniec końców, iluzoryczny (użycie winiety w jednej scenie domowej sugerowałoby właśnie coś takiego, także mój pomysł, że sugeruje ona subiektywną, a więc w pewnym sensie nieprawdziwą, perspektywę - ale tego nie chcę ciągnąć, bo trzeba by dobrze zdefiniować prawdę, a to się jeszcze nikomu nie udało ;)). Jest to, moim zdaniem, ciekawa, i ciekawie wyłożona, teza. Ale jeśli ktoś uważa inaczej, to też ok.

    Generalnie mógłbym powiedzieć tyle, że szczerze nie znoszę podziału na formę i treść, bo istotą sztuki jest właśnie forma, gdyby nie ona, to wystarczyłoby idee, które chce się przekazać, wypisać w punktach na kartce. Dlatego, w gruncie rzeczy, sztuka jest formą (aż się Witkacy przypomina ;)) - bo tylko ona odróznia film, obraz czy cokolwiek od listy wypunktowanych tez - i nie widzę problemu w powiedzeniu, że np. w "Post Tenebras Lux" liczą się przede wszystkim - wyłącznie? - zdjęcia, bo to one są nośnikiem idei i nie potrzeba fabuły, czy nawet scenariusza, by te idee przekazać, jeśli zdjęcia są "sprytne" i mogą samodzielnie stanowić o "treści" filmu. Ale to chyba nie jest popularny pogląd ;)

    Pozdrawiam!

  • maskey ocenił(a) ten film na: 6

    mrozikos667 Przyjmując, że zdjęcia w filmie były najważniejsze cały czas nie mogę pogodzić się z celowym odbieraniem walorów tym zdjęciom poprzez brak stosowania głębi w obrazie.

    Przyznam, jestem w temacie głębi często wyczulony, dlatego między innymi odrzucam wiele polskich produkcji, gdzie zabieg ten stosowany jest np. niepoprawnie. tym bardziej cenię również polskie autorskie produkcje etiudowe, gdzie obraz jest realizowany poprawnie.

    Ostatecznie odrzucanie głębi obrazu jest dla mnie błędem technicznym (jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi, bo szanuję Zabę). Błąd ten da się w prosty sposób wytłumaczyć choćby tym, że ludzkie oko, będące bądź co bądź podstawą naszego widzenia/postrzegania świata (skoro choćby światło jest szybsze od dźwięku) i oko to rejestruje obraz w oparciu o głębie ostrości - dal, bliż. Odrzucenie tego tworzy obraz na tyle nienaturalny, że po prostu nieprzyjemny. Nie widzę powodów tworzenia nieprzyjemnych obrazów.
    Efekt winiety, jeżeli był on wzbogacony dodatkowym przesunięciem obrazu byłby tak samo rejestrowalny przy poprawnie wykonanych zdjęciach. W kamerze/aparacie można ustawić tak wysoką przysłonę, w oku niebardzo.

    Co do "Tak, dla sztuki. Przyjmijmy że to wszystko w imię sztuki......", użyłem tego nie jako cytat z Ciebie, ale jako próbę kontrargumentu, jakoby nie warto było przyjmować wszystkiego co proponuje autor jako niekwestionowaną sztukę wyższą. Dopuszczam nieudane eksperymenty.


    Istnieje szereg tanich produkcji, typu tasiemce telenowele ale też programy telewizyjne, gdzie budżetowo taniej jest wykonać zdjęcia niższej jakości. Najczęściej kończy się to na płytkim obrazie bez głębi co gdy nie skupiamy się na samym obrazie a na miłostkach Esmeraldy nie robi oglądającemu różnicy (mnie to zawsze wkurzało). W takich przypadkach nikt nie rozpatruje takich rozwiązań jako "łamania konwencji" "nowum w sztuce filmowej" etc.
    Jest to po prostu tani środek. Czy to rzeczywisty argument?

    " ......................istotności winiety, sprzeczne."

    Nie zgodzę się. Istnienie winiety jest takim postawieniem gwiazdki przy tych scenach - tutaj jest punkt wspólny, tutaj jest koncepcja.
    Jej widoczność, to że jest rozróżnialna pełni dla mnie rolę takiej gwiazdki (w tekście). Film jako twór powinien jednak skupiać się na czytelnym obrazie i nie ma co tu uciekać w specjalne dziwne dywagacje. Jeżeli natomiast przysłowiowa gwiazdka odwraca uwagę od treści - która jednak jakaś jest - to mi zapala się czerwona lampka.
    Ale uważasz film za niemal idealny i jesteś gotów przyjąć za jego walor jedynie zdjęcia i ich formę, odrzucając wszystko wokół, z fabułą w tle? Dziwne.

    Założyłem że decyzja jest błędna ^ jak pisałem wcześniej, ponieważ stosują ją zwykle (przyjmijmy nazewnictwo uproszczone) amatorzy. No i jest niezgodna z ludzkim widzeniem świata - niewygodna sama w sobie - mogę odrzucać co niewygodne, nie muszę się tym chłostać w imię sztuki.



    Mimo mimo mimo mimo mimo wszystko, nie napisałeś żadnego konkretu odnoszącego się do samego przeprowadzenia fabuły, czy też esencji formy filmu, CO BY MIAŁO TŁUMACZYĆ POZBAWIENIE OBRAZU GŁĘBI OSTROŚCI.
    Jak wspomniałem. Winieta by działała. Obraz byłby dodatkowo "zniszczony" etc. Dla mnie to mógłbyć błąd. Nie potrafię tego jednoznacznie odrzucić.
    Pozdrawiam

  • mrozikos667 ocenił(a) ten film na: 9

    maskey No dobra, musiałem:

    "Nie widzę powodów tworzenia nieprzyjemnych obrazów."

    Serio? Nie no, ale SERIO?

    Konkrety mające tłumaczyć brak głębi ostrości:
    1) Wychodzenie poza ustalone normy dla samej radochy wychodzenia poza ustalone normy.
    2) Stworzenie nieprzyjemnego obrazu, by wyrwać widza z błogostanu i sprawienie, by zaczął się zastanawiać, dlaczego ktoś robi coś takiego - a robi coś takiego, by przedstawić świat poza domem jako dziwny, nieprzyjemny, nieprzyjazny, pisałem o tym wielokrotnie. Zauważ, że jeśli piszesz o tym, jaki ten brak głębi nieprzyjemny, powinieneś zgodzić się z powyższym.
    3) Popełnienie, jak to nazywasz, "błędu technicznego" (wciąż zastanawiam się, jak coś może być błędem technicznym, skoro zostało zrobione z premedytacją i w konkretnym celu (patrz 2)); z błędem technicznym możemy mieć do czynienia TYLKO wtedy, gdy ktoś wykazał się nieudolnością, nieprawdaż? Czy Zabe wykazał się nieudolnością, stosując takie a nie inne zdjęcia z premedytacją? Przecież to jest cały czas pytanie o definicję słowa, co w tym trudnego?), by przez jego "popełnienie" odwrócić uwagę oglądającego od tego, na co zazwyczaj zwraca się uwagę przy oglądaniu filmów (np. fabuła), a zwrócić ją na coś zupełnie innego (przede wszystkim na "Co to, do cholery, za dziwne zdjęcia?!") - biorąc pod uwagę Twoją opinię, wnoszę, że twórcy odnieśli tu pełny sukces.

    "Ale uważasz film za niemal idealny i jesteś gotów przyjąć za jego walor jedynie zdjęcia i ich formę, odrzucając wszystko wokół, z fabułą w tle?"

    Niemalże. Oczywiście, że zwrócę uwagę na to, co dzieje się na ekranie, na poszczególne wydarzenia, na grę aktorską itd. Jednak jeśli, jak to jest w tym wypadku, wszystko to nabiera sensu dopiero w kontekście konkretnej formy, takich a nie innych zdjęć, to właśnie ocena tych zdjęć staje się dominującym kryterium przy ocenie jakości filmu. Ale co w tym dziwnego, jeśli, jak już zauważyłem wcześniej, film de facto nie ma fabuły?

  • maskey ocenił(a) ten film na: 6

    mrozikos667 Mimo wszystko wolę mniej surowe filmy, korzystające z wszystkich walorów określających kino. Tak czy inaczej ciężko mi się to oglądało przez założenia przyjęte przez twórców - pytanie czy koniecznie trzeba było takie założenia tworzyć by opowiedzieć tę akurat historię. Kończy się to na tym, że wielcy znawcy kina pocą się w powszechnych peanach dla dzieła bo może głupio by było nie docenić wysiłku twórcy i była by to oznaka dyletanctwa..(?)

    Ostatecznie kłuciłbym się, czy zastosowane środki zadziałały poprawnie.
    Obraz nieprzyjemny rzeczywiście skłaniał do refleksji, ale raczej nie nad tym co twórca miał na myśli a raczej czego mu brakowało by wykonać to poprawnie, czy śniadania nie zjadł że się zapomniał, okrojenie pejzaży z takim potencjałem w tak banalny sposób (posługując się stylistyką tanich produkcji telewizyjnych) traktowane w kategoriach zbrodni.

    Co do moich uwag i słabości, zabrakło mi w pracy Zaba, jak to miało miejsce w przypadku poprzednich prac, tej geometrii w obrazie i doborze kadrów - dlatego nie poznałem jego rzemiosła. Okazuje się że tak czy inaczej on jest na tym terenie jedynym tego typu autorem, w filmach głośnych.

  • maskey ocenił(a) ten film na: 6

    mrozikos667 co do meczu rugbystów: czy ja tam dobrze słyszałem polskie głosy? Zwroty: 'kończysz!' , 'dawaj' i kilka innych. Czy mi się przesłyszało?

  • mrozikos667 ocenił(a) ten film na: 9

    maskey Prawdę mówiąc nie pamiętam, ale kiedy o tym mówisz, to coś jakby przez mgłę się przypomina. Ale, przede wszystkim, na pewno słyszałem tam angielski.

  • maskey ocenił(a) ten film na: 6

    mrozikos667 no tak, angielski wiadomo, ale to tak nie zadziwia jak to, jakby tam naprawdę był polski - ot takie zabawne

  • robinson777 no akurat kozioł był całkiem oczywisty do rozgryzienia, bez pomocy reżysera - dołączam się do mrozikos
    Samo to, że widzi go jedynie mały chłopiec wiele wyjaśniało

  • mariouszek ocenił(a) ten film na: 1

    robinson777 twoje wrażenia na temat tego filmu są jak najbardziej adekwatne, moim zdaniem to jeden z niewielu reżyserów, który zasługuje na miano najgorszego wszechczasów.