Arcydzieło

Nie jestem w stanie wyrazić, jak wielkie ten film zrobił na mnie wrażenie. To chyba jeden z najważniejszych dla mnie obrazów, który pozwolił mi lepiej poczuć i zrozumieć kino. Palmę pierwszeństwa oddaję Brando za innowacyjność i łamanie barier i stereotypów w tej roli. Brak mi słów. Nie wspominając, że bardzo podziwiam Marlona Brando jako osobę niezwykle bezkompromisową, to jeszcze jego przetarcie szlaków w tym filmie dla aktorstwa, które znamy w obecnej formie jest niesamowite. Jedna z pierwszych ról w tzw. systemie Stanisławskiego, a mimo wszystko pozostaje wybitna do dziś i niewiele może się z nią równać. Film jest dla mnie przełomowy, nie tylko pod względem tego, że aktorsko i fabularnie to majstersztyk, ale przede wszystkim to jest absolutny przełom. Widzimy Leigh, jak dla mnie jedyną aktorkę, która posiada dwie życiowe role :), wijącą się w 'starym', teatralnym stylu, irytującą do bólu swoim teatralnym jestestwem na tle nowej formy aktorstwa, którą prezentuje Brando. Aktorstwa opartego na psychologii postaci. Bum, zderzenie 2 epok kina. Szkoda, że film jest ocenzurowany i że czasy było takie, że nie można było pokazać zakończenia w sposób nie pozostawiający wątpliwości, natomiast dodaje to chyba temu filmowi jeszcze więcej smaku, gdyż na końcu jest wolne pole do interpretacji :).

35

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: