Ale nie jest. Poziom nieprawdopodobieństwa jaki serwuje nam reżyser jest dyskredytujący. To przecież jego rola przekonać widza, że to co widzi mogło się wydarzyć naprawdę. Zapowiadał się kameralny dramat: mąż, żona po dwóch stronach folii... - czyli niezły potencjał. Niestety jedynym pomysłem jaki miał reżyser było...
Film zapowiada się jak ciekawy film akcji z rozmachem i ciekawą fabułą ,a zmienia się w przegadany dramat, w którym przez ponad godzinę mamy wylewanie żali I PŁACZU i obaw pewnej parki. Jedynie dobre w tym filmie są początek i zakończenie. Około 15 minut filmu. Cała reszta to przereklamowana gigantyczna porcja nudy.
SPOILER!!! Film miał potencjał, który nie został wykorzystany. Niestety, brak logiki i sensu oraz
brakj konsekwencji stanowią największą wadę. Końcówka zespuła film już do końca... Pewnie
w zamyśle reżysera było zszokowanie widza i to mu się po części udało, gdyż zakończenie
mnie powaliło, ale w negatywny sposób....
Widzę ,że inni surowo ocenili film. Jak dla mnie był on świetny bo realistyczny.
Nic bardziej nie denerwuje mnie w filmach jak wydumane naciągane scenariusze
amerykańskie w których mamy bohatera który jest superherosem i strasznym farciarzem.
Otarł się o śmierć ze 100 razy i wyszedł z niej bez szwanku. Na końcu...
jak w temacie...zauważyłam, że w tym filmie można się zakochać lub go odrzucić całkowicie,
ja znalazłam się w pierwszej grupie odbiorców:)
pamiętam jak kilka lat temu późnym wieczorem-zajęta czymś zupełnie innym niż
oglądaniem telewizji (telewizor stanowił za szum w tle)...nagle zaczęłam coraz więcej uwagi...