Przewaznie jest tak, ze jesli przeczytalismy ksiazke, a potem obejrzelismy jej ekranizacje- jestesmy zawiedzeni. Wiadomo- w ksiazce sami sobie robimy obsade, rezyserie, scenografie i klimat...Ale macie moze przyklady na odwrotna sytuacje? Kiedy ekranizacja podobala wam sie bardziej niz powiesc? Albo chociaz byla rownie udana? Czekam na wasze opinie.