Jakie są według Was największe miscasty w historii kina?
Dla nieogarniętych miscast to źle obsadzona rola, która nijak nie pasuje do aktora/roli.
Może to być np. nasze wyobrażenie bohatera książki przeniesione na wielki ekran, na którym zamiast herosa otrzymujemy jakieś chuchro :)
Zacznę od pierwszych, które mi przychodzą od razu do głowy :
1) Adrien Brody w Predators - śmiesznie się oglądało kiedy Suchoklates Pianista gra twardziela w dżungli, który dodatkowo specjalnie obniża swój głos niczym Batman :))
2) Loki Tłuste włosy Hiddleston w "Kong Wyspa Czaszki" - podobnie jak pan wyżej - raczej żałosne patrzeć na Toma w roli badassa. Paniom się podoba, ale nijak nie pasuje.
3) Brie Larson jako "Kapitan Marvel" - trochę z wyprzedzeniem, bo film jeszcze nie wyszedł, ale Carol to atrakcyjna cycata blondyna, a nie Brie "wiecznie znudzona mina" Larson, która mogłaby najwyżej grać bibliotekarkę.
Chwilowo więcej nie przychodzi mi do głowy - mogłaby pasować tu nowa Lara Croft, ale pomimo sporych braków w klatce piersiowej to Alicia Vikander to niezła aktorka, a i z twarzy dosyć ładna. Jakie są Wasze typy?
To samo miałem napisać ;)
Kluczowe dla książek było to, że Roland był biały.
Bez urazy dla Irdisa, ale murzyn to tu na pewno nie pasuje do roli Rewolwerowca...
To samo nowa wersja "Fahrenheit 451".
Znów bohater książki i zwłaszcza rewelacyjnej poprzedniej ekranizacji nagle zczerniał :P
No fakt, "Fahrenheit 451" oglądałem już jakiś czas temu.
Co do Elby, filmowi już bardziej by pomogło gdyby zamienił się rolami z Matthew :) Niektóre wybory castingowe są zadziwiające...
To przecież rasizm!!! xD
Ale nie ma się co śmiać. Elba przymierzany był do roli Bonda, w "Spiderman: Homecoming" jest Hindus, z Venoma zrobili pozytywną postać, no i kobieca wersja "Ocean's 8"...
Czarnoskóry Wiedźmin nawet by mnie nie zdziwił :)