Bartosz Czartoryski

Rozmawiamy z gwiazdami "Domu z papieru"

Wywiad
/fwm/article/Rozmawiamy+z+gwiazdami+%22Domu+z+papieru%22-137137
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Rozmawiamy+z+Markiem+Wahlbergiem-136957

Rozmawiamy z Markiem Wahlbergiem

WYWIADPodziel się

Gwiazdor rozmawia z nami o swoim nowym, zrealizowanym dla Netflixa filmie "Śledztwo Spensera". I nie tylko o tym.

Mark Wahlberg to chłopak z plakatu reklamującego amerykański sen. Przebył bowiem drogę od bostońskiego bad boya do najlepiej zarabiającego hollywoodzkiego aktora, po drodze, jako hip-hopowiec, zaliczając jeszcze pierwsze miejsce na liście magazynu "Billboard". Z nami rozmawia o swoim nowym, zrealizowanym dla Netflixa filmie "Śledztwo Spensera". I nie tylko o tym.

***

Mark Wahlberg: Cześć, jak się masz?

Bartek Czartoryski: Nie najgorzej, a ty?

Tutaj się kończy moja znajomość polskiego, wybacz!

Dobra, skoro obowiązkowy small talk mamy za sobą, to pogadajmy o twojej nowej serii...

Serii? Skąd pomysł, że to będzie seria?

Do tej pory, o ile mnie pamięć nie myli, Spenser jak już gościł na ekranie, to na dłużej.

No tak, masz rację. Sam wychowałem się na serialu telewizyjnym z lat osiemdziesiątych.

Czyli co, sequel już "się pisze"?


Ha, nie wydaje mi się. Rzadko kiedy kręcę sequele i trudno mi nawet wybiec myślami do potencjalnej kontynuacji jakiegokolwiek mojego filmu. Ale tak, Spenser to pojemna postać i jeśli nasz film się spodoba, to z pewnością będzie co pokazać w kolejnej części.

Czy teraz do roli Spensera przyciągnęło cię to samo, to wtedy przed telewizor?

Można tak powiedzieć. Zawsze podobało mi się, że Spenser nie jest klasycznym bohaterem, ale facetem, który z konieczności, kierowany poczuciem moralnego obowiązku, nie może stać bezczynnie, kiedy innym dzieje się krzywda. Lubię też charakterystyczny dla opowieści detektywistycznych czarny humor. No i fajnie, że kręciliśmy w Bostonie, co nie zdarza się często.

A teraz gdzie mieszkasz?

Na drugim końcu kraju.

Nie tęskno ci za Bostonem?

Dobrze mi się żyje w Kalifornii i powiem ci, że Boston jest super, ale w małych dawkach.

Ale, zgaduję, nie pozostaje bez znaczenia, zarówno dla ciebie, jak i dla fabuły, że film osadzony jest w twoim rodzinnym mieście?


I tak, i nie, bo nigdzie indziej historii o Spencerze chyba nie dałoby rady sfilmować. Boston od zawsze miał problemy z korupcją, o której nasz film opowiada, był dość wyraźnie podzielony klasowo, to świetne tło dla rozmaitych intryg. I wydaje mi się przy tym, że to, co dla mnie zwyczajne, znane z autopsji, może niespodziewanie wydać się ludziom przywykłym do filmowego Nowego Jorku czy Los Angeles czymś bliższym rzeczywistości, sąsiadującym z prawdziwym życiem. Dla mnie na przykład seanse z takimi filmami jak "Chopper" czy "Miasto Boga" były trochę jak odkrywanie zupełnie innego świata, choć dla tamtejszych społeczności to codzienność. 

Nie wykluczam, że mnie coś ominęło, ale wydaje mi się, że "Śledztwo Spensera" to, poniekąd, twój powrót do dynamicznych scen akcji, bijatyk na gołe pięści i tak dalej.

Fakt. Od dawna nie miałem pretekstu, żeby tak wysilać się na treningach. Bo, zauważ, nie grywałem ostatnio hollywoodzkich twardzieli, a przynajmniej Peter Berg mnie w takowych rolach do tej pory raczej nie obsadzał. Byłem albo zagubionym żołnierzem, albo pracownikiem na platformie wiertniczej, albo zwykłym gliniarzem. Teraz faktycznie musiałem się przyłożyć. Zresztą samo to, że Spenser jest w dobrej formie, usprawiedliwia fabuła, bo facet nie przetrwałby za kratami, nie dałby sobie rady, jakby nie nauczył się o siebie dbać. Oczywiście spora w tym zasługa nie tylko mojego wysiłku na siłowni i na sali treningowej, ale i choreografii.

"Śledztwo Spensera"
Pociągnę cię jeszcze w tym temacie za język, bo masz udziały w sieci siłowni F45 i czasem lubisz się pochwalić wynikami, jakie osiągasz opracowanym tam systemem. Co to takiego?

To trwające trzy kwadranse, grupowe treningi obwodowe na małej siłowni, które opracowali specjaliści, o stosunkowo niskim progu wejścia, bo zacząć od kopa może zarówno ktoś, kto dopiero po raz pierwszy przestąpił próg siłowni, jak i stary wyjadacz. Bliska jest mi idea zbudowania społeczności, która ćwiczy razem, spędza aktywnie czas. Zwykło się myśleć, że codzienne treningi to nuda, ale nie musi tak być. Trening F45 opiera się na wykorzystywaniu najnowocześniejszych technik i sprzętu i każda sesja jest zupełnie inna od poprzedniej. Zwykle zrywam się o czwartej nad ranem i fajnie jest móc wyjść do ludzi, cieszyć się kolektywną energią.

"Śledztwo Spensera" to już twój piąty film z Pete'em Bergiem. Przypadek?

Bynajmniej! Mamy tego samego agenta, który od dawna próbował nas ze sobą zderzyć, pewnie z przyczyn praktycznych, ale jakoś nigdy nam to nie wychodziło. Aż tych parę lat temu zrobiliśmy razem "Ocalonego", skumaliśmy się na planie i od tamtej pory aktywnie szukamy dla siebie kolejnych projektów. Liczę, że nakręcimy razem jeszcze niejeden film. Ot, cała historia.

Od paru lat filmy akcji regularnie przetykasz komediami, ale czy czujesz się już na tyle pewnie, aby określić się mianem aktora komediowego?

Nie, za krótko to robię. Karierę zbudowałem tak naprawdę na rolach dramatycznych, dopiero potem poszedłem w akcyjniaki, a komedie kręcę stosunkowo od niedawna. Lecz dzięki temu mogę skakać z gatunku na gatunek, spróbować trochę tego i trochę tamtego.

Byłem po obu stronach barykady, poznałem różne strony życia, ale odnalazłem spokój jako człowiek całkowicie oddany rodzinie i swojej wierze.
Mark Mahlberg
Spenser to postać niejako rozdarta między dwoma światami. Jest byłym gliną i byłym skazańcem, a obecnie samozwańczym prywatnym detektywem; nareszcie znalazł swoje miejsce. Mam nadzieję, że nie idę z tymi konkluzjami za daleko, ale przecież ty sam przeżyłeś sporo, zanim naprostowałeś swoje życie i zrobiłeś karierę w showbiznesie.

Nie, absolutnie, to prawda. Byłem po obu stronach barykady, poznałem różne strony życia, ale odnalazłem spokój jako człowiek całkowicie oddany rodzinie i swojej wierze. Wychowałem się w niezbyt fajnym miejscu, dorastałem w trudnych okolicznościach i podjąłem parę niefortunnych decyzji, które jednak doprowadziły mnie do miejsca, gdzie mogłem odmienić swoje życie.

Bazując na tych doświadczeniach, jakim kluczem posłużyłeś się, interpretując po swojemu postać Spencera? U Roberta B. Parkera to postać rodem z chandlerowskiego kryminału, ale twój Spenser to niemalże uliczny mściciel. Ba, nazywają go nawet Batmanem.

Spenser to prosty facet. Nie potrafi stać bezczynnie i patrzeć, jak komuś dzieje się krzywda. Po tym, jak poszedł do pierdla za to, że szukał sprawiedliwości, decyduje się wziąć sprawy, a przy okazji i prawo, w swoje ręce. Zapewne chciałby mieć święty spokój i żyć swoim życiem, lecz nie potrafi być obojętny. I chyba z takim facetem łatwo się człowiekowi utożsamić.

Tobie również?

O tak, jasne. Spenser nie szuka okazji do bohaterstwa, to, jakby nie było, everyman, który nie szuka guza, lecz nie odmówi pomocy bliźniemu. To bardzo ludzkie zachowanie.

Stanąłeś kiedyś przed podobnym wyborem?

Nie, nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji, ale jestem pewien tego, co bym wtedy zrobił.

Nie mam pojęcia, czy się ze mną zgodzisz, lecz chyba najgroźniejszym przeciwnikiem Spensera nie była skorumpowana policja i bandziory, ale jego wygadana, pewna siebie i nie kryjąca urazy eksdziewczyna, Cissy. Iliza Shlesinger jest zresztą znakomita w tej roli.

O tak, cieszę się, że kobiety coraz częściej mają okazję grać podobne postacie i szybko zrównują się ich szanse z facetami na otrzymanie nie tylko odpowiedniego wynagrodzenia finansowego, ale również interesującej roli. Coraz więcej ludzi sprzeciwia się tej niesprawiedliwości. I dobrze.


Iliza Shlesinger
Twój nowy film nie trafi do duży ekran, ale do Netflixa. Streaming zmienił sposób odbioru przez nas treści i nie wszyscy są z tego zadowoleni, sądząc, że odciąga to ludzi od kin.

Jasne, że sporo się pozmieniało, ale to nic złego, przeciwnie. Mamy teraz wybór, czy chcemy pójść na film, czy zostać u siebie. Netflix i kino nie wykluczają się wzajemnie. Zmiany są nieuniknione i jedynym rozwiązaniem jest się do nich zaadaptować i nie zostać w tyle. Żałuję, że nie mam zbyt dużo czasu na oglądanie seriali czy chodzenie na filmy, ale to również przez moją miłość do sportu. Oraz, oczywiście, dzieci, z którymi trzeba dopilnować wszystkiego, od wyciągnięcia ich rano z łóżek i dopilnowania, że mają zadanie domowe, do całej reszty.

Na sam koniec mam dla ciebie trochę niedorzeczne pytanie, bo muzyczną karierę zakończyłeś lata temu, ale czy nie kusiło cię czasem nagrać kawałek do jakiegoś filmu?

Nie, broń Boże! Kiedy dopiero zaczynałem przygodę z aktorstwem, napisałem piosenki na soundtracki do "Strachu" czy "Inteligenta w armii", ale, nie licząc dubbingu, jaki nagrałem do paru animacji, już od bardzo dawna nie odwiedzałem studia.


* Zdjęcie ze strony głównej pochodzi z gettyimages.com autor: Amanda Edwards. 
22