Jakub Socha

Witajcie w nowych czasach

Gorączka złota
/fwm/article/Witajcie+w+nowych+czasach-139318 Getty Images © Amanda Edwards
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Witajcie+w+nowych+czasach-139318
GORĄCZKA ZŁOTA

Witajcie w nowych czasach

Podziel się

W najnowszej odsłonie cyklu "Gorączka Złota" Jakub Socha dzieli się swoimi wrażeniami po obejrzeniu serialu "Mogę cię zniszczyć".

W najnowszej odsłonie cyklu "Gorączka Złota" Jakub Socha dzieli się swoimi wrażeniami po obejrzeniu serialu "Mogę cię zniszczyć". 

***


Dziewczyna idzie ulicą w Londynie i gada do swojej dłoni, w której trzyma telefon komórkowy. Trwa transmisja z jej życia. A więc idzie i gada. Gada bez przerwy – trochę filozofuje, trochę złorzeczy na czym świat stoi i kogo wypadałoby nauczyć moresu, a kogo zwyczajnie ukarać. Na jej plecach łomoczą czarne skrzydła. To efekt spotkania w pewnym klubie, gdzie ludzie przychodzą w przebraniach, piją wino i malują obrazy, co ma pomóc im w życiu w wielkim mieście, gdzie, jak wiadomo, konkurencja, niemiłość, kapitalizm, deweloperzy, tabletki gwałtu i jeszcze ironia. Temperatura rośnie, kadr wypełniają serduszka i komentarze tych, którzy obserwują tę transmisję na żywo. Jest ich coraz więcej, im jest ich więcej, tym ostrzej dziewczyna leci; już oderwała się od ziemi, szybuje gdzieś wysoko. Nagle obok lajków pojawiają się komentarze w stylu: "może umów się lepiej do doktora?", "idź na terapię", "ludzie to dla sukcesu zrobią wszystko". To oraz emotikony symbolizujące niechęć, broń, z której korzystają hejterzy. 

Nie mówię, że gdybym ją spotkał wtedy na ulicy, to szybko zszedłbym jej z drogi. No ale fakt faktem, że scenka jest niepokojąca, a dziewczyna intensywna. Charyzmatyczna, neurotyczna i uparta. Męcząca i pyskata. Zawsze stawia na swoim, nie boi się konfrontacji, potrafi frontalnie zaatakować. Jest jeszcze zdolna. Arabella Essiedu, bo tak się nazywa, niedawno wydała pierwszą książkę złożoną z tweetów, w których opisywała swoje życie w wielkim mieście. Książka okazała się na tyle dużym sukcesem, że szybko podpisano z nią kontrakt na kolejną. Chwilę później przyszedł kryzys twórczy. Arabella jedzie po inspiracje do Włoch, co średnio się sprawdza, wraca więc do domu i do swoich przyjaciół – początkującej aktorki i instruktora fitnessu. W trójkę imprezują, odpoczywają po imprezach, układają plany, co zrobić z wolnym czasem. Przyjaciel nie może się oderwać od Tindera, przyjaciółka ciągle wspomina włoski trójkącik, który jej się przydarzył na wakacjach. Sam seks w "Mogę cię zniszczyć" może i daje chwilową rozkosz, ale przede wszystkim podszyty jest zagrożeniem. 

Witajcie w nowych, starych czasach: metoo, cancel culture, burz w mediach społecznościowych, aplikacji randkowych, nowych słów i nowych granic. Starych punktów oparcia i starych opresji. W tym napięciu między starym a nowym tkwi największa siła serialu. Fabułę napędza dramat – Arabella wychodzi wieczorem do klubu, gdzie ktoś dosypuje jej zły narkotyk do drinka. Budzi się rano z rozbitym łukiem brwiowym, pękniętą szybką w telefonie, pustką w głowie, którą przecinają pulsujące przez sekundę obrazy uchwycone pod dziwnym kątem, a także traumą wykrzywiającą pamięć, co zmienia jej ogląd świata. Dziewczyna szybko zaczyna przerabiać to doświadczenie w coś na kształt dziwnego, wielokanałowego widowiska. Projektuje książkę, bierze udział w debatach, interwencjach, rozstawia po kątach swoich przyjaciół, romansuje, porządkuje przeszłość, żartuje z policjantkami. Większość z tych rzeczy zostaje utrwalonych w ten lub inny sposób na jej telefonie.

Michaela Coel świetnie wydobywa dzisiejsze paradoksy i zapętlenia.
Jakub Socha
Michaela Coel, która wymyśliła i napisała "Mogę cię zniszczyć" oraz zagrała w nim główną rolę, świetnie wydobywa dzisiejsze paradoksy i zapętlenia. Oświetla cienką granicę, po której trzeba stąpać, pokazuje supełki, których nijak nie da się rozwiązać. To, że można być jednocześnie ofiarą przemocy i jej sprawcą. To, że system karny może na przykład w delikatny sposób pochylić się nad dramatem Arabelli i równocześnie potraktować bez jakiejkolwiek empatii przypadek jej przyjaciela geja, który też w pewnym momencie pada ofiarą przemocy seksualnej. To, że przyjaciółka, która zawsze jest gotowa do pomocy, równocześnie w momencie, gdy Arabella tej pomocy potrzebowała, zwyczajnie zawiodła. Ale zawiodła także dlatego, że gdy w przeszłości Arabella bawiła się na całego, nie prosiła przyjaciółki, żeby ta zabrała ją taksówką do domu, zanim stanie jej się krzywda. 

Kolejna scena: w jednym z pokoi w czasie imprezy toczy się rozmowa, w której czarnoskóry przyjaciel Arabelli opowiada, że nie zamierza rezygnować z mięsa i nic sobie nie robi z moralnych lekcji o tym, że świat umiera, bo jakoś nie może sobie przypomnieć, żeby ktoś wcześniej z równie wielką troską przyjmował się tymi wszystkimi przejawami niesprawiedliwości, z którymi on się musiał mierzyć. Trwa licytowanie się na winy, relacje społeczne podszyte wściekłością i desperacją, weekendowy hedonizm, krótkie kursy doszkalające przy pomocy Googlea, żeby dowiedzieć się, jakie zachowania podpadają pod przemoc seksualną – to magma, w której poruszają się bohaterowie. I magma, z której za wszelką cenę chcą się wydostać. Moment, gdy Arabella wygłasza gorączkową odezwę do świata ze skrzydłami na plecach, jest też momentem zatrzymania i spojrzenia na swoją misję wyzwolenia społeczeństwa z konserwatywnych złogów z dystansem. Rewolucyjna energia – potrzebna do tego, by odesłać do lamusa wszystkich przemocowców, przemienić ludzi w samo dobro, uczynić świat lepszym – niepostrzeżenie gaśnie, pęd do przodu przeradza się w odwrót, który okaże się dobrym rozwiązaniem.

Gdzieś na trzecim planie plącze się w serialu współlokator Arabelli. Chłop bez chłopaka, bez dziewczyny, biały chłopak, który rzadko wychodzi w domu. Ogląda programy komediowo-naukowe, pielęgnuje rośliny. Jasne, jest pewnie dość samotny, ale serce przynajmniej nie wali mu jak szalone, nie wyskakuje co chwilę z klatki piersiowej. Żyje sobie takim średnim życiem, bez ekscesów, ale i bez problemów. I nagle okazuje się, że to właśnie ten model staje się punktem odniesienia. Niedawni imprezowicze, kompulsywni kochankowie odzyskują spokój, zyskują szczęście, gdy zwalniają obroty i na przykład znajdują sobie stałych partnerów. Dla przyjaciela Arabelli nowym otwarciem staje się spotkanie z facetem, który na pierwszej randce proponuje kolację, a nie seks. Sama Arabella osadza się w sobie, gdy przestaje włóczyć się po mieście i wygrażać całemu światu. Gdy siada na tyłku w swoim pokoju, żeby dokończyć książkę, a potem już tylko czekać na sukces. Ten sukces, który Coel tak otwarcie wprowadza na scenę, sukces w wielu wariantach i na wiele sposobów, nie prezentuje się zbyt prawdziwie, to po prostu jedna z form zaklinania rzeczywistości.
36