Sny o pociągach
Frankenstein
Springsteen: Ocal mnie od nicości
Podsumowanie filmowe 2025
Lista klasyczna 20 tytułów
Moje zestawienie 20 filmów z datą produkcji 2025, które obejrzałem do marca 2026 roku.
1: Z sensem życia zawsze jest tak samo. Czy biorą się za niego poważni filozofowie, czy prości drwale, ostatecznie dochodzą do tych samych refleksji. Refleksji, które są ulotne i nieuchwytne, bo żadna z nich nie jest pewna. Każda przynosi zwątpienie, ale i nadzieję. Po co jeszcze żyję? Po to, aby dowiedzieć się po co żyję. Czy ostatecznie się dowiem? Czy stanę się pustelnikiem? Jeśli tak, to nic złego. Świat potrzebuje pustelnika tak samo jak i pastora. Kto opowiada o moim życiu? Jaka jest to opowieść? Czy doświadczę tej chwili, gdy doznam połączenia z tym co było, jest i będzie? Gdy nadejdzie ten moment, że dostrzegę prosty sens życia, moje życie będzie się zbliżać do końca. Świat będzie się zmieniał. A ja stanę się częścią tego starego świata. I mądry ten film Clinta Bentleya. Prostolinijnie mądry. Mądry mądrością prostego drwala, nie filozofa. A Joel Edgerton był wspaniałym drwalem. I była metafora, nie jedna, nawet kilka. A może to był sen? I dokąd jedzie ten pociąg?
2: Powieść M. Schelley jest ponadczasowa, bo zawiera w sobie tak wiele elementów dotykających istoty człowieczeństwa, nad którymi ludzie zastanawiali się w przeszłości, zastanawiają się współcześnie i będą zastanawiać się w przyszłości. Pełen integalny człowiek to ciało, duch i umysł i w tych obszarach dokonuje się rozwój osoby ludzkiej. Dla mnie film Del Toro to opowieść o wychowaniu, jak kształtuje ono człowieka, czyni go dobrym lub złym. To opowieść o grzechach ojców, które przechodzą na synów. To opowieść o tragizmie ludzkiej egzystencji, która od narodzin zmierza ku śmierci etc., etc... I jeśli chodzi o ten film, to kumulują się w nim stałe obsesje Guielmo, te które były już motywami jego wcześniejszych produkcji. Jego plastyczny umysł i umiejętność przenoszenia tych wizji na ekran też tu działają. Ale są też wady. Momentami film popada w ckliwość i melodramatyzm, szczególnie w opowieści potwora. Nie zawsze efekty cyfrowe są na dobrym poziomie (okropne wilki). Ale jest to Dzieło.
3: O czym jest ten film? Że o Springsteenie? Otóż nie. To jest film o depresji, o przepracowaniu traum z dzieciństwa, o demonach z przeszłości. A przy okazji tym, którego dotyczą te "choroby duszy" jest sam Bruce Springsteen, w związku z czym dostajemy wgląd w pewien etap jego życiorysu. Film jest kameralny. Praktycznie nie ma w nim scen z dużych koncertów, za to często widzimy artystę z gitarą, harmonijką i zeszytem do zapisu piosenek, w zaciszu jego domu. Film skupia się praktycznie tylko na aspekcie wewnętrznych zmagań piosenkarza, w związku z tym nie można uznać go za typowy biopic, w którym poznajemy szeroką perspektywę biograficzną bohatera. Jednakże jest w tym obrazie też uchwycona pewna prawda o muzyce "Bossa". Osobiście do mnie film trafił, a twórczość Springsteena zawsze była dla mnie ważna. Pochwały należą się też odtwórcy głównej roli - Jeremiemu Allenowi Whitowi. Oczywisty wybór kastingiwy, okazał się jak najbardziej trafny. Szkoda, że pominięto tą kreację przy Oscarach.
4: Zacznę od tego, że naprawdę dobrze się bawiłem na seansie nowego Predatora i uważam, iż jest to dobre kino rozrywkowe. Ale, ważna kwestia, widzowie którzy kochają pierwszy film oraz uważają, że jego "silnik fabularny" oparty na motywie polowania kosmicznego łowcy na ludzkiego wojownika jest esencjonalny i nienaruszalny dla tej serii, niech lepiej trzymają się z dala od filmu Dana Trachtenberga. Inaczej będą sfrustrowani. Ta realizacja jest czymś zupełnie innym niż to co prezentowała ta seria. I uważam, że to dobrze. Ale, drugie ale - czy nastąpiła tu "disneyzacja" Predatora? Tak, nastąpiła. Są miecze świetlne jak w SW, są sympatyczne stworki jak u Pixara, jest akcja i humor a la Marvel, jest emocjonalny morał o sile rodziny i przyjaźni, jak w familijnych filmach Disneya. Czy mam z tym problem? I tak, i nie. Z jednej strony dostałem rozrywkę, z drugiej wolałbym mniej infantylnych treści. I świat Predatora tylko pozornie jest tu rozwinięty, na Yautia Prime jesteśmy tylko przez chwilę.
Wojna
2025
5: Film kameralny, zarówno jeśli chodzi o skalę lokacji oraz zakres czasowy. Stoi detalem i niuansem, które pieczołowicie rekonstruuje. W istocie, antywojenny.
Steve
2025
6: Film "wrzuca" widza w sam środek armagedonu, kataklizmu, wyniszczającej siły natury, czyli w dzień z życia placówki wychowawczo-resocjalizacyjnej dla trudnej młodzieży męskiej. Ma bez wątpienia walory świadomościowe, widz dowiaduje się z czym mierzą się pedagodzy pracujący w takich ośrodkach. Podążamy za tytułowym Stevem, dyrektorem placówki, który walczy każdego dnia o swoich wychowanków oraz o utrzymanie ośrodka, jak również z własnym stanem podupadającej psychiki. Kryzysy goni kryzys, nie ma czasu na oddech, na wyzbycie się stresów i napięć. Film dobrze oddaje klimat i atmosferę, jak również problemy kumulujące się w takiej instytucji. Niezła reżyseria umiejętnie podkreśla stan wszechogarniającego haosu i dynamikę jej przestrzeni. Cillian Murphy tworzy pełną autentyzmu, przejmującą kreację. Film leży sobie na Netflixie, naprawdę warto po niego sięgnąć. O niewielu produkcjach tej platformy można z pełnym przekonaniem tak powiedzieć.
7: Nie można zaprzeczyć, że ten film jest bardzo nowocześnie i atrakcyjnie zrealizowany. Na plus zaliczyć można mu też występ Brada Pitta. Na minus to przede wszystkim scenariusz, zarówno jeśli chodzi o sam projekt fabuły oraz to jak jest on napisany. Schematyzm i wtórność odbierają temu dziełu nie tylko oryginalność, ale i po części również zwykłą radość z seansu. Postacie papierowe, bez żadnej podbudowy psychologicznej. Obraz tytułowego sportu też jest tu uproszczony i momentami mało autentyczny, choć rozumiem, dlaczego twórcy tak podeszli do tego tematu. Zatem, jak widać ten film ma wiele wad, niemniej jednak jest to ten rodzaj kina, któremu bardzo dużo się wybacza. W każdym razie, ja wybaczyłem.
8: Kathryn Bigelow postanowiła przypomnieć widzom, że już od dawna mieszkamy w domu pełnym dynamitu. Zrobiła to w niezłym filmowym stylu, realizując dramat o ataku rakietą z ładunkiem nuklearnym na Stany Zjednoczone. Pomimo, iż film rozgrywa się w większości w gabinetach decydentów, czy też w centrach zarządza kryzysowego, a na ekranie śledzimy akcję głównie w formie dialogów, jego dynamika jest duża, a napięcie wysokie. Jednak nie wszystkie decyzje twórcze i kreatywne podjęte przez reżyserkę przypadną wodzom do gustu. Zapewne dużo kontrowersji wzbudzi m.in. zakończenie. Osobiście mam też wątpliwości co do haosu w łańcuchu dowodzenia, jaki twórcy ukazują na ekranie, w związku z zaistniałą sytuacją. Wierzę, a przynajmniej chcę wierzyć, iż w realnym scenariuszu wszystko odbywałoby się bardziej profesjonalnie. Reasumując, w mojej opinii film jest wart seansu. Przynosi refleksję, której wizja jest, jak głosi tytuł pewnego filmu o przygodach Jacka Ryana - sumą wszystkich strachów.
9: Bez wątpienia ten film to ciekawy przypadek łączenia gatunków, kontekstów i metafor. Nie dla każdego będzie to strawne filmowe danie, ale warto spróbować.
10: Memento mori i memento amoris, dwie frazy, które brzmią tak podobnie, ale wskazują na tak różne części składowe ludzkiej egzystencji. Nie spodziewałam się usłyszeć ich w horrorze o zombie. Trzeba jednak rzec, że ma ten film pewną głębię w snutej opowieści, w warstwie intelektualnej oraz w obrazku. A jeśli chodzi o ten ostatni, to potrafi też nie raz dać wodzowi po twarzy.
11: Darren Aronofsky jest twórcą nietuzinkowym, który poszukuje artystycznego spełnienia. Raz mu wychodzi lepiej, raz gorzej. Tym razem, wydaje się, że postanowił zabawić się w Quentina Tarantino, bo chyba nie będzie nadużyciem stwierdzenie, iż rzeczony omawiany film, ma posmak stylu Tarantino. A poza tym to film, który myli tropy tonalne, raz jawi się jako kryminał, by za chwilę być tragikomedią, potem bawi się z widzem, dając mu komedię, a dalej jest dramat psychologiczny itd. Reżyser zgromadził tu też zacną obsadę. Austin Butler to nowy Brad Pitt, a jego kastingiwe wybory pokazują, że wciąż szuka twórczego ujścia dla swojego talentu. I jest też Zoe Krawiz. Każdy jej występ rodzi pytanie, czemu jeszcze nie jest gwiazdą pokroju innych znanych hollywoodzkich aktorek z jej pokolenia. Ale prawdziwy hit to bracia hasydzi w kreacji Lieva Schreibera i Vincenta D'Onofrio. Ich interakcje na ekranie to czyste złoto. Takiego dziwnego duetu nie powstydzili by się zarówno Tarantino jak i Ritchie.
12: Dużo dobrego można powiedzieć o nowym filmie Riana Johnsona. Jako, że to opowieść kryminalna, docenić należy koncept na fabułę i intrygę, a także jakość scenariusza. Przy tym wszystkim mamy ciekawego głównego bohatera, i nie jest nim nasz znajomy detektyw Blanc, lecz młody, ideowy ksiądz Jud, który przechodzi tu ciekawą, osobistą drogę. Wybór środowiska, w jakim rozgrywa się akcja daje reżyserowi asumpt do różnych, często zabawnych tyrad światopoglądowych, a także podbija klimat historii. Reżyser rozdaje też na prawo i lewo różne prztyczki, nie oszczędza nawet samego Netflixa. Także mamy tu samoświadomy meta żarcik, że niby N to umie tak z siebie się pośmiać. Urocze. Żeby nie było, intryga ma tu też słabe punkty, i w kilku miejscach gumka od bielizny jest mocno naciągnięta. Plus, minus jak dla mnie, słabe wykorzystanie postaci z drugiego / trzeciego planu. Szczególnie żal mi zupełnie pobocznej Cailee Spaeny. Ale Josh Brolin umie w księdza kaznodzieję. Chyba najlepsze "Na noże".
13: Film super bezpieczny, a szkoda, bo było tu kilka punktów zaczepienia, aby rozwinąć tą opowieść w bardziej ciekawym kierunku. Ja osobiście najbardziej żałuję niewykorzystania wątku Silver Serferki, który miał potencjał, aby dać mu nieco głębi i poprowadzić w bardziej złożoną moralnie stronę. Jednak, można uznać, że dwa pierwsze akty tego filmu są dobre, zaś trzeci jest dość przeciętny i ciągnie całość w dół. Np. mamy świetną sekwencję pościgu w kosmosie Serferki za naszą fantastyczną ekipą, podczas której dzieje się wiele rzeczy na raz. Momentami film ma naprawdę bardzo dobrze zbudowaną dramaturgię. Poza tym jego stylistyka i koncept na kreację świata przedstawionego są również udane; widać, że poświęcono temu czas i starano się zarobić z tym coś kreatywnego. Aktorsko jest w porządku, może nieco zawiódł P. Pascal w roli Reeda, z tym że postać ta wydaje się niedopracowana nie tylko od strony aktorskiej, ale i scenariusza. Kończąc, uważam, że F4 jest ciekawsza od Supermana J. Gunna.
14: Prawie nie mogę uwierzyć, że Marvel zrobił wreszcie dobry film. I co ciekawe, najlepszy jest jego trzeci akt, który powoduje, że cała produkcja jest lepsza. Rzekłbym nawet, iż to co zostało tu zaprezentowane odbiega od tego, do czego przyzwyczaił nas Marvel. Wątek Boba uwzniaśla całość tej historii, nadaje jej sensu, a nawet i pewną głębię psychologiczną. Oczywiście nie znaczy to, że ten film nie ma swoich wad. Scenariusz jest dość przeciętny, przewidywalna intryga, brak czasu na zbudowanie silniejszych relacji w drużynie, przez co nie czuć chemii pomiędzy postaciami, momentami irytujący Red Guardian. Mimo wszystko jednak, należy uznać seans Thunerbolts za naprawdę satysfakcjonujący. Fajne zobaczyć znowu Buckiego.
15: To jeden z tych filmów, o których nie da się powiedzieć za bardzo nic złego, ale seans jest mało angażujący, pozbawiony emocji. W przypadku "Szpiegów" na szczęście wynagradza to w pewnym stopniu obcowanie ze świetną obsadą i solidnymi kreacjami aktorskimi. Poza tym produkcyjnie jest elegancko, stylowo, ale i jednocześnie, dość teatralnie. Ostatecznie jednak nie będzie to film, który na dłużej zapamiętam.
16: Sporo sobie obiecywałem i na wiele liczyłem, jeśli chodzi o nowy film PTA, gdyż mówi się o nim dużo dobrego, a często i nawet w superlatywach. Niestety, po seansie mam mocno mieszane odczucia. Fabularnie film mnie odrzucił. Nie rozumiem też jakimi ścieżkami intelektualnymi podąża reżyser, co próbuje przekazać swoim dziełem. Czy to pochwała myśli i postaw rewolucyjnych? Czy to jakaś satyra na supremację białych mężczyzn w Stanach? Z kolei najbardziej przemówił do mnie motyw walki o dziecko i wszystko, co wokół tego wątku się dzieje, w tym też kwestia ojcostwa. Z tym, że oczywiście ten film nie ogranicza się tylko do tego aspektu. Od strony realizacyjnej obraz jest na bardzo wysokim poziomie. Każdy poszczególny jego element jest dopracowany. Warsztat reżyserski PTA niezmiennie budzi szacunek. Aktorzy grają w kluczu tragikomedii, są to solidne kreacje, choć same postacie nie wzbudzają sympatii widza. Zapewne ten film należałoby bardziej docenić, jednak osobiście odbiłem się od niego.
17: Ładny film, ale jest to trochę dziecko swoich czasów. Musi być dużo, głośno, szybko, efektownie, musi być pełno nawiązań, podtekstów, kontekstów, odwołań, mrugnięć okiem do widzów itd. Ten film jest przebodźcowany. A zarówno dzieci, jak i dorośli potrzebują czasem zwolnić, pomyśleć, zadumać się nad tym co widzą. Narzekam, wiem. Chyba po prostu za stary na to jestem.
18: Fabuła nieco banalna i przewidywalna, ale aktualność tematyki relacji SI oraz robotów z ludźmi, a także świetna rola S. Thatcher, to mocne atuty tego filmu.
19: Powieści Kinga na podstawie, której jest ten film, nie czytałem. To zapewne lepiej dla jego odbioru, bo przy seansie czułem, że czegoś w tej filmowej opowieści brakuje. Sam koncept wielkiego marszu jest strasznie absurdalny, aż trudno uwierzyć, że jakaś wersja postspołeczeństwa w przyszłości wcieliłaby w życie taką ideę. Metaforycznie odbieram ten film przede wszystkim jako krytykę agresywnego kapitalizmu. Natomiast to co jest tutaj najlepsze to relacje pomiędzy uczestnikami marszu i świetne kreacje aktorskie Coppera Hoffmana i Davida Jonssona. Pozostała cześć młodej ekipy także zaprezentowała się porządnie. Trzeba podkreślić, iż nie każdemu ten film przypadnie do gustu, aczkolwiek ma w sobie pewną wartość.
20: Ze skrajności w skrajność, czyli po "mrocznym" Supermanie Zacka Snaydera dostajemy wesołego i luźnego Supermana Jamesa Gunna. I dotyczy to zarówno pomysłu na samą postać, jak i na ogólny ton tego widowiska. Szanuję Jamesa Gunna, ale uważam, że nowy Superman nie powinien być Strażnikami Galaktyki vol. 4. Bez wątpienia James Gunn umie w emocje i relacje i to są właśnie największe atuty tego filmu. Poza tym jest tutaj też kilka naprawdę atrakcyjnych popisów wizualnych. Gorzej ma się rzecz z fabułą. Po seansie odczuwałem ból oczu od częstego przywracania nimi. Aktorsko jest poprawnie, ciężko stwierdzić, że ktoś z ekipy wybija się w sposób szczególny swoją kreacją. Mam jednak nadzieję, iż to nowe uniwersum DC od Jamesa Gunna będzie zróżnicowane tonalnie i kolejne filmy nie będą w gunnowym stylu. Co za dużo, to niezdrowo.