Kiczuchostwo straszne, mało ma wspólnego z prawdziwą Red Sonją, ale... nieźle się to ogląda. Mimo drewnianej gry aktorskiej (prawie poziom Gal Gadot), pełnych krindżowego patosu i wysrywu CGI, nie nudziłem się. Szkoda, że casting został tak strasznie zwalony, bo Pani Lutz ma aktorski range gorszy niż "Deska" z "Edd, Ed n Eddy". Złol momentami przeuroczy, nie wiem, czy on próbował być straszny, czy właśnie na przekór taki śmieszny i słodki, ale za każdym razem jak był na ekranie - uczta dla widza. Bawiło mnie pokonanie cyklopa rodem z Dragon's Dogmy - przez chwilę można pomyśleć, że to ekranizacja tejże gry, a nie pełnych przemocy i seksu komiksów z lat 70-80. Choreografia walk momentami całkiem całkiem, momentami strasznie chaotyczna i nie wiadomo co gdzie i jak, momentami przezabawna (współczesne Hollywood, gdzie mała kobietka nie pokonuje wielkich wojów sprytem, szybkością i zręcznością, tylko siłą godną Hafthora Bjornsona). Warto, jak ktoś lubi fantasy i nie ma żadnych oczekiwań.