Der Teufel kam aus Akasava
Wampiryczne lesbijki
Eugénie
Soledad Miranda – tajemnicze thrillery i erotyczny urok lat 70
Lista rankingowa 23 tytuły
Ranking jej filmów pokazujących zmysłowe, mroczne jak i mniej znane produkcje.
Rolę Soledad Miranda w filmie "Der Teufel kam aus Akasava" można określić jako na swój sposób historyczną. Była to jedna z jej ostatnich kreacji przed tragiczną śmiercią aktorki w wypadku samochodowym, do którego doszło niedługo po zakończeniu zdjęć. Jesus Franco, wyraźnie zafascynowany jej urodą, hipnotycznym spojrzeniem i fotogenicznością, prowadzi kamerę w sposób podkreślający jej obecność - nawet wtedy, gdy scenariusz nie daje jej wiele przestrzeni. Miranda tworzy tu postać o wyraźnej dwoistości. Z jednej strony jest chłodną, wyrachowaną agentką działającą z jasno określonym celem odnalezienia tajemniczego kamienia Akasava. Z drugiej zaś przyjmuje rolę uwodzicielskiej kobiety, wykorzystującej swój urok jako narzędzie infiltracji środowiska związanego z niebezpiecznym kryształem. Po latach drugoplanowych występów, dopiero współpraca z Franco w latach 1969-1970 otworzyła jej drogę do międzynarodowej rozpoznawalności w kinie gatunkowym, szczególnie w nurcie exploitation.
Premiera filmu odbyła się rok po śmierci Soledad Mirandy, więc aktorka nie dożyła momentu, w którym jej wizerunek stał się kultowym symbolem wampirzycy. Prawdopodobnie, gdyby nie tragiczny wypadek, zdobyłaby wielką międzynarodową sławę. Jako wampirzyca pasowała idealnie - niby człowiek, a jednocześnie istota z innego świata; eteryczna, a zarazem silna. W swojej najsłynniejszej roli miała niesamowity magnetyzm, grając niemal samą mimiką, bez zbędnych słów. Sam Franco twierdził, że Soledad była jedyną aktorką, która rozumiała jego surrealistyczną wizję bez tłumaczeń. Sukces filmu był tak duży, że Miranda zaczęła otrzymywać poważne propozycje z dużych wytwórni. Niestety, w sierpniu 1970 roku, gdy materiał był w fazie montażu i udźwiękowienia, zginęła w wypadku samochodowym. Widzowie na premierze zobaczyli aktorkę u szczytu piękna: o wyglądzie modelki i charakterystycznych, wielkich, smutnych oczach.
Magnetyczne spojrzenie, tym grała głównie Soledad Miranda. Grała przede wszystkim oczami, które są smutne, co można interpretować jako cechę osoby silnie opętanej przez ojczyma, a przez to wciąż na swój sposób niewinnej. Na początku filmu jej Eugenie jest ucieleśnieniem niewinności, niemal eteryczną dziewczyną. Jednak pod wpływem psychologicznej manipulacji ojczyma Soledad stopniowo zmienia środki wyrazu; staje się osobą bez skrupułów, co wydaje się przerażające. I o to chodziło Franco - potrafiła ona jako krucha postać oddać zarówno niewinność, jak i okrucieństwo, przybierając wtedy maskę obojętności. Jej postać porusza się jak w sennym koszmarze. Dzięki temu film zyskuje wymiar surrealistyczny, bo Eugenie wydaje się być duchem, który błądzi po świecie de Sade’a. Rola ta, ze względu na tragiczny finał filmu oraz rzeczywistą, przedwczesną śmierć aktorki niedługo po zakończeniu prac nad filmami Franco, nabrała wymiaru wizji proroczej, że zginęła akurat po takich mrocznych rolach.
Soledad Miranda zagrała swój pierwszy drobny epizod w wieku około 17 lat jako Księżna Brandenburgii. W tej roli nie wypowiedziała ani słowa - pokazała się jedynie na chwilę jako arystokratyczna dama wśród elity w tytułowym Tabarin Club. Jej obecność miała olśnić wuja i brata głównej bohaterki, udowadniając, że występy w lokalu przyciągają najwyższe sfery, a nie zwykłych ludzi. Wbrew późniejszym legendom o oficjalnych castingach, Jesus Franco wypatrzył Soledad prywatnie w domu gwiazdy filmu, Mikaeli, u której młoda artystka wówczas mieszkała. Reżyser, urzeczony jej niezwykłą fotogenicznością, od razu zaproponował jej udział w filmie. Przed samym wejściem na plan Soledad zdecydowała się na zmianę nazwiska. Wyciągnęła karteczkę z pseudonimem Miranda z kapelusza, w którym przygotowała różne propozycje wraz z rodziną. Gdyby nie jego wybór, Miranda prawdopodobnie zostałaby tancerką flamenco, ale dzięki temu drobnemu epizodowi dostrzegła ją branża i jej kariera od razu nabrała tempa.
5
Ursus
1961
Zagrała w tym filmie postać niewolnicy Fillide, uwięzionej na wyspie rządzonej przez okrutną królową i kastę kapłanów. Rola była drugoplanowa, ale tym razem jej nazwisko pojawiło się już w napisach początkowych. Pojawiła się w trzech krótkich epizodach: jako jedna z dziewcząt z tłumu podczas audiencji Ursusa u królowej. Kamera centralnie ujęła jej twarz, stosując ujęcie bardzo podobne do tego z jej debiutu w ubiegłym roku. Można ujęcie uznać za wyjątkowo udane, ponieważ zostało tak skomponowane, jakby tylko ona stała wśród innych kobiet, co zostało zapamiętane przez branżę. Kolejne sceny to praca przy płukaniu złota oraz finałowy bunt przeciw królowej. Film zajął 28. miejsce w TOP 100 najpopularniejszych filmów we Włoszech w tamtym sezonie. Pozornie wydaje się to odległą lokatą, ale dzięki temu ponad 3 miliony widzów zobaczyło Mirandę. Przemysł filmowy zauważył, że jej uroda silnie oddziałuje na widownię, co było kluczowe, gdyż takie produkcje lubiła głownie męska widownia.

La bella Mimí

6
Czy to był debiut Mirandy, czy w "La Reina del Tabarin"? Filmy wyprodukowano w odstępie zaledwie kilku miesięcy w 1961 roku. W La bella Mimi wystąpiła jeszcze jako Soledad Rendon, natomiast w "La Reina del Tabarin" użyła już pseudonimu Soledad Miranda. W obu nie została wymieniona w czołówce, a ponieważ "La bella Mimi" trafiła do kin z opóźnieniem dopiero w 1963 roku. To właśnie "La Reina del Tabarin" należy uznać za jej kinowy debiut, w którym widzowie mogli ją ujrzeć po raz pierwszy. Zagrała przewodnią tancerkę, a jej rola polegała na wykonywaniu numerów tanecznych, najdłuższy z nich oglądamy zaraz na początku filmu. Mając wtedy zaledwie 16 lat, była uśmiechnięta i widać było talent, którym olśniewała na lokalnych festynach Sewilli już od 8 roku życia. Prawdopodobnie w otrzymaniu tej roli pomogła jej ciotka Paquita Rico, będąca wówczas wielką gwiazdą w Hiszpanii. Porównując wygląd Soledad z tego filmu do jej roli w "Ursusie" (choć oba tytuły z 1961 roku), tutaj wygląda bardzo młodo.
Choć to rola w Ursusie pozwoliła branży filmowej zapamiętać Soledad Mirandę, to w "Cancion de cuna" jej status został oficjalnie przypieczętowany już w napisach początkowych. Jej imię i nazwisko zostało tam mocno wyeksponowane, po liście uznanych aktorów pojawia się osobna plansza z napisem: "Przedstawiamy Soledad Mirandę w roli Teresy". Takie wyróżnienie, umieszczone w miejscu tuż przed nazwiskiem reżysera, było jasnym sygnałem dla widza, że ma do czynienia z wyjątkowo obiecującym talentem. Od samego początku kariery producenci czuli, że ma w sobie to coś, co przyciągnie widzów do kin, a trzeba przyznać, że oni rzadko się mylą. Od 28. minuty filmowa Teresa przejęła główną rolę; grając wśród starszych mniszek ubranych w habity, ona - z rozpuszczonymi włosami i w pięknym stroju z epoki, skupiała uwagę swoją młodością i urodą. Nie była to tylko wyuczona rola, pokazała w niej samą siebie: radosną, młodą dziewczynę. Film był dla branży jasnym sygnałem: Miranda potrafi więcej niż tańczyć.

Cuatro bodas y pico

8
W swoim piątym filmie Soledad Miranda wystąpiła już jako uznana gwiazda, a jej nazwisko pojawiło się w obsadzie na samym początku, tuż obok Antonia Garisy a dopiero po nich wymieniono resztę aktorów. Garisa zagrał jej ojca, który mówił o sobie, że jest nim "po pierwsze z powołania, a po drugie z konieczności". Aktorkę można zobaczyć w strojach typowych dla epoki, rozkloszowanych spódnicach i dopasowanych bluzkach, a kamera nieustannie podkreśla jej regularne rysy twarzy oraz ciemne oczy. Jako ciekawostkę zaprezentowano ją również w sukni ślubnej. Rola ta była ważna, gdyż pozwoliła jej zaistnieć w masowej wyobraźni widzów jako słodka i niewinna dwudziestolatka, grająca ukochaną córeczkę tatusia. Prawdopodobnie celowo Miranda pojawiała się na ekranie częściej niż jej trzy filmowe siostry. Był to zapewne wybór branży mający na celu promocję nowej piękności, którą planowano obsadzać w kolejnych komediach.

Las Hijas de Helena

9
Film "Las hijas de Helena" miał znacznie szerszą dystrybucję i kampanię reklamową niż "Cuatro bodas y pico", bo wystąpiły w nim znane gwiazdy kina hiszpańskiego. Dzięki temu Mirandę mogło więcej widzów zobaczyć i zapamiętać, mimo że jej rola była drugoplanowa, a wśród filmowych sióstr rolę pierwszoplanową miała Laura Valenzuela. Zaprezentowała się w estetyce lat 60. jako pogodna, młoda dziewczyna. Zastanawiająca jest ta zmiana wizerunkowa, bo tylko dekada dzieli ją od mrocznych ról u Franco. Jeśli ktoś nie oglądał jej wczesnych filmów, mógłby w to nie uwierzyć. Podsumowując, można przypuszczać, że weszła w dorosłe życie jako przyszła wielka gwiazda kina hiszpańskiego. Lecz potem w jej karierze nastąpiła przemiana - lub po prostu była tak uzdolnioną aktorką, że potrafiła zagrać wesołą dziewczynę, a dekadę później mroczną wampirzycę. Z ciekawostek: w filmie przez pierwsze 15 minut gra w sukni ślubnej.

Eva 63

10
Eva 63
1963
To pierwsza rola Mirandy, w której kamera nie skupia się wyłącznie na jej urodzie. Zagrała dziewczynę, która przyjechała do dużego miasta szukać własnej drogi. Szyjąc ubrania u ciotki krawcowej, marzy o sławie piosenkarki i tancerki. Praca ta zdecydowanie nie jest spełnieniem jej marzeń. W 50. minucie filmu otrzymujemy próbkę jej umiejętności taneczno-wokalnych. Próbuje wtedy oczarować starszego mężczyznę, licząc na to, że załatwi jej pracę w TV. Analizując tę piosenkę, można uznać ją za manifest młodych dziewczyn przyjeżdżających do miasta w pogoni za karierą. Miranda pokazuje swoją przewagę młodości i energii nad statecznym, starszym pokoleniem, śpiewając: "Chcę żyć i żyć! Chcę żyć intensywnie! Chcę śpiewać i marzyć, chcę tańczyć i śpiewać. I śnić... Chcę żyć i żyć! I śnić... Chcę żyć i żyć! Zanim pokochasz - żyj, żyj. Zanim pokochasz staw czoła życiu z odwagą". Można to odczytać jako dowód na to, że starsze pokolenie nigdy nie zrozumie młodszego i ten cykl powtarza się od wieków.
Soledad Miranda zagrała rolę drugoplanową jako młoda kastylijska szlachcianka, która ma zostać wydana Maurom jako część corocznej daniny. Rola ta, dziś prawie zapomniana tak jak i sam film, mogła być dla niej przełomem. Tymczasem o jej wczesnej karierze wciąż wiemy bardzo niewiele. Po tym filmie zaczęła współpracę z amerykańskim producentem Sidneyem Pinkiem, który uważał się za jej odkrywcę. Pink dał jej kolejną rolę w "Pyro" (1964) i miał plany na dalsze budowanie jej międzynarodowej kariery. Ostatecznie jednak te plany nie wypaliły - "Kastylijczyk" nie okazał się oczekiwanym hitem, Pink nie dostał funduszy na kolejne duże produkcje, a kariera Mirandy w tym okresie (1964–1967) skupiła się głównie na mniejszych, hiszpańskich tytułach. Film jednak największy sukces odniósł w Meksyku, tam wyświetlany w oryginalnej wersji.
12
Fuego
1964
Można przypuszczać, że gdyby film "Fuego" okazał się hitem w USA, kariera Soledad Mirandy potoczyłaby się zupełnie inaczej. Mimo że miała zaledwie 21 lat i zagrała rolę drugoplanową, wcieliła się w Liz - niewinną, zakochaną dziewczynę, której bezinteresowne uczucie komplikuje plan zemsty głównego bohatera. Film pozwolił jej pokazać się szerszej publiczności w Stanach, jednak sam nie odniósł sukcesu kasowego i nie należał do pierwszej ligi. Gdyby produkcja wypaliła (a liczono na to dzięki nazwiskom Barry’ego Sullivana i Marthy Hyer), jej kariera mogłaby potoczyć się klasyczną hollywoodzką ścieżką. Miranda mogłaby zostać sprowadzona do USA, gdzie studia zainwestowałyby w jej naukę angielskiego, zmianę wizerunku i profesjonalne lekcje aktorstwa. Prawdopodobnie grywałaby role pięknych cudzoziemek w westernach, produkcjach przygodowych czy u boku większych gwiazd. Zamiast tego wróciła do hiszpańskich produkcji klasy B, które nie dawały realnych szans na międzynarodową karierę.

A Canção da Saudade

13
Soledad Miranda grała rolę Baba, dziewczyny głównego bohatera, który pozostaje w konflikcie ze swoim ojcem. Spór między nimi dotyczy muzyki - ojciec reprezentuje stare standardy, a syn już nowoczesne. Miranda została pokazana jako wesoła, współczesna dziewczyna swojej epoki. Jej fryzura i ubiór są typowe dla tamtych lat, dzięki czemu nie wyróżnia się szczególnie na tle innych młodych aktorek. Stojąc obok siostry swojego chłopaka, obie wyglądają jak zwyczajne dziewczyny - nie ma tu silnego podkreślania jej urody, które znamy z późniejszych filmów. Mimo to na plakacie filmu jej postać jest wyraźnie wyeksponowana. Na planie aktorka poznała Jose Manuela Simoesa, młodego kierowcę wyścigowego, który też wystąpił w produkcji. Wkrótce wzięli ślub i doczekali się syna. Występ w tym filmie muzycznym zbiegł się w czasie z nagraniem przez nią dwóch singli (EP-ek) w latach 1964–1965.

Fin de semana

14
Jedną z ostatnich komediowych ról Soledad Mirandy był występ w filmie "Fin de semana". W tym czasie była już rozpoznawalną i atrakcyjną aktorką drugoplanową. Wcieliła się w postać Sonsoles, dziewczynę Bernarda (granego przez Antonio Ozoresa) - urzędnika fabryki motoryzacyjnej. Para planuje romantyczny weekend nad wodą, jednak ich plany komplikuje konieczność zabrania ze sobą ośmioletniego brata Sonsoles. Miranda pojawia się w filmie m.in. w jednoczęściowym kostiumie kąpielowym. A w marzeniach swojego chłopaka, gdy ten zachłystuje się wodą. Widzi ją jako Jane porwaną przez goryla, którą on - jako Tarzan - ratuje, nakłaniając zwierzę, by zamiast niej porwało jej brata. Była to praktycznie ostatnia rola, w której aktorka zagrała tak radosną i beztroską postać.

Playa de Formentor

15
Wbrew tytułowi filmu, akcja nie dzieje się na plaży, tylko w różnych malowniczych, jakby reklamowych sceneriach Majorki. Soledad Miranda zagrała 21-letnią studentkę, która towarzyszy starszej kobiecie jako dama do towarzystwa, przy okazji wypoczywając wakacyjnie. Miranda zaprezentowała się jako romantyczka, szczególnie w scenach na skalistej wysepce, gdy razem z głównym bohaterem tracą poczucie czasu i spóźniają się na statek powrotny na Majorkę. Z wczesnych filmów, które z nią widziałem, to pierwsza jej rola, w której są sceny czułych pocałunków. Zagrała tu główną rolę kobiecą, a dla kontrastu jako jej rywalka wystąpiła posągowa blondynka Margit Kocsis. Wydaje mi się, że ten kontrast wyglądu i charakteru był w pełni zamierzony. Mimo że rola Mirandy była duża, film nie odniósł sukcesu, pomimo międzynarodowej obsady.
W filmie "El sonido de la muerte" (1964) Soledad Miranda miała około 21 lat. Wyglądała w nim znacznie dojrzalej niż w swoich poprzednich produkcjach. Zagrała Marię, siostrzenicę profesora Andre, który od lat poszukiwał legendarnego skarbu. Wcześniej obsadzano ją głównie w rolach nastoletnich dziewcząt, natomiast tutaj została pokazana jako dorosła kobieta. Duży wpływ na zmianę jej wizerunku miał ubiór - praktyczne, proste rzeczy: spodnie i koszule. Zmieniono jej uczesanie i zastosowano mocny makijaż, szczególnie wokół oczu. Dodatkowo rola wymagała od niej ciągłego niepokoju, powagi i strachu, co diametralnie różniło się od wcześniejszych, dziewczęcych i radosnych kreacji w komediach. Pojawił się jednak problem z budowaniem tego nowego wizerunku - film nie odniósł sukcesu kasowego. W napisach początkowych Miranda została wymieniona jako trzecia w kolejności. Mimo mrocznego klimatu filmu, w okolicach 14. minuty wykonuje ona krótki taniec do greckiej muzyki.
Zagrała w tym filmie główną rolę kobiecą - wcieliła się w Rocio, córkę sławnego matadora Manolo Carmony. Jej bohaterka staje się narzędziem rywalizacji między ojcem a innym torreadorem. Była to najważniejsza rola w jej wczesnej karierze, ponieważ wystąpiła jako główna aktorka u boku ówczesnych największych męskich gwiazd kina hiszpańskiego. Soledad Miranda stworzyła postać, która przechodzi wyraźną przemianę - zarówno w sytuacji życiowej, jak i w wizerunku: od zakochanej, rozpieszczonej córki tatusia po kobietę po przejściach. W filmie zaprezentowała się w tańcu flamenco w tradycyjnym stroju, a próbkę swojego talentu wokalnego dała, śpiewając pieśń religijną podczas procesji w Sewilli. Sama procesja jest też ważnym elementem kulturowym filmu. "Currito de la Cruz" odniósł sukces głównie w Hiszpanii i krajach Ameryki Południowej. W innych państwach nie zyskał popularności głównie ze względu na barierę kulturową - zagraniczna widownia nie rozumiała fenomenu corridy.

La Familia y... uno más

18
W roli Patricii Soledad Miranda odeszła od swojego dotychczasowego wizerunku niewinnej dziewczyny. Zagrała tu nowoczesną młodą kobietę lat 60. - modne uczesanie i ubrania mocno podkreślały ówczesną modę. Jej dawny wizerunek był idealny dla wcześniejszych ról, jednak tym razem widzowie zobaczyli zupełnie nową Soledad Mirandę - pewną siebie, niezależną i bogatą dziewczynę, która jeździ własnym autem. Przez stłuczkę z ojcem tytułowej licznej rodziny poznaje jego syna, początkującego architekta, i między młodymi rodzi się uczucie. Jej postać można uznać za symbol nowoczesnego pokolenia. W tej roli widoczna jest ogromna metamorfoza Mirandy w kierunku współczesnej kobiety.

¡Es mi hombre!

19
Mimo próby zmiany wizerunku, Soledad Mirandzie nie udało się wyjść z zaszufladkowania i ponownie zagrała grzeczną, niewinną córkę. Wcielając się w Leonorę, jest uosobieniem czystości i niewinności - co dziś wygląda trochę nieprawdopodobnie, bo zaledwie trzy lata później zaczęła grać mroczne role u Jesusa Franco. Filmowa Leonora różni się nieco od jej wcześniejszych ról - tym razem boryka się z codziennymi problemami. Praca jako sprzedawczyni w sklepie czy uszycie ubrania wyraźnie wykraczają poza jej dotychczasowe predyspozycje. Jej uczesanie i ubrania nie wyróżniają się szczególnie wśród innych aktorek, ale poza barmanką nie ma w filmie innych znaczących ról kobiecych, więc widz naturalnie skupia się właśnie na niej. Film okazał się hitem w Hiszpanii. Wkrótce potem, w 1967 roku, Soledad niemal całkowicie wycofała się z kina na ponad dwa lata - wyszła za mąż i urodziła dziecko.
W 1966 roku Soledad Miranda miała zaledwie 23 lata i nie była jeszcze wielką gwiazdą. Choć regularnie grywała w Hiszpanii, w tym filmie dostała rolę młodej, pięknej dziewczyny przyciągającej uwagę widza. Wystąpienie w głównej roli kobiecej w westernie było ważnym etapem w jej karierze. Produkcja włosko-hiszpańska pozwoliła jej zaistnieć na szerszym rynku europejskim. Udowodniła, że potrafi odnaleźć się w kinie akcji u boku zagranicznych aktorów. Zagrała młodą, atrakcyjną kobietę pracującą w lokalnym hotelu połączonym z saloonem w niebezpiecznym miasteczku Snake Valley. Jako jedna z pierwszych zauważa, że z przybywającym pod przykrywką doktora tytułowym Sugar Coltem jest coś nie tak. Chociaż ta rola została prawie całkowicie zapomniana, to właśnie ona pokazała pełnię jej fotogeniczności i pomogła jej po dwuletniej przerwie wrócić do aktorstwa. We Włoszech film obejrzało prawie 2 miliony widzów, a sam zajął 72. miejsce w TOP 100 sezonu.
Soledad Miranda zagrała w filmie drugoplanową rolę Nessy, która podczas opieki nad rannym głównym bohaterem zakochuje się w nim. W ostatecznej wersji filmu pojawiła się jednak tylko w krótkich ujęciach: podczas scen opieki, spaceru oraz w finałowym buncie. Pierwotnie film miał być znacznie dłuższy, ale ze względu na poważne przekroczenie budżetu, podczas montażu mocno ograniczono jej sceny - mimo że wszystkie zostały już nakręcone. Wycięto niemal cały wątek romantyczny, przez co rola stała się mała. Dla młodej aktorki była to unikalna szansa na pracę przy międzynarodowej produkcji u boku amerykańskiego reżysera Vincenta Shermana i światowych gwiazd. Według relacji fanów oraz materiałów promocyjnych, rola Mirandy miała być pierwotnie znacznie większa, jednak została skrócona. Krąży nawet legenda, że z powodu zazdrości Giny Lollobrigidy o młodszą i piękną aktorkę. Wystąpienie w pełnej wersji takiej roli mogłoby sprawić, że światowa widownia dostrzegłaby jej talent znacznie wcześniej.
Obejrzałem ten film i muszę przyznać, że rola Soledad Mirandy jest ekstremalnie trudna do zauważenia. W dwóch scenach w obozie indiańskim, poza główną bohaterką White Fawn (Perla Cristal), praktycznie nie widać wyraźnie innych Indianek. Ujęcia aktorek w tle są zrobione z dużej odległości i bardzo niewyraźne. Dopiero po seansie, czytając na fanowskiej stronie Soledad Mirandy, dowiedziałem się, że jej rola jest niemal niewidoczna. Według tej strony jedyną postacią, która może przypominać Mirandę, jest kobieta w tłumie żałobników idących za trumnami na wozie. Po ponownym obejrzeniu tego ujęcia rzeczywiście przez kilka sekund widać tam kobietę bardzo podobną do Soledad - zarówno rysami twarzy, jak i sylwetką.
Po dwuletniej przerwie Miranda powróciła na plan filmowy. Zagrała w przełomowym dla siebie dziele, choć była to jedynie epizodyczna rola bez imienia - wcieliła się w dziewczynę z hotelu. Wystąpiła topless zarówno w scenie łóżkowej, jak i podczas awantury na balkonie z Yaqui Joe, granym przez Burta Reynoldsa. Drugą, kultową scenę odwracania uwagi żołnierzy miała w tym filmie Raquel Welch. Był to jedyny anglojęzyczny film Mirandy, w którym nie podłożono jej dubbingu - wszystkie kwestie wypowiedziała sama po angielsku. Właśnie na planie "100 karabinów" została dostrzeżona przez Jesusa Franco, co okazało się jednym z kluczowych momentów w jej karierze. Rola w westernie dała jej upragnioną rozpoznawalność za granicą, szczególnie w Niemczech. Film zajął 29. miejsce w rocznym podsumowaniu Box Office w USA (według niektórych rankingów). Ciekawostką pozostaje jego duży sukces w Polsce - w 1971 roku trafił na 3. miejsce wśród najchętniej oglądanych filmów, około 2,6 miliona widzów.