Premiera filmu odbyła się rok po śmierci Soledad Mirandy, więc aktorka nie dożyła momentu, w którym jej wizerunek stał się kultowym symbolem wampirzycy. Prawdopodobnie, gdyby nie tragiczny wypadek, zdobyłaby wielką międzynarodową sławę. Jako wampirzyca pasowała idealnie - niby człowiek, a jednocześnie istota z innego świata; eteryczna, a zarazem silna. W swojej najsłynniejszej roli miała niesamowity magnetyzm, grając niemal samą mimiką, bez zbędnych słów. Sam Franco twierdził, że Soledad była jedyną aktorką, która rozumiała jego surrealistyczną wizję bez tłumaczeń. Sukces filmu był tak duży, że Miranda zaczęła otrzymywać poważne propozycje z dużych wytwórni. Niestety, w sierpniu 1970 roku, gdy materiał był w fazie montażu i udźwiękowienia, zginęła w wypadku samochodowym. Widzowie na premierze zobaczyli aktorkę u szczytu piękna: o wyglądzie modelki i charakterystycznych, wielkich, smutnych oczach.