Al PacinoI

Alfredo James Pacino

9,0
144 287 ocen gry aktorskiej
powrót do forum osoby Al Pacino

Może mi ktoś wytłumaczyć dlaczego aktor zszedł na 2 miejsce ??
Bez obrazy ale jest troche lepszy od Roberta Deniro

sorry za błędy (napewno jakieś są :)

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
tony_montana_7

w sumie to może głupie, ale... też nad tum boleję.

oemplay

Macie problemy nie ma co

Ani Robert ani Al nie jest lepszy. Ta sama klasa

tony_montana_7

Zgadzam się z Wasześ...
Zarówno Pacino, jak i De Niro są górą :)

tony_montana_7

panowie i panie Zależy też od gatunków Moim zdaniem ludzie bardziel wolą filmy komediowe A w takich więcej grał Deniro Zaś Pacino wiele filmów Gangsterskich które młode pokolenia być może takie jak ja jeszcze nie oglądało ja calkiem niedawno obejżałem Scarface i od tego momentu jest moim idolem

koteck69

Obejrzyj sobie "Dawno temu w Ameryce". Będziesz miał b.dobrą rolę De Niro w filmie gangsterskim. Nie jest to jednak lekki, szybki i wybuchowy film; raczej dzieło epickie, porównywane czasami do Ojca Chrzestnego.

tony_montana_7

niestety większość wrzuca Al Pacino i De Niro do jednego worka ..... i pewnie stąd ta pomyłka z miejscami

Catta_2

De Niro jest według mnie lepszy i zdecydowanie bardziej zasługuje na 1. miejsce.

tony_montana_7

moze mi ktos wytlumaczyc po co ktos zaklada takie glupie tematy??
Wyobraz sobie, ze wedlug Kowalskich lepszy jest De Niro a według Nowaków Pacino. Po zagłosowaniu Kowalskich i Nowaków wyszło, że wyżej jest De Niro ... proste!! i jezeli piszesz ze Pacino jest lepszy od De Niro to dodaj na koncu, że według ciebie jest lepszY!!! bo takie cos drazni nie ma miary, ktora okresla ktory jest lepszy

Max

Boże... ten ranking. Gdyby był sprawiedliwy, to zarówno Robercik jak i Al byliby poza pierwszą piątką, a może nawet dziesiątką. Taka smutna prawda.

A Al jest lepszy. ;-)

PeaceFreedom

Z tym się również zgadzam, pierwsza dziesiątka powinna wyglądać zupełnie inaczej, najlepsze role Roberta i Ala już były, teraz są nowi i lepsi. Pozdrawiam:-)

Binula

Musisz jednak przyznać,że mało jest tych nowych i lepszych,a właściwie nie znam takich...Kogo masz na myśli Josepha Fienns'a(nie wiem jak pisze się jego imię i nazwisko)?Szczerze pisząc nie bardzo znam tych świętej pamięci geniuszy,którzy rekordowo byli nominowani do Oscara.Dla mnie właśnie Al Pacino jest na pierwszym miejscu...

_Tanya_

Już Ci mówię:
Ralph Fiennes
Sean Penn
Kevin Spacey
Edward Norton
Viggo Mortensen
Może nie są lepsi- nie ma co robić konkursów- każdy gra w innych filmach i tak naprawdę ciężko jest ocenić, który jest naj, gdyż nie idzie tego zrobić obiektywnie.
Ja nigdy nie rozumiałam fenomenu Ala Pacino, bardzo dobry aktor, ale jak dla mnie zdecydowanie przereklamowany. Tak jak mówiłam- każdy ma swój gust i swój własny ranking.

Binula

A swoją drogą- co z tym Josephem Fiennesem wyskoczyłaś?

Binula

A nie wiem tak jakoś:)W każdym razie ja wysoko cenię Pacino,najwyżej,poza tym jak gra,liczy się gdzie gra,baaardzo lubię kino gangsterskie;]
Rozumiem Cię,nazwiska ,które podałaś-faktycznie dobrzy aktorzy:)Przereklamowany z pewnościa nie...hmmm,kto może posłużyć jako przykład...o Johnny Depp on jest dopiero przereklamowany:}Pozdr.

_Tanya_

Ja uważam Deppa za genialnego aktora, nie podałam go tu jako przykład, gdyż wiem co zaraz by poszło:-))))

Binula

Sean Penn, Kevin Spacey - owszem. Aktorzy wielkiego formatu, którzy są troszkę niżej, albo nawet na tym samym poziomie co Al.
Nie mogę natomiast zrozumieć, jak ktoś kto mówi, że Pacino jest przereklamowany może lubić Virgo Mortensena, czyli jednego z najbardziej przecenianych światowych aktorów. Wyjaśnisz mi to??
Co do Fiennesa, Nortona i Deppa zastrzeżeń nie mam bo to świetni aktorzy. Ale jak narazie to do pana Ala im dużo brakuje, oj dużo... gwoli ścisłości kurewsko dużo! :-)

PeaceFreedom

Wyjaśnię Ci to pod warunkiem, że skonkretyzujesz zarzut przereklamowania, jeżeli chodzi o Viggo Mortensena.
I jak dla mnie nie brakuje im niczego do Pacino, choć oczywiście nie wszyscy są na tym samym poziomie. Ale myślę, że Al Pacino nie ma niczego, czym biłby dajmy na to Ralpha Fiennesa na głowę.

Binula

Ma. Charyzmę i talent do monologów jak nikt inny. I absolutnie wszystko co powinien mieć genialny aktor. Jest elastyczny, wyrazisty i w przeciwieństwie do Fiennesa zagrał sporo ról które trafiły do historii kina (nie bez powodu). W wieku w którym jest teraz Fiennes, Al miał już na koncie główne role w dwóch częściach Ojca Chrzestnego, Człowieku z Blizną i Pieskim Popołudniu. A Ralph? Warty zapamiętania jest jedynie jego Amon Goeth.

CH3HgCH3

To jest wszystko Twoje subiektywne odczucie. Nie chcę nic mówić, ale role, które przeszły do historii- śmieszny argument, nie sądzisz? Leonardo DiCaprio też przeszedł do historii jako Jack w Titanicu, aczy jego rola i film były naprawdę takie wyśmienite? Śmiem wątpić. Ale to moje odczucie, nie musisz się z tym zgadzać.
Co do Fiennesa- mogłabym Ci z rzędu wymienić 10 filmów, w których zagrał fenomenalnie, no ale jest takie powiedzenie: przekonanego nie przekonasz. Ani Ty mnie, ani ja Ciebie.

Binula

Jestem do przekonania, ale akurat ten argument nie wydaje mi się śmieszny. Słaby aktor nie udźwignie wielkiej roli a już na pewno nie rozwinie jej na tyle, żeby zamieniła się w coś niezapomnianego. Genialny aktor potrafi "wyskoczyć" z przeciętnego scenariusza i sprawić, że film będzie sprawiał wrażenie świetnego, tak jak to zrobił ostatnio Ledger z Batmanem. Potrafi(ł) to Pacino, potrafi(ł) to De Niro, zdarzało się Hopkinsowi, Nicholsonowi, Brando i kilku innym, ale nie potrafi tego.. no dobrze, zejdę już z tego Fiennesa (skąd on się wziął?) nie potrafi tego Penn czy Mortensen, nawet jeśli oboje miewali dobre lub bardzo dobre role.

Po drugie albo trzecie, Leonardo DiCaprio przeszedł do historii jako Jack w Titanicu w 90% dlatego, że do historii przeszedł sam Titanic i to nie ze względów artystycznych tylko finansowych. I to przeszedł do historii nie jako postać którą ludzie wstawiają sobie do avatarów i kupują plakaty żeby powiesić nad łóżkiem (od razu mówię - nie jest to miernik poziomu artystycznego roli, ale jakiejś tam "kultowości" na którą pomijając wszystkie gwiazdy filmów Disneya też trzeba sobie zapracować) tylko jako wieszak na psy dla krytyków i król słitbojów z okładek Bravo. Miałem na myśli nieco inną historię.

CH3HgCH3

Dużo jest prawdy w tym co mówisz. Bo z reguły sprawdza się to powiedzenie: słabego aktora nie zobaczysz w wielkiej roli, a wielkiego w słabej już tak.

Tyle, że Penn to akurat zły przykład bo to wielki aktor. Jego role, choć w filmach trochę mniej znanych są doskonałe. Natomiast zgodzę się z Mortensenem (i od razu, odpowiem na pytanie), który wybił się bardzo przeciętną rolą we "Władcy Pierścieni". Inne jego filmy są słabe lub bardzo słabe. Jak dla mnie, to poziom Erica Bany, czy innych "gwiazdek". A Fiennes jest dobrym, nawet bardzo dobrym aktorem. Ale gdzie mu do Pacino? Albo inaczej, gdzie wszystkim wyżej wymienionym do Pacino??

Toż to jest już marka. On nie musi już dobrze grać, a i tak będzie geniuszem. Właśnie to cechuję ludzi wielkich. I właśnie tego brakuję współczesnym aktorom. Jeszcze.

A rola DiCaprio to najgorsza rola tego pana, choć najsłynniejsza. Był to jego wielki życiowy błąd, bo właśnie po tym filmie zaczęto go kojarzyć z samym FILMEM, nie z jego rolą. To stąd właśnie ten wizerunek "pizdusia", który na szczęście jest likwidowany przez jego genialne lub bardzo dobre role. Zły przykład.

Binula

A z młodych aktorów (tych przed trzydziestką) moim zdaniem tylko Ryan Gosling i Ben Foster (ewentualnie James McAvoy, choć Wanted trochę to zachwiewa) wydają się trzymać poziom, Ledger niestety wyjechał na Bahamy. Reszta to głównie gwiazdki bez większych szans na rozwój.

CH3HgCH3

Jeżeli miałabym wymienić trójkę tych przed trzydziestką, to już wolałabym zamienić McAvoya na Gyllenhaala. Ryan Gosling i Ben Foster jak najbardziej, przy czym Ben Foster to baaaardzo niedoceniony aktor, który moim zdaniem bije nawet Goslinga na głowę.

tony_montana_7

A to i ja się w tej kwestii wypowiem...
W moim skromnym odczuciu omawiany tu przez Szanowne Towarzystwo problem porównania oraz zestawienia duetu Pacino vs. De Niro wygląda w przybliżeniu tak:
dwaj genialni aktorzy prezentujący zupełnie odmienny styl, technikę gry czy odtwarzania postaci. Jak powszechnie wiadomo Al Pacino preferuje teatr. Wciąż występuje w niesamowitych broadwayowskich spektaklach teatralnych i on wprowadza tą swoją teatralność i związaną z nią hermetyczność do filmu. Tymczasem De Niro zupełnie odwrotnie. To jest aktor przede wszystkim filmowy. On roli (w przeciwieństwie do Pacino) nie gra ale staje się postacią (zgodnie z preferowaną przez niego metodą Konstantego Stanisławskiego). Obserwuje i nabiera cech charakteru i NAWET cech fizycznych postaci w które ma sie wcielić. Granie i stawanie sie postacią - obie metody niesamowicie trudne - obie metody doskonałe i jeszcze raz obie metody rewelacyjnie wykorzystywane przez tych dwóch znakomitych aktorów co wysuwa ich na światową czołówkę. Teraz który lepszy? A to kwestia gustu. Ja osobiście obu uwielbiam. Do Pacino mam sentyment za tą jego metodę grania. Ta teatralność urzeka mnie całkowicie. Szczególnie jest to widoczne w ZAPACHU KOBIETY. Znowu De Niro ma na koncie o wiele lepszych filmów.
Tak jak mówię, kwestia gustu. Niezaprzeczalnie jednak obaj są najlepsi.

Co do Fiennesów i innych Aragornów... jeszcze za chudzi w uszach... :)
Ja do czołówki wplótł bym Marlona Brando, Seana Connerego, Charliego Chaplina, Morgana Freemana (który nie ma roli w której by sie nie sprawdził).

A z dobrych aktorów to jeszcze Mel Gibson, Tom Hanks, Clint Eastwood, Harrison Ford....

Rocky_Balboa

Bardzo podoba mi się Twoja wypowiedź, pomijając fakt celowej degradacji Viggo Mortensena- Władcy Pierścieni nie oglądałam, gdyż nie lubię tego typu filmów, cenię go za Obietnice wschodu, Historię przemocy i Życie Carlita.
Mel Gibson, Clint Eastwood i Harrison Ford dla mnie odpadają.
Pozdrawiam.

Binula

:) Miło mi niezmiernie, że mogę przeczytać odpowiedź konkretną, chwalącą moją ale także poddającą ją obiektywnej krytyce... mądrej krytyce...
Już wyjaśniam dlaczego tak a nie inaczej... Viggo Mortensen pod względem aktorskim nie wypada jakoś niesamowicie... są o wiele lepsi, choć ten miał bardzo dobre role...

Co do dalszych nazwisk, Eastwood, Ford... być może przesadziłem ale za to Mel Gibson naprawde jest świetnym aktorem. Jego reakcje, sposób wyrażania emocji, jakaś smykałka wizualna (gość jak jak trzeba "wyglądać"), do tego dochodzi jakiś taki luz przed kamerą... naprawde jestem pełen podziwu dla niego... Świetne role w PATRIOCIE (genialna aktorsko w wykonaniu Gibsona scena śmierci jednego z synów - którego zagrał Heath Ledger) i WALECZNYM SERCU.
Pozdrawiam :)

Rocky_Balboa

przepraszam za małą niespójność w tekście :D to ze zmęczenia
oczywiście tekst w nawiasie wyglądać powinien następująco: (gość WIE jak trzeba "wyglądać"). A w drugim nawiasie nie chodzi o scenę śmierci w wykonaniu Gibsona ("umierał" Ledger) tylko o demonstrowane w rewelacyjny sposób emocje ojca po utracie syna.

Rocky_Balboa

Nie mogę się jakoś "zaprzyjaźnić" z Gibsonem, sama nie wiem do końca dlaczego. Bardzo podobało mi się Twoje porównanie De Niro i Pacino- myślę, że to nie lada sztuka dostrzec tak małą, aczkolwiek jakże wielką różnicę w ich grze.
Co do Mortensena- zdaję sobie sprawę z tego, iż nie jest aktorem najlepszym, bez dwóch zdań, jednak nie można ograniczać jego kariery tylko i wyłącznie do roli Aragorna (nie twierdzę oczywiście, że Ty tak robisz, jednak na jego forum są same peany na cześć boskiego Viggo w długich blond włosach). Jego osoba kojarzy mi się bardzo z Madsem Mikkelsenem (podobni z urody, podobny styl grania, oboje Duńczycy), którego również bardzo cenię (świetna rola w "Casino Ryale", no i jak męczył biednego Bonda na krześle- kto oglądał, ten wie o jaką scenę mi chodzi;-p). Ech, każdy ma jakiś swój zwariowany sposób wybierania ulubionych aktorów.
Pozdrawiam:-)

Binula

Spadł na 2 miejsce bo tak ludzie głosowali.
A z reszta 1 czy 2 jeden kit w głosowaniu internautów i z dziką średnią ocen. Gdyby to był jakiś ranging opracowany przez krytyków czy coś to okej można mieć zarzuty, ale gdy niektórzy robią- daje mu '1' bo De Niro musi być pierwszy to sie wzlatuje i obada. Mnie nie obchodzi które ma miejsce jaki aktor.

Binula

De Niro i Pacino nie można w żaden sposób porównywać, bo byłoby to jak rozprawiać jakie święto ważniejsze boże narodzenie czy święta wielkanocne :P. Obaj aktorzy wnieśli wielki dorobek do amerykańskiej a tymbardziej światowej kinematografii. Może ciut lepszy jest Pacino bo ma mniejszą filmografię i cięższe miał dzieciństwo, ale sam nie wiem bo nie chcę skrzywdzić stwierdzeniem żadnego z aktorów - bo obaj są wielkimi aktorami

MArcel_rl

Ciut lepszy jest De Niro, tak jak ciut lepsze jest Boże Narodzenie;-))

Binula

:) hehe droga Binko :) mówiłem już, że to jest właśnie kwestia gustu... niektórzy bardziej lubią Wielkanoc :)

Pozdrawiam Cie serdecznie...

Co do sposobu upodobania sobie aktorów... zdaję sobie sprawę, że właśnie każdy ma ten swój inny dobór ulubieńców... ja np. bardzo lubię Sylvestra Stallone'a... tak jest... uwielbiam jego filmy, mam do nich niesamowity sentyment a przecież nie jest on jakimś tam wybitnym aktorem :) Choć zły też napewno nie jest.

Rocky_Balboa

Wszstko zostało napisane,kogoś się bardziej darz/ży sympatią,kogoś mniej;]pozdr:*

Rocky_Balboa

To miała być odpowiedź na post powyżej, gdzie kolega pisze, że są równi, ale jednak lepszy jest Pacino:-)

Binula

Skupmy się tu raczej na samej grze aktorów. Mimo wszystko uważam że nie ma tu złudzeń. Al lepiej odgrywa swoje role.

kameleon3

Mimo wszystko- Robert:)

Binula

ok. każdy ma inny gust.
powtórze już to co napisałem kiedyś.
jak to by było gdybyśmy wszyscy mieli ten sam gust co?
wszystkie dziewczyny kochałyby się w jednym chłopaku a wszyscy chłopacy w jednej dziewczynie.
bezsensu
więc wole tak jak jest :)

kameleon3

no właśnie, po co więc pisać tematy typu- Pacino jest i tak lepszy;-)