Absurd. Hannibala w filmie było stosunkowo niewiele, może ze 3 dłuższe sceny z nim były. Dla porównania; Waltz, czy Ledger, którzy otrzymali oscary za drugoplanowe role, byli o wiele częściej na ekranie. Niby nic takiego, a wku*wia...
Nie chodzi mi o to, która kreacja była lepsza, ale o to, że Hannibala w Milczeniu było znacznie mniej niż Waltza w Bękartach i Ledgera w Rycerzu, a mimo to dostał oscara za pierwszoplanową rolę, a tamci dwaj za drugoplanową. Trochę bezsensu... Tym bardziej, że wcale nie zagrał od nich lepiej
Liczy się aktorstwo, a nie ilość minut na ekranie. Radzę czasem wpaść do teatru, by zobaczyć na żywo, na czym polega aktorstwo.
Spytaj swojej czerwonej podświadomości...haha...By the way, za takie poglądy się powinno chyba siedzieć.
Zwyczajnie mi się znudziłeś. Ale nie martw się, jak znowu najdzie mnie ochota na wygłupy znowu napiszę, że jesteś ciota, albo coś.
Haha, a to tym lepsze, że to ty jesteś ciotą.
"ajdzie mnie ochota na wygłupy" No właśnie, niedorozowinięty dzieciuch.Wygłupy...pff...żałosne.
Nie no Hopkins dobrym aktorem jest, Hannibala zagrał świetnie ale 2 miejsce to trochę za wysoko - do Pitta nie ma startu.
W ogóle te rankingi są spaczone i nie ma co na nie patrzeć. Jakieś gnoje z plotkary, gwiazdeczki o pedalskim wyglądzie i braku pojęcia o grze są w pierwszej 100 a Brad Pitt na 96 miejscu. Gibson, Douglas i reszta świetnych aktorów daleko poza pierwszą setką.
Bo to te gówniary z gimnazjum i trole wypaczają ten ranking.
Hopkins powinien być na pewno w top20 jeśli nie top10 ale nie aż tak wysoko. W ogóle nie mam pojęcia co tak wysoko robi Freeman, Depp (lubię go ale nie jest wyjątkowy), Hangs, Robert Downey Jr. czy Ryan Gosling (chyba tylko za pamiętnik), Colin Firth i drewniany Sean Connery wyżej od Gibsona? to już w ogóle parodia.
Mario Casas, Jensen Ackles, Joseph Gordon-Levitt, Jim Parsons i Ian Somerhalder - co te szczoszki bez talentu robią w top100? Przez głupie dziewuchy
Żaden z tych aktorów z top10 nie powinien być na swoim miejscu, prócz Pacino. Wywaliłbym Nortona, Hanksa, Dołneja no i Deppa oczywiście. Bez żadnego zachwytu nad tym ostatnim. Dla mnie aktor jednej roli może przez to że mało z nim widziałem. Co do samego Hopkinsa to już zależy jakie są "zasady" i kryteria przyznawanie oscara tej kategorii.
Gdzie Ackles nie ma talntu?? Jest różnica pomiędzy tym, że nie zagrał w wybitnym filmie a tym czy jest dobrym aktorem. Ackles niewątpliwie ma talent i świetny warsztat.
Gówno ma nie warsztat. Jakby miał dobry warsztat i był świetnie utalentowany to nie zagrałby w 4 filmach - to chyba trochę mało jak na aktora z top100?
To są jakieś jaja. Niby czemu Ackles jest wyżej od Pitta w rankingu? Bo ludzie/dzieci/ głupie gówniary z gimnazjum to idioci/idiotki i bezguścia..
Każdy normalny, dorosły umysłowo fan kina (jak ja) ma w******e na te rankingi wypaczone przez dzieci.
"Dorosły zdrowo umysłowo fan kina" po pierwsze nie musi udowadniać, że nim jest, tak wiec twoje "Jak ja", pokazuje właśnie prawdziwość twoich słów... po drugie "Prawdziwy zdrowo umysłowo fan kina" nie postawi Brada PItta w rankingu wyżej niż Hopkinsa. Z całym szacunkiem do Pitta, którego uwielbiam, ale Hopkins to wyższa liga. Po trzecie jak się jest serialowym aktorem to bardzo ciężko się wybić w świat filmu. Widziałem wszystkie odcinki supernatural, widziałem Smallville i Ackles ma znakomity warsztat. To, że mało filmów zrobił nie znaczy, że jest słaby. Joe Pesci zrobił mało dobrych filmów a jest wybitnym aktorem.
Joe Pesci mało dobrych filmów? Nie ośmieszaj się człowieku jeszcze bardziej. "Chłopcy z Ferainy", "Wściekły Byk", "Dawno temu w Ameryce" czy "Zabójcza Broń" to genialne produkcje.
Hopkins wyższa liga od Pitta? No normalnie jakbym słyszał kolejnego ignoranta który stawia Pitta niżej tylko dlatego, że ma "ładną buzię"... Sory ale nie znam drugiego takiego aktora jak Pitt który w każdej roli miażdży, i umie zagrać wszystko.
1. przygłupa - "Tajne przez poufne"
2. charyzmatycznego menadżera - "Moneyball" (to było coś genialnego jak z takiej roli wykrzesał tyle wyjątkowości)
3. Świra - "12 małp" - tą rolą zmiażdżył postać "Lectrea" Hopkinsa
4. Za "Zabójstwo Jesse'go Jamesa..." powinien dostać Oscara
5. W "Przekręcie" grał epizodyczne role, ale tylko na niego czekałem.
6. "Podziemny Krąg" - tutaj też powinna być nominacja do Oscara
Pomijając fakt, że jeśli chodzi o jakość filmów to tylko De Niro i Pacino mogą pochwalić się tyloma "klasykami" w kolekcji. Niemniej ani De Niro, ani Pacino mimo że są geniuszami, nie zagrali tak zróżnicowanych ról jak Pitt.
Wniosek:
Pitt to top2, top3, maks top4 najlepszych aktorów wszech czasów. Z pewnością jest najbardziej niedoceniany (brak Oscarów choć powinien mieć ze 4). Jedynie Pacino, Nicholson i De Niro mogą stanąć obok niego.
Niestety Hopkins aktorem jest bardzo dobrym, ale poza Lecterem i pułkownikiem Ludlow'em w "Wichrach Namiętności" nie zachwycał mnie tak jak Pitt, a i filmów tak dobrych nie miał.
O Ackles'sie zaś nawet się nie wypowiem bo dla mnie to jest paranoja, że taki gość jest wyżej od Gibsona, Dean'a, Douglasa, Forda, PITTA i całej reszty genialnych aktorów. Jeśli tego gnoja stawiasz wyżej od nich na podstawie dwóch ról w serialu to dyskusja z Tobą nie ma sensu.
Nie kretynie. Nie stawiam Acklesa wyżej od Gibsona, Duglasa, Pitta, Anthonego Quinna, Marlona Brando, Ala Pacino, Toma Hanksa, czy Bogarta. Po prostu nie przeginam w drugą stronę jak ty to właśnie robisz. Ranking to jeden wielki syf i bulwersowanie się jak jakiś gówniarz, że mój kochany Brad Pitt jest przed Acklesem jest kompletnie niedojrzałym podejściem. Żaden ranking, czy to piękności czy to umiejętności nigdy nie zadowoli w pełni każdego bo każdy ma swoich zwolenników.
Pitt jest ambitnym aktorem, mam osobiście zdanie, że jego filmografia jest najlepsza(najwięcej wybitnych filmów) spośród obecnie żyjących aktorów ale nie znaczy to, że jego umiejętności aktorskie przewyższają talenty jak chociażby Hopkins czy Bogart. "Jeżeli tego gnoja" - jesteś człowieku idiotą.
Nie musisz mi wymieniać filmografii Brada Pitta bo znam ją prawie całą. Widziałem jego kreacje, zgadzam się, że jest zbyt często odbierany jako piękniś a nie aktor, nie zmienia to faktu, że stawianie go na miejscu nr 2 jest przegięciem pały i obrazą dla takich asów jak właśnie Hopkins, DeNiro, Marlon Brando, Tom Hanks chociażby właśnie Joe Pesci.
Rola w "Tajne przez poufne" nie jest niczym wybitnym i każdy zagrałby takiego głupka. Kreacje którymi zmiażdżył to "Podziemny Krąg" i "12 małp". Reszta filmów to dla mnie bardzo dobre(i w dół) kreacje, ale to są role, które każdy by zagrał. W takim "Wywiad z wampirem" wypadł bardzo przeciętnie na tle Banderasa i przede wszystkim Cruise'a.
Ty mi tu nie musisz mówić "niestety Hopkins jest aktorem bardzo dobrym" bo stawianie przed nim właśnie Brada Pitta świadczy już o twoim poważnym podejściu do sprawy. Nie mam zamiaru Ci wymieniać wybitnych kreacji hopkinsa bo bym musiał prawie całą filmografie wymienić. I podejrzewam rozłozyć scena po scenie jego grę na czynniki pierwsze a to i tak by nie dało rady Cie przekonać.
A przykład Joea Pesci miał Ci pokazać, że nie ilość filmów jest wyznacznikiem umiejętności aktorskich.
Tak to powiedz mi w jakich filmach Hopkins zagrał tak że nikt by tego lepiej nie zrobił. No słucham - powiedz w czym Hopkins zagrał tak, że nikt nie zagrałby lepiej - Hannibala Lectera? Owszem, ale Nicholson nie zagrałby tego równie dobrze?
Wymień, dawaj.
Tom "kamienna twarz" Hanks? Nie rozśmieszaj mnie. Każdy film, i taki sam wyraz twarzy. We wszystkim gra tak samo. Myślisz, że genialny w Rain Man Dustin Hoffman czy w Co Gryzie Gilbert'a Grape'a DiCaprio nie zagrałby lepiej Forresta Gumpa? Bo moim zdaniem obaj byliby dużo lepsi.
W jakiej roli Hopkins czy Hangs zagrali by tak że nikt nie zrobiłby tego lepiej?
Mówisz, że Brad Pitt zagrał słabo w "Wywiadzie z Wampirem"? A co specjalnego zagrał Hopkins w "Masce Zorro"? Hanks w każdym filmie gra tak samo. Pesci w 3 i 4 częście Zabójczej Broni był strasznie irytujący a co więcej czy to "Kevin sam w domu" czy "Chłopcy z ferainy gra tak samo."
To właśnie stawianie Pitta za Hanksem czy Pesci'm jest obrazą dla tego pierwszego
Tom Hanks a nie „Hangs”, jest przede wszystkim jednym z najbardziej naturalnych aktorów. I za to go cenię i za to będę go cenić przede wszystkim i za to też stawiam go wyżej niż Brada Pitta.
Są role, które są „stworzone dla aktorów” to znaczy, że nie ważne jak genialny jesteś, jak niesamowicie zagrasz, to i tak dany aktor jest po prostu do tej roli stworzony… nie umiem tego inaczej wyjaśnić. Posłużę się przykładem. Marlon Brando i Robert DeNiro. Obaj zagrali tą samą postać w Ojcu Chrzestnym. Pod względem umiejętności to są równi(dla większości, ja mimo wszystko stawiałbym wyżej DeNiro) to jednak Vito Corleone to Brando a nie Robert DeNiro.
Nicholson zagrałby Lectera nie ważne jak genialnie ale Lecterem i tak byłby Hopkins.
Z kolei Hopkins zagrałby także każdą inną kreacje Nicholsona, niemniej są role dla których Nicholson był stworzony.
Nie będę Ci podawać przykładów wybitnych kreacji Hopkinsa już pisałem czemu. To twoja opinia, że jest słabszym aktorem niż Brad PItt jest absurdalna i nikt o zdrowych zmysłach się z nią nie zgodzi. W Mace Zorro to nic wybitnego Hopkins nie zrobił, ale co z tą rolą można było zrobić?? Nie była to najtrudniejsza rola. Ani Pitt, ani Hanks ani Nicholson by z tej roli nie zrobił oscarowego show. Każdy aktor ma na swoim koncie mniej lub bardziej wymagające role.
"jest absurdalna i nikt o zdrowych zmysłach się z nią nie zgodzi"
No właśnie nie rozumiem czemu absurdalna? To tylko twoja opinia tak samo jak ja uważam, że absurdem jest, że stawiasz "zwykłego" Hanksa który swoim rolom nic nie daje, czy Hopkinsa od Pitta który potrafi zagrać wszystko, i odnajdzie się w każdym filmie - to nie absurd tylko kwestia gustu.
Ty stwierdzasz, że Hopkins genialnym aktorem jest, a jego Lecter jest niepowtarzalny (owszem genialny był), niemniej do postaci policjanta zagranej przez Oldmana w "Leonie Zawodowcu" nie ma startu. To co zrobił Oldman to było coś niesamowitego.
PS.
Wiesz dlaczego Vito Corleone Brando jest bardziej popularny od tego De Niro? Raz że Ojciec Chrzestny I część to tytuł o którym non stop się trąbi w telewizji i każdy go znać powinien (II tak popularna nie jest). Dwa to fakt, że Vito Corleone Brando był bardziej charakterystyczny z wyglądu, mowy, i było go więcej niż De Niro. Był jeszcze trzeci powód o którym zapomniałem, lecz nie zmienia to faktu, że zarówno Brando jak i De Niro genialnie zagrali Vita.
A co do naszej dyskusji o tym który lepszy aktor, to proponuję ją zakończyć bo ani ty nie przekonasz mnie, ani ja Ciebie i szkoda naszego czasu. To jest po prostu kwestia gustu. Dla mnie Hanks jest strasznie przereklamowany, dla Ciebie jest geniuszem. Dla mnie Brad Pitt miażdży Hopkinsa i wielu innych "wielkich", dla Ciebie to absurd... miło się dyskutowało.
"Ty stwierdzasz, że Hopkins genialnym aktorem jest, a jego Lecter jest niepowtarzalny (owszem genialny był), niemniej do postaci policjanta zagranej przez Oldmana w "Leonie Zawodowcu" nie ma startu. To co zrobił Oldman to było coś niesamowitego."
A co ma piernik do wiatraka? Obie role są genialne, ale całkowicie rożne i prezentujące zupełnie inny style aktorskie. Hopkins to minimalista (podobnie jak Peter O'Tolle), gdzie jedno zmarszczenie brwi, jedno mrugnięcie okiem oznacza więcej niż całe krzyki Stansfielda.
Oczywiście Hopkins to nie tylko Lecter i Milczenie owiec/Hannibal. To jeszcze przede wszystkim Stevens ("Okruchy dnia", wg mnie jego najlepsza rola) i tytułowy Tytus Andronikus. Którymi tylko potwierdził że jest wybitnym aktorem.
Porównywanie Pitta do takiego Mistrza jest delikatnie mówiąc niepoważne. Oczywiście Brad to bdb aktor, co udowodnił m.in. świetnymi rolami w "12 Małp"/ "Fajt klab". Ale większość ról zaledwie dobra "Ciekawy przypadek...", "Bękarty", "Se7en", "Zawód szpieg", itd, lub wręcz słaba w "Troja"/"Babel".
"Sory ale nie znam drugiego takiego aktora jak Pitt który w każdej roli miażdży, i umie zagrać wszystko."
Norton.
Z kim. Z aktorem, "który w każdej roli miażdży, i umie zagrać wszystko."
I który tak jak Pitt ma przynajmniej dwa "zaległe" Oscary.
Liczę ile razy jeszcze użyjesz słowa "wypaczone" nic innego nie pasuje z twojego zasobu słów do użycia ich w wypowiedzi?
Uhuhu mamy do czynienia z ignorantem.
Hopkins to genialny aktor, ale Pitt również taki jest - wiesz co znaczy genialny aktor? Dla mnie to oznacza człowieka który ze zwyczajnej roli potrafi zrobić arcydzieło, coś nietuzinkowego, nie do powtórzenia. Pitt wielokrotnie to pokazywał, Hopkins również. A skoro twierdzisz, że Pitt nie umie grać to nie wiem czego ty oczekujesz od aktora. Może Depp jest lepszy?
Śmiesz nazywać mnie ignoratem bo nie mam takiego zdania jak ty? Z resztą nie ważne.. Dobrze że to podkreśliłeś 'dla ciebie' bo dla mnie Pitt nigdy nie zrobił ze swojej roli arcydzieła każda jest zwyczajna..
\i jeszcze nie umiesz czyta c ze zrozumieniem...
\nie chdozi o to, że nie masz takiego zdania jak ja tylko o to, że chyba troszkę przesadzasz ze swoją oceną. Brad Pitt może ci się nie podobać jako aktor ale robisz z siebie idiotę mówiąc, że \pitt to drewno.
skoro nadal uważam tak samo to chyba jednak wiem co przeczytałem... nie ośmieszaj się bo nie wiem próbujesz tu osiągnąć..
A dlaczego uważasz że robi z siebie idiotę ? Cały wątek przepychasz się o swoje rację ale nie wiem po co? Zmieni ci to życie, lepiej się poczujesz jak komuś dowalisz czy jak ? Ogarnij się to dyskusja, a nie ring żebyś tu ludzi wyzywał. Pitt rzeczywiście nie wystartował najkorzystniej, grał sztucznie (sięgnij po jego pierwsze role!!).
Czytając wątek wyszło, że tylko "Milczenie owiec" stało się wyznacznikiem jakości Hopkinsa, jakby tylko tym się zajmował aż do "Czerwonego smoka". Wyznacznikiem aktorstwa Hopkinsa i to wcale nie z przymrużeniem oka jest fakt, że reklama Oskarów jest Hopkins, a nie Oskary reklamą Hopkinsa. Kompletnie nie rozumiem porównań Hopkins vs Pitt, który kilka dekad później miał inny gatunek na starcie, jak i inną widownię. Hopkins, człowiek buty, ambicji i minimalizmu od samego początku stworzył własny image bez siły, a uznanie przyszło z czasem przynajmniej w naszym kraju. Mniej aplauzu, jaki zdobył rzutem na taśmę Pitt, a więcej szacunku zdobytego wcale nie tyle małymi kroczkami, co niewidzialnymi. Przynajmniej ja to tak widzę.
Kiedy obaj spotkali się w "Joe Black" można powiedzieć śmiało, że ról nie sposób odwrócić.
Pitt nie byłby lepszy od Hopkinsa w jego roli z kilku powodów, a na dodatek Hopkins stworzył taka kreację, że Pitt na jego tle naprawdę nieźle wypadł i wzajemnie. Padło pytanie w jakim filmie Pitt nie byłby lepszy. Na pewno w "Okruchach dnia", potem "Rytuał", "Słaby punkt", "Andronikus" i kilku sprzed 2000roku, bowiem Hopkins, to człowiek wielkiej siły, król atmosfery (dlatego Pitt nie byłby też lepszy jako Hitchock) i wiatr ciagnący za sobą. Moment w "Słabym punkcie" kiedy odjeżdża z hangaru samochodem zostawiając zdumionych współpracowników obrazuje wszystko co chce o nim napisać. Zwyczajnie Pitt ma swoje zasługi, Hopkins swoje, każdy z nich ma też swoją charakterystyczną osobowość, stąd taki a nie inny dobór ról. Szyszko, co zmieni w naszym życiu pyskówka o wyzszości Pitta nad Hopkinsem. Dlaczego usilnie starasz się zbić argumenty dla Hopkinsa, zamiast przyjąć taką możliwość, że mamy prawo nie woleć Pitta ? Czy to coś zmienia w twoim życiu ?
Przyznam, że dopóki nie obejrzałam Benjamina Buttona, za mało mi było dobrych wrażeń z "Joe Black'a" aby oddać Pittowi rzetelny szacun. Po prostu Pitta nie widzę.
Co zaś do Deppa - mój ulubiony, o innej wartości, innym klimacie, co jest dla ciebie pewnie zupełnie niezrozumiałe i godne pogardy. Od "Okna", po "Piotrusia Pana", inne równie fantasy kreacje grane niby od niechcenia i to jest cały on ... Deep nie gra rół Pitta (nie byłby lepszy z "Joe Black'u" ale Pitt nie byłby lepszy w "Dzienniku zakrapianym rumem". No i jeśli można - nie wyzywaj nas od idiotów, to dyskusja i wyzwiska jak argumentów nie wystarcza zbyt infantylna... Każdy z nas ma prawo wielbić innego aktora, byc zainteresowanym inną tematyką filmową, lubić inne zapachy, potrawy i kolory ale to nigdy nie będzie oznaczało, że jesteśmy idiotami, a ty jedynie tym mądrym, słusznym i rozumnym człowiekiem.
Drewnem jest Żebrowski, prawda jest taka, że Pitt odnalazłby się w każdej roli bez jakichkolwiek spekulacji.
jak to bywa na forum ja tylko wyraziłem swoje zdanie na temat pitta, ale widzę że nie którzy tego nie rozumieją i nie potrzebnie się spinają.
Akademia jest bardzo "swobodna" w ustalaniu czy ktoś był aktorem pierwszoplanowym czy drugoplanowym. Nie ma chyba żelaznych reguł ile ktoś musi spędzić na ekranie by uznać go za postać pierwszoplanową. Poza tym ważne jest jak wiele dana postać wnosi do filmu i samej fabuły. Lecter jest "centralną męską" kreacją w Milczeniu owiec.
co ty porównujesz Waltza w Bekartach ... do Hopkinsa w milczeniu... lol, chcesz mierzyć ze stoperem ile minut kto gra i czy mieści się w twoich ramach czasowych do roli pierwszoplanowej i czy łapie sie do nominacji. Hopkins w 5 minut wyrazi więcej emocji i dramaturgi niż Waltz przez całą swoja kariere kur..... Amen
Fanatyczne uwielbienie Hopkinsa wpływa chyba na zdolności intelektualne. Zwyczajnie razi mnie gdy gdy Hannibal (jakkolwiek dobrze zagrany) jest oceniany pod kątem pierwszoplanowej roli, a w filmie było go stosunkowo niewiele. Tyle. Osobiście uważam tego aktora za wybitnego i nie umniejszam geniuszu, ale ludzie! Oskar za drugoplanową rolę jest zdecydowanie bardziej na miejscu. Od teraz gdy ktoś napisze, że insynuuję, jakoby mniej czasu na ekranie umniejszało zdolnościom aktorskim rzeczonego aktora, w odpowiedzi napiszę po prostu: "DEBIL".