Dobry reżyser, niezły aktor wszystko niby w porządku... tylko powiedzcie mi dlaczego w każdej roli grając 70 latka musi zaliczać najlepsze laski maksimum 18 lat??? Naprawdę, z czasem jest to już nie smaczne... Przykładem może być chociażby, w mojej opinni nieudany jego film "Żółtodziób", w którym jak wszyscy wiemy - naszego Clinta gwałci pewna dziewczyna... Ach... Co on ma w sobie takiego?
Nie zrozumcie mnie źle, lubię go i cenię, ale takimi rolami moim zdaniem psuje swoje filmy, a przede wszystkim stają się one niesmaczne :p
Masz rację, też to zauważyłam :). Jednakże mi to osobiście nie przeszkadza... Niby z niego taki stary dziadek, ale w sumie coś w tych filmach w sobie ma ;). Chociaż sama bym takiego nie wybrała ;D.
Jak dla mnie, to gdzieś zawsze jest u niego element wyboru w takich sytuacjach. Facet niezbyt skłonny do wicia gniazdka, babki zazwyczaj z jakimś bagażem doświadczeń, właściwie mogliby dać sobie spokój, ale jest ten moment, że im akurat pasuje. Absolutnie rozczuliła mnie scena z blizną w 'Krwawej profesji' - takie to było chłopięce wręcz...
[Ale nie arystokratyczne, skoro już naskrobałam o wilkach poniżej. Raczej stary wilk zamienił się w szczeniątko :) ]
'w każdej roli grając 70 latka musi zaliczać najlepsze laski maksimum 18 lat???' No nie przesadzajmy. Filmy Clinta nie są pornusami geriatrycznymi, a takie wrażenie można by odnieść z tego wpisu. Gra luzaków, którzy szukają odpoczynku w ramionach pięknych pań, tak bym to nazwała. Relaks dla obu stron, miły wieczór i idziemy dalej. Nie jest to promowanie monogamii, ale i bohaterowie Clinta nie są chłopaczkami z arystokratycznych rodzin. Samotne wilki na rozdrożu mają swoje zwyczaje.