dla mnie porównywalny z "kijano rivsem" twarz bez emocji, nawet jako sparow. Nie widać aby wczuwał sie w role. Utwierdziłem sie w tym po filmie "żona astronauty" Takiemu "bradowi pitowi" do pięt nie dorasta.
<ziew>, gdybyś nie wiedział, w żonie astronauty nie grał Depp, tylko, Jude Law, a Depp w napisach znalazl się przypadkiem.
Właśnie.
Obejrzyj sobie "Zagraj dla mnie Cornelu", to kultowy film, a jeśli go nie widziałeś nie wiesz nic o grze Deppa.
obejrzalem 99% filmow w ktorych grał depp i zdania nie zmienie. Jud grał w żonie astronauty hahahhahaha bez komentarza
Ty hahahahhahahah
Ależ Aniu kochanie, my nikogo nie namawiamy, my stwierdzamy fakt, że film jest genialny. Naiwni to w niego nie wierzą. 'Normalni' wiedzą, że popprostu jest mocno zakamuflowany by nie dostać się w niepowołane ręce. I to jest prawda.
Wooow, obejrzałeś 99% filmów z Deppem, jesteś hardkorem... ;p
Jak dla mnie Depp może być dla reszty świata chodzącym drewnem. Ja uwielbiam jego grę i to się liczy, co mnie obchodzi reszta...
Drogi kolimutusie.
Jeżeli twierdzisz, że obejrzałeś 99% filmów z Deppem, to znaczy, że obejrzałeś 105,93 filmów z nim, gdyż tyle to właśnie 99% ze 107 (w bazie fw. jest 107 filmów z j. deppem, co niektórym znawcom/znawczyniom świadomym istnienia "Zagraj dla mnie Cornelu" może wydawać się dziwne, jednak biorąc pod uwagę to, że depp nie zagrał w żonie astronauty dalej zostaje nam 107 filmów). To znaczy, że jednego z filmów nie obejrzałeś do końca. W związku z tym dalszą dyskusję z tobą uważam za bezcelową, gdyż nie przywykłem do konwersacji z ignorantami przerywającymi oglądanie filmów przed definitywnym końcem.
Żegnam ozięble.
Aha i scenariusze, muzykę itp. też liczę jako filmy, w których grał, gdyż w czasie pisania na pewno robił głupie mini jak mu coś nie wyszło, (co , rzecz jasna, zaliczamy do gry aktorskiej).
Założyciel tematu ma dobry wzrok? ja rozumiem że można nie lubić Deppa jako aktora, ale argumenty tutaj podane są z tyłka wzięte. Bo akurat kto jak kto ale Depp ma bardzo ekspresyjną twarz i jest bardzo kreatywny w kreowaniu swoich postaci, co również można powiedzieć o Bradzie Pitcie.
A "Żona Astronauty" to faktycznie straszny gniot.