Trzydzieści lat temu wszyscy byliśmy niewinni

Z wypowiedzi pana Rappa wynika, iż nie tylko do dziś czuje się zdołowany zachowaniem Kevina Spacey, stwierdził też: "Im jestem starszy, tym bardziej cieszę się, że do niczego nie doszło". Otóż to. Prócz wciąż żywej traumy, pan Rapp od ponad trzech dekad odczuwa rosnącą satysfakcję. Gwiazdor nie tylko go zaprosił do siebie, ale nawet wziął na ręce, zaniósł do łóżka, a potem zległ na nim (na łożu i Rappie). Można zatem bez cienia przesady rzec, iż zachowanie Kevina Spacey jest dla ofiary żywym źródłem zawodowej inspiracji. Rola skrzywdzonego seksualnymi awansami czternastolatka, zapewne okaże się ukoronowaniem aktorskiej kariery pana Rappa. W pamięci potomnych pozostanie tym, który zaszkodził Spacey'emu. Po prostu rola życia. Setki tysięcy amerykańskich nastolatków każdego dnia przenosi choroby weneryczne, nie tylko w ramach szczeniakich eksperymentów, ale również świadczonych odpłatnie usług seksualnych; odurzają się narkotykami, pod wpływem których kradną, gwałcą i mordują; tworzą gangi, wobec których policja gotowa jest stosować najbrutalniejsze metody. To wszystko jednak tylko nudna amerykańska codzienność. Trzydzieści lat temu u progu kariery aktor poleżał chwilę na jednym małolacie, w efekcie czego, jak sam przyznał trwale "okaleczony" Rapp: "do niczego nie doszło". Ameryka trzęsie się w posadach, a to ci imperium, moralny żandarm światowego porządku. Gdybym tak miała trochę więcej życiowego fartu, mógł mnie kilkadziesiąt lat temu molestować np. Hoffman lub Spacey. Ależ by to była kariera. Rozkładałabym swe traumy na czynniki pierwsze we wszystkich dostępnych mediach, za kasę, przy której moje roczne dochody to zapewne ledwie skromny napiwek. Istota sprawy sprowadza się do tego, żeby udupić kogoś naprawdę znacznego. Podobne rewelacje podniecały kiedyś świat m.in. w sprawie Jacksona. Prokurator niczego nie udowodnił, ale rodzice skrzywdzonego fana przytulili w ramach "ugody" dwadzieścia milionów. Gdzie byli rodzice pana Rappa, gdy ich nastoletnia pociecha brylowała na przyjęciu pełnym podchmielonych aktorów? Być może ofiara mogłaby dziś dochodzić swych roszczeń również z tytułu kiepskiej kurateli rodzicielskiej. Państwo Rapp, o ile jeszcze żyją, a pamięć ich nie zawodzi, na pewno zechcą się publicznie i odpłatnie uderzyć również we własne piersi, oczywiście dla dobra dziecka.

128
  • Dawno się tak nie uśmiałam, taka prawda 100%

  • Żałosne jest to bronienie zboczeńców tylko dlatego że są dobrymi aktorami. Jeśli koleś faktycznie obmacuje ludzi wbrew ich woli, a jak na razie wszystko wskazuje że tak jest, to zasługuje na potępienie, niezależnie od tego kim jest.

    • Radykalizm typowy dla młodych wiekiem i nie grzeszących przesadnym doświadczeniem. Worek z etykietką "zboczeńcy" jest co najmniej równie pojemny jak ten opatrzony hasłem "wrogowie ojczyzny" lub "bluźniercy". Póki co, mamy do czynienia jedynie z falą plotek i nagonką. Proszę również pamiętać, że idąc Pana/Pani tropem braku rozumowania, każdy może paść ofiarą medialnego linczu. Pańskie/Pani silne pragnienie potępienia puchnie jak na drożdżach. Potępić wszak należy nie tylko tych, których sklasyfikuje Pan/Pani jako "zboczonych", ale także ich domniemanych "obrońców". Ciekawe, czy będzie Pan/Pani równie radykalny/a, gdy kiedyś przyjdzie Panu/Pani odpierać zarzut np. "zasługującego na potępienie radykalizmu wynikającego z bezmyślności". Kto powiedział, że nie można tego podciągnąć pod hasło "zboczenie"? Teraz już tylko wystarczy sobie przyznać prawo do "potępiania" i gotowe, kolejny "zboczeniec" na celowniku. Żeby było jasne, niczego Panu/Pani nie zarzucam. Pan/Pani po prostu wie, czuje i rozumie więcej, niż bezpośrednio zaangażowani w sprawę, a ta nie dotyczy tego, jak naprawdę było, a tego, że każdy ma prawo do obrony i powinien być traktowany jak niewinny, tak długo, dopóki nie udowodni mu się winy.

      • Takie tam pseudointelektualne pier*olenie. Liczą się tylko i wyłącznie fakty, które są obiektywne. Do faktów prowadzą dowody, które ty zapewne będziesz kwestionować tak długo jak się da, głównie dlatego spuszczasz się nad talentem Spacyego. Nawet jak on sam by się do tego przyznał to była by garstka fanatyków go broniących, tak jak w przypadku Cosbyego. Żenada.

        • To Pan/Pani już zna wszystkie "fakty"? Posiada "dowody"? Sędzia i prokurator w jednej, znakomicie zorientowanej osobie. Brawo! Cóż za imponujące poczucie praworządności. Podobni spece do dzisiaj świecą gałami, gdy im przypomnieć np. "sztuczną mgłę", stan "pomroczności jasnej" itp. cuda. Nie ma Pan/Pani bladego pojęcia o czym mówi. Prawo do obrony i zasada domniemania niewinności to fundamenty demokratycznego porządku prawnego, nawet w toczonych degrengoladą USA. Obmacujący współpracowników aktorzy i praducenci filmowi, to zdecydowanie nie jest Pana/Pani największe zmartwienie, nawet jeśli Pan/Pani chce w wierzyć.

          • Najbardziej mnie śmieszy plujące się lewactwo na fejsbuku, które w lipcu dostało kociokwiku i wystawało ze świeczkami przed sądami, a teraz ma głęboko w czterech literach domniemanie niewinności, które jest podstawą systemu prawnego w Polsce i tkwi w naszej kulturze prawnej. Jak się nie zgadzasz, że Spacey jest obmierzłym gwałcicielem, jesteś od razu potencjalnym gwałcicielem pozbawionym empatii, wręcz wypranym z uczuć psychopatą, który obwinia ofiarę, a wybiela sprawcę. Dawno temu padłam ofiarą zboczeńca, na szczęście nie zdążył mnie zgwałcić, niemniej jednak ku temu dążył. Nie zrobiłam z tym nic, bo tak wybrałam, muszę z tym żyć. Nie wyobrażam sobie teraz za 30 lat wskazać tego faceta palcem i opisać, co mi zrobił, bo wtedy bym się akurat zebrała na odwagę.
            Śmieszą mnie te wszystkie akcje #metoo, wynurzenia ofiar po 30 40 50 latach, twitterowe procesy inkwizycyjne, gdzie internauci na podstawie słów jakiegoś kolesia sami oskarżają i sądzą. Dowody! Dla mnie słowa ofiary nie są żadnym dowodem. Życie daje mnóstwo przykładów zmyślonych oskarżeń o molestowanie, zgwałcenie, znęcanie się itp. Łatwo komuś przypiąć łatkę zboczeńca, która nigdy się nie odczepi.

            Czytałam nawet głosy, że jak ktoś z kimś zawiera ugodę, to już na pewno tym potwierdza swoją winę. Szkoda słów.

          • Tak, pękające parówki, zgniecione puszki po coli - dowody nie do obalenia :P W sam raz na poziomie obrońców Rappa.

          • Hłe Hłe, niestety nie śmieszne. Mistrzuniu ciętej riposty i czytania ze zrozumieniem, wytknij mi choćby jedno miejsce w naszej pogawędce w którym go oskarżam.
            Oczywiście że nie znam faktów, podobnie jak ty. Mamy to co mamy i na tej podstawie ty wysuwasz domniemanie niewinności, a ja mógłbym wysunąć domniemanie winy( które na szczęście też jest podstawą w działaniu urzędu sprawiedliwości w demokratycznym kraju, inaczej sens istnienia stanowiska prokuratora by zniknął) ale zdaje się że nawet tego nie zrobiłem(chociaż mam do tego pełne prawo i nie możesz mi go odmówić).
            Spodziewam się że facet jest winny zarzucanych mu czynów, bo degeneracja Hollywoodu to nie jest jakieś niesamowite zjawisko, irytują mnie jedynie janusze twojego pokroju, które już wypełzają z czeluści żeby ślepo bronić swojego bożka, zamiast siedzieć cicho i spokojnie czekać na rozwój wydarzeń.
            Jedyne na co się w ten sposób narażasz to na pośmiewisko, jeśli mu wszystko faktycznie udowodnią, chociaż wtedy też pewnie wysuniesz jakiś argument typu spisek który ma na celu niszczenie aktorów.

            • Nie masz zielonego pojęcia o pracy prokuratury. Prokurator ma obowiązek badać w pełni stan faktyczny, a nie wybierać sobie tylko to, co mu pasuje pod tezę aktu oskarżenia, a więc nie tylko okoliczności obciążające, ale i łagodzące. Nie ma żadnego domniemania winy, to Twoje urojenia. Nie masz żadnego prawa do wysuwania tego kuriozalnego domniemania.
              Twoje dowody na winę Spaceya? ,,Bo Hollywood jest zdegenerowane". Pewien Kościół też, czy to oznacza, że każdy może sobie oskarżać jakiekolwiek duchownego i będzie domniemanie, że kogoś zgwałcił, bo januszek Crazy_3 zastosuje wnioskowanie z degeneracji? Kompletna żenada, człowieku. To Ty plujesz na osobę, co do której nie ma żadnych inkryminujących dowodów poza słowami jednego gościa po 31 latach, zamiast siedzieć i czekać, co powie sąd, jeśli cokolwiek powie. Ciekawe, na jakie dowody czekasz - zapis z monitoringu sprzed 31 lat, świadków o genialnej pamięci sprzed 31 lat czy przyznanie się do winy Spaceya? To tacy ludzie jak Ty wystawiają się na pośmiewisko, ferując wyroki, zamiast wziąć na wstrzymanie.

              • Kobieto naucz się czytać ze zrozumieniem bo póki co jedyne co tutaj reprezentujesz to swoją głupotę. To że się czegoś spodziewam jest dowodem na jego winę? I gdzieś go tu oskarżam? Kobieto ja rozumiem że ślepo bronisz swojego bożka, ale zachowaj chociaż minimum klasy jaką ci się wydaje że tu prezentujesz i przeczytaj to wszystko ze zrozumieniem, bez emocji.

            • Rozumiem. Ktoś zawsze zasługuje na potępienie, nawet kiedy "faktów prowadzących do dowodów" brak. Pan/Pani nie zaprząta sobie głowy takimi pseudoitelektualnymi pierdołami jak fakty i dowody. Czucie i wiara, oto Pana/Pani dewiza. Pan/Pani "spodziewa się", że ktoś jest "zboczeńcem", bo "takie jest Hollywood", a "zboczeńców" zawsze trzeba potępiać, bez względu na to gdzie i kim są, lub czy w ogóle są. Choć jest Pan/Pani nikim, nie potępiam Pana/Pani. Rozumiem, iż strach przed mitycznymi "zboczeńcami" nie pozwala się oderwać od klawiatury.

          • użytkownik usunięty

            Fujfilm wszystko z sensem, ale w internecie wszyscy jesteśmy na per ty, te ,,pan/pani'' w co drugim zdaniu psuje odbiór całości

          • Ciiiiii ;)

        • Wiesz, nie życzę Ci, ale kiedyś może się zdarzyć, że ktoś Ciebie o coś oskarży (z żalu, z zemsty, z zazdrości) i będziesz chodził z łatką do końca życia. Pomijam, że z małej rzeczy ludzie robią wielkie widły i karmią się tym ;)

      • Trochę nie rozumiem tej retoryki, stworzonej jakby na siłę, kilkutorowo. Mówimy o tym, że ewentualna wina KS jest nieudowodniona? Czy już o tym, że etykietka „zboczeńca” bywa (podobno) bardzo pojemna?

        Jeśli chodzi o to pierwsze, to pełna zgoda. Choć trzeba też mieć na uwadze, że wina w świetle prawa w takiej sprawie może być nie do udowodnienia nawet w przypadku, gdy jest faktem. Wówczas ocenę moralną każdy wykonuje sam, na podstawie własnego filtra i odporności na „wyskoki” innych ludzi. Oczywiście taka ocena jest pewnie licho warta, o ile nie znamy ocenianego osobiście. Natomiast nie jest też tak, że można ją sobie tak po prostu zbyć. Gdyby tak było, to i sam oskarżony przecież nie próbowałby się usilnie medialnie bronić, używając do tego - w przypadku KS - dość osobliwych jednak metod, czyli nie kategorycznego zaprzeczenia (a więc pewności co do tego, że nie mógł nikogo skrzywdzić), lecz jednak skierowania uwagi na jego orientację czy w ogóle zrzucenie odpowiedzialności na alkohol. Nie można powiedzieć, że sposób tłumaczenia nie mówi nam niczego, nawet o zupełnie obcym człowieku.

        Jeśli chodzi o to drugie, to jest już jednak dość niebezpieczny kierunek, w którym dąży się do brzydkiej relatywizacji zła. W sprawie KS mówimy o czynnym molestowaniu dziecka. Jeśli KS to faktycznie zrobił, to nie ma w tym przypadku mowy o żadnej przesadzonej pojemności etykietki zboczeńca. Wciąganie w to taniej erystyki dyskredytującej drugą stronę z powodu rzekomego nikłego doświadczenia życiowego i wieku jest zwyczajnie - żeby powiedzieć lekko - nieeleganckie. Tak jakby wiek albo doświadczenie w miarę zwiększania się dopuszczały jako normę coraz większy wachlarz sposobów czynienia drugiemu krzywdy.

    • Kluczowe słowo twojej wypowiedzi: "jeśli".
      Póki co mamy słowo przeciwko słowu i nagonkę bo na fali metoo teraz modnie jest być molestowanym.
      Nagle 90% ludzi mediów przypomniało sobie że 30 lat temu byli molestowani, brawo...jesteście albo idiotami albo wyrachowanymi kłamcami czekającymi na odpowiedni moment żeby zabłysnąć.
      Zasadniczo się zgadzam że prawo powinno być równe dla wszystkich, dlatego taka na przykład Otylia Jędrzejczak powinna gnić w więzieniu za zabicie brata a tymczasem media zachwycają się że bezkarna morderczyni założyła rodzinę i dorobiła się dziecka.

      W obliczu tej perfidnej medialnej nagonki ciekawi mnie jednak co innego.
      Co "jeśli" oskarżenia okazałyby się fałszywe bo ktoś tam chciał medialnie zabłysnąć i pogrążenie znanej osoby jest dobrym na to sposobem?
      Gość jest medialnie, społecznie i psychicznie zniszczony, kto za to odpowie?
      Osobiście w takiej sytuacji uważam że osoba składająca fałszywe oskarżenie sama powinna iść do więzienia.
      Ludzie którzy skrzywdzili go zawodowo powinno otrzymać zakaz pracy w mediach - zarówno dziennikarze, producenci filmowi, etc.
      Natomiast KAŻDY kto przyczynił się do tego przyłączając się do nagonki i publicznie szkalując dobre imię pokrzywdzonego - powinien zapłacić gigantyczne odszkodowania - koncerny medialne, szmatławce (znaczy gazety i programy informacyjne) jak i każdy inny aktor czy zwykły zjadacz chleba który publicznie oskarżał aktora bez dowodów jego winy.
      I wtedy następnym razem poczekaliby na wyrok zanim zaczęliby na kogoś pluć.
      Za publiczne obrażanie kogoś można odpowiadać karnie.
      Dlaczego więc za publiczne nazywanie kogoś zboczeńcem nikt nie odpowie przed sądem?

      Nie wiem dlaczego ale w przewrażliwionym na krzywdę kobiet nowoczesnym społeczeństwie każde oskarżenie o molestowanie czy gwałt spotyka się z natychmiastowym linczem na oskarżonym bez dowodów i sądu...na tym polega nowoczesna demokracja i sprawiedliwość?
      Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to ile oskarżeń o gwałt okazuje się fałszywe bo głupie baby używają tego żeby się na kimś odegrać...szkoda że nie ponosi się za to odpowiedzialności i można bezkarnie komuś zniszczyć życie.

      Cóż, zanim następnym razem przypniesz komuś z góry łatkę zboczeńca pamiętaj że pewnego dnia ty też możesz taką dostać będąc niewinnym.

    • Piękna teoria, tak daleka od prawdy ;)

  • Dobrze powiedziane

  • Krótko: przy takich oskarżeniach zazwyczaj niemożliwe jest znalezienie dowodu na winę oskarżonego lub jej brak. Słowo przeciwko słowu. Dlatego nie potępiam za wątpliwości. Trudno jednak nie dać się zaślepić przez sympatię do aktora, która uniemożliwia obiektywny osąd sytuacji. Natomiast wyśmiewanie się z domniemanej ofiary jest godne pożałowania.

    Ale najważniejsze - to co jest najbardziej alarmujące to sama reakcja Spacey'ego, żenująca próba odwrócenia uwagi opinii publicznej. Jakie, do cholery, ma znaczenie to że jest gejem? W jaki sposób go to usprawiedliwia? Sam się pogrążył.

    • Zakłada Pan/Pani, że jestem zaślepiona, bo „trudno nie dać się zaślepić”. Cóż, jeśli chce mnie Pan/Pani postrzegać jako osobę zaślepioną aktorskim talentem bohatera wątku, to nie mam nic przeciwko temu. Po co miałabym Pana/Panią przekonywać, że jest inaczej?

      Dostrzegam w Pana/Pani wypowiedzi silne parcie na „pożałowanie”. Proszę bardzo, skoro jestem zaślepiona, a Panu/Pani litość ścina serce, to czemu nie transformować tego w coś naprawdę twórczego. Może być i żałość.

      Co Pana/Panią zaślepia? Współczucie dla ofiary? Jej też Pan/Pani „żałuje”? Jakiej „ofiary”? Tamtego czternastolatka figlującego na przyjęciu już nie ma. Jest czterdziestopięcioletni nie spełniony aktor, który najwyraźniej postanowił wykorzystać medialną koniunkturę i wypłynąć z resztą tej substancji, co zawsze na wierzch wypłynie (nie, nie chodzi o oliwę). Mam gdzieś, czy trzydzieści lat temu Spacey przystawiał się do nastolatka. Mnie to nie gorszy, ani tym bardziej nie przeraża. Prostytucja wśród nieletnich to żadna nowość. W Hollywood załatwianie rozmaitych spraw przez łóżko jest praktyką powszechną, powszechnie też rozmaici „interesanci” próbują wyciągnąć z tego więcej niż są w stanie skonsumować. Czternastolatek to wciąż jeszcze dziecko i właśnie dlatego powinien się bawić z rówieśnikami, tyle że większość nastolatków bardzo chce się postrzegać jako osoby w pełni dojrzałe i ciągnie do starszych wiekiem, co często daje asumpt do wszelkiego rodzaju plotek. Z drugiej strony czternastoletni chłopiec dorastający w środowisku artystycznym, to najprawdopodobniej nie jest niewinne jagniątko, wleczone do łóżka na rzeź. Rapp nie musiał się szmacić dla zysku – wtedy. Dziś to już zupełnie inna sytuacja i rozgłos medialny może stanowić dla niego namiastkę kariery, której nie zrobił. Podobnie jak zdecydowana większość tych, którzy po latach przypominają sobie, że kiedyś byli niewłaściwie traktowani. Miliony ludzi, również dzieci są każdego dnia gwałceni, wykorzystywani w najokrutniejszy możliwy sposób, zmuszane do prostytucji, porywane itd., zaś Pan/Pani boleje nad losem dorosłego faceta, który kiedyś poleżał w łóżku ze starszym od siebie mężczyzną i „do niczego nie doszło”. Nawet gdyby doszło, to po trzydziestu latach takie „odkrycia” powinny mieć wartość co najwyżej sentymentalną, o ile nie istnieją twarde dowody na popełnione przestępstwo.

      Homoseksualizmu aktora nie traktuję jako żadnej okoliczności łagodzącej, tyle, że co niby miał ów coming out „łagodzić”? Rewelacje o łóżkowych eksperymentach sprzed dziesięcioleci? Pan/Pani to mówi poważnie? Jeśli tak, to zapewne nie ma ludzi niewinnych, a jedynie tacy, którym jeszcze niczego nie udowodniono. Rapp i jemu podobni pragną jednak granice tego absurdu przesunąć znacznie dalej: po co dowody, kiedy mnie jest przykro (choć akurat Rapp czuje też niekłamaną satysfakcję, którą dzieli się z publiką przed kamerami). No, skoro Panu/Pani przykro, to faktycznie, czas na tym coś zarobić. Welcome to America! Dziś Ameryka chce być wszędzie i jak widać odnosi na tym polu spore „sukcesy”.

      • Napisalas w skrócie ze masz to gdzieś czy Kevin przystawiał sie do niego czy nie, ze Cię to ani gorszy ani oburza gdyz w Hollywood jest to normalna sytuacja, A na świecie dochodzi do wielu znacznie gorszych sytuacji-> to mnie zaciekawiło! Z jednej strony nie obchodzi Cię los jakiegoś aktora który po latach cos tam sobie przypomniał, bo przeciez przy ogromie zła na świecie(o którym napisalas) to błahostka, ale z drugiej strony przy tym samym ogromie zła na świecie poświęcasz swój czas na obronę innego aktora, który pomimo tego ze jest mniej lubiany dalej ma miliony na koncie! Ktoś złośliwy, o chłodnym matematycznym umyśle mógłby nawet stwierdzić ze jesli więcej czasu ostatnimi czasy poswieciłaś na obronę Kevina nizeli na walkę z ogromem zła na świecie, to niezłe z Ciebie ziółko! Ale całe szczęście ze do złośliwych nie należę, pozdrawiam

        • Ktoś o tak chłodnym i matematycznym umyśle mógłby również wywodzić, że skoro tyle jest zła na świecie, to lepiej mu przeciwdziałać, niż tracić czas na Filmweb. Nie posiadasz takiego umysłu, więc to jałowe dywagacje, a Twoje domysły na temat mojej osoby to tylko ćwiczenia z erystyki.

          • Moja droga w moim tekście nie ma żadnych domysłów na temat tego jaka osoba jestes, w przeciwieństwie do Ciebie po jednym poście nie prorokuje rownież kto jakim umysłem jest obdarzony, to bardzo ważne ze ja nie oceniłem Ciebie po tylu Twoich wypowiedziach a Ty oceniłaś mnie juz po jednym! Nie ukrywam ze mnie to rozczarowało

            wyobraź sobie ze w dalszej części mojej wypowiedzi wciąż NIE zamierzam Cię oceniać! Wiem to dziwne, czasy takie ze jeden drugiego nie tyle oceni co osadzi ze nieskrywanym poczuciem nieomylności(o czym sama pisałaś w tym temacie) a tu na forum za kurtyna anonimowości pojawia sie czlowiek co to nie ocenia, a zadając pytania chce jedynie zrozumieć interesujące podejście do tematu! i co za to otrzymałem? Piorunująco szybka ocenę umysłu jaki posiadam! to zabawne ze pisząc o tym jak szybko ludzie wydają wyroki na kevina, sama po jednej mojej wypowiedzi stwierdziłas, ot tak po prostu, jakby to była fraszka, jaki umysł posiada bądź nie posiada osoba która "znasz" po jednym wpisie, z mojej perspektywy to niesamowicie zabawne

            nie toczę z Toba rownież sporu, dlatego nie ćwicze erystyki-> sprawdziłem co to znaczy w slowniku-> dobrze czytasz oficjalnie przyznałem sie ze czegoś nie wiedziałem! Co tu sie wyprawia! Ktoś nie udaje nieomylnego w internecie!

            MOIM zdaniem blednie założyłaś ze Ci cos zarzucam/oceniam/przypisuje -> moze jesli jeszcze raz przeczytasz to co napisałem zauważasz ze jedynie pytam, staram sie zrozumieć niecodzienny tok myślenia, nic więcej, próżno szukać tam szykany czy potępienia,


            Co do tracenia czasu na filmwebie w kontekście zła na świecie-> myśle ze teza jest trafna tylko jesli ktoś tym złem sie przejmuje, jesli zalozmy mnie ten Temat nie obchodzi, nie tracę czasu-> tak wiek troche to chłodne i matematyczne

            Takze podsumowując, NIE skrytykowałem, ani nawet NIE oceniłem Cię, a dostałem bure! pisze o tym jeszcze raz gdyz po cichu liczę na cos niezwykłego, na cos co zdarza sie niesamowicie rzadko, rzadko gdyz zazwyczaj jest dowodem umiejętności krytycznego myślenia-> liczę na Twoje przeprosiny

            Tak to komplement, zakładam ze jestes w stanie sie zreflektować i przeprosić

            • "Twoja droga" zdecydowanie wymaga sporej korekty, na ścieżkę wiodącą ku zasadom pisowni zwrotów grzecznościowych, w przeciwnym razie możesz je sobie spokojnie odpuścić. Szukaj atencji gdzie indziej. Twoje stroszenie piórek nie robi na mnie wrażenia. Taka stara wrona, jak ja, i zadziorny wróbelek, jak Ty, to wyjątkowo niedobrana para. Ćwierkaj swe pragnienia komu innemu.

              • jesli to poprawi Ci humor to:

                1. tak jestem wróbelkiem i strosze piórka przed stara wrona
                2. Robię to złe, wymaga to korekty najlepiej jakiejś starej wrony/kwoki czy innego zwierza
                3. Przyznaje Ci we wszystkim racje, we wszystkim

                Nie wiem czy wiesz ale krytyczne myślenie nic nie kosztuje, pomimo tego jest bezcenne, moze dlatego ze odróżnia jednostki od mas ?

                Dlatego spytam czy według Ciebie istnienie możliwość ze w tym temacie który sama założyłaś, tak zwyczajnie po ludzku sie Pomyliłaś ?

                Tylko prosze o ile to możliwe o jednoznaczna odpowiedz, bez opowiadania o ptaszkach i piórkach

        • Ktoś inteligentny ze sprawnie działającym umysłem zauważyłby, że kiepsko udajesz, że niby nie oceniasz jak i że niby nie jesteś złośliwy. To po pierwsze. A po drugie, o ile _nie_ podchodzi się do tej sprawy stronniczo, to trudno nie zauważyć, że Fujfilm nie tyle broni Spacey'a co po prostu sprawiedliwego podejścia i możliwie jak najbardziej równego traktowania obu stron. I to też jest wyjaśnienie skąd bierze się to Twoje zdziwienie. Nie rozumiejąc wagi sprawiedliwego traktowania ludzi i nie będąc przyzwyczajonym do dążenia do takowego, trafiając na tego rodzaju podejście u innych jesteś zdziwiony.

          • 1. Nie oceniałem ani nie byłem złośliwy, to ze Ty masz takie odczucie nie oznacza, to ze jest to prawda
            2. Fujifilm załozyla temat, i NIE odpowiedziala na żadne z moich pytan dotyczące przeciez jej tematu, ale bez zadnego problemu dokonala oceny mojego umysłu oraz postawy
            3. Nic nie pisałem o zdziwieniu(chodzilo o zaciekawienie), także Twoja diagnoza, o która nie prosiłem, jest chyba nie trafiona, co?

            • Ty nadal nie rozumiesz własnego toku rozumowania. Napisałeś, że dziwi Cię, a jeśli koniecznie chcesz użyć słowa "ciekawi", to: ciekawi jak to możliwe, że autorka tego tematu wypowiada się w sposób w jaki się wypowiada na ów temat pomimo, że nie obchodzi jej zepsucie Hollywood, z którego doskonale zdaje sobie sprawę. Co więcej, poszedłeś jeszcze dalej w tworzeniu dziwnych powiązań i zarzuciłeś jej, że "może" powinna poświęcić ten czas na walkę z ogromem zła na świecie zamiast na "obronę Kevina" (co jeszcze śmiesznie ująłeś jako przemyślenia hipotetycznego matematycznego umysłu...). Tłumaczę Ci więc ponownie, mamy dyskusję o zachowaniu konkretnego aktora, który jest oskarżany w sposób mniej lub bardziej wiarygodny o różne rzeczy - Ty odnosisz się konkretnie do oskarżeń Rappa, w których to oskarżeniach właściwie nie ma nic o charakterze seksualnego napastowania. I nagle wyskakujesz z tym swoim "zaciekawieniem" jak można o tym incydencie mówić kiedy nie przeżywa się silnie zepsucia panującego w Hollywood. Nie pojmujesz czym jest sprawiedliwe traktowanie. Właśnie prawidłowo Fujfilm podkreśla, że nie interesuje jej czy/i nie rusza co się ogólnie dzieje w Hollywood, bo mówimy tu o konkretnej sprawie dotyczącej konkretnych osób. Spacey niezależnie czy winny, czy nie, nie może być uosabianym z całym Hollywood i ponosić kar za zachowanie całego Hollywood. Problem z osobami o rozumowaniu Twojego pokroju, czyli osobami stronniczymi, polega na tym, że Ty w ogóle nie uznajesz możliwości, że Spacey jest niewinny, choć sytuacja opisywana przez Rappa wcale nie wyglądała na napastowanie. Nie chcesz w ogóle zastanowić się nad trzeźwą oceną tego, co opisał Rapp. Dla Ciebie sprawa jest jasna. Rapp oskarżył, więc mówi prawdę (i nawet Cię nie dziwi, że to, co opisuje nie ma znamion molestowania czy napaści seksualnej), Spacey jest gwiazdą Hollywood, więc jest zepsuty jak całe Hollywood. Nie dyskutujesz o sprawie na chłodno, nie starasz się być obiektywnym, nie piszesz na zasadzie, że takie i takie argumenty przekonują Cię o winie bądź o niewinności (chodzi mi o sensowne argumenty dotyczące sprawy, a nie np. to, że Spacey, jak napisałeś "pomimo tego ze jest mniej lubiany dalej ma miliony na koncie", co jest konsekwencją jego pracy w zawodzie aktora, nie ma nic wspólnego ze sprawą o potencjalne napastowanie, a pisanie o tym, tak jak napisałeś ktoś mógłby uznać za wybuch zazdrości...). Kiedy ktoś pisze uczciwie, nie osądzając Spacey'a, uznajesz, że ten ktoś "broni Kevina". Tłumaczę Ci więc różnicę - tu idzie o obronę sprawiedliwości, o walkę z bezmyślnym linczem. Bezrefleksyjnie kreujesz się na wrażliwego poprzez zaszczuwanie Spacey'a, choć oczywiście nie masz pojęcia czy jest powód by go za coś karać. Taka fałszywa moralność w istocie dokładnie amoralna. I do tego właśnie jeszcze zagrywka z tekstem "ktoś złośliwy.... (tu wrzucanie autorce tematu)... ale nie jestem złośliwy". Prostacka hipokryzja.

              Tak więc tłumaczę Ci, że to, co napisałeś było osądzaniem, było to też złośliwe i było również najzwyczajniej po prostu głupie, bo nie dość, że się w tym obnażyłeś ujawniając swoją nieprzyjemną amoralną stronę, to jeszcze podkreśliłeś braki intelektualne, bo to, co napisałeś nijak ma się do matematycznego umysłu, który powinien być logicznym... i wpisałeś się w tym temacie jednocześnie sugerując, że osoba faktycznie moralna zamiast tu pisać powinna się skupić na walce ze złem. I odnośnie tej końcówki, skoro trzeba Ci tak dokładnie wszystko tłumaczyć, istotnym elementem walki ze złem jest walka z niesprawiedliwością, czyli udział w tego rodzaju dyskusjach jest właśnie bardzo, bardzo ważny. Stanie obok i przyzwalanie na niesprawiedliwość jest źródłem zła. I, tu wypada mocno podkreślić, nie ma znaczenia czy niesprawiedliwość dotyka biednego czy bogatego człowieka (bo piszesz tak jakby bogaty już nie miał prawa do bycia sprawiedliwie traktowanym). A ponadto, i tu uwaga, bo wcześniej nie zrozumiałeś, pisząc to, co napisałeś sam stwierdziłeś, że nie masz "chłodnego matematycznego umysłu", bo... wpisałeś się w tym temacie zamiast ten czas poświęcić na walkę ze złem tego świata. Na co Fujfilm odpisała Ci krótko właśnie to stwierdzając - to samo co już sam o sobie napisałeś. Na co Ty jej odpisałeś, że Cię rozczarowała bo Cię oceniła, bo wypowiada się na temat Twojego umysłu....

              Jednym słowem sam nie ogarniasz tego, co piszesz. Co jednak oczywiście nie zmienia tego, że ludzie, którzy czytają to, co piszesz łatwo zauważają, że: 1. Byłeś złośliwy i osądzałeś (więcej niż oceniałeś) autorkę tematu jak i Spacey'a, 2. Autorka jedynie powtórzyła po Tobie to, co sam napisałeś na swój temat, 3. Zaciekawiło Cię i napisałeś parę zdań o tym, że skoro to to tamto - dałeś pełny wyraz temu, że dziwi Cię, że autorka nie pisze/myśli inaczej niż pisze/myśli, że jednocześnie to jej nie obchodzi, a tamto obchodzi - zaciekawiło Cię jak to możliwe, czyli zdziwiło Cię.

              • BLEDNE zalozenia zmieniają rzeczywistość:

                1. Nie jest tajemnica, ze wypowiedzi można rozumieć roznie, to ze według CIEBIE osadzalem, byłem zlosliwy oraz glupi, nie znaczy ze jest to prawda, pisze to ponownie

                2. Jako autor mojej wypowiedzi doskonale wiem co miałem na myśli, także Twój komentarz w którym INTERPRETUJESZ moja wypowiedz jest interpretacja BLEDNA-> nie miałem na myśli tego o czym piszesz

                Dla przykładu: NIE jestem stronniczy w tej sprawie, nie trzymam ani jednej ani drugiej strony, ponadto zakładam możliwość ze kevin jest niewinny -> gdybys spytala zamiast BLEDNIE zakladac co mysle, uniknelabys pomyłki, a tak mamy kolejna chybiona diagnozę!

                Miałem konczyc, ale pozwole sobie zadac pytanie-> co napisalabys osobie która na filmowym forum blednie intepretuje Twoje wypowiedzi, stara sie tlumaczyc Tobie co Ty sama napisalas(wiem brzmi dość niedorzecznie) oraz przy okazji po kilku postach, ot tak jak gdyby to było nic wielkiego dokonuje oceny Twojego umysłu?

                • Błędne założenia dają błędne wnioski, a nie zmieniają rzeczywistość.
                  Z mojej strony nie było żadnych założeń. Wypowiadasz się nielogicznie usiłując łączyć ze sobą kwestie niepowiązane i wyciągasz z tego wnioski, które siłą rzeczy są błędne.

                  ad.1. Nie jest kwestią interpretacji to, co robisz dosłownie i wyraźnie. Mógłbyś pisać o różnym rozumieniu wypowiedzi, które nie są sformułowane aż tak dosłownie jak Twoje.

                  ad.2. Powtarzam: nie było tu miejsca na interpretacje ponieważ wypowiedziałeś się dosłownie. Przy czym oceniłeś (a nawet osądziłeś) Fujfilm i to nie tylko w jednym miejscu, natomiast jeśli chodzi o to najeżdżanie na nią za to, że niby oceniła Twój umysł, to patrząc na te wpisy na chłodno powinieneś w końcu zauważyć to, co jest widoczne dla innych, czyli, że ona po prostu powtórzyła to, co już sam napisałeś (sam się odciąłeś od posiadania chłodno rozumującego matematycznego umysłu) nie dodając nic od siebie, na co Ty zareagowałeś wielkim urażeniem, przystąpiłeś do dalszej jej oceny i, żeby było zabawniej, dodałeś, że Cię rozczarowała (jakbyś sądził, że dla niej Twoja ocena jej osoby będzie taka ważna...). Nie wiem po co zabierasz się do tego typu dyskusji skoro wszystko odbierasz tak emocjonalnie, co kończy się zniekształceniem treści i silnym stresem dla Ciebie. Dalej zacząłeś jej się chwalić swoją pokorą nie zauważając oczywistego faktu, że pokora wyklucza tego rodzaju przechwałki. Tak więc cały czas mamy problem z Twoim niezrozumieniem tego, co sam robisz. Nie zastanawiasz się co piszesz.

                  Piszesz o stawianiu diagnozy, cytuję: "Twoja diagnoza, o która nie prosiłem" . Biedny, pokrzywdzony diagnozowany rozmówca, jednak rzeczywistość wygląda tak, że jest to forum publiczne i w związku z tym kiedy ktoś się tutaj wypowiada to każda inna osoba ma prawo skomentować jego wypowiedź i jej wpis nie będzie wypowiedzią "nieproszoną". I każda wypowiadająca się osoba powinna być przygotowana na to, że mogą się pojawić komentarze do jej wpisów (bo na tym polega dyskusja i temu służy publiczne forum dyskusyjne) i nie reagować urażeniem i pretensjami, jeśli się pojawią.

                  Pytasz: "co napisalabys osobie która na filmowym forum blednie intepretuje Twoje wypowiedzi, stara sie tlumaczyc Tobie co Ty sama napisalas(wiem brzmi dość niedorzecznie) oraz przy okazji po kilku postach, ot tak jak gdyby to było nic wielkiego dokonuje oceny Twojego umysłu?"

                  Niezrozumienie czyichś wypowiedzi na forum dyskusyjnym jest całkiem częste i, tu Cię zdziwię, nie jest ani czymś niedorzecznym, ani też nie jest czymś, co musi prowadzić do nieprzyjemnych odczuć, kłótni, płaczu, obrażania się itd. Ma to różny charakter, w różny sposób można się wzajemnie nie zrozumieć czy błędnie zinterpretować cudzą wypowiedź. Jeśli pytasz o mnie, to w takich sytuacjach po prostu opisuję swoje poglądy czy np. interpretację danego filmu czy symbolu, czy jakiejś sceny, starając się lepiej dobrać słowa i mocniej doprecyzować, niż uczyniłam to za pierwszym razem, by być lepiej zrozumianą i w możliwie najwyższym stopniu uniknąć kolejnego zaistnienia błędnej interpretacji. Jeśli nie uda się również po drugim wytłumaczeniu, to staram się dalej jeszcze raz formułując wypowiedź jeszcze inaczej. Zwykle nie potrzeba aż tak wielu tłumaczeń, zwykle wystarcza jedno. Jest to bardzo dobry trening sprawnego artykułowania myśli. Często też dopytuję jak i dlaczego (w sensie kierując się którym fragmentem itd.) ktoś coś zrozumiał w dany sposób, by lepiej wyjaśnić o co mi faktycznie chodziło. Zwykle takie sytuacje nie stanowią problemu, a potrafią być rozwijające na tej zasadzie, że uświadamiają inne spojrzenia (nie tylko na to, co jest tematem rozmowy, ale też na sposoby opisywania tego jak i kwestie, które pojawiają się spontanicznie na marginesie całej dyskusji), co jest bardzo przydatne w rozwoju. Mogę też sobie dzięki takim sytuacjom uświadomić niedostatki/wady/błędy tego w jaki sposób coś opisuję, co daje mi możliwość doskonalenia. W części przypadków mogę też uświadomić sobie błędność jakichś swoich poglądów czy jakiejś interpretacji, bo przecież wcale nie jest tak, że jeśli ktoś pisze na temat mojej wypowiedzi coś, co w pierwszym momencie odbieram jako błędną jej interpretacje czy niezrozumienie, to zawsze faktycznie jest to błędne. Ja się mogę mylić, a mój rozmówca może mieć rację i dzięki wymianie takich komentarzy rozmówca może mi uświadomić jakiś błąd, który wcześniej przeoczałam. Często właśnie trudno samemu zauważyć jakieś błędy czy luki swojego rozumowania i taka dyskusja jest tu bardzo pomocna. Dyskusje stanowią przyjemny sposób sprawdzania jak i poszerzania swoich interpretacji czy poglądów. I ten pozytywny pro rozwojowy efekt zachodzi właśnie przy różnicy zdań, ponieważ kiedy rozmawiają osoby o poglądach, które się zupełnie lub mniej więcej pokrywają, to nie pojawia się w toku dyskusji nic nowego, co by je mogło jakoś wzbogacić.

                  Tak więc absolutnie żadna taka sytuacja, gdy zachodzi niezrozumienie czy rozmówcy prezentują sprzeczne poglądy, nie musi kończyć się nieprzyjemnie o ile rozmówcy, a szczególnie ten, który uważa, że został źle zrozumiany, reagują w dojrzały sposób i nastawieni są faktycznie na owocną rozmowę, a nie na jakieś docinki, obrażanie się i inne przepychanki.

  • Twoja teoria sprawdziłaby się, gdyby poza Rappem nikt się nie zgłosił z tym samym zarzutem bo ogrom ludzi z nim pracował i oczekiwałem wsparcia Spaceya. To, do czego teraz doszło- sceny do Wszystkie Pieniądze Świata są nagrywane od nowa bo występuje w nich Spacey, a film był już gotowy- i tyle osób które mówi, że współpraca z nim była dziwna.. Nie mogą się mylić wszyscy na przestrzeni tak wielu lat. Spacey jest pedofilem, co najmniej.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: