Przy okazji doczytalem ze prawdziwy Steve Mcqueen zmarl w wieku 50 lat w 1980 na raka, byl palacy. Na wikipedii jest opisana jego dziwna terapia w meksyku gdzie jakis magik wstrzykiwal mu jakies specyfiki z plodu owcy i robil lewatywe z kawy. Kwas totalny.
Wracajac do czarnego steva to on zawsze bedzie sie kojarzyl z oscarowym szokiem gdzie ten gniot 12 years a slave wygral. Oscary od zawsze byly dnem bo nagradzane byly filmy ktore mialy zakamuflowane dewiacje tylko ze lepeij sie kamuflowaly przynajmniej.