Steve McQueen to mistrz budowania klimatu filmu - od braku muzyki po kilkunastominutową
scenę rozmowy (kręconą dwoma ujęciami, z tylko jedną zmianą) w "Głodzie". Cieszę się, że
od kilku lat mamy okazję oglądać to, co najwyraźniej dojrzewało w reżyserze latami, kiedy
nie zajmował się kręceniem kontrowersyjnych...
Ktos wpadl na pomysl ze pan kunta kinte bedzie rezyserem i to efekt tej blazenady. Typ robi tak denne filmy ze po 2och produkcjach juz sie odechciewa dalej oglkadac. Bezduszny syf dla lewakow z jakas emancypacja czarnych i innych ras.
Mozna robic dobre filmy o rasowych barierach ale to juz wyzsza szkola.
Przy okazji doczytalem ze prawdziwy Steve Mcqueen zmarl w wieku 50 lat w 1980 na raka, byl palacy. Na wikipedii jest opisana jego dziwna terapia w meksyku gdzie jakis magik wstrzykiwal mu jakies specyfiki z plodu owcy i robil lewatywe z kawy. Kwas totalny.
Wracajac do czarnego steva to on zawsze bedzie sie...