Recenzja filmu Fantastyczna 4 (2005)
Tim Story
Miriam Aleksandrowicz

(Nie)fantastyczny film

O realizacji kinowego filmu opowiadającego o przygodach Fantastycznej Czwórki - bohaterów jednej ze sztandarowych serii komiksowych wydawnictwa Marvel, mówiono od ponad 10 lat. Przez ten czas ...
Filmweb sp. z o.o.
O realizacji kinowego filmu opowiadającego o przygodach Fantastycznej Czwórki - bohaterów jednej ze sztandarowych serii komiksowych wydawnictwa Marvel, mówiono od ponad 10 lat. Przez ten czas fani, co jakiś czas dowiadywali się, że coraz to nowa osoba pracuje nad scenariuszem i coraz to nowy artysta zainteresowany jest reżyserią projektu. Lata jednak mijały a film nie mógł powstać. Sytuacja zmieniła się dopiero po serii sukcesów, jakie na międzynarodowych rykach odniosły "Spider-Man" i "X-Men". Zachęceni producenci zaczęli jak szaleni nabywać prawa do ekranizacji komiksów oraz wyciągać z szaf przykurzone już licencje. Szkoda tylko, że ich entuzjazm nie przełożył się na jakość realizowanych przez nich obrazów. Po fatalnych "Daredevilu" i "Elektrze" studio 20th Century Fox przedstawia nową adaptację popularnego komiksu, którą z wymienionymi tytułami łączy jedna wspólna cecha - lepiej by było, gdyby w ogóle nie została nakręcona.

Tytułowa "Fantastyczna czwórka" to grupa bohaterów, którzy w wyniku wypadku jakiego doświadczyli na stacji kosmicznej zostali obdarzeni supermocami. Reed Richards potrafi rozciągać swoje ciało, Susan Storm jest w stanie stać się niewidzialną oraz wytwarzać potężną barierę ochronną a jej brat - Johnny umie stać się żywą pochodnią oraz latać. Ostatni z Czwórki - Ben Grimm, w wyniku działania burzy kosmicznej zmienił się natomiast w Stwora - potężną istotę z kamienia, której nie imają się kule.
Jednak poza Johnnym, dla którego supermoce są powodem do radości, pozostali chcą jak najszybciej stać się na powrót "normalnymi" ludźmi.
Niestety, kiedy wyzwanie rzuca im potężny Dr Doom - obdarzony stalowym ramieniem złoczyńca chcący przejąć władzę nad światem, tylko ich unikalne zdolności dadzą im szansę na pokonanie przeciwnika.

Rysunkowa seria Stana Lee i Jacka Kirby'ego była na początku lat 60. czymś nowym i oryginalnym na komiksowym rynku. Autorzy zerwali w niej z utartymi schematami. Ich bohaterowie nie ukrywali twarzy pod maskami, byli bardziej rodziną niż drużyną, a na dodatek pozostawali ze sobą w ciągłych konfliktach.
Niestety, owe oryginalność i nowatorstwo były chyba zupełnie obcymi pojęciami dla twórców opisywanej ekranizacji sprawiającej chaotycznej mieszanki motywów i pomysłów znanych oraz sprawdzonych w kilkudziesięciu innych produkcjach.

W "Fantastycznej Czwórce" do wspólnego kotła wrzucono komedię, dramat obyczajowy, kino sci-fi i wreszcie na samym końcu opowieść o superbohaterach. W rezultacie powstała przeciętna aż do bólu i pełna logicznych dziur, pozostawiająca widza jeśli nie znudzonym, do to co najwyżej cudownie obojętnym wobec tego, co dzieje się na ekranie.

Przede wszystkim obraz dłuży się niemiłosiernie. Przez ponad połowę filmu dowiadujemy się w jaki sposób bohaterowie zostali obdarzeni supermocami (jakby ktoś nie wiedział) i kiedy wreszcie Fantastyczna Czwórka zaczyna faktycznie korzystać ze swoich mocy i pokazywać, co potrafi obraz się... kończy.

Sytuacji nie ratuje drewniane aktorstwo. Z całej obsady bronią się jedynie Chris Evans - bowiem jako jedyny sprawia wrażenie, że przynajmniej dobrze się bawił oraz Michael Chiklis, który mimo "kamiennej" charakteryzacji potrafił oddać emocje jakie targają Stworem.

Nie będę krył, że "Fantastyczna czwórka" znudziła mnie rozwlekłą akcją, zmęczyła drewnianym aktorstwem oraz nieciekawym polskim dubbingiem i zirytowała nieudolną reżyserią. Szczerze odradzam wycieczkę do kina. Wbrew tytułowi w tym filmie nie ma nic fantastycznego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 42% uznało tę recenzję za pomocną (78 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię