Recenzja gry Hitman 2 (2018)
Jacob Mikkelsen

Żeby nie było śladów

Popkultura nauczyła nas wierzyć, że praca płatnego zabójcy to zajęcie niemal prestiżowe, bo dostępne nielicznym, którzy mają i gadane, i strzelane. Killer na zlecenie kasuje przecież grube hajsy, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • platformy: PS4 Hitman 2 (2018)
Popkultura nauczyła nas wierzyć, że praca płatnego zabójcy to zajęcie niemal prestiżowe, bo dostępne nielicznym, którzy mają i gadane, i strzelane. Killer na zlecenie kasuje przecież grube hajsy, buja się po klubach i ma tak naprawdę gołębie serducho, bo rozbija łby tylko tym, co na to bezsprzecznie zasłużyli. Prawda jest cokolwiek inna, bo taki ancymon skasowałby cię zapewne za kilka tysięcy polskich nowych złotych i mieszka na sąsiednim blokowisku, czekając na telefon od lokalnego gangstera. Ale serial pod tytułem "Hitman" oferuje, oczywiście, doświadczenie premium.

photo.title

Czyli łazimy pod krawatem, pięknych kobiet nie brakuje, szybkie samochody też się trafią i dusimy tylko "tych złych", lecz nie, jak się okaże, dla pieniędzy. Bynajmniej. Kto miał kiedykolwiek do czynienia z obecną na runku już od niemal dwudziestu lat serią – albo chociaż z jej udanym odświeżeniem z 2016 roku – kojarzy perypetie bezimiennego agenta numer 47, którego wyhodowano, wyszkolono i przysposobiono do wykonywania zadań na zlecenie tajemniczej agencji; moralnie jest jako tako czysty, rzecz jasna na tyle, na ile się w tej profesji da. Facet był dla gracza istną niewiadomą i z każdą misją kolejne gry odkrywały informacje z przeszłości idealnego zabójcy, często nieznane nawet i dla samego zainteresowanego. Świeżutki "Hitman 2" nieco tę fabułę modyfikuje, ale już prolog przybliża nam nowe status quo i znajomość poprzedniej części, choć zalecana, nie jest niezbędna. Szczególnie że fabuła jest najsłabszą stroną gry, podana została jako nudna paplanina, cokolwiek zagmatwana i kompletnie nieangażująca. Szczęśliwie sequel nie posiada epizodycznej struktury rebootu, dlatego można wszystkie misje potraktować jako oderwane od siebie zlecenia luźno połączone bełkotliwym scenariuszem. Na szczęście są one zwykle całkiem niezłymi – nawet jeśli i chwilami kuriozalnymi – opowiastkami. O ile będziemy chcieli ich słuchać.

photo.title

Krótko mówiąc: "Hitman 2" jest raczej przedłużeniem gry z 2016 roku niźli jakimś radykalnym usprawnieniem. Agent 47 to dalej sztywniak, który nie potrafi zeskoczyć z balkonu na parterze albo otworzyć drzwi do kabiny, co by posadzić trupa na sedesie, sprint również jest pojęciem dlań nieznanym. Odbiera to grze dynamikę, ale z drugiej strony seria ta nigdy nie stawiała na akcję sensu stricto i pojedynki na karabiny maszynowe szybko kończyły się śmiercią naszego gieroja. Za to do dyspozycji mamy praktycznie nieograniczony arsenał (podtytuł gry, "uczyń świat swoją bronią" nie jest na wyrost), dlatego należy zbierać po drodze, co się da, bo trudno wyczuć, czy będziemy potrzebować śrubokręta, aby przebić beczkę z benzyną i sprokurować ładny wybuch, czy chloroformu, który rozpylimy do systemu wentylacyjnego, a potem bez problemu skręcimy kark śpiącemu celowi. Bo faktycznie postarano się, żebyśmy mieli należytą swobodę i mogli albo zrobić wjazd na rympał z gnatem (tak, można rozegrać i taki scenariusz), albo zaplanować coś bardziej finezyjnego. Gra owe sfabularyzowane scenariusze nam podrzuca, czyli to nie tak, że trzeba się głowić przez godzinę, co i jak zrobić; wystarczy znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie i podsłuchać fragment toczonej rozmowy, dzięki czemu odpalamy tryb zadaniowy. Szturm na rezydencję narkotykowego barona z góry skazany jest na klęskę, ale gdy podszyjemy się pod jego tatuażystę (uprzednio doprawiając mu piwo trutką na szczury), zostaniemy z nim sam na sam...

photo.title

I, co stanowi jedną z większych zalet "Hitmana 2", podobnych scenariuszy jest kilka na planszę, co jest istotne dla tak zwanego replay value; dany etap można rozegrać kilkakrotnie. Albo zupełnie je zignorować i podążyć swoją drogą. Furtek jest tu niemało. Kampania to niby tylko sześć misji – od kolumbijskiego miasteczka do spokojnych amerykańskich przedmieść i zatłoczonych indyjskich ulic – ale etapy są rozległe, zróżnicowane i żywe, zachęcają do eksploracji, choć słabo za nią wynagradzają; sam nie zwracałem zbytniej uwagi na przyznawane mi punkty, cieszyło mnie samo obcowanie z grą. A to niemało. Muszę jednak w tym miejscu dodać, że czasem mechanika chrupie i znaczniki podpowiadające, gdzie znajdziemy cel czy wyjście, są konfundujące i niedokładne, nie rozstawajcie się z mapą i trybem instynktu, który działa niczym istny rentgen i pomaga zorientować się gdzie, co i jak. Z rytmu potrafi też wybić nadal niedoskonałe AI, bo jeśli zrobimy wszystko zgodnie z tym, co każe nam gra i załatwimy kogoś prawie że na oczach strażnika, ten zaraz przejdzie do porządku dziennego nad śmiercią szefa. Ale cóż, nie ma rzeczy – i gier – doskonałych.

photo.title

Sequel odkurzonego "Hitmana" oferuje, po prostu, kolejną porcję tego samego, czyli solidnej gry pozwalającej bez plamy na sumieniu wykończyć kilka szumowin, do tego w efekciarski sposób. Nie da się tej gry rozłożyć na czynniki pierwsze przy jednym przejściu, powroty do ukończonych już misji są pożądane, co jednak nie zniechęci tych, co sobie lubią po prostu przespacerować przez – niezbyt znowu trudną i stosunkowo krótką – grę. Żywotność "Hitmana 2" podbijają Ulotne Cele, czyli zadania pojawiające się co pewien czas i na pewien czas, a pierwszym gościem do skasowania jest nieśmiertelny Sean Bean. Będą też opcje sieciowe, ale tych nie mogłem należycie przetestować, bo gdy piszę te słowa, od premiery gry dzieli mnie jeszcze dobrych kilkadziesiąt godzin. Ale już teraz nie da się nie docenić możliwości, jakie przed nami roztoczono; jeśli nie uda się drzwiami, to idźmy oknem, bo zawsze istnieje jakiś sposób dostosowany do naszego stylu gry. No to lećmy zabijać.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Bartosz Czartoryski
ocenia tę grę na:
1 10 7/10 dobra