Recenzja filmu Öndög (2019)
Quan'an Wang

Dinozaury

Jeśli udaje się zabieg oczarowywania widza nie tylko powolnie rozwijaną opowieścią, ale przede wszystkim samą urodą stepu i logiką porządkiem życia w ekstremalnych warunkach, to dzieje się tak w ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Öndög (2019)
Ciemną nocą samochód przemierza step. Słyszymy wyimki rozmów, widzimy tylko tyle, ile widzą pasażerowie – oświetlony krótkimi światłami najbliższy horyzont. Nagle w świetle reflektorów ukazują się nagie kobiece zwłoki. Nie wiemy, jak się tam znalazły, widzimy tylko, że pośród monotonnego, pokrytego trawami krajobrazu, wyglądają tyleż przerażajaco, ileż surrealistycznie. Tego rodzaju obiektów wyjętych jakby z innego porządku będzie w filmie więcej. Ukazane są zawsze w zaskakujących, pięknie skomponowanych kadrach, odkrywających paradoksy życia na mongolskim stepie.

Do pilnowania miejsca zbrodni na pustkowiu starszyzna policyjna wyznacza najmłodszego oficera, który nie ma żony, dzieci, co stawia go najniżej w tutejszej hierarchii. Chłopaka, który zostaje sam ze zwłokami, obserwujemy w serii absurdalnych kadrów: a to wiatr zrywa płachtę z ciała, a to młody policjant, w rytm puszczanego z komórki heavy metalu, tańczy, by nie zamarznąć. Step jest bowiem śmiertelnie niebezpieczny nie tylko ze względu na szwendające się po nim wygłodniałe wilki, ale i warunki atmosferyczne, szczególnie dotkliwe nocą. W ich przetrwaniu pomaga mu jedyny w promieniu 100 kilometrów mieszkaniec: kobieta samotnie hodująca owce. Z paczką papierosów i butelką gorzały przybywa na dwugarbnym wielbłądzie dotrzymać strażnikowi towarzystwa. Co wydarzyć może się między tym dwojgiem nocą przy ognisku? Na zagadkę kryminalną i film surwiwalowy zaczyna nakładać się romans.

To jednak tylko kolejna zmyłka, bo ambicje tego dziwacznego, pełnego paradoksalnego uroku filmu sięgają wyżej. Całość skąpana jest w poetyce slow cinema, zastępującego nieustanne dzianie się powolną kontemplacją obrazów, ale częste w tego rodzaju filmach natchnienie i egzaltacje przyprawiane zostają sporą porcją humoru. Także dzięki temu piętrowa konstrukcja formalna daje jednocześnie bardzo prosty i niewymuszony efekt, właściwy twórczości Wang Quan'ana. Reżyser, a także scenarzysta i producent pokazywanego podczas 69. Berlinale "Öndöga" dał już wcześniej dowody swemu wyczuciu i talentowi choćby w nagrodzonym w Berlinie w 2006 roku Złotym Niedźwiedziem "Małżeństwie Tui" czy Srebrnym cztery lata później "Razem i osobno".

Tym razem twórca, należący do tzw. szóstej generacji chińskich filmowców (czyli drugiej, która ukończyła otwartą na nowo po rewolucji kulturalnej pekińską szkołę filmową), opowiada nie o Chinach, ale Mongolii. Te same pozostają jednak odróżniające go od innych twórców pokolenia tematy. Są to przede wszystkim skoncentrowanie na bohaterze kobiecym oraz wychodzenie z kamerą poza miejski krajobraz, zainteresowanie tym, co dzieje się na peryferiach. Trudno o miejsce bardziej odizolowane niż mongolski step, którego sama obserwacja daje niesamowitą wręcz przyjemność wizualną i poznawczą. "Öndög" nie skrywa fascynacji tą krainą, przeciwnie – ulega jej całkowicie i próbuje zarazić nią widza, któremu przypomnieć się mogą pejzaże z kręconego tam przez Martę Minorowicz "Zuda".

Jeśli udaje się zabieg oczarowywania widza nie tylko powolnie rozwijaną opowieścią, ale przede wszystkim samą urodą stepu i logiką porządkiem życia w ekstremalnych warunkach, to dzieje się tak w dużej mierze dzięki zdjęciom Aymericka Pilarskiego, który wyczarowuje tu obrazem cuda. Niekiedy każe się mu przyglądać niczym przez peryskop, innym razem przyśpiesza, gubi ostrość, podchodzi bardzo blisko. W panoramicznym formacie, potęgującym wrażenie wszechpotęgi natury i kruchości człowieka wobec niej, funduje nam co rusz nieoczekiwane punkty widzenia, napełnia go rewią kolorów. Celebruje przy tym surrealistyczne sytuacje w kadrze, podkreślające napięcie między surową naturą a wdzierającą się na step nowoczesnością.

Zasilana baterią słoneczną jurta, pociąg z jednym wagonem, oświetlany latarniami przystanek donikąd – niektóre z tych obrazów same w sobie są poezją, inne mają wyraz humorystyczny. Zawsze jednak pełne są szacunku dla tych, którzy, mimo wszystko, wciąż żyją na stepie. Oni sami zresztą przyrównują się do wymarłych gatunków – öndög oznacza po mongolsku "jajo dinozaura". Nietrudno więc domyślić się, że ostatecznie głównym tematem filmu jest nie popełniona na stepie zbrodnia, ale samo przetrwanie. Ukazany nad wyraz sugestywnie łańcuch pokarmowy i łańcuch pokoleń.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
Adam Kruk
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry