Recenzja filmu Faceci od kuchni (2012)
Daniel Cohen

Jak smacznie gotować i dobrze żyć

Na bazie bardzo prostych, wręcz konwencjonalnych elementów fabularnych reżyser buduje przesympatyczną, ciepłą i rozgrzewającą optymistycznym przesłaniem opowieść o ludziach, którzy połączyli ...
Filmweb sp. z o.o.
Jeśli znudziły Was już kryminały znad Sekwany albo zniesmaczyły kolejne krwawe wybryki francuskich reżyserów, pora poznać ich łagodniejsze oblicze. Od pewnego czasu dystrybutorzy kuszą nas smakowitymi kąskami komediowymi i trzeba przyznać, że jak na razie menu wygląda nad wyraz zachęcająco. Tak przynajmniej jest w przypadku plat du jour "Faceci od kuchni".

Bohaterem filmu jest Jacky, który ma w życiu dwie miłości. Pierwszą jest jego ciężarna partnerka, której jednak boi się oświadczyć. Drugą - wyrafinowana kuchnia. Niestety jest perfekcjonistą, który nie przyjmuje krytyki ani "wulgarnych" wymagań klienteli restauracji. Dlatego też nigdzie nie potrafi zagrzać miejsca. Kiedy porzucił już nadzieję, że zostanie chefem z prawdziwego zdarzenia, poznaje swojego idola Alexandre'a, mistrza kulinarnych przysmaków, od lat kierującego restauracją otrzymującą w prestiżowym przewodniku Michelina trzy gwiazdki. Niestety, nowy właściciel ma dość staromodnych metod Alexandre'a i zamierza zastąpić go kucharzem na miarę XXI wieku oferującym menu z kuchni molekularnej. Jacky i Alexandre połączą więc siły, by uratować dobre imię wyrafinowanych dań, a przy okazji nauczą się, co naprawdę liczy się w życiu.

Jak widać, fabuła nie jest szczególnie odkrywcza. Lecz tak jak w kuchni, tak i tu nie liczą się składniki, a to, co z nich zostanie przyrządzone. Na bazie bardzo prostych, wręcz konwencjonalnych elementów fabularnych (jak męska przyjaźń, relacja ojciec-córka, miłość i widmo małżeństwa) reżyser buduje przesympatyczną, ciepłą i rozgrzewającą optymistycznym przesłaniem opowieść o ludziach, którzy połączyli pasję z życiem zawodowym. To również przypowieść o tym, byśmy znaleźli w naszym życiu miejsce na różnorodność, a nie zatracili się w jednym zajęciu. Morał podany został bez nachalnego ewangelizowania i dlatego ani przez chwilę nie wybrzmiewa fałszywie.

Uroku filmowi dodaje znakomicie odnajdujący się w komediowej konwencji Michaël Youn. Nie jest to aktor tak rozpoznawalny jak partnerujący mu Jean Reno, ale warto zwrócić na niego uwagę. Jest tu totalnym kulinarnym geekiem, funkcjonującym na granicy patologicznej obsesji, a jednak potrafi utrzymać sympatię widza, unikając piętnującego stygmatu osoby, którą należałoby poddać terapii wstrząsowej, by uodpornić go na pociąg do noży, talerzy, warzyw, owoców i mięs. Udanym pomysłem było również dodanie na drugim planie trzech poczciwych kucharzy z domu opieki. Są niczym wentyl bezpieczeństwa strzegący, by film nie stał się nieznośnie ckliwy. Najzabawniej jednak wypadają sceny, w których twórcy wyśmiewają się z kuchni molekularnej. Oglądając "Facetów od kuchni", można mieć spore wątpliwości, czy coś takiego istnieje naprawdę, tak absurdalnie (i śmiesznie) została pokazana. Jednak nauka coraz mocniej rozpycha się wśród garnków i patelni. Sami więc będziecie musieli ocenić, czy staniecie po stronie bohaterów filmu, czy też uznacie ich za relikt przeszłości. Tak czy siak z filmu wyjdziecie zadowoleni i... głodni. Można żałować, że w trakcie seansu nie są serwowane posiłki pojawiające się na ekranie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 76% uznało tę recenzję za pomocną (46 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry