Recenzja filmu Moje córki krowy (2015)
Kinga Dębska

Kino mądrze rodzinne

Dębska tworzy ciekawe kobiece kino, dające kobiecym bohaterkom przestrzeń, w której mogą się wyrazić poza romantycznymi czy macierzyńskimi scenariuszami, w której kobiety mogą rozmawiać ze sobą i ...
Filmweb sp. z o.o.
Przyznam szczerze: od filmów takich jak "Moje córki krowy" na ogół trzymam się z daleka. Gdy w katalogu festiwalu w Gdyni przeczytałem, o czym ma to być film – dwie siostry, umierająca matka, chory ojciec, rodzinne konflikty – zastanawiałem się, czy w ogóle warto poświęcić mu czas. Telewizyjne filmy emitowane po serwisach informacyjnych w środku tygodnia zupełnie zbanalizowały tego typu historie. Zachęcony pozytywnymi opiniami kolegów i koleżanek jednak poszedłem – i nie żałuję.


Filmowi Kingi Dębskiej z pewnością nie można zarzucić telewizyjnego banału. Wielokrotnie opowiadaną już historię udaje się jej przedstawić w sposób świeży, z wielką kulturą filmową i humorem. Nie ma w jej filmie sentymentalizmu, moralnego szantażu, oczywistości. Są za to: subtelny psychologiczny rysunek postaci, dyskretny humor, mądre niedopowiedzenia, dobrze napisane dialogi. Narrację niosą już same świetnie skonstruowane postacie. Mają one życie wewnętrzne, targają nimi sprzeczne emocje, mówią wiarygodnym językiem, mają problemy, ale i zdolne są do pięknego postępowania – nie zawsze jest to w polskimi kinie norma. W dodatku odtwarzają ich koncertowo grający aktorzy: od świetnej jak zawsze Agaty Kuleszy, do obsadzonego wbrew emploi Jacka Stronga Marcina Dorocińskiego w roli safandułowatego, wiecznie bezrobotnego męża-trutnia na utrzymaniu żony.

W centrum narracji Dębskiej znajduje się relacja dwóch dorosłych sióstr. Marta (Kulesza) to rozwiedziona gwiazda telenoweli drugiej kategorii, Kasia (Gabriela Muskała) to nauczycielka z mężem i nastoletnim synem. Pierwsza jest twardsza, bardziej zaradna, ale też sprawia wrażenie zimnej i zdystansowanej. Druga podpija, jest mniej życiowo obrotna, ale nie jest złą osobą i bardziej poświęca się dla bliskich. Żadna nie redukuje się w filmie do zbiorów stereotypów. Dynamika relacji między nimi – zawiści, rywalizacji, solidarności, zdobywania przewagi, pomocy – zostaje doskonale wygrana i pokazana na ekranie.


Dębska tworzy ciekawe kobiece kino, dające kobiecym bohaterkom przestrzeń, w której mogą się wyrazić poza romantycznymi czy macierzyńskimi scenariuszami, w której kobiety mogą rozmawiać ze sobą i o sobie, odnosić się przed wszystkim do siebie, nie do swoich mężów/ojców/synów/kochanków. W bardzo męskim polskim kinie nie jest to częste i tym bardziej należy "Moje córki krowy" docenić. Amerykańska autorka komiksów, Alison Bechdel, zaproponowała kiedyś test, jakim można by poddawać filmy z punktu widzenia obecności w nich kobiet. Test ten składa się z trzech pytań: Czy w filmie występują przynajmniej dwie kobiety? Czy rozmawiają ze sobą? Czy rozmawiają o czymś innym niż mężczyznach? Dzięki filmowi Dębskiej, ale także "Body/Ciału" i "Córkom dancingu" mieliśmy wreszcie w tym sezonie kilka filmów zdolnych spełnić te proste wymagania.

Film Dębskiej oferuje wreszcie bardzo odświeżającą wizję rodziny. Szczęśliwa familia jest jednym z podstawowych mitów kina. Zwłaszcza w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Rodzina często przedstawiana bywa jako miejsce, gdzie zawsze możemy wracać, podstawowy horyzont bliskości, szczęścia i solidarności. Mit ten przybiera często przesadnie przesłodzone, mdlące formy, podawany bywa w mocno topornych formatach. Dębskiej udaje się stworzyć kino mądrze rodzinne. Rodzina bywa tu źródłem cierpień, konfliktów, zawiści, rywalizacji. Wpisane w nią relacje nie zawsze są różowe. Marta być może pogardza Kasią i jej mężem. Kasia faktycznie sobie nie radzi i wykorzystuje finansowo ojca (Marian Dziędziel). Ten jest z kolei egoistyczny, zdziecinniały, miejscami chamski dla swoich córek. Ale mimo wszystko rodzina jest dla każdego z nich źródłem sensownej więzi, bliskości. Momenty złości, wkurzenia, kłótni i pretensji przeplatają się z poczuciem autentycznej bliskości. Pokazanie tego w subtelny sposób, mądra, dowcipna rodzinność tego filmu, jest największą siłą "Moich córek krów".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (203 głosy).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)