Recenzja filmu Juliusz (2018)
Aleksander Pietrzak

Nauka latania

Nie ma tu taniego glamouru znanego z TVN-owskich komedii: szklanych korporacyjnych pałaców, kilometrowych apartamentów i limuzyn prosto z salonu. Są za to nieźle napisane dialogi, żarty z ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Juliusz (2018)
Choć nad scenariuszem "Juliusza" pracowało w pocie czoła aż ośmiu autorów, w pełnometrażowym debiucie Aleksandra Pietrzaka można dostrzec ślad autorskiego stempla. Po świetnie przyjętych etiudach "Mocna kawa wcale nie jest taka zła" oraz "Ja i mój tata" 25-letni reżyser nakręcił kolejny film, którego sercem jest skomplikowana relacja między ojcem a synem. Jeśli więc po zwiastunach spodziewaliście się kabaretowego skeczu imitującego kino, czeka Was pozytywne zaskoczenie. "Juliusz" to udany mariaż zadziornej, wywiedzionej z ducha stand-upu komedii oraz rodzinnego melodramatu w stylu "Debiutantów".


Grany przez Wojciecha Mecwaldowskiego tytułowy bohater to nauczyciel plastyki w średnim wieku, któremu takie uczucia jak spełnienie oraz radość życia są raczej obce. Mimo czterdziestki na karku wciąż dzieli mieszkanie z chorującym na serce ojcem - alkoholikiem i kobieciarzem (Jan Peszek). W pracy na każdym kroku spotyka się z dowodami braku uznania ze strony przełożonego (Andrzej Chyra) i uczniów. Aby związać koniec z końcem, mężczyzna chwyta się coraz to nowych chałtur, które wynajduje jego najlepszy przyjaciel (Rafał Rutkowski). Szansą na odmianę losu okaże się przypadkowe spotkanie z sympatyczną panią weterynarz (Anna Smołowik). Czy jednak Juliusz – złoty medalista w asekuranctwie oraz duchowy brat Adasia Miauczyńskiego – odważy się choć raz postawić wszystko na jedną kartę?

Film Pietrzaka ogląda się początkowo jak zbiór anegdot, których jedynym spoiwem zdaje się być postać głównego bohatera. Twórcy kpią z czego popadnie: absurdów polskiego piekiełka, tandety show-biznesu, realiów szkolnej dżungli, wątpliwej inteligencji służb porządkowych. Nieustannym obiektem żartów jest również niezmordowane libido ojca Juliusza. Z czasem okazuje się jednak, że kolejne komiczne epizody układają się w większą całość, a gagi coraz częściej przeplatane są momentami powagi. Twórcy opanowali sztukę, która Amerykanom przychodzi z łatwością, a w Polsce wciąż wydaje się czarną magią. Wiedzą, jak w obrębie jednej sceny rozbawić i wzruszyć widza, a przy okazji popchnąć do przodu intrygę. I choć ta ostatnia wydaje się w całości pozszywana z pomysłów, które widzieliście już kiedyś w innych filmach, "Juliusza" ogląda się z przyjemnością.

photo.title

Nie ma tu taniego glamouru znanego z TVN-owskich komedii: szklanych korporacyjnych pałaców, kilometrowych apartamentów i limuzyn prosto z salonu. Są za to nieźle napisane dialogi, żarty z zaskakującymi puentami oraz świetni aktorzy, którzy albo grali ostatnio w samych nieświetnych filmach, albo nie mieli do tej pory okazji wykazać się talentem przed szeroką publicznością. Rafał Rutkowski z wdziękiem wciela się w kumpla-kombinatora. Anna Smołowik jako ukochana bohatera łączy na ekranie wewnętrzne ciepło oraz twardy charakter. Show należy jednak do duetu Mecwaldowski – Peszek. Obaj z niezwykłym wyczuciem uderzają na przemian w tony komediowe i dramatyczne, tworząc pełnokrwiste kreacje mężczyzn różniących się od siebie pod niemal każdym względem, a zarazem niezwykle sobie bliskich.

Wizytówką "Juliusza" może być scena, która zaczyna się od minihołdu dla Chevy'ego Chase'a, ewoluuje w śmieszno-straszną sytuację rodem z "Pulp Fiction", by zakończyć się momentem szczerego wzruszenia. Twórcy nie boją się zderzać ze sobą różnych konwencji. Komedię romantyczną wzbogacają wątkiem sensacyjnym, sceny z udziałem aktorów mieszają z krótkimi animowanymi wstawkami, nieprzyzwoity żart na temat narządów płciowych potrafią przełamać niespodziewanym patosem. Ów eklektyzm wynika prawdopodobnie z faktu, że przy scenariuszu majstrowali zarówno popularni stand-uperzy, autorzy "Planety singli" jak i… krytyk filmowy. Nawet jeśli nie wszystkie ich dowcipy trafiają w dziesiątkę, finalny efekt jest świeży i  zabawny. "Juliusz" powinien namalować uśmiech na twarzy niejednego widza.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (83 głosy).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)